niedziela, 16 czerwca 2019

Szlachetne zdrowie



W chorobie życie zwalnia i zaczyna biec innym torem, niezależnym od jego głównego nurtu. I już tamto wszystko ważne, przestaje być ważne nawet trochę. Zadufani we własne siły, płynący z prądem, niesieni nim wbrew sobie, zaczynamy nabierać pokory...

"365 dni mocy"


Mój własny jakże proroczy cytat, objawił mi się jak samospełniająca się przepowiednia w ostatnie tygodnie, miesiące, dni. I dochodzę do wniosku, że czasem trzeba porządnie walnąć się w głowę, spaść nią z góry na dół - dosłownie, by... złapać pion.


Liczne kłopoty zdrowotne moich rodziców ( z drżeniem serca wiedziałam, że kiedyś nadejdą jak u wszystkich, ale ciągle odpychałam od siebie tę wizję -" jeszcze nie teraz"), wypadek mego męża (teoretycznie - śmiertelny), a w ostatnich tygodniach - prawie identyczny, jego współpracownika i przyjaciela (tylko jeszcze z gorszymi konsekwencjami) bardzo zwyryfikował nasze postawy, priorytety, poukładał grafiki.
Nie starczało w tych dniach czasu na pisanie, ledwie starczało go na łatanie spraw i cerowanie rozpadającego się życia. Literatura może poczekać. Życie śpieszy się. Do śmierci. 
I choć dla autora zabrać pisanie - to jak zabrać tlen, musiałam poświęcić muzę dla innych spraw.  Nieraz zajeżdżałam do pracy z twarzą zroszoną od łez, bo emocje szukały ujścia, po chwili brałam się już na chłodno - za bary z życiem.
Słońce wychodzi zza chmur, a sytuacje krańcowe jak zawsze dostarczają wielu nowych spostrzeżeń i refleksji, obalają zrośnięte z nami stereotypy.

Jednym z nich było idealizowanie przeze mnie tutejszej służby zdrowia. I nadal utrzymuję, że technologicznie daleko nam do Belgii, jednak na idealnym obrazie powstało małe zadrapanie. 

Wiele razy wcześniej, w Brukseli i w Polsce wzywałam karetkę do chorego. W Polsce wyglądało to w dużym uproszczeniu tak: "Weź pani chłopa na plecy i przyczołgaj się z nim sama" Bywało nieciekawie. Dramatycznie.
Nieraz błagałam. Groziłam. Uciekałam się do forteli. 

Tutaj karetka przyjeżdża maksymalnie do 15 minut, ale normą jest, że najczęściej już po kilku minutach, nieważne czy pacjentem jest dziecko, młody człowiek, czy najstarsza we wsi starowinka (w Polsce zdaje się mieć to znaczenie) Na miejscu pojawiają się też inne służby. Reanimacja, pierwsza pomoc są błyskawiczne i najczęściej skuteczne. 

Toteż jakie było moje zdziwienie, a później konsternacja przeradzająca się w furię, gdy do żony naszego przyjaciela zadzwoniono ze szpitala, żeby przewiozła prywatnym samochodem swego męża z placówki "A" do placówki "B" w zupełnie innym mieście w godzinach szczytu. Pomijając to, że ona nie ma prawa jazdy, wydało mi się to zupełnie nieracjonalne. Przecież jeszcze kilka dni temu nie dawano mu praktycznie szans na przeżycie, pacjent z licznymi urazami czaszki - a my mamy go tak po prostu zapakować do auta i stać z nim w korku na zatłoczonej autostradzie???

Zapraszam na dalszy ciąg tutaj: klik

piątek, 24 maja 2019

Nadprzyrodzona siła, czy rozwiane marzenia?


Zawsze chciałam tworzyć "pozytywne treści" (tak to ładnie się nazywa) w tym często parchatym życiu, ale jednak - ŻYCIU, w myśl zasady: "lepszy wróbel w garści, niż skowronek na dachu".

No i postanowiłam założyć firmę (któryż to już raz!), tym razem autorską. Było to jakiś czas temu. I było to w Polsce. Że też Bóg nie uderzył laską w ścianę (głowę), jakąś błyskawicą nie zatrzymał mojej ręki, gdy podpisywała stosowne papiery w urzędzie miejskim.
Nie zdążyłam jeszcze powiedzieć "A", gdy już miłościwie nam panujący ZUS, powiedział w moim imieniu "B" wzywając mnie na dywanik w swoje wysokie progi.
Z naburmuszonych min pań urzędniczek odczytałam powagę sytuacji, które z niechęcią cedząc informacje, najwyraźniej grobowe milczenie uważały za swoją urzędniczą cnotę i powinność.

Zanim rozwinęłam skrzydła, juz mi je ZUS zaczął zwijać, próbując mnie wmanewrować w podwójne opodatkowanie, czy coś takiego. Nie znam się na tym i pewnie uszłoby to mojej uwadze, gdyby nie chciano ode mnie wyrwać to, czego nie zdążyłam jeszcze zarobić. 

Sugerowaniu mi, że okradam państwo polskie mówię stanowcze: NIE - rzekłam w duchu i.... wzburzona napisałam 4 strony wyjaśnienia i uzasadnienia z sugestią, że powinno mi się raczej dokładać, lub zwrócić mężowi to - co dokładał do moich wyjazdów do Polski w celu krzewienia kultury. Praktycznie za friko. 

Panie zdumione patrzyły jak dobieram kolejne kartki A4. Postawiłam kropkę i jeszcze tego samego dnia zamknęłam swoją działalność w kraju nad Wisłą. (w moim przypadku nad wartkim Bugiem) Z hukiem. Raz na wieki! 
Postanowiłam być artystką "na swoim" gdzie indziej. 
Gdzie mnie nie traktują jak potencjalnego złodzieja.
Wyjaśniają, o co pytam (bo są przeciez konkurencyjne "zusy" i jak mi się nie spodoba, mogę odejść)
Że częstują mnie kawą i herbatą, gdy przychodzę na umówione spotkanie z urzędnikiem odnośnie firmy. (a jestem tylko szarym petentem, nie bratową naczelnika - takie traktowanie to tu humanitarna, społeczna norma)

całość czytaj:
https://www.korzeniewska.com/blog/nadprzyrodzona-sila-czy-rozwiane-marzenia

poniedziałek, 11 marca 2019

Podołasz


I jeśli Ci mówią, że podołasz, to z pewnością masz rację.  Uruchomisz wszystkie drzemiące w Tobie moce, by utrzymać się na fali, ale nie ukrywam, będzie Ci bardzo trudno bez zaplecza finansowego i duchowego wsparcia. Ja to wszystko mialam, ale i tak zdarzyły się dni czarniejsze, niż najczarniejsza noc.

Mówię Ci to uczciwie, byś wyruszając w tę najpiękniejszą z najpiękniejszych dróg, miał świadomość, że do sukcesu nie prowadzi oświetlona autostrada, ale cierniste, często fałszywe ścieżki.  A także- fałszywi przewodnicy. Bo przecież  będą tacy, którzy spróbują Ci wmawiać, że na pewno się uda, wystarczy tylko pójść za głosem pasji.
Często zapominają dodać, że owszem, udaje się, ale za setnym podejściem. 
Ale  jeśli pytasz, czy ten trud się opłaca, bez wahania powiem Ci, że TAK. ❤ I nieważne są: pot, trud i łzy. A także drwiny nieżyczliwych.
Sięgaj do gwiazd.
Miłego dnia! ❤👍🤗
#365dnimocy #365be #zaczarowanacodzienność

wtorek, 5 marca 2019

A daj sobie święty spokój!

Czasem czlowiek musi dać sobie od siebie święty spokój! Tak, nie żeby inni dali mu święty spokój, lecz on sam sobie.
Gonimy za swymi celami, sami stawiamy sobie coraz wyżej poprzeczkę  bo takie są  społeczne oczekiwania, bo trzeba żyć zdrowo, świadomie, twórczo.  I nigdy dość!

 Jedna potrzeba rodzi drugą.  A ta następną. Wszyscy tak robią i dokąś zmierzają.

Nie wpadaj w skrajności.  Rozwijając się, nie musisz podążać bezrefleksyjnie za stadem.

 To, ze nie masz ochoty być  równie  piękną, zgrabna, wyedukowaną i wysportowaną jak 99% Twoich koleżanek, nie znaczy, że jesteś gorsza.

 Jesteś  INNA,a to nie jest powód do frustracji czy wstydu. Częściej do dumy.
Często nagabywana jestem o wzięcie udziału w programach żywieniowych, planach realizacji pięknej sylwetki. Gdy grzecznie odmawiam pada sugerujące pytanie:
NIE CHCESZ zdrowo żyć?
NIE CHCESZ być nowoczesną kobietą?

Żyję i nią jestem na swój własny sposób bez przymusu przynależności do czegokolwiek.
Żyję w zgodzie z własnymi założeniami, które nie są idealne, ale są zgodne z moim wnętrzem. Są MOJE.
Chuda, czy gruba, młoda czy stara - ciągle czuję się barwnym człowiekiem  bez potrzeby szukania akceptacji w oczach ludzi, którym bardziej zależy na wyniku ekonomicznym niż moim dobrym samopoczuciu.
Pewnego dnia, gdy zapragnę coś sobie udowodnić, zrobię to bez presji otoczenia.
Narzekamy na metody korporacji, a często podobne sami stosujemy wobec siebie. Podprogowy przymus wyników. Autopresja rozwoju.

 Jesteśmy gotowi wszystko zrobić by znaleźć się w grupie zwycięzców. 
Gdy tak się staje, mamy krótkotrwałą nagrodę.
Cieszymy się przez chwilę, otwieramy szampana, a już nazajutrz określamy nowe szczyty, próbujemy własnych granic, balansujemy na cienkiej linie własnej odporności psychicznej.
I się spalamy.
W końcu nie wiemy za czym tak gonilśmy. Czasami daj sobie od siebie  święty spokój.
Świat poczeka.
www.korzeniewska.com

#365be #365dnimocy #365days #poolsevrouwinbelgie #poolsevrouwinvlaanderen #speedway #woman #ithinknot #stop #burnouts #dystans #slow #zawszespoko #polishbloggeer #polishwriter #boeken

piątek, 1 marca 2019

Nastawienie



Poszczególni ludzie grają na tej samej strunie - nastawieniu, a jakże inna jest ich melodia...
To słowa z którejś z moich książek.

Taaak... ta sama sytuacja jest oceniana różnie przez różne osoby. Gdy zmieniamy nastawienie  - zmienia się optyka postrzegania  zdarzeń, ludzi, rzeczy...
Od optyki zależy, czy podejmiemy działanie, czy go zaniechamy. Zaryzykuję twierdzenie, że w pewnym sensie od nastawienia zależy całe nasze życie, nasza praca i nasze związki.
Podejmowane decyzje są skutkiem naszego przekonania, naszych postaw - wynikających z nastawienia.
Wczoraj świeciło słońce, lecz moje nastawienie do świata jakimś cudem pozostawało w cieniu. Długo nie mogłam usnąć w nocy rozmyślając o wielu sprawach. Niektóre z nich wydawały się bez wyjścia.
Dziś mój belgijski świat spowity jest szaroscią i naznaczony kropelkami ddżu, ale sinusoida mego nastawienia do życia pnie się w górę.  Będzie dobrze - myślę sobie. I to co wczoraj było nierozwiązywalne dziś wydaje mi się zaledwie małymi, nieważnymi supełkami. Trochę uwierają, dopóki ich nie wyprostuję, ale nie pozbawiają tak skutecznie wiary w siebie jak wczoraj. Nie podcinają skrzydeł.

Czy świat się zmienił podczas tej jednej nocy?
Nie. To ja zmieniłam swoje nastawienie do niego.
www.korzeniewska.com

czwartek, 28 lutego 2019

50 to nie wyrok!

"W czasach kryzysu (jak i w każdych innych) najlepszą inwestycją, jest inwestycja w SIEBIE. W swoją wiedzę, swój rozwój, w swoje życie. To jedyne aktywo, które nie traci na wartości. " Aneta Styńska

Zdarzało mi się wątpić w trud jaki sobie zadawałam kosztem przyjemności, beztrosko spedzanego czasu z przyjaciółmi...
Zadawałam sobie pytania, na które w tamtej chwili nie znajdowałam odpowiedzi: PO CO?
W JAKIM CELU?
JAKIM KOSZTEM?
Po latach zaczynam zbierać owoce, w postaci odpowiedzi na tamte pytania- efekty moich wyrzeczeń.
Na przykład, znajomość języka, który ponoć miał mi się do niczego nie przydać  - otwiera mi kolejne i kolejne drzwi możliwości.
Pamiętaj!
Tylko chwasty rosną szybko.
Wartościowe rośliny wymagają pielęgnacji, cierpliwości i zachodu.
Spektakularnie spadać mogą tylko meteoryty.
I krótki jest ich żywot.
Uwierz kobiecie po 50.
Ona wie co mówi i dokąd zmierza.
Pierwsze 40 lat bywa błądzeniem, szukaniem drogi do celu.
Wszystko co dobre i spełnione przyszło do mnie znacznie później.
Oczywiście, sięgaj gwiazd w każdym wieku, już od kołyski wyciągaj po nie dłonie.  Chcę Ci tylko powiedzieć- że wiek to nie wyrok na urzeczywistnianie marzeń. 
www.korzeniewska.com

#womansecret #365days #365be #myphilosophy
#blonde #mylife #zaczarowanacodzienność #korzeniewskacom #złotemyśli #lovelife❤️

On i ja


Jest ktoś, kto kocha mnie bezwarunkowo i prostolinijnie.
Dzieli moją radość, nie pytając o jej powód.  Nie pyta jak ludzie: dlaczego się tak cieszysz? Jakby coś było niestosownego w podskokach, czy merdaniu ogonem.
Nie pyta jak ludzie:  dlaczego płaczesz? I choć nie rozumie łez, zmiata te słone kropelki szorstkim językiem z moich policzków.
Nie mówi jak ludzie: tak długo na Ciebie czekam, a Ty przychodzisz spóźniona, lub że tak długo Cię nie było. 
Mój pies macha miarowo ogonem w rytm niewypowiedzianych słów:
dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś...

P.S. Niektóre kultury uważają psa za zwierzę nieczyste. Z mojego wieloletniego życia pod jednym dachem ze zwierzętami wynika, że w niektórych przypadkach - bycie psem, brzmi dumniej, niż bycie człowiekiem.
Uczmy się od zwierzat bycia ludźmi....
Wtedy mimo posiadania kłów, nasz piekielny świat złagodnieje.

Zachęcam do zerknięcia na mój profil na instagramie

czwartek, 21 lutego 2019

Nie z tego świata




Wczoraj w nocy pojechałam z synem na lotnisko. Zanim wylądował samolot, na który czekaliśmy, pokazał mi jedno z tych czarownych symbolicznych miejsc, których obecności tuż obok nie można zauważyć nawet szóstym zmysłem. W rozbuchanym pędzie cywilizacji, w swoim własnym zmęczeniu nieustannej za nią pogoni,  nagle stanęłam jak wryta.
Przysięgłabym, że w płaskim jak deska, najeżonym beznamiętnie pulsującymi światełkami krajobrazie okołolotniskowym - nic już więcej nie ma...
Żyłam w tym przeświadczeniu, odkąd znam to lotnisko i odkąd zdarza mi się latać.
A może to mi się przyśniło?
Może to jakaś fatamorgana?
Pomiędzy jednym pasem startowym, a drugim, wyrwany lotnisku, otoczony stalową siatką -  kęs ziemi.
Otwarta na oścież brama.
Ramiona sękatych krzyży zwrócone w stronę lądujących i startujących maszyn. Nadkruszone w betonie jasne twarze Chrystusów. I spokój. Mimo huku lotniska obok - oaza spokoju. Aż dusza boli.

Cienie krzyży jak żołnierze patrzące w niebo niepokoju - zdawały się gadać.
I po co? Po co tak pędzicie?
Jakby błogosławily te biedne, w konwulsyjnym pośpiechu istoty w stalowych maszynach. I ulga, że one tu, a nie tam w przestworzach z nimi. Na baczność. Na czas. Na godzinę. Na terminy.

Spojrzałam w szklane oko kamery na bramie.
Zamrugała na mnie czerwonym spojrzeniem cyklopa.
Zadzwonił telefon, że wylądował.
Wsiadłam do samochodu.
Dziwnie się czułam.  Nieziemsko - to chyba najlepsze określenie i nie mam na myśli błogiego samopoczucia.
Byłam pewna, że przez moment zanurzyłam się w innym świecie.
Wróciłam na ziemię.
Nie byłam pewna, ale...

