"To nie z tych małych, pięknych chłopców wyrastają najbardziej pożądani mężczyźni..."
Małe, opustoszałe miasteczka po sezonie. Nawet dzień targowy nie robi szału na ulicach. Ponuro i smętnie. Zwłaszcza teraz, gdy śnieg, ani świąteczne dekoracje nie odwracają uwagi od nagiej prawdy, której na imię brzydota. Przyglądam sie dziewczynom na prowincjonalnych ulicach. Na tle szaroburej ludzkiej masy, od czasu do czasu rozbłyskują prawdziwe perełki. Budzą zachwyt.
One nie sa córkami tej samej matki: marazmu. Niektóre z nich nie wyglądają gorzej niż ich rówieśnice z Paryża czy Londynu. Gdyby urodziły się w innym miejscu i okolicznościach, świat szybciej by je dostrzegł i docenił. Ale one kreują rzeczywistość jaką mają w zasięgu ręki, nie oglądając się na nierówne szanse. Nie otrzymują od życia bonusów za pochodzenie, jak bywało za komuny przy zdawaniu egzaminów na wyższe uczelnie. Niedobór paradoksalnie jest ich sprzymierzeńcem, turbiną kreatywności. W dobie globalizacji nadążają bez problemu za obowiązującymi trendami mając za przewodnika internet. Świat jest bardziej w ich zasięgu niż był kiedykolwiek wcześniej. Brak środków nie oznacza uszczerbku na osobowości. Przeciwnie. Przecież to z braków rodzą sie najpiękniejsze idee, powstają rewolucyjne odkrycia i zmiany. To nie z nadmiaru pieniędzy "buszujemy" po ciuchlandach, nawet jeśli dziś to także moda, trend ostatnich lat. Prujemy, przerabiamy, malujemy, szyjemy. Tworzymy. Zmieniamy siebie i naszą rzeczywistość, sięgamy gwiazd.
Bo my - dzieci nierównych szans - chcemy wiedzieć więcej, dotknąć mocniej, poczuć bardziej...
Nadmiar zabija wrażliwość, tępi zmysły, jest śmiercią kreatywności. Pewna bogata kobieta powiedziała mi w zadumie: "Kiedyś cieszyły mnie własnoręcznie szyte z prześcieradeł, farbowane cudeńka, dziś zapomniałam jak nawleka się igłę w maszynie. Nie mam na to czasu... Nie potrzebuję... Mam wszystko, tylko nic nie cieszy. Brakuje mi radości."
Powiedz mi, czy istnieje danie, choćby najlepsze, które zjedzone w nadmiarze nie powoduje niestrawności lub choćby zwykłego dyskomfortu?
Bo my - dzieci nierównych szans - chcemy wiedzieć więcej, dotknąć mocniej, poczuć bardziej...
Nadmiar zabija wrażliwość, tępi zmysły, jest śmiercią kreatywności. Pewna bogata kobieta powiedziała mi w zadumie: "Kiedyś cieszyły mnie własnoręcznie szyte z prześcieradeł, farbowane cudeńka, dziś zapomniałam jak nawleka się igłę w maszynie. Nie mam na to czasu... Nie potrzebuję... Mam wszystko, tylko nic nie cieszy. Brakuje mi radości."
Powiedz mi, czy istnieje danie, choćby najlepsze, które zjedzone w nadmiarze nie powoduje niestrawności lub choćby zwykłego dyskomfortu?
Niewielu jest ludzi, którzy potrafią unieść nadmiar dobrobytu i dobrze nim gospodarować. I jeszcze go pomnożyć nie tracąc przy tym wrażliwości...
Ich kruchość staje się ich siłą, ich pięknem.
To one stają się najbardziej pożądanymi kobietami świata.

To także nie z tych małych, pięknych chłopców wyrastają najbardziej interesujący i pożadani mężczyźni. Oni rodzą się z kompleksów. Ze stawiania czoła ograniczeniom. Z pokonywania siebie. W ostatecznym rachunku wygrywają życie.
Ci piękni, bogaci, szczęśliwi na starcie - muszą być bardzo uważni i czujni. Łatwo jest się w mnogości zatracić.
Ci piękni, bogaci, szczęśliwi na starcie - muszą być bardzo uważni i czujni. Łatwo jest się w mnogości zatracić.
Ciesz się, że nie masz wszystkiego w życiu. Nadmiar jest ciężki do udźwignięcia. Czasami wręcz niemożliwy. Błogosławiony lekki niedosyt, który nadaje smak ludzkiej egzystencji.
P.S. Do zdjęć pozowała Zuzia M.
P.S. Do zdjęć pozowała Zuzia M.
Jesteś niesamowita! :)
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się ten wpis i wnioski. Tylko że do tego wszystkiego trzeba dojrzeć i umieć docenić, przekuć porażki w sukcesy, a z niedoborów uczynić największe zalety. Nie każdy chce to zrobić, bo niestety łatwiej jest ślepo gnać za tłumem, niż wydreptać własną oryginalną i dużo bardziej wartościową ścieżkę. Ale można, a w tym wszystkim najtrudniejszy jest pierwszy krok, czyli wiara, że jeśli bardzo się chce, to można wiele osiągnąć.
Pozdrawiam :)
To ty jesteś niesamowita :) Pani Nocka jak ja :) Myślę, że dopiero z perspektywy czasu docenia się, to, że warto było się trudzić, iść pod prąd, być "innym". w ostatecznym rachunku to zawsze się opłaca, inaczej jest się tylko kopią, cząstka tłumu. dobranockaaaaaaaa :)
UsuńDroga Agnieszko ! Pieknie i bardzo madrze to opisalas:) Jestes niesamowita:) Ja Ty potrafisz wzruszyc czlowieka!! Naprawde, wzruszylas mnie do lez, czytajac ten krotki wpis przypomnialo mi sie moje dziecinstwo i mlodosc, a takze cale moje zycie...Swoje pierwsze pieniadze zarobilam w wieku 11-12 lat...opisalam to w marcowym poscie:
OdpowiedzUsuńhttp://www.elisabeth-brzeski.blogspot.de/2014/03/slodkie-fiolki.html
i jakze byla szczesliwa, ze moglam miec narszcie czerwone lakierki, o ktorych marzylam...
To wielka prawda, co piszesz, ze ludzie majacy na starcie wszystko, czesto nie potrafia tego docenic i bardzo szybko moga to wszystko stacic, roztrwonic, jsli nie beda czujni......nie sa nauczeni oszczdzac, zdobywac, zarabiac...czesto maja to wszystko podane " na tacy" i tacy musza wciaz czuwac i uwazac!
Ci natomiast, co nie mieli za wiele, potrafia docenic pieniadze, oszczedzac je i z niczego zrobic " cos" , co moze sie i innym podobac...
Niedobor rozwija wyobraznie, kreatywnosc i rozwija nasza wrazliwosc....
Dziekuje Ci za ten post i serdecznie Cie pozdrawiam:):)
przeczytałam twoja wzruszająca opowieść o pierwszych zarobionych pieniążkach... Pozdrawiam!
UsuńWiem coś o tym Aguś, tak samo jak Ty. I jestem szczęśliwa, mimo, że się urodziłam w maleńkiej, biednej wiosce, z prostych rodziców i o wszystko musiałam zawalczyć. Ciuchy do dziś przerabiam, doszywam i kombinuję, bo to mi sprawia frajdę. Całuję Cię Siostrzyczko:-)
OdpowiedzUsuńściskam Basiu!
UsuńAga, pięknie to napisałaś, znowu się wzruszyłam... Dobrze, że są ludzie, którzy myślą tak, jak Ty. Że w takiej postawie coś jest. Że nie jest to głupie udowadnianie na siłę, światu, a przede wszystkim samemu sobie, że jest się wartym cokolwiek.
