Narodziny Śliwkowej Czapeczki. Koniec środowych postów.
Jesień szaleje, przechodzi samą siebie, kokietuje najpiekniejszymi kolorami jakie przyroda może stworzyć. Paletą barw, której nie powstydziłby się najlepszy malarz. I już nie wiem, czy pastelowe róże, czy może klasyczne burgundy do pary ze zgniłą zielenią... Namieszała mi nieźle w głowie, ta Pani... W takich okolicznościach niezwykłej jesiennej płodności narodziła się... Śliwkowa Czapeczka.

Śliwkowa Czapeczka to moje najmłodsze dziecko. Jeszcze w powijakach, ale się rozkręci jak podrośnie. Zachęcam do śledzenia jego pierwszych kroków. Kimże jest wyżej wspomniana? Narodziła się z ciekawości Brukseli i nie tylko. Miejsc, które odwiedzam, poznaję, zakamarków, gdzie wścibiam swój ciekawski, wszędobylski, czubaty nosek. Dlaczego - Śliwkowa? Bo w ustach ma smak najpyszniejszych, jesiennych śliwek z Podlasia. A Czapeczka? - ci, którzy mnie znają, wiedzą dlaczego:) Będzie też pilotować projekt, który lada dzień ujrzy światlo dzienne. Będzie jego ambasadorem... Domyślacie się, wiem... Znam was, jesteście inteligentne bestie. Ale poki co, sza! Milczymy...
Lubię sprawiać ludziom radość. Nie potrafię śpiewać, pięknie malować... Ale lubię was obdarzać słowem i wywoływać uśmiech ubiorem. Zaskakuję pozytywnie moich bliskich i całkiem obcych ludzi na ulicy swoja pociesznością. Zabawnie ubrana wyruszam na polowanie życzliwych uśmiechów. Tego dnia, gdy wciągnęłam na tyłek te komiczne, ciepłe, jesienne portki bardzo chciałam spotkać na ulicy mego męża z synem, którzy właśnie pojechali do Media Markt po jakieś kabelki i inne duperele. Nie udało mi się "namierzyć" ich na mieście, ale i tak ich miny,po moim powrocie do domu, były bezcenne!
Taaak.... Myślę sobie, że warto pielęgnować chwile, cieszyć się małym, by zachować intensywny smak tych dni we wspomnieniach. Posłuchaj uważnie, co ci powiem... Człowieka można ograbić ze wszystkiego co ma, pozbawić godności, zabrać nadzieję... Jednak stosunkowo najtrudniej ogołocić go ze wspomnień... Mam jasną świadomość, że dla każdego z nas może nadejść taka chwila, że największą wartością jaką zachowamy w sercu będzie pamięć szczęśliwych dni. One mają niezwykłą moc. Ratują od śmierci. Bo gdy nawet, choć ostatnia, umiera nadzieja, wspomnienia ciepłym blaskiem oświecają duszę. Są twoim azylem. Na co więc czekasz? Celebruj życie, baw się, rozśmieszaj innych, nie bój się wyrażać siebie - póki masz taką możliwość. Twórz swoją mapę przetrwania- bazę dobrych wspomnień. Niedobre wyrzucaj do niszczarki. Nie są ci do niczego potrzebne teraz,ani nie będą nigdy później.
I jeszcze jedna mała - duża zmiana. Koniec regularnych środowych postów. Niektórym z was będzie ich brakowalo, inni odetchną z ulgą: wreszcie będzie rzadziej smęcić! Decyzję podjęłam bynajmniej nie dlatego, że brak mi pomysłów. Idzcie za mnie do pracy, a ja z przyjemnością będę pisać, pisać, pisać... Powód jest inny i prozaiczny. Po prostu w ostatnim czasie jestem mocno zaangażowana w pewien projekt i wiem, że was zaniedbuję, mniej niż dawniej odwiedzam zaprzyjaźnione blogi, choć nieustannie za wami tęsknię. A skoro nie mogę tak często was odwiedzać jakbym chciała, to swoje posty będę zamieszczała również z mniejszą częstotliwością. Solidarność i konsekwencja blogerska musi być! Posty sobotnie pozostają bez zmian. Jak tylko złapię odrobinę oddechu powrócę do dawnego zwyczaju. Co wy na to, może tak być?
W projekt o kryptonimie Śliwkowa Czapeczka zaangażowane były:
- porcięta w roli głównej - Jackpot
- czapeczka w rzeczy samej, śliwkowa z H&M
- męska koszula z Zary (z serii: "kot go nie chciał, pies go nie chciał"... pamiętacie?)
- marynarka i torba - H&M
- buciory - galeria INNO
- skarpeciaki - Veritas
- koń - we własnej osobie
Pięknie napisałaś to o wspomnieniach. Absolutnie się z Tobą zgadzam. Kiedyś miałam wybór by przeznaczyć jakąś kwotę na kilka nowych rzeczy, czy na wycieczkę. Nie bardzo wiedziałam, co wybrać bo na obu rzeczach mi zależało. I wtedy mnie oświeciło, że te rzeczy mogą się zniszczyć, znudzić, zgubić. Po prostu mogę je stracić. A wycieczkę przecież będę pamiętać, w różnych chwilach będę mogła zamknąć oczy i przeżywać to, co mnie tam spotkało wiele razy i tego mi nikt nie zabierze. Od jakiegoś czasu zbieram wspomnienia, dopiero się uczę ale staram się, by moja codzienność nie była wciąż taka sama, jak nudny schemat. Chcę mieć, co wspominać, chcę mieć dużo możliwości mówienia do męża "a pamiętasz, jak...". To jest najpiękniejsze. A rzeczy, ciuchy, kosmetyki.. dzisiaj są, jutro ich nie ma. Dzisiaj cieszą, a jutro irytująco zabierają przestrzeń.
OdpowiedzUsuńNie mam jeszcze odwagi żeby ubierać się bez żadnych zahamowań, zawsze jeszcze jest ten element niechęci do zbierania wszystkich spojrzeń. Ale albo to przełamię ale zaakceptuję swój charakter. Przecież powinniśmy działać tak, by być szczęśliwym (i nie przeszkadzać w szczęściu innych).
Wyglądałaś jak krasnoludek :) Słodko i uroczo :)
Hehe ,smiesznie i odważnie ,podoba mi sie to bo masz poczucie humoru i zawsze prawde piszesz . Pozdrawiam i zycze slonecznego dzionka :))
OdpowiedzUsuńbardzo dziękuję:)
UsuńAch Ty szalona Kobietko!!! Twoje chłopy to szczęściarze, inne kobiety ciągle narzekają, a Ty...lubię Cię okrutnie!!!!!
OdpowiedzUsuńCzapeczka... dobrze, dobrze...
Twoja dzisiejsza stylizacja jest tak boska, że wybaczam Ci środowe nieobecności:-))))) no bo jak Tobie nie wybaczyć- NIEMOŻLIWE!!!!!!!!!
okrutnie... z wzajemnością... :)
UsuńTo załatw ten swój projekt szybko i wracaj do nas - koniecznie w tej Śliwkowej Czapeczce:-)))
OdpowiedzUsuńba! bez niej sie nie ruszam :)
UsuńJak dla mnie najciekawsze są buty i spodnie. jest to oczywiście opinia znawcy-amatora:-)
OdpowiedzUsuńMimo, że się bardzo spiesze z rana, to muszę, po prostu musze odnieść się do komentarza Caddiego. Kobiety mi to wybaczą, a muszę szczególnie dbać o męską część moich czytelników i ich dopieszczać, zwłaszcza, jak przed chwilą przeczytałam w jakimś czytadle jakąs śmiałą tezę, że jako gatunek macie wyginąc za kilkaset lat, no może niewielką ilość Was kobiety zostawią do rozrywki ;)... ale do rzeczy:
UsuńCaddi! uwielbiam twoje takie swieże, powiedziałabym - dziewiczo - męskie spojrzenie na kobiece sprawy! :) I myślę, że Hela mi wybaczy, jesli się posune o krok dalej i powiem, że jesteś uroczy! :) ale to prawda. P.S. Mój mąż tez wyłowił spodnie jako pierwsze i prawie umarł ze śmiechu. :)
Tak, Agnieszko, wspomnienia, ja mam ich wiele a w pamięci zachowuję tylko te pozytywne, reszta - do niszczarki.
OdpowiedzUsuńPowodzenia w realizacji projektu tylko bądź z mani w sobotę /ja ostatnio też tylko raz w tygodniu, mało na blogu, więcej w realu z przyjaciółmi i rodziną/.
W burgundach super, czapeczka super a gacie wymiatają.
Jesteś niesamowicie pozytywna osobą.
Pozdrawiam Cię cieplutko..
dziękuje i wzajemnie:)
Usuńbardzo ale to bardzo podoba mi się Twoja stylizacja!!!!
OdpowiedzUsuńjest odważna i godna Prawdziwej Kobiety!!!!
pozdrawiam ciepło :)))
dzieki za te slowa uznania!
UsuńPięknie Ci w takich kolorkach ;)
OdpowiedzUsuńMysle, ze w tych kolorkaxh każdy wygląda dobrze, sa po prostu twarzowe, pozdrówka:)
UsuńSama nie wiem .... Czy zwiastujesz jesień czy pełnię lata w tym kwiecisto, kolorowo , radosnym stroju . Każda cześć mi sie podoba ... Najbardziej buty i czapeczka. Czapki to moja zmora . Nie wiem . Nie mam . Potrzebuje . Mam pierwsza z brzegu bylejakości ;)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za projekt . Moj osobisty nie wypalił , liżę więc rany , pielęgnuję dumę i sie nie poddaję. Choć depresja łapie mnie w swoje szpony przeokrutnie , to dla tego tak tez mi smutno z powodu 15 listopada .... Miałam przewietrzyć głowę i nabrać dystansu .... Dobra . Za Ciebie i tak trzymam . Dmucham abyś miała wiatr w żaglach .....
Kochana Prawdziwa Kobieto, czasami nie zawsze pierwszy projekt sie udaje, wiem co to lizanie ran, bo mam za sobą różne starty, również te nieudane... ale przecież jesteśmy zaje silne i podnosimy sie jak feniksy z popiołów. też mi szkoda 15, ale wiosną odbijemy, obiecuję...
UsuńPorcięta rozłożyły mnie na łopatki :)) Odważnie!
OdpowiedzUsuńchlopaków też rozlozyłam, leżeli i kwiczeli z radości :)
UsuńDo czerwonych butów mam wielki sentyment. I zostanie mi to do końca życia. A ta wersja jest super ;-)
OdpowiedzUsuńmają w sobie jakąś metafizykę, czerwone trzewiki... :)
UsuńWidziałam ostatnio Śliwkową Czapeczkę na fb i się zdziwiłam, ale poczekałam i oto już wiem, o co chodzi :) W takim razie trzymam kciuki za powodzenie wszelkich projektów :)
OdpowiedzUsuńPozdrówki :)
i już wszystko jasne!
UsuńOj tak, to co mamy zachowane w sercach nikt nam nie odbierze:)))tak ślicznie wyglądasz i pozytywnie piszesz a mnie coś brak werwy do wszystkiego:)))portki śliczne i zabawne:)))pozdrawiam serdecznie i udanego projektu życzę:))
OdpowiedzUsuńReniu, przeczekać brak weny... powróci podwojnie...
UsuńTrochę jak czerwony kapturek, ale fajnie :)
OdpowiedzUsuńtaki był zamysł :) taki trochę bardziej wyrośnięty ten czerwony kapturek :)
UsuńJestem zafascynowana Twoim wygladem...widać,ze masz fantazję, luz i poczucie humoru....nie znoszę pań , które chodza wiecznie w szpilkach i klasycznym stroju,nuda......!
OdpowiedzUsuńno własnie klasyka, aczkolwiek bardzo ją lubię, na dłuższą mete mnie zaczyna nudzić, muszę coś "odwalić" zanim powróce do grzecznych mundurków i szpileczek... :)
UsuńA Ty zawsze taka pełna energii! Powodzenia przy nowym projekcie i mam nadzieję, że za jakiś czas wrócisz do nas równie aktywnie jak kiedyś... :) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńJesień daje mi takiego powera! dziękuję!
Usuńto ja podwójnie :):)
OdpowiedzUsuńTo fakt - dziś wyglądasz pociesznie, jakże radośnie! Ja przepraszam, ale ten zestaw kolorystycznie bije na głowę te poprzednie rozmyte róże.
OdpowiedzUsuńdzięki kochana, jak to mawia mój znajomy: nie zawsze może być kawior!
UsuńDla mnie to ona jest raczej purpurowa, chyba :). Co do wspomnień, masz rację, są i będa, tyle, że nie zawsze, nawet te naj naj sprawiają radosć...
OdpowiedzUsuńnazwałam tak z przebieglosci cesiu, bo sliwka ma wiele kolorów od ciemnozielonych przez purpure do granatu :) wiem Cesiu, ze wspomnienia nawet te najlepsze w niektorych okolicznościach nie sprawiają radości, to prawda... ale daja ci siłę do dalszego zycia, nawet jeśli z twojej perspektywy dziś - tewgo jeszcze nie dostrzegasz...
UsuńPorcięta mnie też powaliły i już widzę miny Twoich chłopaków he, he
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś "rzeczy zabierają przestrzen" a już nadmiar rzeczy przygniata, natomiast wspomnienia nie wszystkie są ulotne, niektóre gdzieś tam siedzą sobie w zakamarkach serca. Coraz częściej zadaję męzowi pytanie "a pamietasz..?" no i znowu odżywają cudne wspomnienia, cudne miejsca którymi delektujemy się w jesienne długie wieczory ......Basia
i to jest bezcenne, siostrzyczko:)
UsuńWitaj. Zapraszam Cię na moją rozdawajkę w której sama wybierasz sobie nagrodę, trwa jeszcze tylko dwa dni :) http://lesia-rekodzielo.blogspot.com/2014/10/nowe-podusie-i-konkurs-dla-was.html Pozdrawiam Cieplutko :) - Lesia
OdpowiedzUsuńmusze powiedziec, ze zaskoczylas mnie straaaaasznie pozytywnie:D wygladasz Pieknie, swiezo, radosnie, zarazasz optymizmem!!! a ja sie przejelam, ze moj Daniel byl niezadowolony z moich dwukolorowych paznokci (granat i razacy pomarancz) buzka! :*
OdpowiedzUsuńAch a ja mam w podobnym kolorze spódnicę i żakiet oj dawno nie noszone zimno się zrobiło za zimno na ten ubiór może do wiosny a może będzie jeszcze trochę ciepła to się odstroję. :)
OdpowiedzUsuńLubię takie kolory bardzo lubię i uśmiech i ciepło w sercu też. :)
Agnieszko!
OdpowiedzUsuńPięknie piszesz o wspomnieniach..............A Twój strój- bardzo odważny! Ale Ty jesteś odważna i baaaaaaaardzo kolorowa!Choć- osobiście gdybym miała takie nogi - jak Ty( i Malina)- to zawsze miałabym krótką spódniczkę lub szorty.Nawet w mroźne dni- pozdrawiam ciepło Ala Zych
Alu zawsze niezmiernie miło jest mi gościć ciebie. I o dziwo, to ty właśnie kojarzysz mi się zawsze z oryginalnościa, z gustownym łączeniem barw i kreatywnością. Mam przed oczami i we wspomnieniach ( choć widziałyśmy się zaledwie kilka razy), dziewczynę, która jest zawsze swietnie ubrana i usmiechnięta. Takie bylo moje pierwsze, niezwykle pozytywne pierwsze wrażenie. jestem spokojna o moją siostrę, gdy wiem, że ma takich przyjaciół jak Ty Alu!
UsuńCelebrować życie...jakie proste stwierdzenie,a jakie mądre! Niestety nie tak łatwo wcielić to w życie, a próba warta zachodu moim zdaniem ;)
OdpowiedzUsuńJak dla mnie śliwkowy mix wystrzałowy! Takie soczyste, żywe kolory! Nie ma co się smucić jesienią, to taki piękny czas! A twój ubiór oddaje urok tych dni.
Szkoda, że nie masz tyle czasu, ale będziemy cię wiernie śledzić i czekać do soboty :D !!!!!!!
ściskam serdecznie i powodzenia w każdym celu.
Pozornie najprostsze rzeczy, okazują sie najtrudniejsze do wykonamia... :) dzięki, że jesteś ze mną, już tyyyle czasu!
UsuńWłaśnie takich wyraźnych i odważnych ludzi, w oryginalnych zestawach brakuje u nas na ulicach :) Chodzą tylko klony ludzi w niemalże tych samych ciuchach :/
OdpowiedzUsuńpozdrowionka :)
Daria
dziekuję! ludzie nie lubia wyróżniac się z tłumu... Boja się braku akceptacji... Pozdrawiam serdecznie!
UsuńW tym stroju wyglądasz jak prawdziwa artystka :-) Też od dwóch tygodni mam jakiś kołchoz, ciągle w podróży, za dużo pracy. Ale się porobiło. Z uporem maniaka tkwię przy ustalonym harmonogramie pisania, może jeszcze tydzień, dwa i się uspokoi.
OdpowiedzUsuńCo się porobiło? życie pędzi jak szalone! ostatnio nie potrafię wyhamować, zebrać się do kupy. Zresztą to widać nawet na blogu. A niszczarkę do złych wspomnień chciałabym mieć, zresztą pewnie nie tylko ja :) ale gdzie taką kupić ??? łoj dopadła mnie melancholija jakaś ;)))
OdpowiedzUsuńPowiem Ci szczerze że w kraju bardzo mało widuję oryginalnie i kolorowo ubranych osób, Byłabyś sensacją u mnie na osiedlu. W Polsce większość ludzi nie akceptuje inności,oryginalności. Ubierzesz się kolorowo i od razu zwracasz na siebie uwagę , głupie komentarze, uśmieszki. Pokątnie dowiadujesz się że tym wieku to już czerwony nieee! nie daj boże różowy! kłapią osiedlowe dewotki.
Staram się iść pod prąd i nic sobie z tego nie robić, ale nieraz ręce opadają. Takich barwnych i wesołych kobitek jak Ty brakuje w polskich miastach.
P.S. Agnieszko nie szyje dla ludzi, nie mam odwagi. Sporadycznie dla rodziny, a i tak za każdym razem stres mnie zżera !
Pozdrawiam gorąco :)
A ja już wpadłem w rytm.
OdpowiedzUsuńNo cóż poczekam
czapka bardzo fajnie sie prezentuje :)
OdpowiedzUsuńzapraszamy w wolnej chwili :)
A u mnie wystarczy jeden przycisk "Delete" i wszystko wraca do normy. Chyba kocham to u siebie z tym , że nie zawsze to jest dobre ale jaką spokojna mam dusze..... nic jej nie zaśmieca:))) Pozdrawiam Kochana i życzę wytrwałości w nowym projekcie!
OdpowiedzUsuńswoim wyglądem i ubiorem wprawiasz mnie w pozytywny nastrój, masz moc ! :)
OdpowiedzUsuńKolor rzeczywiście bardzo twarzowy!
OdpowiedzUsuńA buty - odjechane, super i świetne :)
Trochę szkoda mi tych środowych postów ale rozumiem Cię doskonale, działaj i ciesz się działaniem!
Pozdrawiam serdecznie!
Ja tez na razie mam urlop od blogowania nie wiem jak długo , zapraszam do starszy postów emigracja
OdpowiedzUsuńNa Wysadzić Wi elek Brytanii i Malpaciągle modelka po 40 opowiadania makijaże i troche psychologii.
Zapraszam do obserwacji na moim blogu.
A ja pochwalę właśnie to co mało kto chwalił-porcięta-cudowny wzór; tylko ja wolałbym inny fason ;-).
OdpowiedzUsuńCo zaś do blogowania-co jak co ale rozumiem Ciebie doskonale-sam zresztą na blogu mam rewolucję..
W czerwieni na sobie i w leśnym krajobrazie czapeczka zrobiła z ciebie czerwonego kapturka :) Buty to faktycznie nie byle jakie botki, ale idealnie nadają się na wyjazdy typu Woodstock. Stylizacja bardzo ciekawa :)
OdpowiedzUsuń