niedziela, 27 września 2015

Księżniczka Luiza. Rocznik 1858.


Księżniczka Luiza.  Rocznik 1858.

Zaprzyjaźniłam się z tą smutną postacią. Jadąc codziennie do pracy, przecinam jedną z najbardziej prestiżowych alei w Brukseli noszącą właśnie jej imię. Kiedyś mieszkałam w sąsiedztwie Avenue Louise. Polubiłam tę nieszczęśliwą i zdesperowaną pannę, na życiu której bolesnym piętnem odcisnęła się podła osobowość jej ojca, o którym Mark Twain napisał, że „był chciwym, pazernym, zachłannym, cynicznym, żądnym krwi capem”.

Leopold II, bo o nim mowa, wobec najbliższych miał serce z kamienia. Za to dla swoich kochanek potrafił być niezwykle hojny. Z jego wielkiej fortuny córki, ani żona nie dostały ani grosza. Dzieciom zakazał uczestnictwa w pogrzebie własnej matki. Nawet na własnym łożu śmierci był nieprzejednany. Nie chciał widzieć własnych córek. Ich losy nie są historiami z happy endem, z wyjątkiem Klementyny, która jednak na zrealizowanie miłości życia czekała z uporem dwadzieścia lat. Jej jednej się udało! Pójdź za linkiem. Tutaj druga część jej losów.


Aleja Luizy jest prawie trzykilometrową, jedną z głównych arterii komunikacyjnych miasta. Łączy Place Louise z Bois de la Cambre, dzieląc dzielnicę Ixelles na pół. Była najbardziej arystokratyczną promenadą Brukseli na przełomie XIX i XX wieku. Na przestrzeni lat zmieniła swój charakter, głównie w następstwie budowy czterech tuneli. Znam ją na wylot, poczynając od Placu Luizy z jej wielkomiejskim charakterem, i dalej na południowy wschód. W 1900 roku obsadzono ją podwójnym rzędem kasztanowców, co sprawia, że jest jedną z najbardziej zielonych ulic w tym mieście.



Ale cofnijmy się na chwilę do XIX wieku...

La Princesse Louise de Belgique, nie ma łatwego życia, jak i pozostałe księżniczki  w tym zdawałoby się przeklętym pałacu w Laken (Laeken). Traktowana jak powietrze przez swego ojca, zostaje w wieku 17 lat wydana za mąż za księcia Philippe de Saxe-Cobourg, z którym ma dwójkę dzieci. Brak jakiegokolwiek ciepła ze strony męża, miłości i zainteresowania rekompensuje wystawnym życiem w Wiedniu. Z premedytacją, desperacko pogrąża się w długach. Reakcją męża i rodziny jest internowanie jej i zamknięcie w klinice. Po wyjściu na wolność, dalej prowadzi życie ponad stan, w którym się zatraca. Ale wtedy nie jest już sama. Wreszcie czuje się kochana. W Wiedniu poznaje i wdaje się w romans z hrabią Gezą Mattachich, porucznikiem w chorwackim pułku armii austriackiej. To prawdopodobnie najpiekniejszy okres życia Luizy, która stawia wszystko na jedną kartę. Ucieka z ukochanym i córką Dorotą, żyjąc po trosze we Francji i innych państwach Europy. Taki skandal! Księciu Filipowi trudno przełknąć tę zniewagę i upokorzenie. Wyzywa rywala na pojedynek, w którym zostaje ranny. Niełatwo się wygrywa z zawodowym żołnierzem, nawet jeśli jest się księciem. Ucieka się zatem do innych środków. Pod pretekstem fałszywych oskarżeń hrabia Mattachich zostaje aresztowany i skazany na cztery lata więzienia.


Luiza czeka na niego wiernie. Jej ukochany zostaje oczyszczony z zarzutów i żyją razem do jego śmierci w Paryżu. Rozwód Luizy z Filipem zajął osiem lat jej życia. To i tak mało zważywszy na to, że znam kogoś, kto rozwodził się z żoną 11 lat w XX wieku. (To taka mała dygresja na temat opieszałości sądów.)

Luiza, samotna i zrujnowana finansowo dokończyła swego żywota w Wiesbaden. Oto jej bardzo skromny grób.

http://www.noblesseetroyautes.com/2012/05/la-tombe-de-la-princesse-louise-de-belgique-a-wiesbaden/

Czy żałowała swego wyboru?

Nie sądzę. To przecież nie ilość przeżytych lat liczy się w naszym życiu, lecz ilość i jakość życia w przeżytych latach...

9 komentarzy:

  1. Piękna opowieść. Lubię takie historie, bo przytrafiają się prawdziwym ludziom, na przekór czasom, konwenansom i wszystkim dookoła. Pełno w nich pasji, miłości i nadziei, że warto walczyć pomimo...

    OdpowiedzUsuń
  2. Długo czekałam na ten post ;)
    Ale chyba najważniejsze, że udało się jej w końcu odnaleźć prawdziwą miłość... Historia piękna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się jak widzę Twój kolejny tekst.
    Bo to znaczy że wróciłaś i Twoi mężczyźni i wszystkie pieseczki się cieszą.
    :-))

    OdpowiedzUsuń
  4. czasem drogo placi sie na marzenia, niezaleznosc i lamanie konwenansow

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy czeka na swoją miłość...a ten ojciec brrr...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie i czule opisałaś Luizę i ja też tak ją widzę. Nie było jej łatwo. Wystawne życie jest zawsze w takiej sytuacji "zamiast" . Rozpaczliwe woła do męża do ojca, a gdy oni nie słyszą i spotyka miłość, to nie mogła się nią nacieszyć. Potem została z pewnością wielokrotnie upokarzana przez wszystkich. Ślub na zlecenie nie był jej wyborem, to tak jakby brała go pod przymusem, więc nie rozpatruję tego jako ślubowania . Książę pocieszał się pewnie i wcześniej i później.
    Rogi tylko dodały mu dramaturgii.

    OdpowiedzUsuń
  8. It has been a while, top header picture.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezwykle trafna puenta. Dobrze, że księżniczkę Luizę zachowano we wdzięcznej pamięci.

    OdpowiedzUsuń