Ufff, poświętnie...
Całkowicie wypadłam z blogosfery przez te świąteczne dni. Niech usprawiedliwieniem będzie to, że byl to dla mnie iście swiąteczny maraton - przyjechalismy do domu dosłownie w ostatniej chwili. I codziennie, nieustannie jesteśmy w drodze. Nie ma czasu by na dłużej się zatrzymać - taki los wędrowca!
A w sobotę - w drogę powrotną. Będzie tak jak zawsze - paradoksalnie - po urlopie odpoczniemy dopiero w pracy! Ale nie ma co narzekać. Chwile z bliskimi, choć krótkie - są bazcenne! Zawsze mogłoby być gorzej i moglibysmy mieszkać nie 1500 km od domu, ale 15 000.
Dziś widziałam się z moją jedyną siostrzyczką, kochaną Malinką. By ją spotkać i wspolnie spędzić jeden dzień pogoniłam prawie 300 km. Gdy się rzadko widzi z bliskimi to warto choćby na te parę godzin.
Malinka mieszka w pobliżu uroczego kościółka świętego Floriana w Stalowej Woli. Nie może więc zabraknąć rysu historycznego:
Gdy mnie ujrzała moja siostrzenica Asia, wykrzyknęła, że mam sukienkę jak z dziecięcego musicalu " Pierścień i róża" ( pamietacie tę bajkę dla dzieci z katarzyną Figurą w roli księżniczki Andżeliki?):

film.onet.pl
Tylko księcia Bulbo brakowało! A oto moja sukienka, która przywołała jej skojarzenia ( chyba przez podobny kwadratowy dekold):
Sukienka jak większość moich "bajkowych" fatałaszków pochodzi z Mais il est où le soleil ?: o tutaj
Ma jedną niewątpliwą zaletę: Jest bardzo...hmmm, jak to powiedzieć... pakowna. Maskuje efekty świątecznego, nieposkromionego obżarstwa. Staram się dziś jeszcze ( póki śnieg na dworze) nie myśleć o odchudzaniu. Gdy słyszę to słowo od razu włącza mi się w głowie refren piosenki Violetty Villas: " Przyjdzie na to czas, na to czas, na to czas..."
Ten piękny wisior, który mam na sobie to prezent od Madzi, mojej chrześniaczki, buty - mężuś, kurtka - Esprit, a zamszowa torebka z ciuchlandu.
A w sobotę - w drogę powrotną. Będzie tak jak zawsze - paradoksalnie - po urlopie odpoczniemy dopiero w pracy! Ale nie ma co narzekać. Chwile z bliskimi, choć krótkie - są bazcenne! Zawsze mogłoby być gorzej i moglibysmy mieszkać nie 1500 km od domu, ale 15 000.
Dziś widziałam się z moją jedyną siostrzyczką, kochaną Malinką. By ją spotkać i wspolnie spędzić jeden dzień pogoniłam prawie 300 km. Gdy się rzadko widzi z bliskimi to warto choćby na te parę godzin.
Malinka mieszka w pobliżu uroczego kościółka świętego Floriana w Stalowej Woli. Nie może więc zabraknąć rysu historycznego:
"Na dolnosańskim szlaku architektury drewnianej, w centrum Stalowej Woli, znajduje się przepiękny kościół św. Floriana, który wraz z dzwonnicą, w otoczeniu starych sosen stanowi zabytkowy miniskansen architektury sakralnej. Wybudowany w 1802 roku we wsi Stany, w czasie II wojny światowej, został przeniesiony na to miejsce aby stać się pierwszą świątynią "Hutniczego Grodu"."
(http://www.floriansw.sandomierz.opoka.org.pl/)
"Kościół św. Floriana to niewielka drewniana świątynia pochodząca z początku XIX wieku. Wybudowany w 1802 roku, służył jako kościół parafialny we wsi Stany, położonej kilkanaście kilometrów od Stalowej Woli. Tereny tejże wsi w 1943 roku zostały przeznaczone przez Niemców na poligon wojskowy. W tej sytuacji ks. Skoczyński rozpoczął starania o pozwolenie na przeniesienie kościoła do Stalowej Woli. Pozwolenie to uzyskał i we wrześniu 1943 roku kościół został przeniesiony na obecne miejsce.