Pocałunek powitania był prawdziwy.
I zapach papierosa.  I ciepło ręki.
Z pośpiechem lecz zadowoleni, że wszystko poszło zgodnie z planem ruszyliśmy w stronę autostrady. Do domu.
Na moment odwróciłam głowę w ich stronę.
Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie. Milcząco przytaknęli.
Dziękuję Wam za tyle słów. Bez słòw. - szepnęłam.

P.S. Dziś zapukał do drzwi policjant. Ponoć łaziłam w nocy po cmentarzu koło lotniska. Kamera zarejestrowała nr rejestracyjny samochodu. Był zdziwiony, ale gdy tylko mnie zobaczył zrozumiał wszystko. Dziwaków nie brakuje. Zadał kilka rutynowych pytań i odfajkował sprawę.  Pojechał dalej na rowerze. Zamknęłam za nim drzwi i napisałam ten post.

poniedziałek, 11 lutego 2019

Ulica Hiszpańska czyli: płacz, tańcz i walcz!




No i stało się . Odważyłam się marzyć na przekór niektórym malkontentom, którzy uważają,  że śmiałe marzenia są nieodpowiednie i zbyt zuchwałe, by mogły być spełnione.
W przededniu moich 51 urodzin (tak, są jutro, wyłączyłam powiadomienia na facebooku, bo chcę je w spokoju świętować  z moimi absolutnie PIERWSZYMI czytelnikami,  czyli z WAMI) chcę pokusić się o małe podsumowanie.

Jak już powiedziałam  mam 51 lat.
Myślę,  że z 5 lat temu (nie chce mi się dokładnie sprawdzać) zaczęłam blogować nie mając o tym zielonego pojęcia.
4 lata temu wydałam moją pierwszą książkę, nie zdając sobie sprawy. jak bardzo ten fakt zmieni moje życie.

3 lata temu porzuciłam pracę w korporacji,  skazując się na trud samodzielnej wędrówki, głodne,  chłodne i czasami beznadziejne dni. Lecz nigdy nie przyszło mi do głowy zawrócić z tej drogi lub żałować.  W nagrodę  los obdarzył mnie możliwością poznania wspaniałych,  nietuzinkowych ludzi, których NIGDY nie miałabym okazji poznać w normalnych okolicznościach, smakiem sukcesu na miarę siebie. Poszerzyłam horyzonty,  obaliłam wiele fałszywych sądów na temat ludzi, świata i mnie samej, przeżyłam wiele przygód z telewizją,  prasą i radiem.  Zadebiutowałam jako prelegentka, ja która myślałam,  że nie potrafię publicznie skleić zdania! Odbyłam setki spotkań autorskich! (Zaznaczam, że nie jestem jakąś szczególnie znaną pisarką) Stałam się ufna i otwarta na życie, podszkoliłam warsztat pisarski,  rozwinęłam skrzydła, powiązałam lęki w supełki i zostawiłam je na rozstaju moich wątpliwości: czy to nie za późno? Czy się nie wygłupiam? Czy mam coś do powiedzenia w TYM WIEKU!...
Widocznie miałam coś do powiedzenia, skoro na przestrzeni 3 lat mojej twórczości wydałam z wydawnictwami lub samodzielnie 5 pozycji.

Nadszedł dzień,  gdy spełniło się kolejne nieśmiałe marzenie przeciętnej 51- latki z malowniczej wsi nad Bugiem.
Po raz pierwszy będę na targach książki w Brukseli,  na których zadebiutuję francuską wersją moich emigracyjnych opowiadań.

Po co to wszystko mówię? Żeby się chwalić? Nie! Boże uchowaj! Moje osiągnięcia nie są z pewnością sukcesem na miarę kraju, czy Europy . Są sukcesem na miarę moich skromnych możliwości, umiejętności  i moich ograniczeń.
Chcę tylko powiedzieć,  Tobie, który się być może jeszcze wahasz, odważ się odważyć!
Inaczej nic z tego nie będzie.
Tańcz,  płacz i walcz! Pracuj jak wół.  Jeśli kochasz swoją robotę,  nie będziesz czuł jak ci pot zalewa oczy, to będzie słodki trud. Po tym poznasz, że podążasz drogą pasji.
Gdy zwatpisz, nie odpuszczaj!

