czwartek, 19 czerwca 2014

Bądź bohaterem w (nie) własnym domu!

"Aż się boję z tobą gdziekolwiek jechać - przyciągasz dziwne sytuacje" - pamiętacie? Tak powiedział do mnie mąż podczas ostatniego weekendu w Paryżu.


A było to tak. W niedzielny poranek z naszej uroczej dziewiątej dzielnicy pojechaliśmy na Défence, o której pisałam w przedostatnim poście. Paryż śpi. Cicho, spokojnie, na ulicach żywej duszy! Zanim ruszamy nad Sekwanę mamy sprawę do załatwienia. Obiecaliśmy znajomej z Côte d'Azure, że z paryskiego mieszkania jej syna zabierzemy do jej brukselskiego apartamentu parę drobiazgów. Jakieś kubeczki, poszewki i inne duperele, które łatwiej załadować do samochodu niż samolotu. Klucz ma być u stróża pod tym i pod tym numerem w domu naprzeciwko. Szukamy kamienicy, mąż ustala przez telefon co ma wziąć z tego mieszkania. Ja niecierpliwię się z boku, bo chciałabym jak najszybciej rozpocząć zwiedzanie miasta.






Nagle widzę przed sobą skuloną z zimna dziewczynę, bosą, w kusych szortach i T-shircie zarzuconym na, z całą pewnością, nagie ciało... W ręku trzyma mini tablet. Trzęsie się przestępując z nogi na nogę. Niecodzienny widok na paryskim bruku w niedzielny poranek w spokojnej, rezydencjalnej dzielnicy.



Na pierwszy rzut oka wygląda na kloszardkę, czy narkomankę. Pierwsze rzuty oka zazwyczaj są złudne i dopiero konkretne, świadome łypnięcie obojga oczu daje nam pełniejszy obraz sytuacji.

- Czy mogłabym skorzystać z telefonu? - prosi cichutko.
Widząc moją nieufność, opowiada w pośpiechu swoją historię.



Mieszka w sąsiedniej kamienicy. Wyjrzała rano przez okno na wewnętrzne podwórko od kuchni i zatrzęsło ją, bo oto kolejny już raz pies sąsiada nawalił kupę na jej wycieraczce. Miarka się przebrała i skoczyła szybko po tablet by udokumentować to zdjęciem. Zrobiła krok za próg , a dokładniej dwa i to był błąd. Zatrzaskujące się drzwi uświadomiły beznadziejność jej położenia. Przecież sąsiad, z którym wojuje z powodu psich kup, na pewno nie przyjmie jej pod swój dach, a reszta lokatorów wyjęchała na weekend...

- Dobrze, że całkiem nago nie wyszłam z domu - jęknęła - a mogło sie tak zdarzyć, bo tylko co z łóżka wstałam...


Wykonała z mojej komórki telefon do przyjaciela, który wypiął się najwyraźniej na nią i powiedział, że nie może przyjechać. Poradził by zadzwoniła do odpowiednich służb dyżurujących i życzył powodzenia. 



No, ale był ze mną mój mąż, ostatnia deska ratunku i Dobra Rada na wszelkie kłopoty! 




Po próbach wejścia do mieszkania za pomoca karty magnetycznej (zjedliśmy zęby na otwieraniu zatrzaśniętych przeze mnie drzwi, więc wiedzę związaną z ich forsowaniem mamy w paluszku), rozważyliśmy inne warianty.

Włamanie do samochodu, gdzie miała zapasowy komplet kluczy, wezwanie służb do ściągnięcia auta, wezwanie ślusarza, odrzuciliśmy ze względu na koszty. Najtańszym i najszybszym sposobem dostania się do domu było wybicie szybki w drzwiach kuchennych od strony wenętrznego podwórka. Mój mężczyzna ze swoim nieodłącznym MacGyverem 24 ostrza, okazał się Bohaterem w Niewłasnym Domu! Tra- ta- ta!!!


Wdzięczność dziewczyny nie miała granic, a cała akcja zajęła nam ze dwie godziny.




Uwielbiam wewnętrzne podwórka miejskich kamienic. Nie tylko francuskich, czy belgijskich. Te polskie, na przykład warszawskie też budzą we mnie wielką nostalgię. Muszę przyznać, że te, które znam we Francji czy Belgii, są dobrze strzeżonymi bastionami prywatności. Nie możesz do nich wejść ot tak, zza rogu ulicy. Zawsze zaskakują mnie swoim rozmachem, poczuciem bezpieczeństwa i gwarancją świętego spokoju. Uchylam dla was dzisiaj te dobrze strzeżone paryskie drzwi. Zajrzyjmy też wspólnie do typowego, francuskiego mieszkanka młodych ludzi przed 30tką. Za ich zgodą oczywiście.















33 komentarze:

  1. Lubie podgladac czyjeś domu , z tym większa przyjemnością zajrzałaś do tego , paryskiego ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem taka nieszkodliwa podgladaczka wnętrz:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jak to Francuzi :) dobre wino - nie jest złe:)

      Usuń
  3. Zwiedzanie z przygodami to jest to :-) moja sasiadka ostatnio zrobila to samo I przyszla do mnie w pidzamie, tez trzeba bylo organizowac akcje:-) jak ja nie lubie drzwi zatrzaskowych!!! wnetrza piekne:-) a faceci to lubia takie akcje kiedy moga sie wykazac, moze sie nie przyznaja, ale to sa chwile, kiedy moga sie poczuc supermenami, rozczulajace:-) buziaki!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, bardzo rozczulająco to wyglada, zwłaszcza jak trzeba pomóc kobietce, hi, hi :)

      Usuń
  4. Ależ piękny zegar.... A piwonie!!!!! serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  5. It looks very cozy. Top.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  6. Też lubię podglądać czyjeś mieszkania:)))Twój mąż ma rację,przyciągasz różne przygody:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Śliczne, klimatyczne mieszkanko. W sam raz dla młodych. Ależ niecodzienną mieliście przygodę.
    Na szczęście Pomysłowy Dobromir był pod ręką:))).

    OdpowiedzUsuń
  8. Historia mrożąca krew w żyłach :D A mieszkanko i kamienice urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To miała dziewczyna mimo wszystko szczęście:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki wam! miała szczęście, mogło się dla niej gorzej skończyć :) miłego długiego weekendu wszystkim :)

      Usuń
  10. No to mieliście zwiedzanie z przygodami:-). Fajnie jest zaglądnąć do czyjegoś domu...

    OdpowiedzUsuń
  11. Niby dwie godziny zwiedzania w plecy, ale przynajmniej w tym czasie nie próżnowałaś ;-) Miała dziewczyna szczęście, bo pewnie nie każdy byłby zainteresowany udzielaniem pomocy przygodnie spotkanej osobie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałaś kolejny ciekawy temat- masz...I okazję do czynienia dobra...i Mąż się przydał:-))))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo miłe i przyjemnie mieszkanko, Łapaczko Przygód i tematów na bloga :))

    OdpowiedzUsuń
  14. przyjemne mieszkanko ^^ a ten zegar jest cudowny ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. gawędziarka z Ciebie pierwsza klasa, dobrze się ubawiłam czytając

    Czy w Dzielnicy Devence jest jeszcze ten wielki, mosiężny kciuk, musi być :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. A pamiętasz że do mnie też kiedyś przyszedł taki zatrzaśnięty????
    http://prawiewszystkiemojepodroze.blog.onet.pl/2012/07/07/kubelek/

    Serdeczności Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  17. Aga!!!!!!!!!!!! popłakałam się ze śmiechu!!!!!!!!!! Pozdrowienia dla Mc Gayvera :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesamowita historia, dziewczyna miała szczęście, że byliście, mąż prawdziwy bohater...pozdrawiam...piękne zdjęcia mieszkania,...

    OdpowiedzUsuń
  19. Fantastyczne zdjęcia mieszkania, a historia z dziewczyną niesamowita:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. o kurcze no w wawie to ja nie uświadczyłam jeszcze tak zadbanych podwórek niestety raczej sa one obskurne mimo ze np kamienica piekna a wnetrze mieszkanka - boskie - haha biedna dziewczyna ale sie skonczylo szczesliwie i mam nadzieje ze facio od kup wdepnie w gów...LOL

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja hmm nie jestem maniaczka wnętrz rzadko kaidy patrze na to jak wygląda czyjeś mieszkanie ważne aby było czysto hhee

    OdpowiedzUsuń
  22. Ładne mieszkanie, podoba mi się.
    Historia rzeczywiście niecodzienna. Twój mąż po prostu wspaniale się sprawdził.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Pomoc bliźniemu - bezcenna
    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Agnieszko jesteście z mężem niesamowici. Doskonale Was rozumiem, My też podczas podróży mamy niesamowite przygody. Pomaganie ludziom w rożnych sytuacjach, to coś, co budzi największą radość... Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  25. A mnie się podoba Mc Gaywer w różach, no cóz potrafi i drzwi wyważyć i pochylić się nad różą.................buziaki >Basia

    OdpowiedzUsuń
  26. Kurcze a ja się nigdy nie przekonam do kamienic i bloków; wolę swój własny;może i bidny domek;własne podwórko gdzie hasają koty..W kamienicy nie umiałbym żyć..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wszystkiego mozna przyzwyczaić się, a nawet polubić:) Już chyba wszystkie warianty mieszkaniowe przeorobiłam, więc wiem o czym mówię :0 Przeprowadzalam się może z kilkanaście razy w życiu jak nie więcej :) Ze względu na psy jestem za opcja: dom z niewielkim ogródkiem :) by za dużo nie było do koszenia:)

      Usuń