środa, 15 stycznia 2020

"Gdy bogaci chorują, wtedy biedni gotują"



Wraz z nowym rokiem życzymy sobie przede wszystkim zdrowia! Dzisiaj więc będzie krótki tekst związany z lecznictwem i szpitalami w Belgii. Kraj, w którym mieszkam jest mały, ale niezwykle barwny i zaskakujący. Może poszczycić się jedną z najlepszych służb zdrowia w Europie. Od lat w różnych rankingach zajmuje pierwsze miejsce. Nasza rodzina miała okazję przekonać się o tym na własnej skórze. Mogę śmiało powiedzieć, że gdybyśmy leczyli się w tych dramatycznych momentach w Polsce, to prawdopodobnie nasze historie nie miałyby szczęśliwego końca. I mimo pojedynczych incydentów (pisałam o tym tutaj:  "Szlachetne zdrowie"  ) Belgia znajduje się na pierwszym miejscu w rankingu "zrównoważonego rozwoju systemów ochrony zdrowia" (dane z 16/05/2019 roku opublikowane przez MEDONET), jeśli chodzi np o leczenie raka piersi podczas gdy Polska na dwudziestym drugim. Za nami są tylko takie państwa, jak Rumunia, Bułgaria, czy Łotwa. Jeśli chodzi o inne wskaźniki, czy rankingi Belgia zawsze jest w czołówce obok Danii, Szwecji, Holandii. 
Nic więc dziwnego, że pod koniec ubiegłego roku (grudzień 2019, czyli miesiąc temu) niewielkie, aczkolwiek mogące się poszczycić bogatą historią miasto akademickie Leuven było świadkiem niecodziennych wydarzeń, a szpital gościł wyjątkowego pacjenta... Ale o tym za chwilę. 

niedziela, 8 grudnia 2019

Narodziny spotkań NA PARKIECIE


Spotkania NA PARKIECIE to inicjatywa, która wyszła od zainteresowanych pań, a która tak naprawdę chodziła mi po głowie od dłuższego czasu: od miesięcy, jeśli nie lat.

W Brukseli mieszka nas, wspaniałych Polek naprawdę dużo. Od dawna miałam pragnienie stworzyć miejsce, gdzie te emigracyjne perełki mogłyby w niewielkim gronie rozmawiać na ważne tematy. Żebyśmy mogły łączyć się nie wokół poglądów politycznych, a wartości uniwersalnych. Żebyśmy się uzupełniały, a nie wykluczały.  Jednak mój wewnętrzny krytyk szeptał mi do ucha, że jest wiele podobnych inicjatyw w mieście, że kobiety się zniechęcą po pierwszym razie, że nie mają na to czasu, że im się nie zechce...
Pomysł w mojej głowie jak się narodził, tak i umarł z powodu braku zaplecza, legalnych struktur, w ramach których takie akcje mogłabym organizować.
Ale widać, raz zasiane ziarno, rzucone na żyzną glebę, nie obumiera. Wszystko przychodzi w najlepszym dla siebie czasie... 
W kwietniu pojawiło się wymarzone miejsce, można powiedzieć, w sercu polonijnym Brukseli - na Etterbeeku. Powstało tam niewielkie atelier z drewnem, głównie parkietem i stąd spontanicznie narodziła się nazwa, zaproponowana przez jedną z dziewczyn (Monikę)