Pewnego dnia rozprostujesz zbolały kark, za plecami będziesz miał ciernistą drogę,  a przed sobą świetlistą tęczę.
To ten moment, na który trzeba nieraz poczekać, u mnie trwało to całe 4 lata.
Długo i niedługo zarazem.
Czy już wszystko zostało opowiedziane?
Ależ skąd! Najlepsze jeszcze przede mną.
I przed Tobą też.  Tylko determinacja i wytrwałość zaprowadzą Cię tam, gdzie mieszkają Twoje marzenia.
Jeśli jesteś z Brukseli, zapraszam Cię na targi książki 17 lutego. Bądźmy tam razem


piątek, 1 lutego 2019

Mgliste pragnienia


Nie mogę się powstrzymać,  by nie podzielić się z Wami kolejnym mądrym słowem,  które z czeluści internetu nawiedziło mnie prawie o 2 nad ranem. Nich również Wam da do myślenia . Dobrych,  nocnych rozmyślań życzę,  dla tych, co z różnych powodów spać teraz nie mogą.
Nie jesteście sami. Ściskam ❤

"Często mamy mgliste wyobrażenie naszych pragnień, tego, co chcemy osiągnąć, bądź tego, kim chcemy być.
A przecież:
"Nie wystarczy posiadać pragnienia podróżowania, intensywniejszego życia, przeżycia czegoś. Wszyscy również posiadają te pragnienia.
Gdybyś miał wysłać wiadomość do przyjaciela, nie wysłałbyś mu liter w kolejności alfabetycznej, by sam ułożył sobie z nich wiadomość, nie wysłałbyś mu również zbioru przypadkowo wybranych słów ze słownika. Wysłałbyś natomiast spójne zdanie, takie, które niesie ze sobą pewne znaczenie." "Złote myśli"

czwartek, 31 stycznia 2019

Naczynia połączone


Dzień dobry. Lub dobry wieczór. Nie ważne,  o jakiej porze dnia do mnie zawitasz, czuję się zobowiązana .
Odkryłam możliwość dodawania postów z telefonu,  co bardzo ułatwia mi zagonione życie. W ten sposób mogę być bliżej Ciebie i częściej z Tobą,  mój drogi czytelniku.
Dodawanie postów z telefonu ma tą zaletę,  że możesz robić to praktycznie wszędzie i tak często jak tego chcesz. Siłą rzeczy wpisy są krótsze i bardziej spontaniczne, tak jak to robię na Facebooku.
Jednym z nich właśnie chcę się z Tobą podzielić. 
Jest to cytat zasłyszany. Przeczytałam go na portalu "Złote myśli " dawno temu.
Podobnie jak wielu z Was,  notuję słowa innych, które do mnie przemawiają,  zapadają w pamięć i serce.
Ten, o naczyniach połączonych, bardzo odzwierciedla stan mego ducha i ciała kiedyś i teraz, a brzmi tak:

"Mamy dwa połączone naczynia: pierwsze to nastawienie,  drugie, to jakość życia. 
Im pozytywniejsze i bardziej twórcze jest Twoje nastawienie,  tym lepsze masz życie. 
Błąd większości ludzi polega na tym,  że starają się polepszać jakość życia,  nie zmieniając nastawienia do niego.  Życie nie lubi tych,  co go nie lubią,  więc jeżeli chcesz, by Ci zaczęło dawać to, co ma najlepszego,  zacznij jemu dawać to,  co w Tobie najlepsze. "
Życie nie lubi tych co go nie lubią...
Najwartościowsze spostrzeżenia wydają się być zarazem najprostsze...
Nie lubiłam kiedyś życia jak pryszczy na nosie, a ono odpłacało mi się pięknym za nadobne, jak mówi stare przysłowie.
Odkąd rozkochałam się w codzienności (czytaj: zmieniłam nastawienie) - nie mogę się go nachwalić.
Polecam. To działa. 

czwartek, 24 stycznia 2019

Bulwar jak życie. Wita i żegna. Jak świt i zmierzch.


