niedziela, 29 września 2013

Lęk. Część druga.



(Pierwszą część Lęku można przeczytać TUTAJ)

Kolejne dni – utrwalanie rytuału codzienności.
Dla żadnej z nich cisza nie była ciężarem Była błogosławieństwem i azylem. Może dlatego, że nie oczekiwały przyjaźni, ani wzajemności. Nie siliły się na uprzejmość. Dwie egocentryczki skupione na swoich troskach, zbyt zmęczone by udawać kogoś innego.
Staruszka mieszkała w bogatej urzędniczej dzielnicy szarych monumentalnych kamienic ze wszystkimi dogodnościami zwanej europejskim gettem.  Tuż za rogiem znajdował się supermarket, do którego dreptały obie noga za nogą trzy razy w tygodniu.
Nie potrzebowały listy zakupów. Bez trudu zapamiętywały nieliczne pozycje. W dziale owoców i warzyw kobieta oglądała starannie każde jabłko. Zdarzyło się, że je nadgryzała i odkładała gdy smak nie odpowiadał jej oczekiwaniom.  Dziewczyna płonęła wtedy ze wstydu. Nie daj Boże ktoś by mógł pomyśleć, że są rodziną! 
Kupowały: jedno jabłko, dwie marchewki, pęczek wloszczyzny i kość na zupę. I znów noga za nogą, suw-suw,  wracały do siebie.


W domu wykładały zakupy z siatki, myły warzywa i gotowały całkiem polski rosół. Gospodyni nalewała uroczyście dwie miski  i zapraszała do jedzenia. Fakt wspólnego, o ile tak można powiedzieć, spożywania posiłku nie zbliżył ich wcale do siebie. Każda swoją porcję przezroczystego, aromatycznego płynu wypijała samotnie: pani w salonie, a jej sprzątaczka - w kuchni, przy chyboczącym się drewnianym stoliku pokrytym starą, wypłowiałą ceratą.


Później odliczanie samotnej egzystencji. Babcia – w wyłysiałym ze starości rudym fotelu w salonie, a jej towarzyszka – wykonując pozbawione głębszego sensu czynności ciągle w tym samym miejscu: kuchnia, piwnica, mała łazienka na półpiętrze i niekiedy salon. Myśli każdej z nich krążyły jak samotne planety obijając sie o stare mury, przenikały je i biegły dalej.


Dom był ogromny, dużo za duży, kto wie, może nawet nie zamieszkały na wyższych poziomach. Tego dziewczyna nie mogła stwierdzić z całą stanowczością bo nie dostąpiła zaszczytu przestąpienia wyższych partii kamienicy. Kręciła się wobec tego w kółko na dole. Mogłaby ogarnąć tę przestrzeń w trzy godziny. Robota paliła jej się w ręcach.


Ale płacone miała za pięć. Pięć razy trzy. Piętnaście godzin po dziesięć euro za godzinę. Gdyby nie potrzebowała tych pieniędzy tak bardzo... Mogła jeszcze czytać książki zaszyta gdzieś w kącie i odliczać minuty do końca pracy. Tak jak robiły jej poprzedniczki. 
Ale miała do tej babki jakąś słabość, litość może? Nie potrafiła jej tak ogrywać z zimną krwią.  Bez pytania  wzięła inicjatywę w swoje ręce. Za każdym razem nie zważając na niemy protest gospodyni odzierała z mroku jej zamarły dom, krok po kroku przywracając go życiu. Zdjęła szare od brudu firany, które... dosłownie rozpadły sie podczas prania w rękach. Prawdopodobnie były równie stare jak lokatorka tego domu. Za tydzień pojawiły się nowe, bijące po oczach nieprzyzwoitą bielą. W kuchni na starym parapecie bezwstydnie pysznił się mały kolorowy kwiat o aksamitnych liściach. Staruszka niesmiało, z zaciekawieniem podpatrywała te zmiany w swoim własnym domu. Musiała w duchu przyznać, że nadawały staremu wnętrzu pewnej czułości.
Nigdy jednak nie zaproponowała dziewczynie zwrotu kosztów. 


Któregoś razu w ogrodzie pojawił się ...rudy kot. Rudy jak jej wyłysiały welurowy fotel. Bezczelną, krzykliwą rudością wyróżniał się na tle szarości więziennego spacerniaka, bo przestrzeń za oknem między kuchnią i salonem trudno nazwać było ogrodem.  Prężył ogon i natrętnie dopominał się jedzenia stojąc nad pustą miską. Staruszka zadrżała gniewem. Odkryła właśnie, że kot jest regularnie dokarmiany. I nie o jedzenie tutaj chodziło. Ale o jego obecność.
W tym oswajaniu życia wyczuła niebezpieczeństwo. Dla siebie samej głównie. "Nie chcę, nie chcę by dłużej tu była!" - myślała w panice. 
Łatwiej jej było odprawiać kolejną sprzątaczkę gdy znajdowała argument do jej odejścia. Udowodnić nieuczciwość. Lubiła je demaskować w wiadomy dla siebie sposób. Poddawała próbie. Ludzie z reguły są pokrętni. Można im ufać jedynie na tyle, na ile się ich sprawdzi. Rzadko zdają jednak egzamin z człowieczeństwa, nie mówiąc już o zwykłej ludzkiej uczciwości.
cdn


Zdjęcia zrobione w Durbuy, prawdopodobnie najmniejszym mieście na świecie:)

34 komentarze:

  1. This bicycle has had his best time.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It's true! The best of his time will not come back ):
      Good week for you and your wife :)

      Usuń
  2. Ta staruszka to kawał cholery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje, że niezła z niej jędza :)

      Usuń
  3. Potrafisz czlowieka zainteresowac.
    Moja polka czeka na Twoje dziela Kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ela, trzymam cie za słowo, a ty motywuj mnie, wodniki sa takie niekonsekwentne i brak im kopa, tę role musza spełniac zyczliwi im ludzie. Licze na ciebie! :) Bardzo! Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Ciekawe zdjecia
    Kisses
    Aga

    www.agasuitcase.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wredna baba;skoro nie chciała i nie lubiła kotecka ;-(.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam z zapartym tchem. Piszesz tak interesująco o zwykłych rzeczach...
    Zdjęcia, jak to u Ciebie, oryginalne, wyszperane z zakamarków codzienności!
    Czekam na następnego posta! i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że pomaluje świat staruszki na jaśniejsze kolory i otworzy zamurowane drzwi jej serca, tylko czy starczy jej sił?.....B.Ch.

    OdpowiedzUsuń
  8. Krzywdzeni - krzywdzą, okłamywani, szukają oszusta..
    Gniewni zasuszają się w nienawiści na starość - kurna jak inaczej to napisałaś, masz niesamowity styl ....
    Trudno oswoić dzikie koty - dodam na zakończenie Twojej historii
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak trafnie opisalas ludzkie zranienia... Dziękuję!

      Usuń
  9. Lubię Twoje drobiazgowe opisy, wtedy wszystko widzę i czuję. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.
    P.S.
    A najmniejsze miasto świata jest... w mojej Chorwacji :) Nazywa się Hum, leży na Istrii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabym zobaczyć, a ty musiałbyś zobaczyć moje... Upieram się przy moim miasteczku :)

      Usuń
  10. Tak pieknie piszesz, juz tesknie za dalszym ciagiem! Zdjecia absolutnie zespolone z trescia i tym klimatem rozmyslan nad samotnoscia, co w zyciu jest wazne, jak go wlasciwie przezyc???
    A rower.... czy moge namalowac go jak bohatera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, to zaszczyt! Rower jest twój! ściskam!

      Usuń
  11. Musiałam sobie przypomnieć część 1-szą.
    Ale powiem Ci, że ta następna jest jeszcze lepsza!
    A ten rower, który Joasia chce Ci zabrać do malowania SUPER jest!
    Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Wiesz Stokrotko, że jesteś pierwszym krytykiem:) dzieki! Wyobrażam sobie jak Joasia namaluje rower, tknie w niego duszę za pomoca pędzla!

      Usuń
    2. Byłoby mi miło, gdybyś przeczytała u mnie na blogu tekst "Nostalgia".
      A Joasia jest wybitną malarką, to nie ulega wątpliwości.

      Usuń
    3. Agnieszko, bardzo dziekuję za wizytę. Napiszę tutaj, bo nie wiem czy tam jeszcze zajrzysz. Ten mój LUKSUS sprawiłam sobie sama w 38 rocznicę ślubu /mąż pracuje, a ja już nie/. Pojechałam sobie do Miasteczka aby wiele rzeczy przemyśleć i ... zrozumieć. A byłam cały dzień, bo nie opłacało mi się zaraz wracać - jechałam autobusem w obie strony.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. I jeszcze - zapomniałam Ci napisać, że wspaniałe są te Twoje zdjęcia - gdy je oglądam, utwierdzam się w przekonaniu, że Fotografia to prawdziwa sztuka. Powinnaś te zdjęcia wysyłać na konkursy fotograficzne.
      Już zmykam, nie przeszkadzam w pracy /ja placki z jabłkami własnie robię/.

      Usuń
    5. No wlasnie, Stokrotko! Wielu ludzi boi sie emerytury, a ja o niej mysle z nadzieja (oczywiscie nie w kategoriach finansowych, bo raczej na nasze panstwo nie licze), mysle, ze bedzie to MOJ czas (jesli dane mi bedzie oczywiscie dozyc w zdrowiu), bede realizowac wszystkie swoje zaniedbane marzenia, trwonic czas, rozkoszowac sie chwila, kto wie, moze zaczne malowac, albo uprawiac sporty na ktore wczesniej nie mialam odwagi... :)

      Usuń
  12. te wszystkie drzwi niczym z bajki!

    OdpowiedzUsuń
  13. Rower z różowym siodełkiem - niczym landrynka wśród miętusów - haha
    Pozdrawiam\\
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  14. Wrażliwości i talent......,,czekam co dalej?
    Pozdrawiam
    Pat

    OdpowiedzUsuń
  15. melancholia pur. uwielbiam takie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bajecznie .... a zdjęcie niesamowite ! :D

    PS. Chyba mamy tą samą znajomą z Irlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem...ciekawa dalszego ciągu....
    Staruszka trochę marudna, nieprzystępna ale...no właśnie "ale" , z wiekiem bardzo się ludzie zmieniają, czekam na c.d. wydaje mi się, że jest już między nimi nić sympatii...pozdrawiam sedrecznie...

    OdpowiedzUsuń
  18. och już nie możemy się doczekać co będzie dalej. Bloga czyta się jak najciekawszą książkę. I te zdjęcia tak idealnie pasujące do tekstu. Mamidło mówi, że to wielka sztuka umieć patrzeć i widzieć. Pani Laviolette nas zachwyca i zawstydza, że my tego nie potrafimy. No ale cały czas się uczymy uczymy, uczymy. Pozdrawiamy jak zawsze cieplutko .

    OdpowiedzUsuń
  19. No to ja jestem teraz czerwona jak burak! I wobec takiej ogromnej dawki motywacji (bo wciąż w duchu sobie nie dowierzam) obiecuję może nawet jutro coś skrobnąć :) dziękuję wam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Need anything from headaches, throat or just a set of essential vitamins, only in our pharmacy you will find what you are looking for! Our offer also various types of polish drugs and cosmetics, ointments, gels or creams.

    OdpowiedzUsuń