Palić głupa, czyli niezawodny sposób na blondynkę.

“Podwładny
powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by
swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.”
(Piotr
I Aleksiejewicz Wielki (1672–1725) – cesarz rosyjski. Twórca imperialnej Rosji.)
Zdarzało
się wam załatwiać coś w urzędach publicznych? Stanęliście kiedy oko w oko z bezdusznością pań/panów po drugiej stronie okienka? Zmierzyć się z murem urzędniczych absurdów? O co ja pytam! To nasz chleb codzienny.
I jaką postawę wówczas przyjmujcie, jakimi argumentami staracie się przechytrzyć aparat lokalnej władzy?
Pewien wiosenny poranek. Poniedziałek. Zbliżam się do urzędu gminnego w celu załatwienia jakichś papierów. W biurach pouchylane okna. Z jednego z nich, zdaje się, że chodzi o biuro, do którego zmierzam, donośny krzyk. Monolog. Orientuję się, że jednemu z petentów puściły nerwy. Klnie, aż wióry lecą! Ja wam..! Ja was...! Że się nie pozbieracie...!
Petent z impetem przeleciał koło mnie. Trzasnęły wejściowe drzwi, zatrzęsła się framuga, zapanowała cisza...
Zerkam na panie urzędniczki z poczekalni ponieważ drzwi do biura są uchylone.
Pani A dłubie pilniczkiem w paznokciach zerkając znacząco na panią B. Koleżanka wzrusza ramionami i mówi: "Ale nerwowy... Pewnie żona mu dziś w nocy nie dała"
Na to pani C odpowiada: " Jego strata! Poczeka sobie. Urzędowo mamy czas i nikt nas nie zmusi. Proszę następny. "
Takie przypadki utwierdzają mnie w przekonaniu, że znacznie skuteczniejszy od sposobu "na pieniacza" jest sposób "na blondynkę". Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
Oczywiście nie wszyscy urzędnicy są jednakowi. Nie mówię o tych kompetentnych, życzliwych, rzeczowych, skutecznych, pomocnych widzących w tobie człowieka. Niestety, te pozytywne jednostki giną w morzu ogólnie panującej niekompetencji, arogancji i ignorancji, nazwijmy to po imieniu - głupocie.
I gdy widzę w urzędzie napuszoną panią, look z poprzedniej epoki, dla której czas się zatrzymał, a której władza (najczęściej mocno lokalna) do głowy uderzyła, wiem, ze nic tu po mnie i normalną drogą niczego nie załatwię, a siłą mogę sobie więcej zaszkodzić niz pomóc. A w każdym razie potrwa to dużo dłużej.
Dodam, że niektóre z tych twarzy nieskalanych żadnym procesem myślowym, pamietam jeszcze z podstawówki, już wtedy nie rokowały, ale były w odpowiednich, że nazwę to: " strukturach towarzysko-politycznych". Dlatego tym bardziej (nad)używają sobie, ulegając pokusie bycia lokalnym Panem i Władcą: temu dam, temu nie dam, ten za bardzo się handryczy, jak poczeka, to skruszeje...
Używam wtedy sposobu "na blondynkę". "Blondynka" to jest taki klon zagubiony w świecie przepisów, ma móżdżek wielkości orzecha laskowego, panią z okienka traktuje jak wybawicielkę, mile łechcze jej poczucie próżności wypowiadając np zdanie:" Jestem taka bezradna wobec przepisów...", "Dzięki pani kompetencjom..." "Dziękuję, że jest pani tak uprzejma..." To pozwala zatwardziałej, tępej urzędniczce utwierdzić się w przekonaniu, że jednak na tym świecie jest jeszcze ktoś głupszy od niej, ta żałosna blond petentka; i miłościwie przyśpiesza rzeczy, które normalnie leżakowałyby w szufladzie miesiącami.
Że jestem cyniczna i wyrachowana? Wobec głupoty urzędniczej (patrz cytat z początku posta) cel, zwłaszcza szlachetny uświęca środki.
Z góry przepraszam rzesze bezimiennych wspaniałych urzędników, wśród których jest wiele moich koleżanek i kolegów.
Sposób "na blondynkę" świetnie sprawdza się też w sytuacjach drogowych, gdy nawali ci samochód. Nie znam faceta, który pozostanie obojętny wobec spanikowanejj blondynki i jej samochodu, który własnie rozkaraczył się na drodze! Przecież na pierwszy rzut oka widać, że ta bieda nie wie nawet co to pasek klinowy! Chciałoby sie zawołać: "Mężczyzno i ty bądź bohaterem w zaistniałej drogowej sytuacji!". Nie znam takiego, który nie stanąłby na wysokości zadania. Nawet jeśli ryzykuje spóźnieniem na obiad do domu.
"Blondynka" to nasza tajna broń kobieca. I nie chodzi o kolor włosów, ale o stereotypy związane z tym określeniem. Tak, że nawet jeśli jesteś ognistowłosa, czy kruczoczarna, zawsze w krytycznej sytuacji możesz posłużyć się wytrychem: "na blondynkę". Otworzy każde drzwi!
Ha ha ha... Ja tez tak robie :-)
OdpowiedzUsuńTa tunika jest genialna! :) Wygląda nawet nieco jak koszula (a jakoszule kocham).
OdpowiedzUsuńA co do "sposobu na blondynkę" - cóż, często się sprawdza. Chociaż, jeśli chodzi o samochody to nie muszę udawać ;) Mam na podwórku warsztat mechaniczny i pamiętam, jak kiedyś pożyczałam od chłpaków jakiś samochód, starego małego fiata, żeby na zakupy skoczyć. Wszystko było ok, już miałam jechać, tylko... tylko, no właśnie. Ze spuszczoną głową, niczym sieotka Marysia potuptałam do nich, żeby mi pomogli, bo nie wiem, gdzie tam jest wsteczny, bo nie było narysowane, a ja sama nie umiałam znaleźć :P
Cha, cha, skąd to znam:) często autentycznie bywam taka sierotki Marysia :)
UsuńA na rudą da się załatwić sprawy? :))))
OdpowiedzUsuńMetoda na blondynkę działa tylko na facetów. Na mnie najlepiej działa uśmiech i rzeczowe wyłożenie tematu.
A ludzie tak jak urzędnicy....potrafią być różni.
Wchodzi dziewczyna, młoda, w oczach gniew w ręku kartka i słyszę pretensję, dlaczego w tym budynku nie ma pokoju 301?
Ano nie ma, bo pani ma na kartce zupełnie inny adres, budynku trzypiętrowego znajdującego się po drugiej stronie ulicy.
Grzecznie tłumaczymy, wyjaśniamy.
Dziewczyna wychodzi, burcząc pod nosem "no tak, jeszcze mnie ganiają"
Jasne, z drugiej strony tez to rożnie wyglada. Czasami zdarzają sie sfrustrowani klienci z pretensjami do swiata. To rozumiem doskonale. Ja skupiam sie w swoim poście jak zaznaczyłam głownie na urzędniczej bezduszności i braku dobrej woli. Taka bezduszność cechuje tez przedstawicieli innych profesji, ale to juz oddzielny temat na kolejny post. Sciskam i niebawem dotrę do ciebie nadrobić zaległości. Buziaki
UsuńTak, potwierdzam bardzo dobry sposób na urzędników.
OdpowiedzUsuńNa panów również, zrywa się w nich od razu rycerz i chętnie pomagają....
Wystarczy powiedzieć ,że naprawę nie rozumiem o co chodzi i takie duuuże oczy :-)))
Przynajmniej Polacy są rycerscy , inne nacje nie wiem...
Polacy generalnie są najbardziej rycerscy wobec kobiet.
UsuńCóż Aga; przemiany ustrojowe w Polsce miały miejsce przeszło 20-lat temu;a dla niektórych...czas stoi w miejscu.
OdpowiedzUsuńsą nie do skruszenia:)
UsuńCześć, kochana! My mieliśmy taką panią w dziekanacie, dla mnie była miła, ale zdarzało się, że jak przyszłaś przed 14:00 - a dziekanat był otwarty od 14:00 - musiałaś czekać, mimo, że pani była już w biurze i zdążyłaby cię obsłużyć. Na indeks czekałam 8 godzin w wielkiej kolejce, ludzie przypominali glony unoszone przez wzbierającą wodę. Koszmar. Przyjechała lokalna TV zrobić materiał z tego. 250 osób do jednego okienka, a "załatwienie" jednego petenta trwało do 20 minut... Wepchnęłam się w końcu na siłę. Zazwyczaj korzystam z wytrychu na blondynkę, tak - ale ile w tym wyrachowania? Ja naprawdę jestem mało rozgarnięta jeśli chodzi o sprawy papierkowe - i nienawidzę tego... // Ślicznie wyglądasz, tak ładnie patrzysz w obiektyw na pierwszym zdjęciu! :* :-) Ściskam, Martyna
OdpowiedzUsuńNormalnie koszmar, to co opisujesz! dzięki moja droga:)
UsuńAga uśmiałam się :)))
OdpowiedzUsuńnie cierpię urzędasów szczególnie tych Gabrysiowych z którymi mierzę się od ponad miesiąca... nie ma sposobu na te bezduszne zołzy...
i one sa najgorsze...
UsuńNie cierpię załatwiać spraw urzędowych i jak przysłowiowa blondynka niektórych kompletnie nie pojmuję:)))śliczna tunika i kamizelka:))Pozdrawiam serdecznie :)))
OdpowiedzUsuńteż nienawidzę chodzenia po urzędach i nie muszę za wiele blefowac, bo naprawde kompletnie sie gubie w gąszczu przepisów. Tez pozdrawiam cieplutko!!!
UsuńRoznie bywa w urzedach!
OdpowiedzUsuńNajpewniejszy sposob, to usmiech i emanowanie soba, ze tylko ten pan lub ta pani moze nam pomoc! Zazwyczaj chwytaja wedke /smiech/!
Serdecznosci
Judyta
usmiech to podstawa:) roszczeniowo nastawiony klient działa na urzędnika jak płachta na byka i słusznie:)
UsuńJa mam sposób na uśmiech. Zawsze skromnie jak do urzędu, co by lepiej nie wyglądać- to dobra karta, I uśmiechem zjednuje + rzeczowo do tematu podchodzę.Działa, Zawsze.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
O! O tym nie pomyślałam: "co by lepiej nie wyglądać"! człowiek całe zycie się uczy! Pozdrawiam!
UsuńWitaj:))) bardzo mi się podoba :))) he,he a tak na marginesie ostatnio w urzędzie godzina 14.00 wchodzę aby załatwić ważne dokumenty a Pani zza biurka wychyla głowę połykając kęsy jedzenia, z kanapką w ręku ....kurcze nie wiedziałam co zrobić bojąc się, że przerywam w tak ważnej chwili i żeby broń boże mnie nie wyprosiła niegrzecznie. Ale z uśmiechem powiedziałam " nie wiem czy to dopiero śniadanie cz tez już obiad Pani konsumuje życzę smacznego ". Na co Ona : "no właśnie dopiero moje śniadanie ", odpowiedziała grzecznie , delikatnie z przekąsem ale i z uśmiechem. :)))) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńusmiech po obu stronach biurka jest bezcenny! :) wiele może zdzialać:)
UsuńJa też tak robię, ale nie wynika to z mojego sprytu, a autentycznej bezradności. Wchodząc do urzędu naprawdę czuję się jak mała, zagubiona dziewczynka.
OdpowiedzUsuńteż mi się to zdarza! nie trzeba wiele grać :)
UsuńBardzo ładnie Ci w tej stylizacji, Pierwsze zdjęcie jest świetne :-) a co do urzędów ....chroń Panie Boże!!! nienawidzę załatwiać spraw urzędowych !!!!!
OdpowiedzUsuńJa tez nie cierpie, choc znam panie co uwielbiają... dziękuję Kasiu!
UsuńAch Ty fantastyczna, mądra BLONDYNKO! jak ja Cię lubię:-))))))
OdpowiedzUsuńodwzajemniam twoje odczucia wobec mnie, kochana! :)
UsuńTak to moja ulubiona technika , zwłaszcza działa na policjantów ...
OdpowiedzUsuńNa szczęście coraz mniej urzędników z twojego opisu ... Ale poczta Polska to ich ostatni bastion ;))
Ciekawy plener !!! Śliczna stylizacja!
To wróć trochę do blogosfery bo ja tęsknię i trochę mi Cię mało !
masz racię Aniu! też podobne wrażenie odnoszę, jak zachodze na pocztę. Dzieki moja droga za motywację, faktycznie w Nowym Roku jakos mnie mniej... nie moge się jakoś zorganizować, choc tematów na posty w głowie wiele... moze z czasem minie i znów wezme się w garść, obiecuję byc bardziej aktywna... dzięki, że jesteś! :)
UsuńJa jestem z tej drugiej strony ale przecież i ja często występuję w roli petenta. Może dlatego patrzę na to inaczej. Urzędnicy jak i petenci bywają różni... Sama znam kilka : urzędniczek" w swojej pracy na które mówię " skała" dla nich nic od 20 lat się nie zmieniło. Jednak i ludzie stali się bardziej roszczeniowi, wszystko się im należny i to już. Przecież ten urzędnik nie wymyślił tych przepisów, które każą czekać 21 dni aż się wyrok uprawomocni, nie mają wpływu na to, że ktoś złożył apelację i czas do zakończenia sprawy wydłuży się nie wiadomo na jak długo. Codziennie zdarza mi się wysłuchiwać żali i pretensji. Staram się być kompetentna ale systemu nie zmienię...Ktoś wcześniej napisał, że zastał panią jak jadła śniadanie ( obiad). Są dni, że do śniadania zabieram się klika razy . Przełykam kęs i mało się nie udławię gdy ktoś dzwoni lub wchodzi. Nie ma u mnie pokoju śniadań , a biuro jest tak umeblowane , że wszystko na widoku... Mimo to lubię swoją pracę , nawet bardzo i lubię ludzi, którzy do mnie przychodzą. Staram się ich zrozumieć, bo kiedy trafiają do mojego biura to zazwyczaj nie oznacza dla nich nic dobrego... Pozdrawiam serdecznie :-)
OdpowiedzUsuńto dobrze, że w takim "nie oznaczającym nic dobrego biurze" spotykaja takiego usmiechnietego Anioła w twojej postaci. To wiele ułatwia i znośniej jest przełknąć gorzka pigułkę. Serdeczne buziaki
UsuńEh, te blondynki! A ja myślałem, że spełniam dobre uczynki. Teraz już nie ma zmiłuj się... nie zatrzymam się:-))))
OdpowiedzUsuńO kurczę...! Ta szczerością chyba strzeliłam sobie w kolano!!! :)
UsuńUśmiech potrafi zdziałać cuda......Lubię swoich klientów, nie jadam zza biurka , (no chyba że czekoladkę) , zapraszam do mojego biura moja Ty Blondyneczko, obsłużę Cie jak królewnę, tylko mi nie zostawiaj w podziękowaniu kawy na biurku bo tego nie znoszę.....Malina :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę twoim petentom Malinko, maja straszne szczęście móc z kimś takim jak ty załatwiać swoje urzędowe papiery:)
UsuńJesteś bardzo fotogeniczna.
OdpowiedzUsuńO!... dzieki, nie spodziewałam się :) zazwyczaj mam wiele do zarzucenia swojej fotogeniczności, ktora zawsze określałam jako wątpliwą, pozdrówka :)
UsuńAgnieszko,
OdpowiedzUsuńpowiem krótko: MUSZĘ mieć taką torebkę! :D
ja też ja też :)
Usuńpozdrawiam :)
:) Nie wiem, co w niej jest, ale ta torebka wzbudza bardzo pozytywne emocje! Kupilam ją kilka lat temu w H&M, nie była droga, ale jest uosobieniem wyobrażeń o idealnej torebce: duża, ale w sam raz, miejska torba na zakupy i do pracy, mieści się w niej zeszyt formatu A-4, idealna jest więc do biura i na studia, poza tym ten kamel... pasuje nawet, gdy... nie pasuje. Zdarzylo mi się nawet, ze jedna pani chciała ja koniecznie ode mnie odkupić! :) Niestety, nie widziałam juz dawno takich torebek w H&Mie. Moja droga, niedługo do ciebie wpadnę, mam wiele zaleglości, a lubie czytać cię na spokojnie:)
OdpowiedzUsuńJa też mam ulubioną torebkę H&M i nawet stała się rekwizytem literackim Niegrzecznej Dziewczynki, która z niej wyciąga różne rzeczy, żeby się ratować z opresji ;-)) Tak, pojemność to zasadnicza zaleta torebki. Musi mieścić A4 Tylko tamta moja była w ciemniejszym brązie, a ta karmelowa którą już mam ma cudny kolor, ale jest trochę mała, dlatego tak wzdycham do Twojej ;-))
UsuńWłaśnie! Niby zatrzęsienie toreb na rynku, a wcale nie tak łatwo trafić tę jedyną, która spełnia nasze oczekiwania w 100% :)
UsuńA ja mam jeszcze inną metodę na urzędniczki. Niezależnie od tego czy piłują paznokcie, czy faktycznie pracują zawsza bardzo przepraszam, że przeszkadzam. A potem puszczam gadkę, że pewnie... ma pani bardzo zle płatna i niewdzięczną pracę i ciągle ktoś z pytaniami bez sensu przychodzi... Tej, która piłuje paznokcie robi się wtedy głupio, a ta która faktycznie pracuje uśmiecha się do mnie z wdzięcznością, że stwierdziłam rzecz oczywistą. Prawie w 100% mnie grzecznie załatwiają.
OdpowiedzUsuńPozdrowionka Agnieszko!
Każdy sposób jeśli jest skuteczni i zgodny z prawem wart nasladowania:) widać, każda/y z nas ma swoje własne , sprawdzone sposoby! pozdrawiam!
UsuńHahaha, ale się uśmiałam!! Dobry tekst :)
OdpowiedzUsuńJa skusiłam się nie raz ;P dziękujemy za komentarz:**
OdpowiedzUsuńmasz bardzo ładny odcień blondu:)
OdpowiedzUsuńdzięki! wreszcie mi wyszedł! :)
UsuńTak blondynka to cała filozofia życia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dokładnie tak Antoni! Nie bez powodu mówią, że blondynka to nie kolor wlosu lecz charakter i sposób zycia:) Pozdrawiam!
UsuńNie cierpie urzędów....dobry sposób "na blondynkę"...
OdpowiedzUsuńŚwietnie wyglądasz...pozdrawiam...
Mało kto je cierpi! ale niestety nieraz musi się po coś pójść:)
UsuńVery nice picture of you on the rocks.
OdpowiedzUsuńGreetings,
Filip
JA tam nawet nie musze udawac, ze nie wiem co to pasek klinowy czy inne tego typu elementy… Nawet zdarzylo mi sie zapomniec jak otworzyc maske w samochodzie :))
OdpowiedzUsuńA w urzedach czesto prosze o pomoc i wyjasnienie jakichs prostych rzeczy uwaznie sluchajac wyjasnien i dopytujac i jeszcze mi sie nigdy nie zdarzylo odejsc z kwitkiem. Nawet nie bardzo to "na blondynke" (choc wlosy mam blond :), a po prostu przyznaje od razu, ze czegos nie wiem i robie po raz pierwszy wiec dlatego pytam moze o proste rzeczy.
Ostatnio zalalo mi kuchnie i musialam telefonicznie obgadac sprawe i z ubezpieczeniami i ze wspolnota. W obu przypadkach poczatek rozmow byc niechetny, ale gdy wyjasnilam ze w zyciu mnie nic podobnego nie spotkalo i stad ma niewiedza, to od razu sie wyluzowaly i wyjasnily jak krowie na miedzy co mam zrobic i w jakiej kolejnosci …
Pozdrawiam Nika
Jakoś nie potrafię, nie jestem dobrą aktorką.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Jest jeszcze druga metoda: "na cycki". Nawet nie trzeba nic mówić :)
OdpowiedzUsuńŻeby nie było, iż tylko kobiety maja swoje sposoby. My, faceci staramy się wzbudzić u kobiet-urzędniczek instynkt macierzyński. Też działa :)
Ja sie zawsze wyręczam bliskimi by ominąć ten niemiły akcent. Mój ukochany znowu metodę na "blondynkę" jak to świetnie nazwałaś stosuje w pracy odnośnie swoich szefów. do tego śmieje się, gdy oni śmieją i zawsze jest miły ;d nigdy mu niczego nie odmawiają ;d
OdpowiedzUsuńPięknie wyglądasz w tej tunice, zachwyca mnie kamizelka! ;)
Znam ten problem. Ostatnio próbowałam załatwić zwonienie od płacenia abonamentu RTV na poczcie, bo jestem ustawowo uprawniona. Trafiłam na spłoszoną panią, która nie wiedziała jak to załatwić, pytała mnie o jakiś numer, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Tłumaczyłam jej całą moją sytuację z odziedziczonym telewizorem (a skąd mam znać numer konta, na które wpłacano abonament 20 lat temu?). Wymogłam niemal siłą wszystkie możliwe druczki, bo nie wiedziała jaki powinnam wypełnić. Potem okazało się, że można było to załatwić od razu, ale ta pani nie wpadła na to bym po prostu zarejestrowała telewizor i dostała nowy numer konta.. W ogóle bez sensu cała operacja, skoro i tak nie będę płacić, ale jak chcą mieć więcej papierów do przewracania (czy wklepywania w komputer) to niech mają - proszę uprzejmie... Właśnie do tego zmierzam, gdy ponownie poszłam na pocztę z wypełnionymi wszystkimi możliwymi drukami ( tak na wszelki wypadek) i zastałam miłą, uśmiechniętą dziewczynę w okienku ("W czym mogę pomóc?"), zaczęłam od "Czy byłaby Pani uprzejma?... Sama sprawdziła w komputerze, zadzwoniła do centrali, okazało się, że mają zablokowane jakieś tam łącze i nie może na razie nic zrobić, ale za chwilę dzwoniła do serwisu, by to naprawili i wkrótce będę mogła zostać załatwiona. I mimo, że odeszłam z kwitkiem - poczułam się całkiem inaczej, bo wiem o co chodzi i widzę, że dziewczyna się stara i jest kompetentna, a te kilka dni mogę poczekać. Telewizor mi zarejestrowała, numer dostanę pocztą i wtedy mogę złożyć wniosek o zwolnienie, bo w nim trzeba podać ten numer.
OdpowiedzUsuńZawsze zaczynam od "Dzień dobry, czy byłaby Pani (/Pan) uprzejma?.. Z uśmiechem oczywiście. I zazwyczaj działa, nawet jeśli trafię na kompletną niezgułę i sama muszę podpowiadać co robić...
Jak zawsze - świetnie wyglądasz. Pozdrawiam serdecznie.\
Bluzeczkę i kamizelkę z dziką rozkoszą bym Ci skradła ;)
OdpowiedzUsuńWpis pierwsza klasa. Chyba w każdym zakątku Polski jest podobnie. Nadal panie z okienka(oczywiście chlubne wyjątki znam osobiście ) traktują petenta jak zło konieczne, zapominając, że te rzesze frustratów i pieniaczy seksualnie niewyżytych, bo żona nie dała, utrzymują pańciowe etaty. Ktoś czasem powinien takim boleśnie o tym przypomnieć. Choćby brakiem premii. A sposób na blondynkę również stosuję. Działa zawsze bez pudła :)
też tak robie zawsze:D
OdpowiedzUsuńCałe szczęście nie muszę jeszcze tam chodzić i się z nimi użerać. :D
OdpowiedzUsuńBLOG KLIK
Po każdej stronie biurka są ludzie. Wprawdzie nie lubię urzędów i czasem tracę tam mój stoicki spokój, ale podpisuję się pod tym, o czym pisała Grażyna. Ja nie pracuję w urzędzie, ale też mam do czynienia w mojej pracy z ludźmi, którzy czasami bywają, delikatnie mówiąc - trudni. Trzeba jakoś sobie z tym radzić. Uśmiech i życzliwe słowo potrafią zdziałać cuda... Pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuń" Na blondynkę zawsze działa" - o czym doniosła mi wczoraj Siostra po wizycie w ZUS-ie ;))
OdpowiedzUsuńJaka piękna ta tunika, a torebkę mam podobną :D