Życie płynie szybciej, niż chęć podzielenia się z Wami tym co je nurtuje. Miesiąc niepisania, to dużo. Wydarzyło się w tym czasie wiele rzeczy, najbardziej głośną i wstrząsającą z nich była śmierć prezydenta Gdańska. Pozwolę sobie przytoczyć tekst, nie do końca poprawny politycznie, który zamieściłam na www.korzeniewska.com

Oto i on:
Bulwar jak dobry gospodarz miał ręce pełne roboty. Witał i żegnał. Jak świt i zmierzch. Przyjmował i odprawiał podróżników z dalekiego kraju, w którym naprzemiennie od lat w konwulsjach rodziła się i konała nadzieja. Na lepsze życie"
"Witraż" 
Miało być radośnie, noworocznie z życzeniami i obietnicą regularnego pisania, bo gdy patrzę na datę ostatniego wpisu, jestem czerwona jak piwonia. Ale znów życie wymknęło się z utartego schematu.
I cytat z mojej ostatniej powieści, opisujący jeden z brukselskich bulwarów jakoś sam mi się wpisał w charakterystykę ostatnich wydarzeń w Polsce i pierwsza myśl, że mój kraj - jak ten bulwar, na którym ciągle rodzi się i dogorywa nadzieja - na lepsze życie. 
Więc dzisiaj tylko garść myśli, niedopowiedzianych, niedokończonych, subiektywnych, pozwalam im swobodnie płynąć przez moją głowę, starając się, by nie ulec pułapce wzajemnych oskarżeń, wzajemnej mowy nienawiści obu stron konfliktu, którego zarzewiem była śmierć, dla niektórych kontrowersyjnego prezydenta Gdańska. 
ŚMIERĆ W GDAŃSKU  
Bulwar - jak życie.
Wita i żegna.
Jak świt i zmierzch. Narodziny i śmierć.
​Mimo, że śmierć jest jedną z najbardziej oczywistych rzeczy w naszym życiu - trudno się do niej przygotować, zawsze przychodzi nie w porę. Ta przyszła podczas Finału Orkiestry Owsiaka w Gdańsku . Podobnie jak Katastrofa Smoleńska, podzieliła i tak już podzielony naród na dobre.
Jedni gotowi są wynieść zamordowanego na ołtarze, inni wypominają liczne niejasności podczas jego długiego rządzenia. Powstają teorie spiskowe, które zaczynają żyć swoim życiem, a nawet obrastać legendą. Tylko godnej ciszy nad trumną brak. Wszak umarł człowiek.
Mówią, że jedyna sprawiedliwość jest taka, że jesteśmy równi wobec śmierci. Nie powiedziałabym tego. Może po śmierci - tak, ale nie wtedy, gdy przychodzi. Śmierć polityka, celebryty, dostojnika kościelnego odbija się głośnym echem; im bardziej znany człowiek, tym większy szum medialny. Tym bardziej taką śmierć można wykorzystać. O zmasowanych śmierciach dzieci w Afryce, o lokalnych wojnach domowych, o dramatach prostych ludzi uwikłanych w wojny karteli narkotykowych, mało kto chce mówić, roztrząsać temat, szkoda antenowego czasu, to nie są "użyteczne zgony". Czy mam o to pretensje? Nie, stwierdzam tylko fakt świadczący o tym, jak ten świat jest stronniczo i przewrotnie urządzony.  
Picture
A ja dziś przeczytałam świadectwo matki o bohaterskiej walce kilkuletniej dziewczynki; o jednej z tych milionów anonimowych śmierci i pięknych, za krótkich żyć.
​Każdemu, kto ma jeszcze wątpliwości co naprawdę ważne jest w naszym istnieniu powinien przeczytać tę książeczkę. Za jej sprawą ta mała księżniczka długo jeszcze będzie żyć w naszej pamięci. Za sprawą tego opowiadania, znów poustawiają się nam rzeczy według prawidłowych hierarchii ważności. W należytej ciszy. I zrozumiecie, że oceniać postępowanie innych, ich wybory, decyzje, może jedynie ten, kto znalazł się w identycznej sytuacji, a nie politycy z sejmowych ław, panowie o napełnionych brzuchach, modnych krawatach i wykrochmalonych kołnierzykach i wyfiokowane, rozhisteryzowane panie - ludzie, z tysiącem jedynie słusznych, papierowych teorii.

A tylko ten, kto przechodzi przez burzę, ma prawo skarżyć się na pioruny i deszcz... 
Picture

Dawać, nie dawać? 
Jedni dają Owsiakowi, inni Caritasowi, jeszcze inni nikomu nie dają, lecz najwięcej krytykują. Każdy ma swoje powody i racje. Jesteś ciekawy czy i komu ja daję?
Przeczytaj o tym tutaj: