Ponad podziałami. Notre Dame de Chapelle.
Jest prawie południe, 31 kwietnia 2006 roku. Majestatyczny kościół, jeden z najstarszych w Brukseli, zapełnia się ludźmi. Tłumnie i śpiesznie podążają w jego kierunku. Milcząco, w skupieniu. Jest ich coraz więcej. Dominują Polacy i Belgowie, ale nie brakuje innych narodowości. Mury świątyni, w swoim ponad osiemsetletnim życiu widziały już wiele. Przeżyły pożary, dewastacje, bombardowanie. Stojąc w centrum popularnej dzielnicy Marolles, niedaleko słynnego Grand Placu i w bezpośredniej bliskości Place du Sablon, dają schronienie młodzieży, zakochanym parom, żebrakom. Bruksela to takie jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie nie musisz iść do muzeum, by oglądać dzieła sztuki, jak tu w kościele Notre Dame de Chapelle, gdzie całkiem za darmo możesz kontemplować malarstwo Pietera Bruegela Starszego. Do dziś istnieje jego dom na sąsiedniej ulicy Wysokiej ( Rue Haute) a doczesne szczątki artysty znajdują się w kościelnych katakumbach. Budowla częściowo w stylu romańskim i brabandzkiego gotyku poraża surowością ścian, a zarazem zachwyca przepięknymi witrażami, malowidłami i płaskorzeźbami. Ze względu na doskonałą akustykę, odbywają się tu koncerty.

Na przylegającym do kościoła placu – niegdyś cmentarzu – mają miejsce liczne plenerowe imprezy. Tuż przy zakrystii stoi budka z „belgijskim spagetti” czyli frytkami, a do niej, bez względu na porę roku i pogodę długi ogonek klienteli.
To miejsce, a zwłaszcza kościół, ma swój polski akcent. Odkąd mała Misja Katolicka przy Rue Jourdan w dzielnicy Saint Gilles zaczęła pękać w szwach, tutaj przeniesiono wszystkie niedzielne msze i nabożeństwa. W pogodne dni, turyści, zwłaszcza młodzież wygrzewają się siedząc na kamiennych schodkach jak kury na grzędzie. Naprzeciw świątyni znajduje się restauracja słynąca z podrobów i doskonałej, życzliwej, dyskretnej obsługi.
Dwa kroki dalej w dół, zaskoczy cię swoim widokiem inny kościół, malutki, jednonawowy. To kościół Brigittines. Reprezentuje styl baroku włosko-flamandzkiego. Do niego dobudowano identyczny w kształcie, ale na wskroś nowoczesny obiekt. Kościół nie miał szczęścia. Przechodził z rąk do rok, pełnił na krótko różnorodne funkcje, by w końcu stać się na dłużej Centrum Sztuki Współczesnej Ruchu, zwanego Akademią Ruchu.
Poszlibyśmy jeszcze dalej i dalej, Rue Haute, aż do Szpitala Świętego Piotra, odwiedzając po drodze liczne antykwariaty. Nie sposób też nie zahaczyć o "pchełkę", napopularniejszy targ staroci w Brukseli i jedyny taki targ w Europie – czynny siedem dni w tygodniu. „Pchełka” usadowiła się ( dosłownie) u stóp innego kościoła, który słynie z tego, że raz do roku święci się w nim: psy, koty i inne zwierzaki.
Zagalopowałam się w tej wedrówce wgłąb starej robotniczej dzielnicy Marolles, wracam więc do Notre Dame de Chapelle.
Tamtego wiosennego przedpołudnia, o którym
wspomniałam na początku, nie słychać szumnych gwarów. W kościele wypełnionym po
brzegi panuje dziwnie podniosła atmosfera. Przedstawiciele różnych religii,
narodowości, wierzący i niewierzący zebrali się by uczestniczyć w nabożeństwie poswięconym
siedemnastoletniemu Belgowi. Chłopak został brutalnie zamordowany, ponieważ nie
chciał oddać napastnikom Mp3. Joe
Van Holsbeeckowi zadano pięć ciosów nożem. Oburzenie, gorycz, bezsilność. W
pokojowym marszu przeciwko nasilającej się w mieście przemocy przeszło ulicami
osiemdziesiąt tysięcy osób. Początkowo, nie łączono tej sprawy z Polakami.
Kamery przemysłowe zarejestrowały ciemnoskórych agresorów. Sugerowano, że to
mieszkańcy północnoafrykańskich krajów. Jednak bardzo szybko napastnicy okazali
się polskimi Romami.
Niedowierzanie, konsternacja. Nagle okazuje się,
że każdy Belg zna jakichś Polaków. I to od tej dobrej strony. Polski ogrodnik,
sklepikarz, opiekunka do dziecka, miła sąsiadka z naprzeciwka... Solidni,
usłużni, życzliwi, pracowici... A tu
Polak zabił...
Reakcja Polonii jest natychmiastowa. Rodzice
chłopaka otrzymują od dzieci ze wszystkich belgijskich polonijnych szkół worki listów
i rysunków. Kondolencje, wyrazy solidarności i potępienia zbrodni. Życia to nie
wróci, ale widocznie robi na rodzicach duże wrażenie, bo zgadzają się
uczestniczyć w nabożeństwie, które transmituje znany kanał ogólnokrajowej
telewizji. W uroczystości biorą udział przedstawiciele polskich władz. Wydarzenie staje się ogromnym happeningiem przeciw przemocy. Jeszcze
kilka lat później moi belgijscy znajomi wracają do tego wydarzenia. Mówią z
podziwem o naszej solidarności, jedności, gotowości.
Czas wracać do domu. Idę więc znów w pobliże
Placu Sablon, gdzie zaparkowałam auto. Zahaczam jak zwykle o piekarnię „Pain quotidien” . Nie mogę oprzeć się wypiciu lemoniady ze świeżych malin. Mniamm!
Przemocy teraz wiele, szkoda, że jacyś polscy Romowie niszczą bardzo dobrą reputację Polaków, bo przecież, tak jak pszesz, każdy Belg zna jakiegoś Polaka i to od tej dobrej strony. Tak to jest, że jak usłyszymy, że coś złego zrobił przerdstawicel jakiejś nacji to zaraz mówimy źle o wszystkich. Marsz przeciwko przemocy, to łączy, to jest ponad podziałami.Na początku u nas Polaków jest solidarność i jedność, potem kłótnie i...nienawiść /jak po katastrofie w Smoleńsku/. Masz szczęście, że możesz oglądaś tyle wspaniałych zabytków a sok z malim...mniammm, już nie mogę doczekać się na świeże malinki...pozdrawiam...
OdpowiedzUsuńNo właśnie, jednoczymy się w chwili zagrożenia, a w czasie pokoju skaczemy sobie do gardeł...
UsuńPrzemoc nie zna granic ani narodowości, nie ma nacji, która byłaby od niej wolna.
UsuńTak, tylko czasami mamy tendencje do generalizowania.
UsuńDzięki za piękną wycieczkę:)Przemoc, wszędzie jej pełno, niestety. Malinowa lemoniada, powiadasz???? Pychotka. Moje krzaczki malin mają ok. 10 cm wzrostu. Daleka droga przed nimi, ale ja jestem cierpliwa:)pozdrawiam
OdpowiedzUsuńza to pomyśl jaki niepowtarzalny smak będą miały twoje malinki jak dojrzeją! :)
UsuńPięknie tam u Ciebie:)))Polak to skomplikowany człowiek w obliczu zagrożenia potrafi pomagać życie by oddał za drugiego...ale w codziennym życiu tak ciężko mu współpracować:Pozdrawiam serdecznie i dobrej nocy życzę:)))))
OdpowiedzUsuńReniu, dzięki! brakowało mi tego słowa: masz rację, Polak to skomplikowany człowiek, bardzo trafnie to ujęłas! :)
UsuńFunny, a frituur that also make advertising for pitta. Nice church.
OdpowiedzUsuńGreetings,
Filip
filip, I noticed the same thing :)
UsuńZ Tobą Aguś, to sobie można fantastycznie pospacerować. Napisz proszę książkę, przeczytam od deski do deski. Moze to być w formie postów, dosłownie, przeniesione na papier i wszystkie razem w jednym miejscu:)A Polacy potrafią rzeczywiście, są zazdrośni zawistni często, źle życzą w duchu, obgaduja sukcesy, ciesza się z porażek bo "wiedzieli ze tak będzie" ale kiedy coś złego się wydarzy tak naparwdę-lecą pomagać, bez względu na koszty, czas i wszystkie inne przeszkadzajki. Mamy w sobie cos wielkiego :)
OdpowiedzUsuńdzięki kochana, rozważam to :) bardzo dziękuję za wsparcie, jako naród rzeczywiście jesteśmy i fantastyczni i okropni zarazem :) ale chcę wierzyć, że więcej mamy pozytywnych cech! :)
UsuńDziękuję Ci za wszystkie piekne komentarze u mnie. Nie wiem czy na nie zasłużyłam, ale czyta się cudownie :) dzięki i miłej nocy :)
OdpowiedzUsuńChcę tam być, zaraz, już!
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje pisanie (chyba już to mówiłam?), a gdybyś w przyszłości wydała przewodnik to daj znać:-) będzie świetny!
Madziu, wszystko mozliwe. jeden blogger idzie już do Brukseli - pieszo! To znaczy docelowo idzie gdzie indziej, ale przez Brukselę :) To Mironq, o tutaj jest:
Usuńhttp://mironq.blogspot.be/2013/04/79-koncert-zyczen.html#comment-form
Dużo rowerów pod kościołem...
OdpowiedzUsuńTak Belgowie chętnie jeżdżą ?
