sobota, 19 listopada 2011

szaro, szaro, szarzej?

chyba raczej : bardziej szaro. Tak się z pewnością stopniuje ten przymiotnik. Ale mniejsza o to. Chciałam tylko powiedzieć, ze szary- od czasów gdy byłam jeszcze pryszczatą, zakompleksioną, choć pyskatą nastolatką-zawsze był moim ulubionym kolorem. Nawet w czasach gdy modnie było kochać się swoja pierwsza, najczęściej nieszczęśliwą miłością do równie pryszczatego Kazia czy Miecia z czwartej B zdarzało mi się pisać w pamiętniku ( nikt wtedy o blogach nie słyszał ):): moja miłość jest koloru szarego, ze względu na szary wyciągnięty sweterek, który nosił mój oblubieniec, pożal się Boże!

Trochę ;) czasu minęło, pryszcze prawie zniknęły,a  wraz z nimi uleciała w siną ( czyt: szarą) dal miłość do Miecia czy Kazia z czwartej B, przybyło mnie za to solidnie tu i owdzie, ale szary nadal pozostał moim ulubionym kolorem; oprócz brązu, czerni, bieli i granatu zaliczam go do kolorów MUST HAVE w mojej szafie. Klasyk pozwalający dowolnie się łączyć z innymi kolorami.

Dziś jesień podarowała nam znów jeden z tych nieoczekiwanie pięknych dni, obdarzyła ciepłem i słońcem. Można było chodzić w samym sweterku, a mnie zebrało właśnie na szarości. Szarość, jak każdy kolor i jak życie ma wiele różnych odcieni. Moje szarości mają odcień beżowy, sukienka zupełnie wiosenna z mięciutkiej bawełny świetnie się odnalazła w zestawie z obszernym, wełnianym sweterkiem- szarym oczywiście, do tego szare- lecz inaczej- długie zamszowe botki- ubiegłoroczny prezent od męża; szara torba- prezent od przyjaciółki, i tak spowita w szarości cieszyłam się resztkami lata w środku jesieni. :)






1 komentarz:

  1. Podoba mi sie polaczenie delikatnej sukienki ze swetrem!Do tego swietne kozaki!Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń