czwartek, 15 listopada 2018

Życie nas zjada powoli.



"Nieraz usłyszysz o sobie ohydne rzeczy, niemające żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Raz rzucone w eter słowo lubi obrastać legendą. Zwłaszcza złe słowo. Ale to jeszcze nie powód, by przestać ufać światu. Nie powód, byś przestała zmieniać na lepsze Twój kawałek rzeczywistości. Gdy zamkniesz się na ludzi przez parę głupich i nieprzyjemnych doświadczeń życiowych, stracisz o wiele więcej. Stracisz szansę poznania na Twej drodze wspaniałych osób, które tę Twoją nadwątloną wiarę w drugiego człowieka codziennie przywracają."

Tak pisałam jakiś czas temu. Nie bez powodu powtarzam jeszcze raz te słowa. Sama wiem, jak nieraz trafione w serce, potrafią zawrócić nas w połowie drogi. Dopadają Cię prawie u celu i zabierają, spalają, unicestwiają resztki determinacji.
Żyjemy w czasach, gdy z jednej strony nie ma nic powszechniejszego, łatwiejszego i skuteczniejszego w docieraniu do ludzi niż słowo i obraz, a zarazem nic bardziej prostszego, bezkarnego i obrzydliwego – niż zabijanie ludzi słowem.
Te dzieci zaszczute w szkole, których życie kończy się śmiercią, ci dorośli kulący się pod ich gradem...
Za słowa przestało się ponosić odpowiedzialność.
Słowa przestały mieć swoje pierwotne znaczenie.
Wiem. W tych okolicznościach trudno ufać światu i ludziom...
Musisz uzbroić się w pancerz przeciwko słowom, nie zatracając jednocześnie na nie wrażliwości. Tylko jak to zrobić? Nie wiem. Może Ty masz prostą receptę?
Ja recepty nie mam, natomiast myślę, że brakuje nam konsekwencji.
Wystawiamy się na publiczny widok w mediach społecznościowych i cierpimy, gdy dopada nas hejt. Wiem, że tak być nie powinno. Wyznaję zasadę, że z nienawistnymi, kopiącymi po kostkach anonimami się nie gada. Trzymam się tego.
Nie można ludzi linczować, ale niestety od zarania dziejów istnieje ten rodzaj zadawania gwałtu, tylko jego formy ulegają zmianie.
Jeśli stajemy się w jakiś sposób publiczni – wiedzmy, że możemy przyciągnąć ludzi, którym nasza forma ekspresji się nie podoba.
Nawet bliscy mogą Ci robić wymówki, wstydzić się za Ciebie, bo im samym nigdy by nie starczyło odwagi. Znajomi będą się z Ciebie podśmiewać, (ale rzadko wprost, w oczy, bo nawet na to ich nie stać), że się wygłupiasz i palma Ci na stare lata odbija. Schowani za tarczą klawiatury, mogą dawać Ci na prive dobre rady.
Ja również zdaję sobie z tego sprawę, że oprócz armii wspierających mnie serc, są też i te, które szepczą po kątach z szyderczym uśmiechem.
I chyba nie jestem raczej osobą zbyt publiczną, bo nie dorobiłam się jeszcze osobistego hejtera. Może na początku przez chwilę, ale co to był za hejt – kupa śmiechu. Ponoć dopiero wtedy zaczynamy być popularni, gdy jesteśmy na równi lubiani, co nienawidzeni.
Więc jeśli dziś masz jeszcze wątpliwości drogi przyjacielu, czy ufać ludziom, być otwartym na świat, zacząć robić to co kochasz – powiem Ci, zaczynaj już dziś, nigdy nie będziesz przygotowany w stu procentach, zaczynaj teraz – reszty nauczysz się po drodze – na własnych błędach. Nie czekaj, w obawie przed krytyką, aż będziesz idealny. Ludzie skopią Ci dupę bez względu na to, jak bardzo będziesz się starał, ale to dobrze, będzie twardsza, a Ty mniej boleśnie odczujesz kolejny upadek.
Jeszcze się wzbraniasz? Widzisz jaki cholerny lęk może być paraliżujący?
To może zachęcę Cię w inny sposób.
Cokolwiek w życiu zrobisz, nawet gdy zje Cię hejt i krytyka – COŚ PO SOBIE POZOSTAWISZ. Namalowany obraz, napisaną piosenkę, wiersz, książkę, wyhaftowaną serwetkę.
Wierz mi, większość ludzi, którzy mogliby pozostawić po sobie jakiś ślad, NIGDY tego nie zrobią – ze strachu przed innymi, ze strachu przed samym sobą. I dlatego część z nich będzie Cię podziwiać, a druga część - kąsać i wyśmiewać.
Uśmiechnij się do nich. Ba, śmiej się ile sił w płucach, a kąśliwe słowa będą po Tobie spływać, jak woda po kaczce.
Kochaj ludzi i rób swoje.
„Życie nas zjada. Niebawem staniemy się już tylko bajką. Zachowaj spokój. Za sto lat będzie Ci wszystko jedno.”
Ralph Waldo Emerson

czwartek, 8 listopada 2018

Przestań gadać, zrób to!


"Sposobem na zaczęcie jest skończenie mówienia i podjęcie działania " Walt Disney

Gdy wydałam swoją pierwszą książkę prawie 4 lata temu, zaczęłam uważnie przysłuchiwać się temu, co mówią napotkani ludzie, a zaczęło ich być naprawdę dużo.
Spotkałam się  z wielkim entuzjazmem, poblażliwością, rzadziej niechęcią, niekiedy- uwielbieniem. 

Szczególnie ulubioną przeze mnie grupą odbiorców, są Ci entuzjaści,  którzy pod wpływem moich słów sami zaczęli tworzyć,  bądź też spełniać się w innych dziedzinach życia.  Serce rośnie! ❤❤❤ Brawo Wy!
                      🌼🌼🌼🌼🌼🌼🌼
Ale też jest pewna grupka ludzi, którzy wywołują uśmieszek na mojej twarzy. To Ci przekonani o swojej wyjątkowości, którzy NIGDY nie ruszą z miejsca, przed strachem,  że jednak mogłyby w gruzy legnąć ich własne wyobrażenia o nich samych.

To ludzie pod tytułem:

Mam wielki talent, tylko mi się nie chce.

Mówią z noszalancją: 
Gdyby mi się  chciało,  napisałbym bestseller, namalował świetny obraz, odniosłbym sukces w muzyce.

A ja cichutko dopinguję:
Na Boga, przestań gadać,  powtarzać to w kółko,  chwyć za długopis,  pędzel,  gitarę i ZRÓB TO!

Ale wiem, po poziomie noszalancji w ich głosie i stopniu pogardy wobec tych, co się realizują,  że nigdy tego nie zrobią.

Kiedyś na moje PIERWSZE spotkanie autorskie w Brukseli przyszła skromna, niepozorna dziewczyna i powiedziała: Bardzo chciałam Panią  poznać,  bo wie Pani, ja też napiszę książkę i będzie to bestseller.  

Uśmiechnęłam się do niej, było w jej słowach tyle, powiedziałabym naiwnej wiary, co zarazem skromności i prostoty.
Życzyłam jej tego z całego serca, bo nie było w jej głosie,  typowego dla takich twierdzeń nadęcia, z którym spotkałam się u wspomnianych wyżej osób. I choć gorąco  jej tego życzyłam, przyznam szczerze, nie byłam do końca o jej sukcesie przekonana.
I wiecie co? Anna Gruszczyńska, bo o tej dziewcznie mowa, i pisałam o niej w poprzednim poście, zrobiła to naprawdę! 

Napisała bestseller, pomaga tysiącom ludziom w ich problemach (Wilczo Głodna), dawno mnie wyprzedziła,  żyje ze swojej pasji,  czego o mnie nie można powiedzieć,  a co jest marzeniem każdego artysty.

Jak już wspominałam, spotkałam ją  niedawno  w samolocie, gdy wracałam z Konferencji Poetyckiej w Poznaniu. 

Uskrzydliła mnie na nowo,  tak jak  ja kiedyś na początku jej drogi, mam nadzieję,   dodałam jej skrzydeł.  🧚‍♀️🧚‍♀️🧚‍♀️
Jest jedyną osobą,  która powiedziała  mi, że  napisze bestseller i to zrobiła! 👍

Dlatego, jeśli  masz coś do zaoferowaniea światu, to przestań o tym gadać,  tylko TO zrób! 👍👍👍 Świat czeka na spełnionych marzycieli ❤ (a nie zadufanych w dobie dupków - to dopowiedziała w myślach złośliwa i krytyczna część mojej blond natury; nie słuchajcie tego) 
Cmok!

poniedziałek, 5 listopada 2018

Wracam, nie wracam, kręcę się w koło.


Nie ulega wątpliwości, że żyjemy po to by wzrastać. Zmieniamy się tak jak zmienia się nasze otoczenie, co szczególnie wyraźnie odczuwa się właśnie teraz, na tle przybierającej różne barwy i stany przyrody.
Jesień...
Że też właśnie teraz...


Najpierw odezwała się jedna z moich serdecznych, wirtualnych znajomych. Wydaje się,  że znamy się latami. Wydaje się?!
Przecież tak jest w rzeczy samej. Nasze drogi biegły obok siebie , przeplatały się, by nie powiedzieć: plotły.

Pierwsze doświadczenia literackie, pierwsze szlify, radości, sukcesy i rozczarowania. Towarzyszymy sobie w tym wirtualnym życiu, przeplatanym rzeczywistością.

Właśnie tak mogę powiedzieć o wielu z Was: starzy, dobrzy znajomi z którymi znam się dobre parę lat.

Na spotkanie z innymi ciągle czekam, ale dokładnie wiem jak ono przebiegnie. Po tylu latach wspólnego blogowania, pokładów wrażliwości jakie w sobie odkryliśmy,  dokładnie wiem, co sobie powiemy.

Są osoby, które spotkałam tylko raz, a tak naprawdę -  na życie całe...

Inni odeszli na wieki  Pamiętacie Judytę?
Jak bawiła,  uczyła,  wzruszała.
Słowa, krążą jeszcze po cybercmentarzu, odbijając się głuchym echem od pustych ścian.
Życie jest zmianą ku odejściu.
Zebrało mi się na wspominki.
Ale wracając do tematu  to Róża napisała: "Żal mi trochę twego dawnego bloga"

Pomyślałam, że chyba nie żałuję.
Życie jest wieczną zmianą.  To był piękny czas, który mnie ukształtował. A później zmienił. I nie oceniam w kategoriach: na lepsze, czy gorsze.
Dojrzewamy.
Wszystko się zmienia.
Pochłonęły mnie inne sprawy, inni ludzie, inny rodzaj własnej ekspresji.
Zapomniałam na chwilę,  że ciągle są jeszcze ludzie, co czytają blogi...
Szukałam środków wyrazu, eksperymentowałam z sobą samą. Dokonywałam świadomych i nieświadomych wyborów...
Przestało mi zwyczajnie brakować czasu na bloga...
Tamtego, niewinnego jak pierwszy pocałunek, momentami bardzo naiwnego...
Uśmiechnęłam się do siebie.

Wiesz Róża, otworzyłaś skrzynkę ze wspomnieniami. Wydawało mi się,  że wszystko już o Brukseli wiem, że przeszłam ją wzdłuż i wszerz, tak jak życie.
A jednak bardzo się mylę.  Poczułam,  że zapragnęłam znów Brukseli, historii, emocji...
Że jednak chyba trochę żałuję. (I kto to mówi! Twardzielka, co potrafi jednym ruchem zamknąć bez żalu porządny rozdział swego życia, nie mając cienia wątpliwości,  że tak ma być.)

Po raz kolejny mnie zainspirowałaś, Różo. Nie obiecuję,  że pójdę znów tą drogą.
Nie obiecuję nic, mam skłonność do niedotrzymywania obietnic, danych zwłaszcza sobie.

Jedno co mogę obiecać,  to to, że będę wierna własnej osobie i temu, co mi serce i ciało podpowiada.

Jak rzeka. Popłynę tam, gdzie mnie poczucie wolności poprowadzi.
Mogę kluczyć, zawracać,  bądź też być wartkim strumieniem. Zwalniać i przyśpieszać. Wypływać na oceany.

Nie wiem jak będzie jutro.
Dziś wiem, że powracam, choć nie mam pojęcia jak mnie przyjmiecie. Nie było mnie tu bardzo długo tak naprawdę.  I nawet jeśli  fizycznie wpadałam tu na chwilę,  to sercem i tak błądziłam gdzie indziej. Stawiałam czoło różnym wyzwaniom. Dziś wiem, że chcę pisać głównie dla przyjemności,  choć oczywiście nie zamierzam zaprzepaścić tego, co osiągnęłam.
Kropkę nad "i" postawiła Anula, którą pamiętam jako początkującą blogerkę, gdy pojawiła się  na moim PIERWSZYM spotkaniu autorskim w Brukseli 4 lata temu!

Spotkałyśmy się kilka dni temu , gdy obie wracałyśmy tym samym samolotem z Polski. Ona: z Targów Książki w Krakowie, ja z Konferencji Poetyckiej w Poznaniu i Pile.
Obie pełne emocji.
Miło mi było patrzeć jak cudownie to dziewczę rozkwitło. Jak daje ludziom dużo z siebie, zwłaszcza tym, którzy borykają się z problemem zaburzeń żywieniowych.  Wygooglujcie sobie jej bloga:"Wilczo głodna"

Choć nie ma w tym mojej żadnej zasługi,  jestem dumna, że jej kariera (tak można powiedzieć,  bo żyje z pasji) rodziła się na moich oczach.

Powiedziała:"piszę regularnie dla moich odbiorców.  Właśnie na lotnisku dodałam posta."
A mi zrobiło się wstyd, gdy uświadomiłam sobie jak sporadycznie piszę... Wstyd!

Postanowiłam sobie go oszczędzić i po prostu zabrać się do roboty.

I właśnie teraz wypróbowuję opcję pisania na telefonie.  Okazało się,  że byłam permanentnie zalogowana w blogerze.
Czyż  to nie znak?

Podróże kształcą,  a ludzie inspirują.
I nieważne,  że "robimy" w tej samej branży.
Jak widać dla wszystkich nas " starczy miejsca pod wielkim dachem nieba" Poeta się nie pomylił...

Czyż to nie znak?
Pozdrawiam i mam nadzieję  - do środy,  a później- do soboty...
Jak za dawnych lat...
Za czasów Śliwkowej Czapeczki i Laviolettki.
Dwa razy w tygodniu, tylko mi pomóżcie odzyskać dawną  siebie.
U mnie wiele się zmieniło.  Np. skociałam. Ale będziemy do tego wracać