O, tak! Jest szał na rowery miejskie, a ma byc ich jeszcze więcej, napisze kiedyś o tym oddzielny post! :)
UsuńBardzo ciekawy spacer okraszony ciekawą narracją o historii i Polakach. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńnie ma za co, z przyjemnoscia polecam sie do uslug :)
UsuńPięknie wędrujesz i wspominasz Agnieszko :-)
OdpowiedzUsuńSerdeczności.
P.S. Przypomniałam sobie że w Antwerpii zwiedzałam kiedys Muzeum-Dom Rubensa. Mam jeszcze informator z tego miejsca.
O, tak Antwerpia jak i cala Flandria bogata byla w artystow. zyli tu , tworzyli, umierqli. Moze kiedys i tam sie udam by was oprowadzic wirtualnie , sciskqm :)
UsuńLubię te Twoje spacery z opowieściami.
OdpowiedzUsuńPozdravki
a ja pozdrowka :)
UsuńStary kościół ze świetną akustyką. No właśnie.
OdpowiedzUsuńTe nowoczesne kościoły wyglądające czasami jak efekt bezsennej nocy architekta dodatkowo są bardzo kiepskie jeżeli idzie o akustyk. A przecież teraz można wszystko symulować na komuputerze. Trzeba tylko chcieć. Tym większy szacunek dla starych mistrzów.
wszystko jakos bylo lepiej dopracowany niegdys i to bez udzialu takiej zaawansowanej techniki jak dzis, masz racje , wiele nowoczesnych kosciolow poraza nie tylko wygladem ( mijajac taki jeden w moich okolicach, nieustannie szukam odpowiedzi: co autor mial na mysli?), ale fatalna akustyka. trzba wysilac sie by cokolwiek zrozumiec , dzwiek odbija sie hukiem od scian jak w studni...
UsuńDzięki za tę wirtualną wycieczkę.
OdpowiedzUsuńSerdeczności!
Piękną i ciekawa wycieczkę mi zrobiłaś, to moje klimaty, dzięki.
OdpowiedzUsuńLubię te wirtualne spacery wraz z Twoimi opisami, opowieściami :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że napisanie przewodnika w Twoim wydaniu to był by hit.
Ciekawe zdjęcia...wspaniale opowiadasz, jednak czuję niedosyt, kiedy przeczytałam, że zatrzymałaś się na lemoniadę ze świeżych malin to miałam nadzieję, ze zobaczę Cię jak sączysz ten cudowny napój a tu....nic:-)
OdpowiedzUsuńBrakuje Twojego zdjęcia na końcu tego posta...heheh
pozdrawiam ciepło
Ela, czasami daje wam od siebie odpoczac na rzecz ciekawszych zdjec :)
UsuńNie chce moich wiernych czytelnikow wpedzic w przesyt, na zasadzie obawy, ze jak otworza lodowke, to im i stamtad violetowa aga wyskoczy :):):)
ale juz w nastepnym poscie wiecej agi bedzie, hi, hi :)
świetne zdjęcia ;)
OdpowiedzUsuńfantastyczne zdjęcia i opowiadanie też bardzo przykuwające uwagę! chcę się czytać :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńWow, I just found your blog and its so amazing! Really great talent you have there, keep up the good work, and maybe visit me if you can too. I follow you now
OdpowiedzUsuńTamara
www.theglamandglitter.com
no proszé ja w ostatni wtorek piłam tam lemoniadę, chodzimy sobie po piętach :)
OdpowiedzUsuńrzeczywiście! kiedys niechcacy na siebie wpadniemy. na szczęście wiem jak wyglądasz :)
OdpowiedzUsuńCoś niesamowitego :)
OdpowiedzUsuńAmazing pics!!!!!
OdpowiedzUsuń<3
It's so beautiful! Great pictures :)
OdpowiedzUsuń- Camilla
happycompletehome.blogspot.com
Hej Aguś dziękuję za kolejną wycieczkę :)
OdpowiedzUsuńPrzemoc.. hmmm temat rzeka ....
Kreseczko, nie moge w zaden sposob sie do ciebie "dobrac", jak wejsc na twoj profil?
UsuńEch... Przerażająca historia z tym chłopcem. Nie wiem skąd biorą się tacy zwyrodnialcy. Okropne i niepojęte. Ja tego nie ogarniam!!!
OdpowiedzUsuńKościoły to niewyobrażalne majątki gromadzone pokoleniami. Piękne, wyniosłe ale wiesz, że dla mnie największa świątynią jest las:)
Ps. Ja to bym się odnalazła na tej rampie:)
Pozdrawiam cieplutko.
Jak zawsze Aga świetnie napisane:)
bliżej natury, najbliżej Boga :) dokładnie, dla nmnie jesteś taką leśną boginką :) ściskam
Usuńcudne zdjecia !
OdpowiedzUsuńpozdrawiam;)
FC
ciekawe miejsce uwiecznione na pięknych zdjęciach~!
OdpowiedzUsuńściskam