Ma 31 metrów długości, 15 metrów szerokości i 13 metrów wysokości (w tym dach o wysokości 7 metrów). Boczne przybudówki mają po 22 metry długości i szerokość 2,5 m."(http://www.floriansw.sandomierz.opoka.org.pl/)
Gdy mnie ujrzała moja siostrzenica Asia, wykrzyknęła, że mam sukienkę jak z dziecięcego musicalu " Pierścień i róża" ( pamietacie tę bajkę dla dzieci z katarzyną Figurą w roli księżniczki Andżeliki?):
film.onet.pl
Tylko księcia Bulbo brakowało! A oto moja sukienka, która przywołała jej skojarzenia ( chyba przez podobny kwadratowy dekold):
Sukienka jak większość moich "bajkowych" fatałaszków pochodzi z Mais il est où le soleil ?: o tutaj
Ma jedną niewątpliwą zaletę: Jest bardzo...hmmm, jak to powiedzieć... pakowna. Maskuje efekty świątecznego, nieposkromionego obżarstwa. Staram się dziś jeszcze ( póki śnieg na dworze) nie myśleć o odchudzaniu. Gdy słyszę to słowo od razu włącza mi się w głowie refren piosenki Violetty Villas: " Przyjdzie na to czas, na to czas, na to czas..."
Kiecka rewelacyjna;prosta w formie ale jednocześnie szykowna ;-); no i pierwszy raz spotykam się ze zwrotem;że ubiór jest "pakowny" ;-).
OdpowiedzUsuńCo zaś do odległości...poniekąd rozumiem Cię-średnia odległość do moich bliskich to 550 km..
Znów dokładnie w tym samym czasie pisalismy komentarze nawzajem u siebie :)
UsuńPozdrowienia dla siostrzyczki i jej rodziny, Agniesiu nie widzę, nic zbędnego co by trzeba "upakowywać" (a na zdjęciu "przybywa"nam podobno 5 kg). Sukienka naprawdę świetna,idealny krój dla Ciebie.
OdpowiedzUsuńEwa
Kochana Ewciu, dziękuję, też ucałuj swoich i do zobaczenia niedługo :):):) zadzwonię do ciebie przed wyjazdem jeszcze!
UsuńTyle szczegółów, że oczopląsu dostałem:-)
OdpowiedzUsuńA tak na serio to miło przejrzeć stare kąty i spotkać najbliższych. Niestety wczoraj pożegnałem już moje Pierworodne Szczęście, które odleciało za kanał La Manche.
Krzysztofie, juz niedługo i mnie to czeka, na razie Moje Szczęście jest ciągle w domu. Nie cierpię pożegnań!
UsuńOjjj Aguś jak pięknie wyglądasz :) Cudna sukienka !
OdpowiedzUsuńJa niestety się nie obroniłam przed wirusami, zawsze ostania dziedziczę ....leżę :*
Tak chwile z rodziną bezcenne, też bym dała wiele by móc znów z Tobą/Wami porozmawiac i spędzic trochę czasu :)
Pozdrawiam
Bardzo ci współczuję Beti, ja też ostatnia "zbieram" choroby w naszej rodzinie, trzymaj się ciepło i oby do wiosny, kochana!
UsuńAga, ja dobrze Cie rozumiem, ze gonilas 300km aby pobyc z siostra. Mnie jedna zmarla a z druga jestem bardzo blisko i jak sie spotkamy to tak jak Wy chodzimy pod reke;-) i mamy swoje malutkie sekrety.
OdpowiedzUsuńKiecka jest rewelacyjna, odslania co trzeba a to najwazniejsze i swietnie w niej wygladasz.
Szerokiej i bezpiecznej drogi powrotnej Agnieszko, serdecznie pozdrawiam:*
Amazing pics!!
OdpowiedzUsuńsukienka piękna, a sama zachwycasz:)
OdpowiedzUsuńzdecydowanie rozumiem poświęcenie jakim jest długa podróż aby choć chwile spędzić z bliskimi:)
pozdrawiam ciepło:)
Dzięki serdeczne :)
UsuńEla, najlepiej się zapewne ceni te chwile, gdy kogoś bliskiego zabraknie, ty już taka stratę rozumiesz - jedna z twoich sióstr odeszla... Przywiązuję wielka wagę do wspólnych chwil, są takie rzadkie... Jak to ks Twardowski pisał: śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą... Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńSukienka piękna! Nawiązanie do "Pierścienia i róży" nader trafne! Akurat oglądałam kilka dni temu :D Ależ ta Figura była piękna...
OdpowiedzUsuń300 km ?
OdpowiedzUsuńTo daleko jesteście od siebie...
Świetna sukienka :-)
Bywałem w Stalowej Woli. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńW dobie komputerow trzeba koniecznie spotykac sie w cztery oczy...KONIECZNIE!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
I sukienka, i wisior, i buty...wszystko fantastycznie współgra:-)
OdpowiedzUsuńPiękny ten kościółek, taki...hmmmm....z duszą :-) co wcale nie jest takie oczywiste, choć to budynek sakralny, niektóre kościoły są albo "zimne" albo jak otchłań:-)
A chwile spędzone z rodzinka - bezcenne - wiem cos o tym. Pozdrwiam!
Uroczy kościółek. Sukienka również :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam ten kościółek i sukienkę też :) na swój sposób;)
Usuńpamiętam tę bajkę, uwielbiałam ją ;)
OdpowiedzUsuńTwoja siostra ma bardzo oryginalne imię! Ostatnio mam fazę na wymyślanie imienia dla córeczki, której nie posiadam :-D Sukienka jak u Rózi, faktycznie! Ale gdzie czepek do kolekcji? ;-)
OdpowiedzUsuńSuper zestaw, wisior petarda ! ;)
OdpowiedzUsuńpodoba mi się to określenie wisiora :) dzięki!!!
UsuńChwile z bliskimi są bezcenna:))większość mojej rodziny mieszka w promieniu 30 kilometrów a ciągle mało bycia razem:)))bardo lubię kościoły a jak jeszcze jest stary z pięknymi malowidłami mogę tam przebywać godzinami:)))sukienka jest naprawdę bajkowa po prostu śliczna i wyglądasz super:))))Pozdrawiam obie panie bardzo serdecznie
OdpowiedzUsuńReniu, szczęściara z ciebie!
UsuńIm więcej kilometrów dzieli, tym bardziej się tęskni :-) Z Twojej siostrzenicy bystra dziewczyna:-)Oprócz sukienki mi bardzo podobają się Twoje ( chyba) zamszowe kozaczki. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńdziękuję, tak to zamszowe kozaczki, ktore kupil mi mąż bodajże rok temu. wtedy nie zdążyłam w nich pochodzić - teraz jak znalazł! :)
UsuńPrzepięknie w tej sukience wyglądasz! jak miło popatrzeć na siostrzane ciepło, ach..
OdpowiedzUsuńJesteś usprawiedliwiona, takie chwile z bliskimi są najważniejsze, ślicznie z siostrą wyglądacie, ja ze swoją widuje się co drugi dzień ale mamy do siebie 15 min.pieszo.. Uwielbiam takie kościoły, one mają "duszę". Sukienka cudna, ślicznie w niej wyglądasz...a u mnie zima na całego, już do znudzenia...pozdrawiam...
OdpowiedzUsuń15 min pieszo... och, jak fajnie!
UsuńTak... chwile spędzone z bliskimi są bezcenne, zważywszy, iż rzadko się widujecie.
OdpowiedzUsuńSukienka faktycznie bajkowa i wisior fantastyczna, modelka równie śliczna.
Serdeczności!
Cześć, Aguś - wysłałam Ci dzisiaj króciutkiego maila. Wyglądasz pięknie! Ściskam, Martyna :-)
OdpowiedzUsuńoj fajna fajna ta księżniczkowa sukienka :) no i jak miło spotkać rodzinkę. Mima na świeta wyjechała do Dziadków do Wilna a ja zostałam z Babiszonkiem. pozdrawiam jak zawsze cieplutko cieplutko z tej zasypanej sniegiem Polski :)
OdpowiedzUsuń"W życiu piękne są tylko chwile..." Dziekuję za te chwile :)
OdpowiedzUsuńmiałam racje z ta Różą, sukienki i figury podobne :D
OdpowiedzUsuńbuziaki szafiarko,
A.
podobne jesteście ;)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście podobne sukienki ;-)
OdpowiedzUsuńsukienka świetna :) a funkcja pakowności nieoceniona :)
OdpowiedzUsuńUroczo :)
OdpowiedzUsuńTaka pakowna sukienka to prawdziwy skarb. U mnie też święta zaraz widać hi, hi... Śliczny wisiorek:)
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi sie Twoja sukienka; i swietnie w niej wygladasz; pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń