Pierwsze maje.
Wiem, wiem, że dziś święto 3 Maja, a wczoraj było Święto Flagi... Nie pomyliły mi się daty. Świadomie cofam się dwa dni w moich rozważaniach. A pamięcią sięgam wstecz jeszcze dalej – dwadzieścia parę lat. Pierwsze Maje. Otwierające okres majówek na leśnych polanach i oranżad pitych ze szklanych butelek prosto z gwinta. Dziś już takich oranżad ni butelek nie ma. Święto pracy, nazywane w Belgii żartobliwie – świętem legatów. W ten dzień Belgowie obdarowują się bukiecikami konwalii - taki sympatyczny zwyczaj. Za czasów mego dzieciństwa i młodości w Polsce dzień ten -uświęcony rządowymi paradami. Demonstracja siły i propagandy, w której “spontaniczny” udział był obowiązkowy, a jego brak oznaczał kłopoty. Ustawialiśmy się rzędami po ileś tam osób w rzędzie, zanim kolumny uczniów naszego LO wyruszały radosnym, zwartym szykiem pod trybuny na głównej ulicy miasta. Nikt nie chciał być “skrzydłowym” czyli stać po zewnętrznej. Ci mieli najbardziej przechlapane! Wciskano im w ręce szturmówki i musieli się później z nimi pilnować, czyli po pochodzie wrócić i rozliczyć się z nich w szkole. No i tzw. frontowi z idiotycznymi transparentami na piersiach typu: “Z partią nasz młody ród”. Pozostali, kto choć trochę miał głowę na karku, szukali dogodnego momentu by czmychnąć gdzie pieprz rośnie! Tylko nieliczni dobijali do końca nudnych jak flaki z olejem, propagandowych pokrzykiwań. Jakieś strzępy przemówień miejscowych partyjniaków dochodziły z daleka do naszych uszu, nieświadomych własnego przestępczego zachowania. My - element wywrotowy. Siedzieliśmy w parku liżąc z lubością pierwsze w tym roku lody śmietankowe nakładane metalową łyżką przez Rózię w grubych jak denka od butelek okularach. Zyskały później miano “kujonek”. Te okulary. A Rózi dawno już nie ma.

Władza ludowa potrafiła się lojalnemu ludowi odpłacić za okazane posłuszeństwo i przywiązanie (“Dyscyplina, towarzysze, żelazna dyscyplina!” Orwell), czyli po części oficjalnej następowało to na co wszyscy z utęsknieniem czekali. Festyn pierwszomajowy.
I tu się działo! Saturatory,
zwane gruźliczankami pracowały pełną parą, wóda lała się strumieniami, muzyka
przygrywała do tańca.
Wieczorem szary, zmęczony, choć przez chwilę nie pamiętający o siermiężnej rzeczywistości lud pracujący miast i wsi
wracał do swych domów by nazajutrz stanąć ramię w ramię do dalszej budowy
socjalizmu. Zrzucał zadeptane obuwie, leczył obolałe stopy i przewracał kartkę
w wiszącym na ścianie kalendarzu. 1 Maja – odhaczone.
Dziś nikt mi nie narzuca już jak mam spędzać ten dzień, dlatego w tym roku pojechaliśmy z mężem nad belgijskie morze, przejść się po plaży. I mimo, że niektórzy tęsknią za tamtymi czasami, nie tylko ci co zapełniali partyjne trybuny, ja cieszę się, że nie muszę uczestniczyć w tej żałosnej maskaradzie.
Dziś nikt mi nie narzuca już jak mam spędzać ten dzień, dlatego w tym roku pojechaliśmy z mężem nad belgijskie morze, przejść się po plaży. I mimo, że niektórzy tęsknią za tamtymi czasami, nie tylko ci co zapełniali partyjne trybuny, ja cieszę się, że nie muszę uczestniczyć w tej żałosnej maskaradzie.
Ale czy to znaczy, że jesteśmy
wolni?
Nie. I nigdy całkowicie nie będziemy.
W sposób zakamuflowany korporacje przejęły funkcje kontroli nad nami. I znów
dobrze jest widziane uczestnictwo we wszelkiego rodzaju spędach, wyjazdach
integracyjnych. Już nie hasła o kluczowej roli partii, ale o naszej kluczowej
roli w sukcesie spółki i korporacji… I znów przemawiają sloganami. Gadają do
nas jakbyśmy byli idiotami.
A jakie są wasze wspomnienia
pierwszomajowe? Co wam najbardziej utkwiło w pamięci?
Zostawiam was ze zdjęciami znad morza i garścią waszych własnych wspomnień i doświadczeń, których chętnie posłucham. Dodam tylko, by tradycji stało się zadość, że moje plażowe ubranko składa się wyłącznie z ciuchów sieciówkowych:
bluzka i bluza dresówka - H&M, spódnica - Esprit, torebka - Promod, buty - CCC
P.S. Zdjęcie flagi zapożyczyłam z sieci.
Zdjęcie poniżej: jak myślicie, kto tu rządzi, a kto słucha? :)
Ze starej zabudowy nadmorskiego bulwaru ocalał tylko ten jeden domek. Resztę oryginalnych przedwojennych kamienic wchłonęły bardziej rentowne bloczyska. Widać komuś lepiej się opłacało...
Nie tylko w Polsce kwitnie budowlana gangsterka.
Zostawiam was ze zdjęciami znad morza i garścią waszych własnych wspomnień i doświadczeń, których chętnie posłucham. Dodam tylko, by tradycji stało się zadość, że moje plażowe ubranko składa się wyłącznie z ciuchów sieciówkowych:
bluzka i bluza dresówka - H&M, spódnica - Esprit, torebka - Promod, buty - CCC
P.S. Zdjęcie flagi zapożyczyłam z sieci.
Zdjęcie poniżej: jak myślicie, kto tu rządzi, a kto słucha? :)
Nie tylko w Polsce kwitnie budowlana gangsterka.
Takie opalone nogi już o tej porze roku? Jak to zrobiłaś? Widoki widokami, ale Twoje psiury biją wszystko na głowę. Jutro będę mieć prawdopodobnie drugiego psa, ale ciii... mąż nie wie :-D
OdpowiedzUsuńOOOO, podnieciłam się tym drugim psem, ale ostrożnie... Mężczyźni niekoniecznie lubia takie niespodzianki :) a nogi, hmmm, powiem jak kobieta kobiecie: jest taki cudowny produkt jak rajstopy w sprayu, pierwszy raz strasznie się tym swiństwem wymazałam i na dlugo odstawiłam, tym razem juz ostrożnie sobie poczynałam i jest super, kryje pajączki, wyrównuje koloryt, nie brudzi... tylko z umiarem trzeba:)
UsuńA gdzie się to cudo kupuje? W drogerii czy na stoisku z rajstopami?
Usuń1 maja jest doskonałym dniem do sadzenia ziemniaków
OdpowiedzUsuńJak sama nazwa wskazuje: święto pracy! :)
UsuńOj, było, było w moim życiu "trochę" tych dni pierwszomajowych... U nas od wczoraj lodownia, więc taką piękną, nadmorską przechadzkę, jak Twoja odłożę sobie na późniejsze (miejmy nadzieję, że nie bardzo późne) dni maja.
OdpowiedzUsuńTakie rajstopy bez wątpienia przydadzą mi się również:-))).
właśnie słyszałam, że w Polsce zimno... chociaż u mnie nie lepiej dziś: zimno i do tego deszczowo. Mozna powiedzieć, że 1 maja była tu piekna pogoda... dobranocka wszystkim blogującym "nocnym markom" :)
UsuńDotknelas sedna, choć korporacje to jednak nie siermięzna komuna. Ponadto bieda, niemożność godnego życia, cokolwiek to znaczy, są uwłaczające. Dziś też się borykamy z problemami, ale nie mogą się one równać z tymi 'komunistycznymi'.
OdpowiedzUsuńMyślę, ze czarny piesek rzadzi, a zółty jest poddanym ;), zgadłam?
he, he:) odwrotnie! królowa jest tylko jedna! :) choc nieraz jak go wkurzy to nieraz nie odda jej kości:)
UsuńNo masz, a myślałam, ze sie znam na psic wyrazach twarzy :))
UsuńTrafnie to ujęłaś, czy komuna czy korporacje, jeden czort...
OdpowiedzUsuńZa chwileczkę jeszcze dojdzie coś innego...
Ostatni raz na pochodzie byłem tuż przed maturą w 1980. Wychowawca, starych komuch, pilnował by wszyscy się odliczyli na pochodzie. Wszak manifestacja była spontaniczna i dobrowolna... jak wszystko w PRL.
OdpowiedzUsuńZdawałam w tym samym roku maturę co Caddi, więc wspomnienia ma podobne do Twoich. Uliczne oświetlenie w parku, pod które wykonywaliśmy wykopy przez kolejne niedziele, istnieje do dziś. Kolega, który spadł ze schodów czekając w szkole na pierwszomajową próbę pochodu, na szczęście, wyszedł z tego groźnego upadku ( a był wówczas uczniem 3 kl. SP). Część ideowców już nie żyje, część się " przekształciła", część tęskni...
OdpowiedzUsuńA ja 1 maja staram się zawsze podziwiać piękno ojczystego kraju, bo " Polska jest jedna i jedyna i zakwita każdego roku w krzakach bzu..."
Kochani, widze, ze podobne macie wspomnienia do moich:) w końcu wyrastaliśmy w zblizonych latach:0 Pieknie, jak zwykle przebija miłość do ojczyzny ze słów Basi :)
UsuńAle psa upaslas!!!!
OdpowiedzUsuń1 maja zawsze przyprawia mnie o dreszcze, bo zazwyczaj zimno!
Serdecznosci
Judyta
P.S
Bosko wygladasz, jak zwykle zreszta!!! Uroku doadaje sceneria!
UUU, juz nic nie mów Judytko! Chyle pokornie czolo, ale odchudzamy sie z Tunia, odchudzamy... Psst! :)
UsuńA
OdpowiedzUsuńJa z francuska dostaję bukiecik Konwalii na 1 maja ();) i dobrze mi z tym
Ja tez dostałam i tez dobrze mi z tym :) wole bukiecik konwalii niz jak kiedys bywało czerwona szturmówke do ręki :):):)
UsuńTakie spędy byly dla mnie straszne!!!!
OdpowiedzUsuńPomijam fakt ideologiczny, bo tak na prawdę nigdy mnie to nie interesowało, ale zimno, w ten dzień, było nie do zniesienia!!! I wiatr i deszcz a czasami i drobnym śniegiem sypnęło.
Było dokładnie tak jak opisałaś:)
Agnieszko wyglądasz pięknie:))
brr, rzeczywiście! pamiętam jak bywało zimno! dzięki i pozdrawiam!
Usuńdałaś mi słonecznego kopniaka, aż chce się wstać i biec po tejplaży... Cóż u mnie pada i nawet biegać nie mogę.
OdpowiedzUsuńMoja wyobraźnia działa cuda, wypbraź sobie, że nawet się opaliłam na tej Twojej plaży:)
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
bp wyobraźnia to potężne narzędzie :) ma moc!
UsuńTez brałam udział w tych pochodach jako harcerka w szkole podstawowej. A przynalezność do harcerstwa była obowiązkowa.
OdpowiedzUsuńa ja dobrowolnie należałam w podstawówce, bardzo mi się podobalo i w pierwszych klasach ogólniaka też, ale na pochód szłam z klasą, nie z druzyną, wypisalam się z harcerstwa, jak zaczęli nas przykręcać "ideowo" w lewą stronę. Straciłam złudzenia:)
UsuńKoxhana,nie wiem jak w polsce teraz, ale jeszcze niedawno w polskim sklepie w birmingham (uk) ORANZADE W BUTELCE:D oczywiscie smak totalnie inny ale WSPOMNIENIA za to niezamienialne. pozdrawiam
OdpowiedzUsuńooo, chociaż namiastka dzieciństwa! :)
UsuńMoim pierwszym wspomnieniem pierwszomajowym ( miała wtedy ok. 4-5 lat) jest siedzenie ojcu na ramionach i trzymanie w ręku kwiatka z bibuły. Oczywiście niewiele rozumiałam z tego co się działo. Wiedziałam tylko, że mam na sobie pięknie haftowany gorset ludowy i jest jakieś święto. Późniejsze wspomnienia to okres szkoły średniej. Rzucanie transparentów w krzaki i ucieczka z pochodu do parku. Mam też inne wspomnienia. Z racji tego, że urodziłam się i wychowałam na wsi 1 maja zawsze kojarzy mi się z sadzeniem ziemniaków:-) Rodzice nie dawali pospać w wolny dzień :-)
OdpowiedzUsuńrzeczywiście! teraz mi przypomniałas, że i takie epizody były - moi rodzice tzw chlopo-robotnicy :) tez mieli poletko z ziemnirami, ale nie przypominam sobie, żebym szczegolnie 1 maja na nim pracowala> Myslę, że bardziej uśmiechalo mi się sabotowanie 1 maja niz sadzenie ziemniaków. :)
UsuńZdjęcia cudowne a Ty wyglądasz uroczo w turkusie:)))jeżeli chodzi o psy to w naszym domu one rządzą:))oranżady w butelce z tamtych lat chętnie bym się napiła:)))Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuńmamy podobny stosunek do czworonogów :) następny wspólny punkt :)
UsuńMnie tamte pierwsze maje kojarzą się z robieniem na zajęciach plastycznych flag i gołąbków pokoju. Później przystrajało się tym okna w klasie. Ponieważ dzieciństwo spędzałam w niewielkiej wsi, pochody mnie ominęły :-) Kiedy byłam tak sobie rosłam z roku na rok, zupełnie nie zwracając uwagi na to co się dzieje w Polsce, więc nie pamiętam wyraźnie tego momentu przeskoku, kiedy już nic nie musieliśmy robić na 1 maja.
OdpowiedzUsuńjako dzieci podobała nam sie barwność tego święta, rzeczywistość za to mniej kolorowa, choc jako dzieci nie mielismy tej swiadomości.
UsuńJa najdokładniej pamiętam pierwszego maja, gdy byłam w szpitalu z powodu żółtaczki. Wszystkie dzieci z nosami przy szybach, bo miał tą ulicą iść pochód. W nocy spadł śnieg. Pamiętam zielone liście kasztanowca z grubą czapą śniegu ;-( Pochód poszedł jakąś krótszą trasą.
OdpowiedzUsuńwyobrażam sobie jacy byliście zawiedzeni! zwłaszcza kiedy było się dzieckiem w szpitalu i przechodzi bokiem takie barwne widowisko! Pozdrawiam! :)
UsuńAle fajnie wygladasz w tych tenisóweczkach1
OdpowiedzUsuńA wazniejszy pieseczek to z pewnością ten, który ma własne łóżeczko.
Tekst o 1-szych majach bardzo udany. Wyobraź sobie, ze ja tylko raz byłam na pochodzie. Przez lata całe konsekwentnie odmawiałam chodzenia. I jakoś mi się zawsze upiekło.
Dziekuję za chyba 8 komentarzy pod tekstami na moim blogu. Jesteś niesamowita!!!!
A na Górze Grabarka też byłam i o tym pisałam. I nawet Ci ten tekst dedykowałam:-)))
Serdeczności Agnieszko Najmilsza!!!
kochana, bo ja juz jak zaczynam czytać to od dechy, do dechy, zwłaszcza, że tak ciekawie piszesz! więc nie dziękuj, cała przyjemność po mojej stronie Stokrotko!
UsuńJa przepraszam, ale 1 maja i moje związane z nim wspomnienia bledną przy....Twoich nogach!!!
OdpowiedzUsuńMatko kochana, ja ich wcześniej nie widziałam???? Jesteś zgrabna, że hej, a te opalone nogi to obiekt mej zazdrości i motywacji do zmian :)))
ooo, dziękuję, dziekuję w imieniu moich nóg, a opalone troche sztucznie :)
UsuńMoja mama urodziła się 1 Maja więc zawsze świętowaliśmy.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia Agnieszko...pozdrawiam...
u mnie od 14 lat jest to rocznica śmierci mojej ukochanej ciotki, która się opiekowałam, więc nostalgicznie jest w ten dzień...
UsuńHej Aguś !
OdpowiedzUsuńNa początek wielkie podziękowania za życzenia Świąteczne i równie wielkie przeprosiny że Ja Tobie nie zdążyłam złożyc :(
Majówka i ten długi weekend dla mnie to przede wszystkim moc wspomnień, jak to było przed laty, też chodziłam w pierwszomajowych pochodach, w ogóle za moich czasów patriotyzm, flaga i szacunek dla niej był bardzo pielęgnowany nie tylko w rodzinach, ale przede wszystkim w szkołach, dzisiaj to przeważnie wolne dni, a może aż wolne dni od pracy i to nie dla wszystkich !
Agusia a TY wyglądasz przepięknie i te Twoje nóżki :)))
Oczywiście z utęsknieniem czekam na wakacje i mam nadzieję że w tym roku się spotkamy, i nic w tym nam nie przeszkodzi, często o Tobie myślę, przepraszam też że mało komentuję, ale ostatnie wydarzenie nie pozwoliły mi na to, a teraz z kolei nie mogę się ogarnąc i zebrac w sobie:(
Ściskam Cię mocnoooo :))) AAA i pozdrów Darka od NAS ! :)
Beti, nie szkodzi, ze nie komentujesz, wiem, że mentalnie jestes blisko:0 a w wakacje dołożę wszelkich starań bysmy się spotkały! :)
Usuń:) <3
UsuńŚwietne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o pierwszy maja, to urodziłam się już po obaleniu reżimu i nie pamiętam propagandowych majowych pochodów. Dla mnie pierwszy maja to od kilku lat ognisko z bliskimi znajomymi z czasów szkolnych. Tylko w ten jeden dzień w roku możemy spotkać się wszyscy, bez wyjątku.
Pozdrawiam :)
no i piekny majowyzwyczaj pielegnujecie!
Usuń1 MAJA - pamietam jak tata niósł mnie na ramionach w czasie pochodu, a pózniej kupował lody, ...dla dziecka było to urozmaicenie, później przymus i dziwne święto . Fajnie jest teraz bo każdy świętuje jak chce...w otoczeniu kwitnących drzew, zapachu konwalii i bzów i wielką radością że wiosna, że pięknie.........wolę spacer po lesie od spaceru po ulicach ..........
OdpowiedzUsuńTeż bym chetnie pobiegała po tej plazy, wiesz Agus przypomniało mi to Knook.Sciskam cię mocno .Basia
Bo to właśnie Knooke, Basieńko! :)
UsuńLooks like a perfect location. I can see you had a good time.
OdpowiedzUsuńGreetings,
Filip
It was very cold, but it was good, a very relaxing day :)
Usuńten dzień pamiętam na dwa sposoby jako dziecko uczestnicząca w pochodzie z pięknym kwiatem zrobionym z bibuły, na listewce owiniętą zieloną bibułą, imitującą łodygę
OdpowiedzUsuńnic więcej, a i występy grubo zakrapiane śpiewaniem chóru. Zastanawiam sie kto tęskni za tamtym systemem, chyba Ci, których myslenie bolało.
Nie ma już tamtego systemu, ale czy jesteśmy wolni? W końcu każdy człowiek jest cząstką całości, jakiegoś systemu.
Wolność jedna z ważniejszych wartości.
"Zastanawiam sie kto tęskni za tamtym systemem, chyba Ci, których myslenie bolało." - dobrze powiedziane :), pozdrawiam! Nigdy nie bedziemy w pełni wolni, jestesmy zniewoleni inaczej, na miarę naszych czasów, dobranocka...
UsuńChyba należeliśmy do wywrotowców, bo ie pamiętam ani jednego mojego uczestnictwa w pochodzie. Może w 2 poł. lat 80 władza już trochę odpuszczała.
OdpowiedzUsuńZ propagandy najlepiej pamiętam, jak pani w I klasie opowiadała nam historię czerwonego sztandaru, coś, że był czerwony od krwi robotników ginących na barykadach.
Tej wolności tyle mamy, że sami sobie możemy wybrać (do pewnego stopnia) rodzaj zniewolenia - ostatecznie nie musimy pracować w korpo, ale gdzieś pracować trzeba. I tak dalej.
Żółta sunia rządzi, wiedziałam. Ta mina pt. "nie fikaj". Rasowa bitch, bez urazy - to komplement.
Masz rację, względna wolność mozna sobie spróbowac wypracować - rozciągnąć tę smycz - ale w wiekszości przypadków zawsze od kogoś zalezymy:) "Rasowa bitch' - he, he - Tunia dziękuje za komplement :)
UsuńNogi masz idealne :)
OdpowiedzUsuńCo do majówki, to my ja spedzilismy na rodzinnym pikniku ;)
Blekit - jeden z moich ulubionych kolorów :)))))))
Błekit - taki terapeutyczny i twarzowy! To pewnie dlatego na jego tle wszyscy zwracją uwage na nogi :) ale dziękuję! :)
UsuńPozdrawiam!
Witaj. Oj trochę tych przymusowych pochodów zaliczyłam to był koszmar... Przed maturą zwialiśmy, a za kilka dni czekał nas egzamin. Cała klasa stała na dywaniku u dyrekcji... Ślicznie wyglądasz w niebieskościach i bieli. Tak już wakacyjnie mi się kojarzy. A w tym roku 1 maja byliśmy jeszcze we Włoszech - a konkretnie w Republice San Marino a potem w Rimini. I tak zdecydowanie wolę. Buziaki.
OdpowiedzUsuńCiszę się, że mogłaś byc we Włoszech basieńko, z dwóch powodów :) ściskam!
UsuńZacznę od kwestii technicznych-bluzeczka w tym morskim kolorze jest boska;morze cudne a odnośnie 1 maja...zaryzykuję;że nic się nie zmieniło tak naprawdę:
OdpowiedzUsuń1.wtedy czuwał nad nami Wielki Brat ze Wschodu;teraz mają być wojska Greath Brother-a z Zachodu;
2.wtedy nie mogłaś podskoczyć partii-teraz jej miejsce zajęli prezesi korporacji wobec których znaczymy tyle co nic;
3.wtedy (większość) nie miała na co wydać pieniędzy;teraz większa część społeczeństwa potrzeby owszem ma; ale nie ma kasy;
4. ludzie.Wtedy jednoczył nas wspólny wróg; niechęć do systemu; teraz każdy sobie skacze do gardła za...kasę.
Podsumowując za i przeciw, mimo wszystko, nie chcialabym by mój syn zaznał kiedykolwiek epoki komunizmu. Pracuję z Rosjanami, ci ludzie sa mentalnie skaleczeni przez ten system.
OdpowiedzUsuńPozdrówka dla ciebie i Gosi. Ciesze się, że cię widzę, właśnie dziś w pracy pomyślałam o was, co tam słychać i proszę... sciągnęłam myslami... :)
A u mnie leje deszcz...
Pamiętam te pochody ale ja chyba nieposłuszna byłam czy cóś? Byłam tylko na kilku a przecież były obowiązkowe całe lata, przez tyle lat pracy i byłam chyba ze trzy razy, już nie pamiętam jak ja to robiłam, ale nie chodziłam i już, bolące stopy pamiętam do dziś.:) Moze dlatego nie awansowałam? :) Ktoś kiedyś podsłuchał, jak jeden pan inżynier "wielgi" powiedział do drugiego: "ale się tego motłochu dziś naszło".
OdpowiedzUsuńTak, dziś korporacje zabierają życie i zmuszają do bycia niewolnikiem, ale może niewolnictwo mamy w sobie?
Coś jest na rzeczy, mam na myśli pytanie zawarte w ostatnim zdaniu. Może wolimy tkwić czasami w strefie wzglednego komfortu, bo bycie wolnym trochę boli, trzeba wziąć całkowitą odpowiedzxialność za swoje czyny i ponosić ich konsekwencje... Dużo łatwiej narzekać tylko na "zniewolenie". Bo przecież nikt mnie na siłę w korporacji nie trzyma...
UsuńPozdrawiam Elu i dzięki za te wspomnienia:)
super!:) z chęcią obejrzę zdjęcia, udanego wyjazdu:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
oj, pamiętam te pochody, choć teraz wspomnienia mają raczej barwy fajnych spotkań z ludziskami "po"
OdpowiedzUsuńDzięki Kochana za zdjęcia w klimatach nadmorskich, ja góralka, prawie, że Halka z Beskidów tęsknię za takim powietrzem i przestrzenią o zapachu morskiej wody.
całuski
Ja z kolei tęsknię za górami :) w te wakacje skoczę choc na weekend w polskie góry, buziole!
Usuńładne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńwww.magadish.blogspot.com
mega foty piękna okolica świetna koszula i urocze psiaki <3
OdpowiedzUsuńJa do dziś pamiętam czerwone tulipany wycięte z kartonu. Widmo czemu czerwone jedynie :P Raz mnie wywalili z pochodu, bo sabotaż uskuteczniłam wycinając tulipana w ząbki ;)
OdpowiedzUsuńA potem jak Ty całkowicie sabotowałam :)