Pola Dwurnik - milion fajerwerków!
Hej Panowie i Panie! W ubiegły piątek, dzięki uprzejmości Agaty Araszkiewicz, miałam okazję poznać w jej brukselskim domu jedną z najlepszych artystek młodego pokolenia - Polę Dwurnik.
Wiedziałam, że się trochę spóźnię. Miałam bardzo długi dzień w pracy, a później jeszcze szybko do domu: głodnych nakarmić, stęsknionych przytulić, dwa merdające ogony ukochać. Zwykła codzienność kobiety na tak zwanym etacie...
Długo szukałam środków wyrazu, by spróbować opisać to spotkanie... Właściwie słowa mieliły się w mojej głowie, nie chcąc, nie znajdując sposobu by ułożyć się w zdania. Wypadały blado wobec tego co chciałam powiedzieć... Nie bedę też przytaczać faktów dotyczących artystki i jej osiągnięć. Wszystko to znajdziecie w miłościwie panującym internecie. Znacie mnie przecież: wolę pisać o ludziach. O tym jakie wywarli na mnie wrażenie, jak mnie zachwycili, zdumieli, niekiedy rozczarowali...
Gdy uścisnęłam dłoń Poli i napotkałam spojrzenie jej sarnich, przyjaznych, a zarazem czujnych oczu, dopiero w tym momencie chyba tak naprawdę zrozumiałam jej sztukę. Zrozumiałam ją dla siebie. To było jak iluminacja, nagły błysk, moc fajerwerków - żywcem wyjęte z jej obrazu. Pomyślałam, że Pola przed chwilą przedarła się przez las pełen dzikich zwierząt, wyszła ze swoich płócien i oto siedzi na kanapie między nami mając jeszcze we włosach gałązki leśnych krzewów. Poczułam, że jest moim brakującym puzzlem, kluczem do zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi. Drobna dziewczyna ubrana w królewskie borda, z małą, uroczą, zieloną czapeczką na głowie. Poślubiona sztuce, konsekwentna w swoim działaniu, niezłomna królowa. Niezwykle płodna artystycznie jak na swój wiek. Ale przecież nie mogło być inaczej z dzieckiem wyrastającym w towarzystwie dwóch, wybitnych i bardzo różnych artystycznych osobowości - swoich rodziców. Można powiedzieć, że od kołyski była skąpana w sztuce... Nielekka do uniesienia spuścizna. A zarazem błogosławiona. Bo bez niej, zapewne Pola byłaby zupełnie kimś innym.

Ponoć to pierwsze kilkanaście sekund decyduje jak postrzegamy daną osobę. Jakie budzi w nas uczucia i myśli.
Ponoć to pierwsze kilkanaście sekund decyduje jak postrzegamy daną osobę. Jakie budzi w nas uczucia i myśli.
Pola wywołała we mnie natychmiast trzy słowne skojarzenia. Dziewczęcość. Rozedrganie. Sensualizm. Muszę tu wtrącić, że artyści sięgając po różne środki wyrazu, nie stronią od wulgaryzmu. Akurat ta forma artystycznego wyrazu nigdy do mnie nie przemawiała. Po prostu się wzdrygam. Nic na to nie poradzę. Pola w swoim malarstwie wielokrotnie przekracza tabu, prowokuje, wyciąga na światło dzienne ciemne zakamarki ludzkiej duszy, chowa się w mroku, schodzi na dno kobiecego jestestwa, wywraca na wskroś cielesność, a mimo to jest w tym jakaś subtelność, dziewczęcość i kobieca siła zarazem. Jej obrazy jak powieści - raz przeczytane, uwolnione, długo jeszcze żyją swoim życiem, "toczą" się w twojej głowie, nawet gdy dawno już wróciłaś do domu. Ja śniłam je dalej całą sobotę, niedzielę i poniedziałek. Na spacerze, przy biurku, w ogrodzie, przy zlewie pełnym garów, malując usta zmysłową czerwienią, kradnąc pocałunek.... Uwiódł mnie jej bajkowy, niedopowiedziany, niekiedy niebezpieczny świat.
Jakbym była napiętą struną, którą artystka trąciła niedbale palcem, powodując rozchodzenie się fal. Coraz większych, coraz trudniej uspokoić rozedrgane ciało. Czysta fizyka, czy może metafizyka? Pomyślałam z podziwiem:"Ech, żebym choć w połowie potrafiła tak pisać, jak ona malować. Poruszać słowami struny ludzkich uczuć, niedosytów, mroczności, zahamowań, spełnień, sprzeczności. Tworzyć rezonans."
Apolonia potrafi też pieknie mówić. Zasłuchałam się... Co prawda kur nie zapiał, zmuszając mnie do powrotu, ale zdrowy rozsądek nakazywał nie nadużywać gościnności pani tego domu.
Na odchodnym Pola nie wiedząc, że mam wężofobię, narysowała mi węża. Gdy jej o tym powiedziałam, dopisała stosowną dedykację.
Aż nadto dobrze wiem czym jest mój wąż... Potraktuję tę dedykację jak dobrą wróżbę, zaklęcie. Postaram się z wroga jakim jest w mojej głowie, uczynić sprzymierzeńca. I obłaskawić jabłkiem. Dzięki Pola za ten wieczór!
Aż nadto dobrze wiem czym jest mój wąż... Potraktuję tę dedykację jak dobrą wróżbę, zaklęcie. Postaram się z wroga jakim jest w mojej głowie, uczynić sprzymierzeńca. I obłaskawić jabłkiem. Dzięki Pola za ten wieczór!
Ach, to przecież córka Edwarda Dwurnika. Bardzo interesująca osobowość artystyczna.
OdpowiedzUsuń"Dziewczyna na płótnie", ciekawy pomysł współtworzony przez wielu.
No własnie! ta sama. Niezwykła dziewczyna!
Usuńa książkę połknęłam w weekend, ale wracam do tych wpisów.
UsuńBardzo interesująca osobowość.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że pierwszy raz o niej słyszę. Dobrze, że jest Twoj blog - przynajmniej mogłam poszerzyć swoją wiedzę :))
OdpowiedzUsuńChoc raz moglam się odwdzięczyć! Ja dzieki twoim wywiadom tez poszerzam swoja wiedzę :) mały rewanżyk.
OdpowiedzUsuńZnakomita artystka już - a jakie jeszcze dzieła i sukcesy przed Nią .....? To musiał być wspaniały wieczór. :)
OdpowiedzUsuńMagiczny, Grazynko!
UsuńCzy się dobrze domyślam ? wydałaś książkę o Brukseli ? Gratulacje!
OdpowiedzUsuńspostrzegawcza jestes.. to dopiero zapowiedź, prace w toku, mam nadzieję do miesiąca książka ujrzy światło dzienne, więc na razie jeszcze cicho siedze... :)
UsuńPierwszy raz o niej słyyszę, zdolna dziewczyna po rodzicach...
OdpowiedzUsuńWidocznie właściwe geny złapała ;-)
z genami to róznie bywa :)
UsuńWygląda na to,że ma interesującą osobowość ;)
OdpowiedzUsuńJa mało artystyczna jestem , nawet kto to Edward. Nie wiedziałam , ci dopiero jego córka :(:(:(
OdpowiedzUsuńTęsknię za Tobą na moim blogu :(:(:(
przylece, przybiegnee... wiem, ostatnio wszystkich zaniedbuje troche, ale obiecuje, ze wkrotce sie uspokoi i nadrobie :) cierpliwosci moje wierne koleznaki!
UsuńCzytałam i podziwiam jej ojca:))widać córka równie utalentowana:))Pozdrawiam i powodzenia życzę w tym jak się dowiaduję ambitnym przedsięwzięciu:)))))))))))))
OdpowiedzUsuńMiałaś wspaniałe przeżycie, spotkanie z najprawdziwszym artystą...
OdpowiedzUsuńcudownie to opisałaś aż ja sam poczułam ta atmosferę <3
OdpowiedzUsuńdobrze, ze choc ciut udalo sie oddac klimat:)
UsuńKsiążka o Brukseli pierwsza się zapisuję. Naprawdę. :)
OdpowiedzUsuńA dziewczyna z urodą i wielkim talentem jak to opisuje jej dzień urodzenia 12. Wisielec oznacza ramię i jest łączony ze wszystkim co się zgina jest znakiem obszernego ruchu, stosuje się do idei rozprzestrzeniania posiadania i zajmowania. Zrównoważona moc. Czy mówiłam już kiedyś o mojej pasji? :)
Niezwykłe malarstwo i ma rację to co napisała o wężu. On Cię chroni Agnieszko, trochę straszy także, bo bywa groźny nawet bardzo groźny, ale nie dla Ciebie. Trzeba tylko go oswoić a nie będzie taki dziki. :)
przeczuwalam twa fascynujaca pasje, choc nie mowilas o niej wprost:)
UsuńNa zdjęciu widzę, że jesteś strasznie szczęśliwa, takie spotkanie, super....pozdrawiam....
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci, że pokazałaś mi malarstwo Poli. Jest niezwykłe. Nie wiedziałam nic o niej, choć wstyd się do tego przyznawać. Taki rodzaj twórczości porusza najgłębsze pokłady umysłu aby zmusić do odczuwania mocniej i bardziej. Wspaniała malarka!
OdpowiedzUsuńProszę podaj sposób kupienia książki!!!!
Tytuł i okładka powodują, że człowiek natychmiast wsiadłby do samochodu i pędził do Brukseli.......
dziewczyny, ksiazke mozna kupic tutaj:
UsuńWIELS Contemporary Art Center bookshop
Av. Van Volxemlaan 354, 1190 Brussels
A w Polsce przez Bęc Zmianę:
http://sklep.beczmiana.pl/dziewczyna-na-plotnie-girl-on-canvas-pola-dwurnik-p-298.html
czytam i czytam Twojego posta i cały czas zastanawiam się, że to nie pierwsze moje wirtualne spotkanie z tą piękną dziewczyną, a Ty pokazałaś mi jej rąbeczek duszy, dzięki :)
OdpowiedzUsuńTradycje rodzinne zobowiązują. To bywa bonusem. czasem przekleństwem
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Tez nie przepadam za wulgaryzowaniem sztuki, to ja trywializuje, często sprowadza do rynsztoka. Ta pni przy takim pojmowaniu sztuki, to niemal tradycjonalistka i chwała jej za to :)
OdpowiedzUsuńGratuluję książki. Jesteś wielka :)
You can see he focus in the pictures.
OdpowiedzUsuńGreetings,
Filip
Takich spodkani które są silne emocje się nie zapomina.
OdpowiedzUsuń