OdpowiedzUsuńPiękna i prawdziwa refleksja o tym, że lepiej być niż mieć, że życie to wyzwanie, któremu podołają doświadczeni przez los a nie wymuskani i lalusiowaci.
OdpowiedzUsuńAgnieszko! Dech mi zaparło!!!!!!!!!!!!!!! Prawda w najczystszej postaci! No i nieskromnie powiem - jakbym o sobie czytała.
OdpowiedzUsuńPięknie napisane, zwłaszcza to zdanie mnie powaliło: "Nadmiar zabija wrażliwość, tępi zmysły, jest śmiercią kreatywności".
W punkt!
OdpowiedzUsuńZgadzam się ze wszystkim, co napisałaś.
Dlatego coraz bliższa mi idea minimalizmu, ale nie w tym totalnie ascetycznym wydaniu, tylko w kreowaniu prawdziwych a nie wyidealizowanych potrzeb.
Tak!!!!
OdpowiedzUsuńDziękuję wam wszystkim, ciesze się, że temat dotyczy tak wielu z nas :)
UsuńTrafiłaś z tym tekstem!!
OdpowiedzUsuńPrzed chwilą przy porannej kawie rozmawiałam o tym z mężem
Dokładnie tak!
No popatrz! telepatia, ale żeby aż tak... Pozdrawiam! :)
UsuńSzyłam dla córki powstawały małe cuda, dziś już nie szyję, ale robię coś innego też tworząc, starając się by umysł był sprawny nie popadł w stagnację codzienną rutynę. Nawet obiad można stworzyć coś z niczego lubię tak.
OdpowiedzUsuńAgnieszko tych słów pięknych prostych bardzo mi brakowało, potrafisz jasno przetworzyć swoje myśli w słowa:
"Oni rodzą się z kompleksów. Ze stawiania czoła ograniczeniom. Z pokonywania siebie. W ostatecznym rachunku wygrywają życie. "
Dokładnie tak jest, ze stawiania czoła ograniczeniom tworzymy siebie. Ograniczenie zapewne po to są by się im przeciwstawić.
Cudny post. ♥
i dodam Elu, ze na szczyt wchodzi się zawsze samotnie... ale póxniej mozna się nazywac zwycięscą i to cała tajemnica pokonywania życia! Pozdrawiam
UsuńAgnieszko!
OdpowiedzUsuńAleż Ty potrafisz wzruszać! Jak zawsze piszesz pięknie i jak zawsze o tym co ważne, bliskie, bardzo ludzkie..............Czy wszyscy pochodzący z Podlasia są tacy wrażliwi i wyjątkowi? Pozdrawiam ciepło i życzę miłej niedzieli- Ala Zych
Jakoś mi tak się samo pisze Alu... Bardzo serdecznie cię pozdrawiam
UsuńTo co napisałaś odczułam na sobie. Dzięki terapii uświadomiłam sobie, jaki skarb otrzymałam od życia/rodziców w postaci "trudnych czasów" i alkoholizmu. Dziś wybaczyłam, pogodziłam się z tym, co mnie spotkało i przekułam to w pozytyw.
OdpowiedzUsuńPiękny, cudowny post:)
wbrew pozorom to cenne dary, mimo, ze na początku je przeklinamy.
UsuńTak jak kilka z komentujących tu osób odnalazłam w tym tekście kawałek swojego życiorysu. Dziękuję Ci ,że tak to opisałaś . Ania
OdpowiedzUsuńPięknie to opisałaś:)))ja też odnalazłam tam trochę siebie:)))Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli życzę:)))
OdpowiedzUsuńwiem.... otaczam się samymi wartościowymi ludźmi, dzielimy po trosze ten sam los :) Pozdrawiam was moje drogie :)
UsuńPiękni i niezwykle trafnie to ujęłaś. To dziwne, ale poczułam, jakby było o mnie. Chociaż na pewno nie to miałaś na myśli. Niedawno zresztą coś takiego powiedział pośrednio o swoim synu mój brat. Że nie jest dobrze, gdy dziecko zanim zdąży o czymś zamarzyć, już to ma. Cóż, kiedy rodzic chce swemu dziecku dać wszystko, co może.
OdpowiedzUsuńwłasnie staram się ze wszystkich sił, by uchronić mego syna przed łatwościa, by nie stracił wrażliwosci... Wiesz, piszac ten post, czułam, że wielu z nas odnajdzie tam cząstkę siebie... Pozdrawiam.
UsuńNadmiar wszystkiego to współczesny dramat. Trafność i piękno słów wciąż wzbudza mój szacunek do Ciebie! Mam ochotę wydrukować ten tekst by móc go mieć pod ręką i sycić się nim....Uściski Agnieszko!
OdpowiedzUsuńBardzo trafnie to ujęłas Joasiu: Nadmiar wszystkiego to współczesny dramat, sciskam
UsuńPodpisuję się pod tym, co napisała Joasia:-)
UsuńPozdawiam serdecznie Agnieszko.:-)
Racja .
OdpowiedzUsuńJa kiedy moje córki rozżalone pytają czemu inne koleżanki mają .. Wiecej zabawek , sukienek , słodyczy ..... Konsekwentnie odpowiadam ... Żeby nauczyły się tez marzyć ... I cenić to co mają ...
Choć łatwo dziś o nadmiar , taki ścisły ascetyzm tez robi krzywdę i daje poczucie Gorszości . Trzeba znaleść złoty środek . U siebie , ale i w wychowywaniu dzieci.
bardzo fajnie powiedziane: by nauczyły sie marzyć :)
UsuńDziś mam o wiele więcej niż 20lat temu, kiedy byłam jedną z pięciorga gąb do wykarmienia. Nadal nie mam luksusów, nigdy jeszcze nie wyjechałam na zagraniczne wczasy, wciąż żal mi pieniędzy na drogi ciuch. A dziś zamiast jechać do galerii handlowej, postanowiłam, że idziemy na spacer w śniegu, który spadł w nocy i za chwilę może zniknąć.
OdpowiedzUsuńŻyję sobie tak pośrodku i więcej już nie chcę posiadać ponad zdrowie i codzienne szczęście płynące z prostych spraw. Nie chcę stać się marionetką mamony.
Te z staram się zachowac tę zdrową równowage, staram się byc uważna, by nie przesadzić z nadmiarem... Na razie się udaje, może dlatego, ze znam smak niedosytu i mam wiele pokory wobec zycia, a pieniądze traktuję jak energię, srodek, a nie cel. zqdaję sobie sprawe, ze fortuna kołem się toczy i doświadczyłam tego wielokrotnie na własnej skórze. To cenne doświadczenia, których bym za nic nie oddała. Ucza przytomności umysłu wobec róznych sytuacji.
UsuńNo i jak się z tym nie zgodzić?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Bardzo mądre i prawdziwe słowa.
OdpowiedzUsuńJak ma się wszystko to co ma cieszyć?
O czym marzyc, do czego dążyć?
Pozdrawiam serdecznie...
Nadmiar Aga nie cieszy-fakt;ale niedobór pieniędzy i taka sytuacja jaką mamy w Polsce;gdzie ludzie są szczęśliwi pracując za 1300 zł a nie euro-też nie cieszy...
OdpowiedzUsuńPrzerabiałam, przerabiałam... Nie jest mi obcy żaden rodzaj frustracji. Idealna jest równowaga, tylko tak ciężko jej doświadczyć i utrzymać w zyciu.
UsuńAgnieszko, Ty wiesz, jakie wartości cenię sobie w życiu najbardziej...
OdpowiedzUsuńI co by mnie ucieszyło, uszczęśliwiło, nie najpiękniejsza podróż, nie nowy ciuch na wyprzedaży, ale...