piątek, 25 maja 2012

Overijse


Powracam do was nową dawką energii i kolorowych fotek. Dzis chcę was zaprosić na spacer po Overijse. Jest to ponad dwudziestokilkutysieczna miejscowosć w poblizu Brukseli, nazywana żartobliwie najwiekszą wsią w Belgii. Wchloneła wiele mniejszych wioseczek jak na przyklad te o wdziecznie brzmiacej nazwie: Jezus-Eik. 
Barwna i wielonarodowościowa, z liczną grupą francusko i anglojezycznych mieszkańcow. Sporo też jest Niemcow. Upodobana przez urzedników Unii Europejskiej, leżąca na trasie Bruksela - Luksemburg. 

Skad sentyment do tej miejscowosci?

Przytulila kiedyś dwoje biednych studentów, dala pracę i perspektywy, kojarzy mi sie z przygodą, kiedy nic nie musielismy, podażalismy swobodnie za swoimi marzeniami, majac w kieszeni bilet w jedną stronę i niezachwianą wiarę w ludzi. Ciesz sie tym: kiedy masz naście, dwadzieścia lat. Później pojawiają się ograniczenia i zobowiazania.  

Lubimy przyjechać tu czasami na spacer. Powodów jest przynajmniej kilka:

- mam tu wielu przyjaciół, których wciąż niestety ubywa, niektorzy z nich odeszli bezpowrotnie, domy pogrążyly się w ciszy, ogrody zarosły trawą;
- psy uwielbiają przestrzeń, cieszą sie wolnością posród  lasów i bujnej zieleni,
- Wlosi robia swietną pizzę, w dodatku szybko i milo,
- no i ... paliwo jest odrobinkę tańsze, cha, cha, dobry powód by udać się tam raz na tydzien :)

W sezonie można kupić pyszne winogrona- wizytówka regionu.



Pourquoi Overijse?

J'aime cette ville ( village?) qui a été très accueillante pour deux pauvres étudiants il y a longtemps. nous avons d'au moins quelques raisons pour lesquelles j'aime venir ici:
- il y a beaucoup d"amitiés qui sont nés ici, beaucoup de bons souvenirs,
- je connais une adresse pour très bon pizza chez les Italiens,
- j'aime bien l’espace et la nature autour la ville, j'aime promener mes chiens ici,
- le carburant  est légèrement moins cher que à Bruxelles :)
et surtout on peut acheter de raisins délicieux pendant la saison    









Mlody nie dba o jutro, aby troche pracy się trafilo, aby na mieszkanie było. Każdy dzien jest przygodą. Rozwieszam ogloszenia na słupach i w sklepach: "mlody student/ka szuka dorywczej pracy..."
Ktoś się odzywa po kilku dniach. W samą porę! Zaczynalismy łapać zadyszkę i zaciskać pasa. Choć potrzeby nie są znów tak duże - nie pochłonął nas jeszcze konformizm - maly kącik wystarczy. Mozna tanio się ubrać, umeblować wprost na ulicy, skrzynka książek przy poduszce, konsola do gry- takie małe, męskie gadżety. 
Urlop dziekanski - forma rocznego leniuchowania - trzeba to wykorzystać na maksa, zwlaszcza , że udalo sie wyjechać na lewe zaproszenie do cioci w Beneluxie, której na oczy czlowiek nie widzial, a która to czlowieka troche kosztowala. Bez gwarancji, że się inwestycja zwróci. Ale cóż, to jeszcze te czasy gdy mur berlinski- stoi murem, ani drgnie, a na wizę trzeba się nie lada nagimnastykować.

Glos w sluchawce przyjemny, kobiecy, pyta o stawkę, nieśmiało bąkam: 220 frankow na godzinę. Zgadza się bez wahania.    O choroba! Można było negocjować więcej! -mądry Polak po szkodzie! Ale dobre i to!
Nie wiem jeszcze co za forma pracy. Trudno rozmawiać przez telefon - dokonuję nieziemskich fikołków umysłowych by porozumieć się moim slabym niemieckim i angielskim, nie majac najmniejszego pojecia o francuskim, czy niderlandzkim. Z duszą na ramieniu - nie wiem, czy dobrze zapisalam adres- odnajduję wreszcie ulicę i dom. W nogach mam juz co najmniej 10 kilometrow - zabrakło na bilet. Droga na pieszo jest uciążliwa,  w miejscowosci nie ma chodnikow, wiec trzeba uwazać by ci ktoś w tyłek nie wjechal. Wielki nowoczesny dom w dzikim, z lekka zapuszczonym ogrodzie. Naciskam dzwonek. Chwila pospiesznej szamotaniny za drzwiami, ktore uchylaja sie w koncu ostroznie. Czujne oczy w ogromnej twarzy, zwalista sylwetka wielkiego chłopa tarasuje wejscie. Biale drewniaki, biala koszulka, dzinsy, biala broda i wlosy: mimo oczywistego wieku mężczyzny jest w nim coś młodzieńczego, chlopiecego. Mierzy mnie od stóp do glów. Wyjaśniam, że jestem z ogłoszenia. 
- Livia, Mieeerka!!! - wrzeszczy wgląb domu. Po chwili coś tupie po schodach, drobne kroczki Livi- Mirki zdaję się słyszeć tuż za nim. Spod pachy mężczyzny drobna kobietka wysadza ciekawie głowę. Wyciąga rękę na powitanie, zaprasza do środka. Pytają czy się czegoś napije. Pewnie, ze i z chęcią! Nogi w tyłek mi wrastają, upał jak cholera! Piję zachlannie coca cole i probuję nadążyć za potokiem ich słów. Latwo nie jest, bo przerywaja sobie co chwila.  Facet wymachuje wielką lapą, drugą ma w gipsie. Irytuje się,  gdyż kobietka wchodzi mu co chwila w wywód. Opędza się od niej jak od muchy, ona nie ustępuje, sto slow na minutę. Komiczna para. Zbieram skrawki zdan do kupy, wytężam mózg, by złożyć z tego spójną całość. Ustalam, że wielkolud spadł ze schodów i zlamal rekę, żona często wyjezdza i trzeba gościowi pomóc w codziennych domowych obowiązkach, głównie sprzataniu i zakupach. Potrzebują kogoś tylko na miesiąc, nie dlużej - dwa razy w tygodniu. No i dobrze, bo nie zapowiada sie różowo. Nie wiem, czy dłużej wytrzymałabym z tym dziwnym typem. Wydaje mi się dość apodyktyczny. Baba zaś haotyczna i upierdliwa. Dłuższe obcowanie z tak absorbujacym towarzystwem może okazać się ponad moje siły..

Tak zaczeła się jedna z najpiękniejszych przyjazni  w moim zyciu: Polka, Wloszka i Dunczyk. Przyjaźń nie absorbujaca, bez zobowiazań, lekka jak powiew wiatru, silna jak skala. Mineło bardzo dużo czasu od tamtego dnia. Dojrzałam, założyłam rodzinę, wyjechalam, wrocilam... Nasze drogi rozeszly się tak naturalnie jak nastepuje po sobie dzien i noc. Przyjaciel odszedl mimochodem - tak jak żył.  Znalazł przystań w miejscu, ktore najbardziej kochal. Dowiedzialam sie rok po smierci, mimo, że nieustannie otrzymywalam okolicznosciowe życzenia podpisane: Livia & Bent. 
" Nie chcialam ci mowic przez telefon" - powiedziała ocierajac łzę - " I tak by nic to nie zmieniło". Myślę, że jest szczesliwy: mały cmentarz- park, gdzie ludzie uprawiaja jogging, a po starannie przycietych trawnikach- grobach skaczą swobodnie kangury. Australia- ziemia obiecana. 




Belgowie wydają się pragmatyczni i malo spontaniczni, ale nie jest to do konca prawda. Swiadczą o tym takie balkony jak ten na zdjęciu, deklaracje wystawiane w oknach. Kiedyś jadąc do pracy, zauwazylam rozpiete na jednym z balkonow ogromne przescieradlo z napisem: "Ona powiedziala: TAK!" 
Od razu zrobilo mi sie radosniej na sercu, na mysl, ze ktos byl tak szczesliwy, ze chcial sie podzielic swoim szczęściem z calym światem. Niz boją się jak my smieszności.









i jak tu sie nie usmiechnac na widok takiego okna, nawet jesli sa to plastikowe krasnale :)


14 komentarzy:

  1. C'est une belle petite ville ! Les nains de jardin sont trop rigolos.!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. jaka świetna miejscowość!!! ma swój urok:)
    a TY wyglądasz cudownie! mega zgrabnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana Agusiu... Historia poruszająca i tchnąca takim ... spokojem, wiarą, trochę mlancholijna... Bardzo lubię czytać Twoje przemyślenia, Twoje wspomnienia, Twoje przygody :-) Jakoś mi się tak ciepło na sercu robi :-)

    A kopertówkę to z przyjemnością bym przygarnęła dla siebie ! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. :))) nadrabiam :) tak sobie Ciebie na koniec zostawiam że potem nie mam jak odwiedzin dokonać :)
    Ty maga zgrabna,nóżki fiu fiu :)
    uwielbiam takie miejscowaości gdzie eklektyzm wyziera z każdego kąta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Samo życie...a jak się czyta, to się człowiekowi przypominają własne przygody życiowe... Bardzo lubię czytać co piszesz i to jak patrzysz na świat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki, na pewno kazda z nas nosi wiele takich historii w sobie; mowia, ze zycie kazdego czlowieka to material na jedna ksiazke :)

      Usuń
  6. Kochana śliczne masz butki i przepięknie Ci w tej sukience!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. fab! stunning post!thanks for sharing! have u a nice week-end!
    IF U WANT TO VISIT MY BLOG STREET CHIC http://chicstreetchoc.blogspot.com/
    U CAN ALSO FIND ME ON FACEBOOK http://www.facebook.com/pages/Street-Chic/126609910754628

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale masz nogi - zazdroszczę. Wyglądasz jak laseczka.
    Urocze miejsce. Pięknie piszesz. Masz lekkie pióro. Świetnie się to czyta.
    Pozdrowienia ze Szczecinka.

    OdpowiedzUsuń
  9. przyganial ( w tym wypadku prawil komplementy) kociol garnkowi- jak mowi przyslowie:) to ja twierdze, ze TY masz swietne nogi i figurke, pozdrawiam i dziekuje !

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniałe zdj. więc wnioskuję że to cudowne miejsce ;)
    Pozdrawiam i zapraszam na nową notke!

    OdpowiedzUsuń
  11. lovely reportage, well done
    greetings
    anni

    OdpowiedzUsuń
  12. Beautiful photos! nice blog!!!
    Take a look on my blog and if you like we can follow each other?
    Besos, desde España, Marcela♥

    OdpowiedzUsuń