wtorek, 15 października 2019


Ostatnimi czasy pada. Zresztą prawie, jak codziennie w Belgii. To taki załzawiony deszczem kraj. Zasmarkany - rzec by można. Mokro, mokrzej, chlupie...
Jako, że jestem wodniczka, nie narzekam. Lubię mokro. Jakoś mi tak wtedy w głowie myśli pączkują, nabierają wyrazu, intensywnieją, procesy kreatywności zachodzą.
Że niemożliwe???
O! To znaczy, że niewiele wiecie o myślących, kreatywnych blondynkach w Belgii. Ale do rzeczy!
No więc, że wodniczka, że blondynka, że dziwna, ok... wszyscy mnie znają. Ale, że wariatka do tego? W taką pogodę nad morze jechać? Nie, nie na Karaiby... Nad Północne Morze, co o tej porze roku jeszcze bardziej chłodne jest, wyniosłe i surowe. Ale jak blondynka postanowi, nic nie jest w stanie jej od tego odwieść.
A było to dwa tygodnie temu, w niedzielę.
Ubrałam się stosownie do pogody i bujnej wyobraźni. Rodzina mnie nie poznała. Powiedzieli, że wyglądam jak córka wójta z Wilkowyj. Bez komentarza. Z ubolewaniem pokiwałam tylko głową na tą drobnomieszczańską mentalność. Ucałowałam pyski, łącznie z kocim i psim, pomerdałam ogonkiem, w sensie: pomachałam szaliczkiem i wyniośle wsiadłam do karocy. 
Na dalszy ciąg tekstu zapraszam na: https://www.korzeniewska.com/blog/a-moze-nad-morze

3 komentarze:

  1. Piękne miejsce ja też mieszkam nad morzem w Blackpool lubię szum fal i jak się o siebie ewaluują i łączą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Raz tylko byłam nad oceanem :))a na co dzień żyje wśród górek i pagórków:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic dziwnego, że wodniczkę pociągnęło nad wodę. Powiedziałabym, że to normalne, wariackie byłoby gdyby pociągnęło Cię w góry i to takie, gdzie wody jak na lekarstwo. Pozdrawiam "zasmarkaną" Belgię i Ciebie.

    OdpowiedzUsuń