Błogosławiona ciągłość pokoleń.
Tu gdzie kiedyś był sad, dzisiaj stoi biały dom. Gdy opuszczam tamte strony - mały, uroczy chłopczyk na tarasie domu macha do mnie rączką na pożegnanie. Gdy wracam, mam pewność, że znów go tam zobaczę. Przynajmnie do czasu, zanim dorośnie i wyfrunie w świat. Jak niegdyś jego rodzice, jak ja sama swego czasu. Póki co, cieszę się, że tam jest. Ma to dla mnie symboliczny wydźwięk, egzystencjonalne znaczenie. Powrót do źródeł, następstwo losu, kolejność zdarzeń. Świadomość, że wszystko potoczyło się jak trzeba. Mały, uroczy chłopczyk ma ciepły, nieśmiały uśmiech swego taty, a w oczach radosne promyki. Znajome oczy, znajomy usmiech. Déjà vu? W tym roku Maksymilian poszedł do szkoły. A ja pamiętam dzień, gdy do tej samej szkoły szła jego mama. A ja jako starsza koleżanka i sąsiadka dodawałam jej otuchy. Maksio z radością odkrywa swój nowy, szkolny świat przynosząc do domu w tornistrze oprócz ćwiczeń domowych każdego dnia ogrom wrażeń.

- Mamusiu! - woła od progu z entuzjazmem - A czy ty wiesz, że Pan Bóg kocha wszystkich ludzi, nawet tych niegrzecznych? Urocze są takie pełne zachwytu spostrzeżenia. Mój słodki sąsiad ma pełne ręce roboty. Bo przecież nie tylko o lekcje chodzi. Trzeba cioci Adze rysunek na lodówkę sprawić, zaopiekować się małą Zosią, pobawić się z Figą, porozmawiać z dziadkami i zobaczyć, co tam u Czapczaków na przeciwko słychać. Zajrzeć na Facebooka i jeszcze mamę przytulić. Wszak, gdy tata pracuje, Maksymilian jest jedynym mężczyzną w tym babińcu. Bo przecież nawet Figa jest dziewczyną!
Mój uroczy sąsiad zmienia się z każdym miesiącem, rokiem. Nie mogę sobie już wyobrazić tego czasu gdy go nie było. Naturalna kolej rzeczy, błogosławiona powtarzalność. Najpierw patrzyłam jak dorasta jego mama, później ona doglądała pierwszych kroków mego syna, teraz ma własne dzieci, a mój syn jest dorosłym mężczyzną... Wiąże się z tym wszystkim ogrom przeróżnych historii, niekiedy smiesznych, niekiedy rozdzierająco smutnych. Przygody, zabawy, wygłupy. Okresy, gdy nasza przyjaźń nasilała się, bądź rozluźniała. Ale nić wspólnych losów snuje się nieprzerwanie. Nasze niezmącone życie ... Nasza ciągłość pokoleń... Niech się snuje dalej, aż do szczęśliwego końca...
To wielka przyjemność z samego rana zajrzeć na Twój blog i przeczytać taką miłą treść i obejrzeć takie sympatyczne zdjęcia.
OdpowiedzUsuńMiłego dnia Agnieszko:-)
Uważam tak samo! :) Pozdrawiam .Ania
UsuńPodpisuję się!
UsuńO Boże, a ja wam dziękuję, dotarłam niedawno do domu i dopiero teraz mam chzile by tu zajrzeć. Jak dobrze, że jesteście! :)
UsuńDobrze jest mieć takie punkty odniesienia, wtedy czujemy się silniejsi i pewniejsi w tym zwariowanym świecie:-)
OdpowiedzUsuńwręcz niezbedne... w dzisiejszym świecie... Pozdrawiam! zawsze milo cię gościć :)
UsuńW pis jest ciekawy ja patrze na dzieci w sw tedy ogarniamnie radosny śmkiech
OdpowiedzUsuńto bardzo dobrze, że udziela się nam ich beztroska! :)
UsuńTeż często miewam podobne uczucia gdy odwiedzam swój dom rodzinny. Lubię patrzeć na sąsiadujące domy i ogrody. Trochę się tam zmieniło ...widzę inne osoby, inne pokolenie.
OdpowiedzUsuńnieraz po rysach, usmiechach - człowiek zgaduje, ze sa to dzieci twoich dawnych kolegów z podstawówki :)
UsuńNo i się wzruszyłam :)
OdpowiedzUsuńMnie Maksio tez niezmiernie wzrusza:)
UsuńPiękny refleksyjny wpis :-)
OdpowiedzUsuńI oby wojna nie przerwała tej ciągłości pokoleń...
oby, kochana :)... Nie strasz nas wojną, bo już bez tego miewamy koszmary... brrr
UsuńPotrafisz mnie zaskoczyć każdym wpisem!! Niby takie oczywiste, ale przecież rzadko zauważa się takie oczywistości w codziennym zabieganiu, rzadko przystajemy i zastanawiamy się nad tym, że przecież ten nasz świat jest tak dobrze urządzony, płynie jak rzeka i nic nie jest w stanie tego zmienić:-)
OdpowiedzUsuńSama siebie Madziu zaskakuje, bo nigdy nie wiem o czym w końcu napiszę, najczęściej to impuls... plus odpowiednie zdjęcie w archiwum :) dziękuję i pozdrawiam
UsuńPięknie to odpisałaś. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci . Odmawiają sobie takiej radości . Szkoda ,że nie mam takich sąsiadów.
OdpowiedzUsuńMoi sąsiedzi sa bardzo prorodzinni :)
Usuńwszystko potoczyło się jak trzeba <3 cudowny tekst jest mi cieplej na sercu <3
OdpowiedzUsuń:) dziękuję! Ty mnie zachwycasz swobodą poruszania się w świcie mody i spacerami po Warszawie, to ja w podzience staram się ciebie czasami wzruszyć :)
UsuńTo piękna, wzruszająca opowieść! Takich nam potrzeba na obecne czasy...
OdpowiedzUsuńA Max będzie kiedyś wspaniałym mężem i ojcem, bo już jako dziecko wychowuje się w systemie najpiękniejszych wartości- pogratuluj jego matce!
Dziękuję Basiu, na pewno przekażę :)
UsuńJaki psincio ooo i te słynne ptaszki z gry na plecaku:)
OdpowiedzUsuńUrocza Figa! :)
UsuńCudna rodzinka, aż się serce raduje :-)
OdpowiedzUsuńRoczuliło mnie to kompletnie......... Buziaki dla Maksia :**
OdpowiedzUsuńPięknie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
dzięki wam wszystkim za ciepłe słowa:)
UsuńEnergia dzieci jest zaraźliwa :)
OdpowiedzUsuń"moje" pierwsze dziecko brata jest juz dorosłym człowiekiem ...
Oby zycie długo otaczało Maxa ochronną ręką :)
oby zawsze... :)
UsuńPrzepiękne życiowe refleksje. Takie swoiście "Twoje":))).
OdpowiedzUsuń:) "swoiście"twoje" :) bardzo ci dziękuję!
Usuńzagladaj Maksiu do moich rodziców ....jesteś fajnym chłopaczkiem i masz uroczą siostrzyczkę. Basia
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńAgnieszko!
Jak zawsze pięknie piszesz o tym co nas otacza i co jest ważne.......A to jak piszesz,świadczy o Twojej wrażliwości, dobrym sercu i o tym , jak bardzo " kolorową" osobą jesteś.Do tego jak ja kochasz K.I . Gałczyńskiego- cytowałaś go kilkakrotnie, pozdrawiam Ala Zych
Alu, jesteś wnikliwym czytelnikiem! dziękuję ci, że czasami masz odrobine czsu w tym zwariowanym świecie by do mnie zajrzeć :) Pozdrawiam cieplutko!
UsuńThat's a big back pack.
OdpowiedzUsuńGreetings,
Filip
:)
UsuńLubię w dzieciach to, że widać po nich, że w jakiejś mierze wszystko jest jeszcze w porządku.
OdpowiedzUsuńLubię ich śmiech i beztroskość. Szkoda, że często chcą tak szybko dorosnąć..
Na szczęscie, niektórzy nza zawsze zachowuja w sobie częśc tego radosnego, beztrosnego dziecka i to jest fajne:)
UsuńPięknie i refleksyjnie:) Pozdrawiam ciepło
OdpowiedzUsuńdzięki, że wpadłaś!
UsuńAż się wzruszyłam :'-) Jesteśmy w tym wieku, że tę ciągłość wyraźnie dostrzegamy. Kiedy przyjeżdżam w rodzinne strony i np. idę do kościoła, to w twarzach młodzieży widzę rysy moich kolegów i koleżanek. Jeszcze nie tak dawno, kiedy szukałam w tym tłumie kogoś znajomego to patrzyłam na młodzież, aż wreszcie puknęłam się w głowę - przecież powinnam patrzeć na statecznie wyglądające panie i panów, a nie podfruwajki. Nie wiem, czy jasny jest sens mojej wypowiedzi, mam wrażenie, ze wszystko poplątałam. Chodzi mi o to, że mój mój mózg przez wiele lat jakby się zatrzymał w postrzeganiu, zapomniałam, że moi rówieśnicy trochę się "zestarzeli", ciągle rozglądałam się wśród młodych w poszukiwaniu znajomych twarzy ;-)
OdpowiedzUsuńGaja, doskonale royumiem o co ci chodyi! a si uđmiechaam jak cyztaam. Te tak mam, dokadnie tak! :)
Usuńsorry, literki mi się poprzestawiały w klawiaturze, mam nadzieję, że mimo to zrozumiesz...:)
UsuńRozumiem :-))
Usuńza kazdym razem kiedy do Ciebie zagladam mam wrazenie, że swiat jednak nie jest urzadzony przypadkiem, chaotycznie. wszystko, co istnieje, jest w jakims celu i jest wazne. kazda istota zywa a nawet kamien. WSZYSTKO. caly ogrom. i to poczucie porzadku u Ciebie panujacego: czasem dziewczeco zagubionego, niekiedy melancholijnego, ale zawsze blogoslawionego dojrzaloscia madrej kobiety, daje mi wytchnienie i wiare w ludzi i potrzebnosc wszystkiego. pozdrawiam Cie Kochana serdecznie :*
OdpowiedzUsuńaż nie wiem co napisać. powiem tak, nieraz człowiek wraca ubity jak koń po wyścigu, nieraz ma już dość, a z drugiej strony koniecznie chce się pisać, i mimo, ze już po północy to dodaje tego posta z oczami na zapałki i jest zadowolony z siebie i że nie zawiódl. A gdy wraca z roboty, a tam takie słowa... jak ana napisała... po prostu nie wiem co powiedzieć oprócz: dziękuję! jakkolwiek to idiotycznie i sentymentalnie zabrzmi, ale to własnie tacy ludzie jak wy nadaja sens temu co robie. za tak długa obecność u mnie dziękuję... ot i rozkleiła się baba, chlip, chlip... :)
UsuńPięknie o tym piszesz ;)
OdpowiedzUsuńDobrze, że Maksymilian (zawsze bardzo podobało mi się to imię) jest i macha ;)
co czytam to płaczę...i sie wzruszam...jak juz kupię sobie twoja książkę to nastepna (zamawiam!) ma byc o miłości tudnej i skomplikowanej niekoniecznie z haappy endem. jestes wielka i w ciebie wierzę!!!!! love...
OdpowiedzUsuńNo, nie teraz to pojechałaś! :) Ok, dla ciebie wszystko! zepnę sie w sobie i bedzie. O miłosci. Trudnej. Bez happy endu... by oczy za bardzo nie wyschły, chi, chi! :) tez love!
UsuńOch, Agnieszko kocham Twoje piękne posty.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)