poniedziałek, 16 kwietnia 2012

W drodze


Lubie nasze powroty z punktu A do punktu B. jedynie czego nie cierpie to zapakowywania auta i rozpakowywania. Koszmar po prostu. Nawet te 1500 km jest niczym w porownaniu z upychaniem tobolkow i ich wyjmowaniem. Najpierw szmaty. Mamy obsesje zabierania ze soba duzej ilosci ubran, poza tym kazdy ciagnie swoj sprzet, psy, poduszki, kocyki, ksiazki, cala podreczna bibloteka- do ktorej nie mam wcale czasu zajrzec podczas urlopu, prezenty, prezenciki, bo przeciez musze obdarowac kazdego, lacznie z sasiadami; a z powrotem- prawie identycznie- tylko w odmiennej troche kolejnosci. Przede wszystkim pysznosci: zarlo, smakolyki, sloiczki- jakby w Belgii jedzenia nie bylo. Ale przeciez kopytka mamy - sa nie do podrobienia! a zreszta kto ma czas je lepic na codzien! Podobnie- wypasiony murzynek cioci Zosi! Dziewczyny, ktore wracaja do akademikow z walowka od mamy wiedza o czym mowie! Mniammm. Nie ma to jak domowe specjaly!
Jako rodzina nie do konca normalna, nie kwalifikujemy sie z przyczyn, o ktorych wyzej- na transport lotniczy. pojedynczo- bardzo prosze! latamy, natomiast wszyscy razem- niestety stanowimy dosc barwny tabor, prawie ze cyganski, szkoda tylko, ze nie zaprzezony w gniade konie.
Poza tym nie bez znaczenia jest czynnik finansowy- nasz czworo + 2 psy; za same czworonogi Lotem zaplacilabym w jedna strone 150 x 2 = 300 euro; pomnozyc przez 2 = 600 euro. Poza tym moja plocha suczka szybciej na zawal by zeszla niz zniosla lot samolotem!
Tak wiec nasza podroz jest " troche" meczaca, ale ma swoje uroki, mozna zatrzymywac sie w dowolnych miejscach, zboczyc z trasy, pozwiedzac, a jak sen zmorzy, to przeciez mozna zatrzymac sie gdzies na nocleg.
Oto pare fotek z ostatniej podrozy:





Ponizej moj podrozniczy outfit:

sukienka- Promod ( w nastepnym poscie zaprezentuje ja w calej okazalosci),
sweterk- Zara,
botki- przepraszam, ze ciagle was nimi zanudzam, ale sa moim hitem tego sezonu, pokochalam je od pierwszego wejrzenia, rozweselaja, przyciagaja uwage, sa wygodne, z delikatnej skorki



Oczywiscie po drodze zajadam sie slodkosciami, oto moje smakowe odkrycie na ten podroz: skorka z pomaranczy w czekoladzie; jem bez umiaru, a pozniej jecze, ze jestem gruba! 












Nizej Pomnik Chrystusa w swiebodzinie: do czerwca 2011 roku- najwyzsza figura Chrystusa na swiecie






i polskie smakolyki :)



17 komentarzy:

  1. Wszystko wszystkim, ale ten jeden Jezus jest moim najmniej ulubionym. Choć w szaliku było mu do twarzy. Tego z Rio nie spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. ale wielki jest, trzeba przyznac, pofatygowalismy sie zobaczyc z bliska, teraz trzeba do Rio- dla porownania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Beautiful outfit and great pics! Your dogs are so sweet!:X

    OdpowiedzUsuń
  4. My dogs- Sweet & and fat! :)Thank you!

    OdpowiedzUsuń
  5. I like your post so much! These pictures are really gorgeous!
    Take a look and if you want we can follow each others: Cosa mi metto???

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz kiedy wybudowali Biedronkę w Świebodzinie????



    Podobno mawiają że 3 lata przed Chrystusem :)))) W drodze nad morze mieliśmy przyjemność dzieło obejrzeć.... fakt duży jest....

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne zdjęcia i mi także bardzo podobają się Twoje żółte botki.
    Uważam że takie podróżowanie samochodem jest dużo bardziej ciekawe,męczące ale to na pewno fajna przygoda :) Ja nie cierpię latać samolotami boję się i za każdym razem stresuję na maksa dlatego wolę autka:)

    OdpowiedzUsuń
  8. z podrozy samolotem najbardziej lubie jak maszyna wznosi sie do gory, strasznie mnie to kreci, gorzej znosze jak siada (najdotkliwiej czuje to moja tarczyca i uszy) ; poza tym nie cierpie tego siedzenia na lotniskach i opoznien, a najbardziej pardoksalne jest to, ze w XXI w lece do Polski 2 godziny, a poeniej jeszcze 3 samochodem do siebie ( kiedys sie mowilo: 3 dni wolami; proporje sa mniej wiecej takie same!) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha psy najszczęśliwsze :) moje lubią podróżować!!! Samochodzik faktycznie obładowany - ale cóż tak to juz jest i ja rozumiem Cię bardzo dobrze :) pamiętam jak kiedyś wracałam ze świąt bożonarodzeniowych od moich dziadków (trasa Koszalin- Giżycko) tak mnie babcia uraczyła słoiczkami, przetworami, ciastami, gołąbkami a dzidek winami, nalewkami itp, że jedną całą torbę podróżną miałam załadowana tymi pysznościami...a trochę to wszystko ważyło...tak jak dziadek wstawił mi torbę do pociągu tak całe 9 godzin stała w jednym miejscu bo nie byłam w stanie jej ruszyć :D hihi

    masz bardzo fajne buty!!!

    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. samochodzik pojemny:)) i upchany po sufit:)))
    świetne zdjęcia;)
    piszesz czworo? a ja myślałam, że masz jedno dziecko:) Twoja suczka jakby schudła na tym wyjeździe:)

    OdpowiedzUsuń
  11. tak, tak, mam tylko jedno dziecie - niestety! ale zawsze mamy jakies "ogonki", teraz wracal z nami moj siostrzeniec ( troszke starszy od mego Kuby)

    OdpowiedzUsuń