sobota, 12 września 2015

Prawo gościa.


Wobec dyskusji, ktora rozpętała się i trwa w całej Europie nie mogę pozostać obojętna. Zazwyczaj unikam tematów, które wszystkich dzielą. Zazwyczaj unikam tematów, co do których wszyscy mają rację. Ale ten temat, w jakimś stopniu dotyczy mnie osobiście, więc mam prawo powiedzieć, co konkretnie JA o tym sądzę. I nikt nie musi się ze mną zgadzać.


Imigranci.
Muzułmańska kolonizacja Europy, czy ucieczka przed śmiercią zdesperowanych ludzi? Obie strony bombardują się zdjęciami mającymi być argumentami na "tak" lub "nie". Media kreujące rzeczywistość, mogące dowolnie naświetlić pożądany aspekt konfliktu, nie są dla mnie miarodajnym autorytetem...
Ale jako, że mam pewne doświadczenie w temacie, pozwólcie, że będę mówić tylko o sobie w kontekście problemu imigrantów. Oprę się na swoich własnych doświadczeniach i spostrzeżeniach. Są oczywiście bardzo subiektywne. Ale przecież, w przypadku ludzkich sądów, opinii i światopoglądów - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... Zawsze!

Byłam kiedyś po drugiej stronie. Byłam, a właściwie ciągle jestem imigrantką. Od dwudziestu lat korzystam z gościnności niewielkiego państwa w środku Europy. Znam swoje prawa, a najgłówniejszym z nich - szanować ludzi, którzy mnie przyjęli i nie nadużywać gościnności. 
I tak staram się postępować.
Pracuję. Mam dobrą pracę, ale nie zawsze tak było. Na początku imałam się czegokolwiek, bo korzystanie z zasiłków, mając obie ręce zdrowe, uwłaczałoby mi bardziej, niż mycie garów w barze, czy sprzątanie. Nigdy nie korzystałam z socjalu. Dlatego śmieszą mnie czasem wygórowane ambicje moich rodaczek. ("Nie po to sie uczyłam tyle lat, by...") Ale to taka mała dygresja odchodząca od głównego tematu.
Pomijając wszelkie uwarunkowania, jedno jest pewne i nie budzi żadnej mojej wątpliwości. 

Odruchowo ZAWSZE biegnę na pomoc. Nie ma innej opcji.   I nie ma znaczenia kim jest człowiek w potrzebie. To impuls bezwarunkowy, moje credo, religia, filozofia... Nazywam siebie Chrześcijanką. Nie wyobrażam sobie bym mogła nie pomóc komukolwiek, kto o to poprosi. 

Ale użyczanie gościnności i korzystanie z niej wymagają pewnych subtelności i niepisanych reguł. 
Użyczam Ci swego domu, dzielę się swoja miską i serdecznością, poświęcam Ci swój czas i uwagę, odstępuję Ci swoje łóżko, ale nie zapominaj, że to ciągle MÓJ DOM i ja tu ustalam zasady życia. Jeśli w jakimś stopniu moja gościnność jest niewystarczająca, godzi w twoje przekonania, religię lub Cię uwiera w jakikolwiek sposób, możesz skorzystać z prawa wolności i odejść. 
Ale nie próbuj zmieniać porządku mego życia. To Ty jesteś tu gościem, a ja gospodarzem. 
I nie wymachujmy jak szabelką frazesami o demokracji. Bo dopóki jej zasady są stosowane tylko przez jedną ze stron, a przez drugą nginane do wyegzekwowania swoich praw, jak to się nagminnie dzieje w kraju, w którym mieszkam, pozostanie ona pustym frazesem i potężnym narzędziem manipulacji. 


 Z imigrantami jest trochę tak jak gośćmi w domu. 

Nasz dom jest i był zawsze otwarty na ludzi. Na przestrzeni naszego (juz wkrótce) 23-letniego małżeństwa, można na palcach jednej ręki policzyć lata, gdy mieszkaliśmy sami. Oczywistą dla nas sprawą było, że ciągle trzeba kogoś przyjąć, a to ze znajomych, a to z rodziny, jak nas kiedyś przyjęto. Na swój sposób lubię ten pulsujący pełnią życia, wymykający sie wszelkim schematom dom. Ale czy nie zdarzyło Wam się nigdy, że przyjmujecie kogoś pod swój dach, mimo pewnych niedogodności z tym związanych, a ten ktoś po kilku tygodniach zaczyna zachowywać się roszczeniowo, wprowadzać swoje zasady, w końcu próbować zawłaszczyć twoje życie? I to co było dotąd twoim przywilejem, twoją dobrą wolą - staje sie obowiązkiem? W zamian za gościnne otwarcie na oścież drzwi otrzymujesz krytykę, niechęć, a nawet nienawiść. Oczywiście tak być nie musi, ale się zdarza - dobrze o tym wiemy. 
Kilka lat mi zajęło by zrozumieć, że to ja ustalam zasady. I że komunikat musi być prosty i czytelny dla innych. 



Opisana sytuacja domowa to mikroskala tego co się dzieje w społeczeństwie. Empatia i pomoc - TAK. Rezygnowanie ze swoich zasad życia, wbrew sobie na rzecz obcych -NIE. 


23 komentarze:

  1. Agnieszko, bardzo sie ciesze, ze poruszylas TEN temat. Nie moglabym sie z Toba niezgodzic, prezentujesz moje odczucia. Poza tym - chcesz ratowac swoje zycie - szanuj tych, ktorzy ci to umozliwiaja.Podporzadkuj sie ich zasadom i badz wdzieczny. Jezeli naprawde o ratowanie zycia ci chodzi... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą. Korzystam z czyjeś gościnności i szanuję jego dom, a nie przestawiam w nim mebli, ani nie domagam się, by gospodarze żyli jak ja. Tylko że oni tego nie rozumieją i chyba nie chcą zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno się z Tobą nie zgodzić:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. I to jest sedno sprawy... powiedziałaś dokładnie to, co kiedyś premier Australii i prezydent Słowacji. Prawo gościa: Nikt tu Cię nie zapraszał ale skoro już jesteś to szanuj i się dostosuj ale nie wprowadzaj swojego porządku, reguł, prawa. Jeśli Ci one nie odpowiadają do odejdź i wracaj tam, skąd przyszedłeś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aguś, takie są prawa gościnności.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podpisuje sie pod Twoim tekstem obiema rekami.

    OdpowiedzUsuń
  10. No fakt...Jesteś delikatniejsza...;o)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie sposób ująć tego lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Z pewnością wiesz o czym piszesz.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. AGNIESZKO,

    ŚWIETNY POST!
    ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ W 100%
    POZDRAWIAM SERDECZNIE:)*

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się Agnieszko, bardzo mądry wpis. Jeśli jesteś gościem szanuj gospodarza. Proś a nie żądaj.
    Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze napisałaś, zgadzam się.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. I o to chodzi,Popieram stanowisko. Pozdrawiam serdecznie Agnieszko.

    OdpowiedzUsuń
  17. powtórzę za wszystkimi, popieram w 100 %
    uściski :*

    OdpowiedzUsuń
  18. BRAWO, AGNIESZKA! Dokładnie tak samo myślę!
    Wielu z nich głośno i publicznie mówi,że to nie islam ma się podporządkowac Europie, to Europa ma się podpoprządkować prawu islamu. tego się właśnie BOJĘ!

    OdpowiedzUsuń
  19. I ja podpisuję się pod Twoimi słowami. Bardzo mądrze to ujęłaś.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń