My, dzieci pogranicza

Ludzie nie są stworzeni do życia w sytuacjach granicznych, unikają ich lub starają się od nich jak najszybciej uwolnić. A jednak człowiek wszędzie je napotyka, wszędzie widzi i czuje... Granica to stres, nawet lęk (znacznie rzadziej: wyzwolenie). Pojęcie granicy może zawierać w sobie jakąś ostateczność, drzwi mogą zatrzasnąć się za nami na zawsze...
Ryszard Kapuściński (Imperium)
My dzieci pogranicza.
Dojrzewamy szybciej. Mówimy językami naszych sąsiadów, przyjaciół, pewnego dnia, nikt by nie pomyślał - wrogów.
Mieszkam na linii Bugu. Tu też kiedyś była granica. Podzieliła świat na dwoje.
Noszę w sobie lęki zbudowane na losach wielu kresowiaków. Wystarczy iskra by zapłonął stos. I już nieważne "kto pierwszy zaczął' i z jakiego powodu. Koło zemsty i rewanżu nabiera szybkości, już trudno jest zatrzymać okrutne żniwo. Granica to nie tylko linia na mapie, to ograniczenia w naszych głowach. To podziały na: "my i oni". Rzeź Wołyńska, Podole, Jedwabne, Bałkany, Rwanda...
I wiele innych...
Jaką nam wystawi ocenę historia gdy nadejdzie czas próby?...
Jakimi okażemy się ludźmi?...

Dojrzewamy szybciej. Mówimy językami naszych sąsiadów, przyjaciół, pewnego dnia, nikt by nie pomyślał - wrogów.
Mieszkam na linii Bugu. Tu też kiedyś była granica. Podzieliła świat na dwoje.
Noszę w sobie lęki zbudowane na losach wielu kresowiaków. Wystarczy iskra by zapłonął stos. I już nieważne "kto pierwszy zaczął' i z jakiego powodu. Koło zemsty i rewanżu nabiera szybkości, już trudno jest zatrzymać okrutne żniwo. Granica to nie tylko linia na mapie, to ograniczenia w naszych głowach. To podziały na: "my i oni". Rzeź Wołyńska, Podole, Jedwabne, Bałkany, Rwanda...
I wiele innych...
Jaką nam wystawi ocenę historia gdy nadejdzie czas próby?...
Jakimi okażemy się ludźmi?...

fenomenalne zdjęcia, aż miło popatrzeć:))
OdpowiedzUsuńbardzo lubię nasze strony, są niezwykle malownicze:)
UsuńCudowne klimaty. A te cerkiewki, to prawdziwe perełki.
OdpowiedzUsuńZawsze trzeba być świadomym swoich poczynań. Aby nie popadły w chaos.
święte słowa!
UsuńZachwyciłam się zdjęciami :) Piękne miejsca :)
OdpowiedzUsuńdzieki! zapraszam do nas:)
UsuńPrzypomniałaś mi o pewnej dawnej "mojej" fryzjerce. Pochodziła zza wschodniej granicy. Zapytałam ją kiedyś o jej historię. Skąd dokładnie pochodzi i jak się znalazła w Polsce. Usłyszałam zawiłą historię o jej pochodzeniu. Mieszkała w takim miejscu, że 3 razy z powodu zawirowań historycznych i przesuwaniu granic zmieniono jej narodowość. Na pytanie jakiej jest narodowości nie umiała jednoznacznie odpowiedzieć i była to dla niej bardzo niekomfortowa sytuacja.
OdpowiedzUsuńto cos jak moja babcia... cale jej zycie było naznaczone ucieczką. Dzis ma 95 lat i ogrom wspomnień.
Usuńi jeszcz zapomniałam dodać, że brak świadomości własnych korzeni bardzo męczy, pozdrówka Różo
UsuńCo prawda urodziłam się w Warszawie, ale korzenie sięgają na wschód, głęboko, jeszcze przed czasy unii polsko-litewskiej. Mam głęboką świadomość tych korzeni, wpojoną mi przez Babcię w dzieciństwie - notabene urodzonej w Nowozybkowie na terenie obecnej Białorusi. Ja czuję się po trochu Polką i Litwinką, a trochę i Białorusinką. Dlatego wróciłam do korzeni, najdalej jak mogłam na wschód Polski.
UsuńJestes wspanialym przykladem tego wielokulturowego bogactwa!
UsuńMój nieodżałowanej pamięci teść pochodził z Kresów. Przeżył rzeź wołyńska i nigdy nie chciał wrócić w rodzinne strony, mimo że została tam część rodziny. Przeżycia były tak traumatyczne, że nie był w stanie tego przełamać. O ile my Wielkopolanie nie lubiliśmy Niemców, tak on - może nawet bardziej - Ukraińców. Naj Kresach ten resentyment byl nawet silniejszy to własnych wrogów niż nas.
OdpowiedzUsuńStyk kultur to błogosławieństwo i przekleństwo zarazem.
No wlaśnie, z jednej strony barwna mozaika ( np u nas w szkołach obchodzi sie podwójne święta:), a z drugiej strony - jak napisałam - kula u nogi. tez znam mnóstwo mrożących krew w zyłach opowieści, kiedy w jedną noc sąsiedzi przemieniali się we wrogów, powiem więcej - katów.
UsuńNa te pytania odpowiedzą przyszłe pokolenia, historia odpowie. Zapewne podzielicie losy emigrantów, niegdyś w USA. Zostaniecie wchłonięci, a wasze wnuki i prawnuki nie będą znały mowy polskiej. Niektórzy zmienią nazwiska, bo tak będzie wygodniej. Ot życie
OdpowiedzUsuńGranice... zawsze były i będą. Przesuwane są tylko w jedną bądź drugą stronę. Nie jestem w stanie pojąc nienawiści człowieka do człowieka i to nie ma znaczenia czy mieszka przy granicy , czy w głębi kraju.Prawdziwym problemem są takie cechy jak zawiść, pycha, zazdrość, brak tolerancji i własne kompleksy. To one sprawiają,że szukamy winnych naszych niepowodzeń. I jak to w naturze bywa stosujemy prawo dziobania i walki o swoje terytorium.Mimo, iż człowiek ma rozum i duszę w dalszym ciągu pozostaje zwierzęciem.
Serdeczności.
No właśnie, najgorsze sa granice w nas, granice mentalne, ktore sprawiają, że pewnego dnia okuzujemy się nie-ludźmi. Pozdrawiam Dorotko!
UsuńUwielbiam Twoje fotografie i Twoje pisanie. Czytam Twojego bloga jak najlepszą lekturę...
OdpowiedzUsuńU Ciebie dobrze się czuję, wydobywasz na światło dzienne ważne sprawy, choć innym, wydawałoby się, znane.
Dziękuję Ci Agnieszko za to, że swoją wiedzę i mądrość życiową dzielisz między nas!
Basieńko, ciesze się, ze czujesz się dobrze u mnie - zawsze drzwi są szeroko otwarte:) Nieraz tak trochę smucę jak dziś, ale chodzą mi czasami po głowie takie tematy... pozdrawiam!
Usuńśliczne zdjęcia <3 i Ty śliczna ;) , no cóż począć, życie ciągle nas pcha z kąta w kąt, miota niczym wiatr, czasem piaskiem da po oczach , nie zawsze jest siła by się oprzeć , a może lepiej się nie opierać i płynąć tam gdzie nas zawieje ... Buziaki Kochana Moja, dużo radości i zdrowia na Nowy Rok dla Ciebie i tych których kochasz ;*
OdpowiedzUsuńDzieki Kropeczko, sciskam!
UsuńCo to za kopalnia na tych pierwszych zdjęciach?
OdpowiedzUsuńJuleczko, to siemiatycka kopalnia żwiru:)
UsuńAguś, pięne zdjęcia ;) A wiesz, ostatnio zastanawiałam się sama nad napisaniem czegoś "o Wschodzie", tym bardziej, że pewna rozmowa skłoniła mnie do refleksji na ten temat. Zastanawiałam się często, czy moje LPA ma coś współnego z szeroko pojętym "Pograniczem". I chociaż, niby nie, niby jest u nas tak "polsko", to jednak, przecież kiedyś, kiedyś, to "koło nas" biegła granica, też rzeka - Piwonia , a LPA był ostatnim miastem "przed". Z kolei wieś, z której pochodzę (12 km dalej) to już była inna bajka. No i pewnie dlatego mam nazwisko z "ukraińską końcówką" ;)
OdpowiedzUsuńKoniecznie Ineczko popełnij taki post, juz mnie bardzo zaciekawiłaś :)
Usuńwitaj :)
OdpowiedzUsuńpiękne zdjęcia ,takie prawdziwe że ąż poczułam jakbym biegała tam z Tobą ...
zawsze z ogromnym zasłuchaniem pochłaniam takie historie ,bo to cząstka nas samych ...
wpadam tu od niedawna ale bardzo podoba mi się Twój styl pisania ...wprowadzasz w zaciekaiwenie swoimi refleksjami :)
pozdrawiam
cieszę się, że rodzą się refleksje i moge komuś sprawić przyjemność swoim "pisadłem":) pozdrawiam cieplutko
UsuńVery nice impression Agniezka..... i like that church
OdpowiedzUsuńand your pictures has very nice colors and light.
Wish you for this year all the best and nice photo moments.
Pozdrawiam, Joop
Hi Joop,
UsuńI don't know much about the photograph but I'm trying,..experimenting :) Thank you very much for your comment! "the best and nice photo moments" - This is what I need this year, thank you! And for you too :)
Nie wiem dlaczego człoweik został tak stworzony,że jak zmiany to musi być wojna...
OdpowiedzUsuńSzkoda,że świat nie buduje na przyjaźni i my też nie budujemy jako Polacy...
Ja starannie unikam sytuacji konfliktowych ,
a jeżeli się pojawiają to staram się nie kontynuować...
Szkoda czasu na kłótnie i walki.
Jak zwykle piękne zdjęcie u Ciebie :-)
Ja podobnie jak ty, szkoda energii w życiu na konflikty, choc są chwile, gdy nie udaje się ich uniknąć, pozdrawiam!
UsuńPiękne zdjęcia! Wracają wspomnienia z wakacji :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Karol
O Karolek( Jak milo((( :)
UsuńSytuacje graniczne... Zawsze się ich bałam, bo wiążą się ze stresem i czymś niebezpiecznym. Szymborska napisała: ,,tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" i miała rację, bo tak naprawdę dopiero w takich sytuacjach ujawnia się prawdziwy charakter człowieka i jego wartość.
OdpowiedzUsuńInaczej trochę podeszłam do tematu, nie w sensie narodowościowym i geograficznym, a bardziej psychologicznym.
Tak czy owak dzięki za chwilę refleksji, Agnieszko :)
Moja intencją był głębszy kontekst niz geograficzny, ale osadziłam post w konkretnych realiach, tak trochę przewrotnie... bo wszystko sprowadza sie do wspólnego mianownika: ograniczeń w naszych głowach... :) pozdrawiam:)
UsuńZnam z autopsji zycie na pograniczu, tylko z tej zachodniej strony:-) Jako nastolatkowie cieszylismy się z tego, że możemy korzystać z dobrodziejstw tego, co po drugiej stronie Odry...ale pamietam, że nasi dziadkowie długo, długo obawiali się, że Niemcy prędzej czy później wrócą odebrać swoje domy...niektórzy do dziś dnia tego sie boją!! Buziaki na cały nowy rok!!!
OdpowiedzUsuńwzajemnie Madziu, kresowianko jak by nie było!
Usuńnigdy nie byłam w tej części Polski, dziękuję za wirtualną podróż
OdpowiedzUsuńbo ja wiem, a u mnie jak? co rusz mój region znajdował się w innym kraju, do dziś nie ustają spory, czy jesteśmy Polakami, a może Niemcami? ale czy to takie ważne, co mamy wpisane w papierach?
przed świętami obejrzałam film Róża (gdybyś chciała Dvd to wołaj) o powojennej tożsamości, trudnej miłości i człowieczeństwie
polecam
Kacha, to ja sie pisze na ten film po powrocie do Brukseli :) bedzie pretekst do spotkanka:)
UsuńJa pochodzę ze wschodu, wychowałam się w mieście trzech kultur - Lublinie i sporo lat spędziłam w różnych miejscach niedaleko wschodniej granicy. Te widoki ze zdjęć znam dobrze :) Moja babcia przeżyła rzeź wołyńską i do końca życia nie uwolniła się od tego wspomnienia. Mój mąż pochodzi z Pomorza Zachodniego, jego rodzina to też częściowo imigranci ze Wschodu, a cały region, jak pisze Magda, też ma klimat "pogranicza". Może dlatego zawsze mnie ciągnie do takich miejsc i klimatów, lubię przyglądać się przenikającym się kulturom. "My" i "oni", a może oni to my?
OdpowiedzUsuńMarzy mi się wyprawa na Bliski Wschód, do Izraela, tak w temacie ;)
Swojskie klimaty
OdpowiedzUsuńjak ciepło i przyjemnie na Twoich zdjęciach:) za moim oknem całkowita szarówka niestety
OdpowiedzUsuńte zdjecia robione byly gdy za oknem nie bylo jeszcze takich szarosci i burosci:)
UsuńA ja mimo;że pochodzę też z tych okolic nie cierpię ich. Trafnie to ujął jeden z moich Pasażerów który stwierdził;że granica między Polskami przebiega na linii Wisły. Po tej stronie gorszej stronie bije Przybyszów z zachodniej części kraju nasza zaściankowość;zawiść, brak współpracy; poczucie kompleksów; sami poniekąd tworzymy swoje wewnętrzne i moralne "granice".
OdpowiedzUsuńPs.ale jeżeli rozwinąć kwestię "życia na granicy" także w przenośni; rozumianą jako życie na granicy ryzyka i śmierci--czasem jest to kuszące i dające niesamowitego kopa i przyjemność-jadąc sam samochodem krętą leśną drogą; coraz śmielej wciskając gaz; dochodząc do Ostatecznej Granicy czuję i przeżywam coś niesamowitego....tych chwil nie da się zapomnieć.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuń@Mariusz - z moich obserwacji te cechy nie są domeną wyłącznie Polaków ze wschodu, "gorszej" strony nie chce mi się komentować ;)
UsuńJa też lubię sobie depnąć (zakładając, że mam czym), ale na autostradzie - po krętych leśnych drogach tak nie pocinam, odkąd zdarzyło mi się potrącić borsuka - a nie jechałam wcale szybko, chociaż MOGŁAM trochę wolniej. To niby tylko mały zwierzak - tylko i aż. A mógł być zamiast borsuka żubr, bo też parę razy wyskoczyły mi kilkadziesiąt metrów przed autem. Tyle że wtedy nie tylko borsuk by został na drodze.
Mariusz, zgodze sie z Angua, ze cechy, ktore wymieniles nie sa domena mieszkancow okreslonej strefy geograficznej. takie uogolnienie jest mocno krzywdzace, ale rozumiem, ze kazdy ma prawo do swoich subiektywnych ocen zbudowanych na roznorodnych, subiektywnych doswiadczeniach:)
UsuńAngua; ja miałbym doła nawet jakbym potrącił gołębia ;-(; a jazda autostradą-nuży mnie-bo po prawdzie mają racje ci;że do jazdy szybkiej po prostej wystarczy moc silnika;natomiast szybka jazda krętą drogą wymaga już dużych umiejętności i sporego doświadczenia; w końcu jak ktoś kiedyś powiedział-"w zakręt każdy wejdzie szybko;ale nie każdy szybko z niego wyjdzie".
UsuńAguś-czasami rozmawiam ze studentami w swojej taksówce-Ci to mają dopiero pogląd-podsumowując-chcą jak najszybciej z tej "Ukrainy" dać nogę i zapomnieć o niej. A jeżdżąc sporo po Polsce i poznając mieszkańców różnych regionów; nie da się ukryć;że sporo pozytywnych rzeczy można się nauczyć od nich. Niestety; u Nas dominuje mieszanka jojczenia i narzekania przy małej dozie konstruktywnej pracowitości ;-(.
hej Mariusz! bo pomysle, ze jestes zywym dowodem na twoja opinie o naszych stronach:):):) narzekasz i narzekasz! :):) zartuje, ale tak naprawde nie zgadzam sie z tym co piszesz, lubie nasze strony, byly zawsze troche zapomniane przez wladze i Boga jak to sie mowi i cholernie ciezko tu zyc, ale ludzie sa wspaniali. na pewno nie gorsi niz gdzie indziej, przynajmniej ja takich spotykam, a tez znam wielu ludzi, studentow, znajoùych mego syna i dzieci znajomych - uciekaja ze wzgledow ekonomicznych, to prawda, ale nie twierdze by byli bardziej wredni, czy narzekajacy niz w Warszawie, Krakowie czy Wroclawiu. ciezko sie zyje to i ponarzeka sie, to normalne, ale to dzielni ludzie! pozdrowka!
UsuńAguś zgadzam się z Tobą w 100%
Usuńjakiś czas temu poznałam panią doktor, która od kilkunastu lat spędza każde wakacje na Podlasiu, mówi, że Podlasie jest piękne i niedocenione, a poza tym Podlasie to wspaniali bardzo życzliwi ludzie, całkowicie się z nią zgadzam, sama lubię tam wracać, mieszkamy w dużym mieście bo nasz Gabi ma tu większe szanse, i myślę, że co człowiek to inna historia :)
ps. Życie na pograniczu nie jest proste, pogranicze kultur, pogranicze religii to bardzo trudne i trzeba mieć w sobie ogrom tolerancji i ogrom szacunku do innych by umieć tam po prostu żyć i "współżyć" z innymi - nie chodzi mi seks ;)
ściskam serdecznie mam nadzieję że Binio dotarł przed waszym wyjazdem
witaj krajanko! :) Binio dotarl w przeddzien naszego wyjazdu! dziekujemy!!!! bylismy bardzo wzruszeni! napisze do ciebie jak juz dojde do siebie po podrozy:)
UsuńBug jest dla mnie magiczną granicą, kiedy już go przekroczę wiem, że jestem w domu.
OdpowiedzUsuńDokladnie! Moj maz mowi tak samo, jak przekracza Bug to cieszy sie jak dziecko i podspiewuje:) to jest urocze!
UsuńPiękne miejsca pokazałaś i bardzo mądrze napisałaś:)))Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńwzajemnie Reniu:)
UsuńWhat a view on this working site, I am impressed. Happy New Year.
OdpowiedzUsuńGreetings,
Filip
Thanks & Happy New Year:)
UsuńStrony bliskie mojemu sercu.Gdy mijam Bug serducho szybciej bije...bo tu spędziłam dzieciństwo i tutaj mieszkają moi najbliżsi...A propos zycia na "pograniczu" to musimy uczyć naszych dzieci i siebie ciągle też -tolerancji ,aby już nigdy nie powtórzył się koszmar wojny.Musimy to robić małymi kroczkami w naszej małej społeczności.....ale jest to łatwe tylko w teorii......Ludzie są albo dobrzy albo źli bez względu ma to gdzie mieszkają. I na ten Nowy Rok zyczę Tobie Kochana Ago abyś spotykała na swojej drodze tylko dobrych ludzi.Basia
OdpowiedzUsuńMam szczescie przewaznie spotykac ludzi nie obciazonych mentalnymi granicami :) pieknie napisane siostro, dobranoc!
UsuńMądre słowa piszesz DZIEWCZYNO. Owocnego Nowego Roku!
OdpowiedzUsuńbardzo podoba mi sie DZIEWCZYNO:) :) sciskam cieplutko!
UsuńBug jest bliski mojemu sercu, to tereny młodości mojej mamy. Znałam ten region z Jej opowieści i z tęsknoty.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię bardzo serdecznie Aga, uwielbiam Twoje mądrości życiowe.
A ja lubie gdy wychodzisz ze swojej okolo bozonarodzeniowej "smugi cienia" i zaczynasz na nowo uczestniczyc w blogowym zyciu :) Milo cie znow widziec, dla mnie stalas sie nieodlaczna czescia blogosfery, jakos dziwnie jak cie nie ma... pozdrawiam:)
UsuńTo dodam jeszcze cichutko że: LUDZIE POGRANICZA CZĘSTO SĄ UTALENTOWANI!!!!!
OdpowiedzUsuńi chyba domyślasz się dlaczego akurat Tobie to napisałam :-)
ojejej! Stokrotko, zarumienilam sie i cichutko dziekuje! :) tym z centralnej Polski tez talentu nie brakuje :)
UsuńOd dawna myślę, ze teraz jesteśmy kosmopolityczni, na pewno młodzież, ktora nie czuje dawnych animozji, nie pamięta tragedii, nie zapamiętuje się w nienawisci, krzywdy to dla niej zamierzchła historia. Tylko takie małe pytanie czasem drazni myśl, jak zachowalibysmy sie w razie większego konfliktu???
OdpowiedzUsuńNo wlasnie.... pozdrowonka:)
UsuńKażdy ma taką domową granicę... Ja czuję się u siebie, gdy mijam Nogat i Zamek W Malborku. To taka moja, wewnętrzna "linia demarkacyjna". A region specyficzny. Dawne Prusy, Kaszubi, przesiedleńcy, Wolne Miasto Gdańsk... Pomagający w budowie mennonici itd. :)
OdpowiedzUsuńJedno jest pewne, gdy wracam w te regiony, to tak samo fruwam po górkach morenowych. Nagle czujesz, że inaczej wibruje powietrze. Ta właśnie radość bije z Twoich zdjęć :)
" inaczej wibruje powietrze" - to jest wlasnie to czego nie potrafilam ubrac w slowa! dziekuje!:)
UsuńTwoja granica! To pasmo cudnych zdjęć tak pięknych, robionych rozkochanym sercem. Aguniu, czy mogę zaadoptować to przedostatnie zdjęcie? Aż się prosi o malowanie! Tylko prosiłabym Cię o nazwę miejscowości, bo ja kompletnie nie znam Twoich stron. Jeśli będę mogła namalować ten widok, to należy podpisać co to jest. Jestem pod wielkim wrażeniem i słów i obrazów. Wzruszona wysyłam uściski.
OdpowiedzUsuńJoasiu, bardzo sie ciesze, ze moje zdjecia sa dla ciebie inspiracja! Przedostatnie zdjecia przedstawiaja Kosciol Wniebowziecia NMP w Siemiatyczach, w dali widac cerkiewke. u nas swiatynie wystepuja "parami" jak powstanie kosciol, zaraz jest i cerkiew i odwrotnie:) oczywiscie - zdjecie jest twoje :) czekam na efekty:)
UsuńWiem za co Cię kocham: za piękno duszy, za cudne zdjęcia i za to, że wszystkim się dzielisz! ;))))
UsuńOd nas zależy, w którym miejscu (czyt.głowie) postawimy sobie granicę ,,,
OdpowiedzUsuńtrafnie to ujelas!
UsuńZgadzam się z Grażynką, to zależy od nas...
UsuńPiękne zdjęcia Agnieszko...wszystkiego NAJ! w Nowym Roku...pozdrawiam...
Pięknie napisałaś, Aguś! :)
OdpowiedzUsuńsciskam serdecznie Martynka!
UsuńŚwietne zdjęcia, takie po prostu, że potrafią zaczarować człowieka i ja przy nich potrafię odpłynąć gdzieś tam na chwilkę chociaż w marzenia :) Będę częściej odwiedzała twojego bloga, pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńdziekuje i zapraszam:)
OdpowiedzUsuńAgnieszko, to co piszesz jest piękne, radosne i smutne zarazem. Ja też uważam, że granice i ograniczenia są w nas samych. Zdjęcia są przepiękne. Też nie zwiedziłam jeszcze tych stron. Dziękuję za wspaniałą wycieczkę wirtualną. Ja też przełamałam jedno z moich ograniczeń i poszłam na Sylwestra. Bawiliśmy się cudnie. Pewnie w domu przepłakałabym całą noc. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło!
OdpowiedzUsuńi bardzo sie ciesze, ze przelamalas sie i wyszlas do ludzi, bedzie dobrze, zobaczysz! pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńPogranicza to istotnie punkty zapalne wielu regionów świata. Ale też motory napędzające rozwój kulturalny i gospodarczy. To tu następuje wymiana myśli, czasem bardzo burzliwa. Ale to dobrze, bo przy okazji uczymy się wzajemnego szacunku i tolerancji. Wiem, czasem to iluzja, ale warto próbować.
OdpowiedzUsuńWiesz, oglądając Twoje zdjęcia mam wielką ochotę na tegoroczne wakacje w Twoich stronach. Najwyższy czas coś zaplanować.
to moze zaplanuj tak, bysmy jakies blogerskie spotkanie przy okazji mogli zaaranzowac:) moj urlop zalezy troche od planow meza, ale prawdopodobnie na przelomie lipca i sierpnia:) z przyjemnoscia ci pokazemy rozne miejsca:)
UsuńOK. To teraz czekam na jakąś podpowiedź co i gdzie :) Muszę przecież poszukać jakiś kwater :)
Usuńok, podpowiem ci na spokojnie, tez popatrze mniej wiecej kiedy bedziemy w Polsce, koniecznie musisz zaliczyc pare atrakcji, np Doline Bugu, Grabarke, bo wiem, ze zrobisz tam niepowtarzalne zdjecia
UsuńDzięki. Najlepiej napisz na meila. Wiesz gdzie jest :)
UsuńPiękne zdjecia. Patrzac na nie, ich wykonanie czuć tą miłość jakim darzysz ten kres. To prawda, że granice są w nas, sami je tworzymy. Cała ludzkość. Dlatego pewnie pogranicza zawsze bedą takim punktem zapalnym - nie potrafimy myśleć poza narzucone nam nomen omen granice.
OdpowiedzUsuńogromna miloscia, Aniu! wracam tam z prawdziwa przyjemnoscia i laduje akumulatory!
Usuńsuuper foteczki!w,
OdpowiedzUsuń