wtorek, 15 maja 2012

Jaki dzien!

Sikajacy chlopczyk - symbol Brukseli


Coz moge powiedziec na swoje usprawiedliwienie? Nic... Dzien do d... do siodmej potegi!
Jest tak zimno, ze najchetniej przelezalabym do wieczora pod kolderka z kubkiem cieplej herbatki, w tle dobra muzyczka, kolo poduszki dobra ksiazka. Ale nie! 
Niewolnik korporacyjnego systemu, ktory to (system, a nie niewolnik) nakazuje swoim poddanym codziennie rano wrzucac mundurki, pedzic do pracy, gdzie po calym dniu madrej, badz bezsensownej harowki, zostajesz wypluta z wnetrza korporacyjnych garazy na ulice, razem z miliardami innych urzednikow, docierasz do domu, po drodze zakupy, w domu robota, obiad, maz, dzieci, kochanek, matka, ojciec, mialczacy kot, ujadajacy pies albo cztery puste sciany. Zalezy na co kto zasluzyl i co lubi. 

Korporacja daje ci zludzenie, ze panujesz nad swoim zyciem, podczas gdy jestes tylko trybikiem, srubka w maszynie, ktora jak sie zuzyje- wymienia na nowa, bo czas szybko biegnie, a czas to pieniadz i nie ma czasu na sentymenty........

Daja ci troche pieniedzy, nie za duzo, nie za malo, w sam raz bys nie umarl z glodu, a nawet mogl pojechac na narty czy Bahama, z kolei  nie na tyle wystarczajaco by ci sie w glowie poprzewracalo. Zebys sie kurczowo trzymal swego malego korytka. Czasem popuszcza ci troche smycz, jakies bonusy, bilety do teatru, czy inne gratisy.

Jeszcze dobrze jak ktos lubi to co robi- mam to szczescie, ze lubie i robie co lubie, choc srednio co pare lat sie wypalam i czuje, ze niebezpiecznie zblizam sie do tej krawedzi; ciekawe co sie pierwsze wypali- firma w kryzysie, czy ja w firmie. Nie zebym jakos szczegolnie sie utozsamiala, stara jestem i wyga, jak to sie mowi, nie wierze w integracje i takie tam duperele, wazne, kto sie przedrze dalej i wyzej na twoich plecach, dlatego cenie te nieliczne, prawdziwe przyjaznie, ktore sa rzadkie w wielkich firmach. Zbyt duza rotacja jak to sie mowi, dzisaj jestes, jutro cie nie ma, za tydzien niewielu pamieta twoje imie. Nie ma czasu sie zaprzyjaznic...
Dlatego wspolczuje ludziom, ktorzy dumnie wypinaja piers: firma to ja! ja to firma! wyprowaja zyly,  a pozniej maja poczucie krzywdy, bo przeciez okazalo sie, ze to nie szef dla ktorego robiles zalegle projekty w wolne weekendy, ale ta zaniedbywana przez ciebie zona siedzi przy twoim lozku w szpitalu, firma co najwyzej wiache kwiatow przysle, albo list kondolencyjny, gdy nie daj Boze ...

Ale powroce do dzisiejszego dnia, jest tak jak na zdjeciu: tylko osikac to! 
Zapomnialam do pracy szpilek i dreptalam caly dzien w "plaskobutach" samochodowych czujac sie jak zona amerykanskiego fermera, jadac do pracy lapalam wszystkie mozliwe czerwone swiatla, smieciary, roboty na drodze i dwa autokary tarasujace jezdnie na dobre kilkanascie minut; w pracy z rana, sfrustrowana niepomyslnym poczatkiem- zamordowalam sluzbowego laptopa wylewajac na niego cala szklanke gestego soku pomaranczowego...

Ale juz jestem w domku, znow pije sok pomaranczowy w bezpiecznej odleglosci tym razem od klawiatury, slucham muzyczki, pisze posta i stwierdzam, ze mam piekne zycie, tym bardziej, ze jutro lece na 4  dni na urlop, wiec chwile mnie nie bedzie. Ale bede z wami duchem! chyba, ze gdzies uda mi sie dorwac do kompa, caluski blogerki!

17 komentarzy:

  1. Haha, niesamowite. ; )
    kto by pomyślał, że ten chłopiec jest przebierany na rożne okazje ; D

    * Dokładnie, teraz czeka na mnie trudny okres. Zaniedbałam oceny i teraz cierpię, muszę poprawić bo może być gorzej.... ale myślę, że wiesz co mam na myśli. A ile syn ma lat?

    OdpowiedzUsuń
  2. fotka wymiata ;D uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy ;D

    a tym czasem uciekam do okropnej geodezji .. :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, czy zasłużyłam i czy lubię zajmować się 24 godziny na dobę obojgiem chorych na Alzheimera rodziców, bez możliwości wyjazdu na urlop, czy choćby na weekend. W dodatku bez gratyfikacji i sama będąc niecałkiem sprawną... Dlatego trochę mi przykro czytać, że "zależy na co kto zasłużył i co lubi".
    A poza tym bardzo lubię czytać Twój blog i pozdrawiam serdecznie.
    Miłego urlopu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, jesli poczulas sie urazona, chodzilo mi raczej o pokazanie prozy zycia w wiekim uproszczeniu, taka mala prowokacja, lekki sarkazm,
    wiem, ze zycie wymyka sie ogolnym sformulowaniom i ma wiele odcieni, kazdy dzwiga jakies swoje krzyzyki czesto niezasluzone, tym bardziej dziekuje ci za ten glos i pozdrawiam serdecznie, ciesze sie, ze do mnie zagladasz i znajdujesz cos dla siebie, zalezalo mi bardzo, by ten blog nabral charakteru nie tylko o modzie, lecz o wszystkim co niesie zycie, pozdrawiam, nauczylam sie dzis , ze nalezy byc bardziej rozwaznym w slowach, bo mozna kogos dotknac, dziekuje za te lekcje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ skąd! Nie poczułam się urażona, tylko tak mi się zrobiło jakoś gorzko po przeczytaniu tych słów, ale to nie dotyczy Ciebie. Gorycz wypłynęła ogólnie, raczej pod adresem (?) naszego systemu prawnego, który nie brał pod uwagę takiej opcji, że oboje starszych małżonków mogą mieć tę straszną chorobę. II nie przysługiwało mi żadne świadczenie z MOPS-u, mimo, że nie mogłam pracować opiekując się jednocześnie rodzicami. Dopiero po śmierci Ojca przyznano mi świadczenie na Mamę (520 PLN miesięcznie), a teraz jak już Mama nie żyje, dopiero zmieniono ustawę (pisałam w tej sprawie do prawnika -posłanki na sejm)i przyznaje się świadczenie nawet jeśli oboje chorzy rodzice wymagają stałej opieki. Dla mnie trochę za późno...

      Usuń
    2. dlatego moja droga nie ufam cynicznym politykom na gorze, zbyt jestem duza realistka; jestem za budowaniem realnego frontu pomocy ludziom i zwyklej ludzkiej solidarnosci, ci co najwiecej krzycza , najmniej robia; to gorzkie, ale tez znam te realia, moi rodzice gdyby im przyszlo zyc z samych emerytur, ktorych wysokosc uraga ludzkiej godnosci, bez naszej na szczescie pomocy, nie mieliby na leki. Doslownie, zreszta wiesz sama. nasuwa sie slynne pytanie: jak zyc?

      Usuń
    3. Ja też mam politykę w "głębokim poważaniu". Gdybym nie wykupiła mamie w listopadzie zapasowej recepty na osławione plastry, od stycznia nie dostawałaby leku, bo podrożał zbytnio. Umarła w połowie lutego - plastrów starczyło...

      Usuń
  5. Oj widzę miałaś taki sam "piękny" wtorek jak i ja....całe szczęście już środa :)

    Ach firma,firma,firma ;) kiedyś to moje życie było, i tak! należałam do tych mówiących-"firma to ja!" dałam się wciągnąć w ten wyścig szczurów :) Całe szczęście opamiętałam się w porę :)Teraz jestem kurą domową która czasem popracuje na (jak to mój mąż się śmieje) 1/16 etatu :) i chociaż czasem jakaś koleżanka sarkastycznie powie że w dzisiejszych czasach kobiecie nie przystoi być na utrzymaniu męża i tylko od czasu do czasu dorabiać jako jego "sekretarka",to ja jestem dumna z drogi którą wybrałam i co najważniejsze czuję się w tym życiu szczęśliwa...a za wielką korporacją pełną biurowych intryg nie tęsknię ani troszeczkę :)
    Pomimo tego co napisała koleżanka wyżej (myślę że to całkiem inny temat do rozmowy)ja też uważam że "Jak sobie pościelisz,tak się wyśpisz" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. chore to wszystko, system i cos sie z ludzkimi glowami porobilo tez! Zal mi tych dziewczyn, ktore mysla jak twoja kolezanka, bo jest pare rzeczy w zyciu czlowieka naprawde waznych, ale mozna je latwo po drodze przegapic; ja lubie jak kobiety realizuja sie w zyciu, ale nie koniecznie w wyscigu do wysokich pozycji, kazdy ma inna misje do spelnienia, na pewno nie jestem wojujaca sfrustrowana feministka, lubie swoja kobiecosc i "kobiece " zajecia, oczywiscie partnerstwo mile widziane, ale juz nie rownouprawnienie, bo bedac konsekwentnym w tej kwestii musalybysmy pracowac na np budowach, a to mi sie nie usmiecha, pisze tak haotycznie bo zaraz lece na dworzec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy człowiek,o ile nie przeszkadza mu w tym np.choroba czy inne tego typu sytuacje,jest kowalem własnego losu i sam wybiera którą ścieżką chce kroczyć :) A odnośnie kobiet to już jest temat rzeka :)

      Miłego urlopowania kochana :) :*

      Usuń
  7. I saw it wearing as santa claus for christmas...
    :-)
    Best regards from France,

    Pierre

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że naszej syrenki warszawskiej nie przebierają, albo gdańskiego Neptuna...

    OdpowiedzUsuń
  9. Super photo fotka!Thanks for the lovely commnet on my blog!

    OdpowiedzUsuń
  10. hehe fotka super:D
    zapraszam do siebie w wolnym czasie:)
    http://mesmerize87.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń