środa, 10 lipca 2013

Surrealizm za rogiem.




Dziwnym krajem jest ta Belgia. Przesiąkniętym absurdami. W życiu, sztuce, polityce. Mimo, że sie wydaje, że lada chwila rozpadnie sie na milion kawałeczków, ona sobie trwa w najlepsze. I nieźle ma się. Nie sposób mówiąc o tym państwie i jego stolicy nie wspomnieć o surrealiźmie. 


I nie tylko dlatego, że Belgia wydała jednego z największych prekursorów tego kierunku Magritta. Jego muzeum istniejące od kilku lat na placu królewskim należy do kategorii: must be,  a naprawdę warto.  Rene Magritte może nie dorownuje sławą Salvadore Dali, ale do mnie jego twórczość przemawia bardziej niż bohomazy tego drugiego. Rene nadał zwykłym rzeczom, zjawiskom, przedmiotom nowego znaczenia. Jego obrazy są jakby wyszły przed chwilą z książeczki z bajkami. Fruwające meloniki, jabłko zamiast nosa, okna i ludzkie wnętrza wypełnione błękitnymi obłoczkami i dużo, dużo fajek!
Taki surrealizm lubię, z takiego surrealizmu zbudowana jest Bruksela. Gdy rozum spodziewa się znanych treści przypisanych obrazowi – nagle jest zmuszony do gimnastyki. Bo oto okazuje się, że tam gdzie u wszystkich ludzi jest nos – u Magritta jest zupełnie co innego!



Tyle tu nagromadzone absurdów i dziwactw.  Poczynając od narodzin Belgii. Mówi się, że powstała (została wymyślona) w... operze przez paru patriotycznych zapaleńców. A zwykłe życie przeciętnego mieszkańca Brukseli naszpikowane jest absurdem jak wielkanocna babka rodzynkami. Sędziwa babuleńka zwraca ci uwagę, że powinieneś zwracać się do niej panienko, a nie pani. O 15.00 nikt nie obsłuży w żadnej restauracji, mimo, że o jedzeniu Belgowie mogą rozmawiać dużo i z niespotykaną u nich namiętnością. Policjant nie używa kierunkowskazów w aucie, a dzwoniąc na pogotowie we Flandrii nikt nie udzieli ci pomocy jeśli nie rozmawiasz po flamandzku. Gdy codziennie staję wobec podobnych sytuacji myślę sobie:”Witaj w Belgii!”


Surrealizm belgijski jest obecny wszędzie, ale najbardziej widoczny jest w architekturze. Tu realne miesza się z tym co wymyślone, potraktowane jako żart, prowokacja. Pragmatyczni Belgowie mają swoiste poczucie humoru, zaskakują spojrzeniem na świat i życie.


Jadąc do pracy przejeżdżam codziennie przez jedno z największych w Brukseli rond: rondo Montgomery. Wszystko piekne, ładne, monumentalne, dostojne. Pośrodku ronda szumi wielka fontanna, jedna z odchodzących od niej ulic to fantastyczna Avenue de Tervuren. U wylotu drugiej ulicy znajduje się renomowany College St Michel, jedna z najbardziej snobistycznych szkół w Brukseli. Codziennie rano na wielopasmowym rondzie trwa samochodowa przepychanka: kto szybszy, większy, sprytniejszy. Na to wszystko z kamiennym spokojem spogląda generał Montgomery, a z jego generalskiego beretu spływaja stróżki gołębich kup. 


Aż tu nagle, mój wzrok przyciąga, jakby wyjęte z kontekstu... metalowe krzesełko o wysokości kilku metrów. Podobne jest do tych na jakich siedzą ratownicy na basenie – takie bocianie gniazda. Uważny obserwator zauważy jednak, że brakuje stopni, po których można byłoby się na nie wdrapać. Na pierwszy rzut oka rzeźba wydaje się zupełnie nie na miejscu: jak pięść do nosa, jak złudzenie. Ilekroć przejeżdżałam w pobliżu zastanawiałam się, co autor miał na myśli? Dopiero niedawno się dowiedziałam. Ciemny człowiek jestem na współczesnej sztuce się nie znający. Otóż pomnik jest efektem współpracy polskiej poetki Agnieszki Kuciak z belgijskim artystą Peterem Weidenbaumem w ramach projektu „ W stronę Brukseli” realizowanego wiele lat temu. Jego celem było wprowadzenie sztuki, w tym poezji do przestrzeni miejskiej.


Duch surrealizmu ma nie tylko materialny, namacalny wymiar. Nie wiadomo co jest prawdą, a co złudzeniem. Najbardziej spektakularnym, surrealistycznym wydarzeniem był zainscenizowany w 2006 roku... rozpad Belgii. W ciągu jednej nocy w części miasta wyrosły budki graniczne, blokady i bariery inscenizujące podział kraju na Walonię i Flandrię. Wedle tego podziału miałam mieszkać w flandryjskiej, tej „lepszej” części Belgii (lepiej rozwiniętej gospodarczo), ale mieszkańcom części walońskiej wcale nie było do smiechu. Autorem pomysłu byli dziennikarze jednego z tutejszych kanałów telewizyjnych RTB. Fikcyjny podział kraju w ciągu jednej nocy wprowadził ogromny zamęt w społeczeństwie, doprowadził do kilku ataków serca i kryzysów nerwowych, a także zawirowań finansowych wielu sektorów gospodarki. No i było o czym debatować przez następne długie miesiące i lata. Ponoć nawet posypało sie wiele procesów za poniesione straty materialne i, a moze zwłaszcza – moralne.
No, a rzeka, która jest, a jakby jej nie było?


Bruksela jest jedną z nielicznych stolic na świecie nie posiadających swego naturalnego kręgosłupa jakim jest przepływająca przez miasto rzeka.  Taka jest popularna wersja.
Zaraz, zaraz! Ale przecież rzeka istniała -  kiedyś jej koryto wyznaczały obecne Boulevard Anspach i Lemonnier i co więcej – nadal sobie płynie. Tyle,  że teraz została...ukryta pod ziemią. Wybudowano kanał, częściowo zmieniono bieg koryta i biedaczkę zagoniono do ziemi zamieniając ją w system kanalizacji i scieków. Ponoć można gdzieniegdzie zobaczyć jej naturalne fragmenty wyłaniające się spod ziemi, ale ja tych miejsc nie znam.  Napiszę kiedyś o tym więcej w oddzielnym poście.








41 komentarzy:

  1. Bobasy raczkujące po budynkach ujęły mnie, szkoda tylko, że czarne. Biedna rzeka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zobaczyłam ten budynek w bobasach to pomyślałam, że wygląda to jak jakaś inwazja bobasów :)

      Usuń
    2. A wiesz może co się znajduje w budynku z bobaskami? Mi się kojarzy z jakims oddziałem położniczym ;d

      Usuń
    3. To zwykly blok mieszkalny, apartamenty :)

      Usuń
  2. Twój post do mnie przemówił, aczkolwiek surrealizmu nie jestem w stanie zaakceptować.
    Dobrze, że " o gustach się nie dyskutuje".
    Pozdrawiam i czekam na c.d.

    OdpowiedzUsuń
  3. :-)))
    Rzeczywiście , jest bardzo surrealistycznie :-)
    Wybieram przedostatnie zdjęcie ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowite to wszystko co piszesz i ciekawe :) Podoba mi się ten belgijski surrealizm :)
    W Brukseli byłam dosłownie przelotem, przesiadając się z pociągu TGV na samolot do Polski. Pamiętam tylko piękne kamienice. A to, co pokazujesz, zupełnie mnie zaskoczyło. chyba muszę pojechać tam jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki krótki pobyt to dużo za malo! Zapraszam na dłużej :)

      Usuń
  5. To bardzo interesujący kraj:)))raz oglądamy piękne antyczne budowle a innym razem dość dziwne:))))wspinające się dzieci przyciągają wzrok szczególnie:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy post :) bobasowy budynek hi hi ciekawe czy w Polsce kiedyś coś takiego zobaczymy :D Agnieszko nie zawsze piszę ale czytam i mam Cię na ,,oku" ;)))
    ( totalny bak czasu ) pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, u mnie to samo! Jestem wierną czytelniczka wielu blogów, w tym twego, ale nie zawsze pozostawiam slad, jak mówisz - totalny brak czasu - w końcu przychodzi tqki dzień, że biorę "na warsztat" jeden z ulubionych blogów i lece "od deski do deski" nadrabiajac komentarze i lekturę postów, które mi gdzieś "umknęły" :) Pozdrawiam

      Usuń
  7. Tylko Monty taki tradycyjny.
    Lubię być zaskakiwany sztuką
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. i nie tylko sztuką :) lubię być ciągle zaskakiwana zyciem, tylko pozytywnie oczywiście!:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Tezeba przyznać, ze pokazane na zdjęciach realizacje zawierają dużo humoru, zaskakują i są bardzo oryginalne. Szczególnie dzieciaczki wspinające się po ścianie wieżowca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie bardzo rozumiem, czemu nie lubisz Dalego, skoro lubisz Magritte, dla mnie Dali jest zakręcony w tę samą stronę, ale o gustach się nie dyskutuje :) Niektóre z tych instalacji są całkiem fajne. Nie gustuję w sztuce współczesnej (w sensie najnowszej), często odnoszę wrażenie, że gdyby nie oprawa i umiejscowienie w galerii nikt by się nie domyślił, że to sztuka. Ale takie estetyczne (?) zaskoczenia są całkiem OK> Podoba mi sie zwłaszcza to czerwone nibydrzewko.
    Ponieważ na co dzień żyję w kraju absurdu zwanym Polską, belgijskie absurdy jednak mnie nie zaskakują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn trudno powiedzieć, że w ogóle kocham ten rodzaj sztuki. Mialam na mysli, że jesli już to wole Magritta, nawet trudno powiedzieć mi dlaczego. Niektore obrazy Dalego wydają mi się jakieś takie...makabryczne(reka, noga, mózg na scianie), chociaż lubię jego motyw ust, zwlaszcza w sztuce użytkowej. No i perfumy kiedyś lubiłam o tej nazwie:)
      Sztuka jest tak wzgledna rzeczą i często o tym co ma być sztuką i co ma być "ładne" i "wartościowe" decydują opiniotworcze środowiska i panujące aktualnie trendy. Jak nieraz czytam różne biografie to okazuje się, że niektórzy artyści nie mieli szansy zaistnieć, bo akurat nie byli "na fali", albo wprawia mnie w zdumienie, że ktoś tam tworzył w jakimś pijackim amoku różne bełkotliwe dzieła, ktore doczekały się poważnych interpretacji różnych opiniotwórczych krytyków.
      Ja tam prosty czlowiek jestem i średnio znam się na sztuce. Oceniam według kryteriów: albo czuje to coś i mi się po prostu podoba, albo nie.
      Masz rację Polska jeśli chodzi o absurdy jest kopalnia pomysłów:)

      Usuń
  11. Nie bardzo rozumiem, czemu nie lubisz Dalego, skoro lubisz Magritte, dla mnie Dali jest zakręcony w tę samą stronę, ale o gustach się nie dyskutuje :) Niektóre z tych instalacji są całkiem fajne. Nie gustuję w sztuce współczesnej (w sensie najnowszej), często odnoszę wrażenie, że gdyby nie oprawa i umiejscowienie w galerii nikt by się nie domyślił, że to sztuka. Ale takie estetyczne (?) zaskoczenia są całkiem OK> Podoba mi sie zwłaszcza to czerwone nibydrzewko.
    Ponieważ na co dzień żyję w kraju absurdu zwanym Polską, belgijskie absurdy jednak mnie nie zaskakują :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawie przedstawiasz nam Belgię! Budynek z wspinającym się bobaskiem jest niesamowity! Natomiast polsko-belgijska próba wprowadzenia poezji do przestrzeni miejskiej mnie nie przekonuje ;) Jeśli chodzi o Magritta, to widziałam kiedyś taką interesującą grę komputerową, surrealistyczną podróż przez mój, kiedyś Wrocław, zainspirowaną jego sztuką. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to metalowe krzesło jakoś i do mnie nie przemawi, na początku bardzo mnie irytowało, może o to autorom chodziło:) przypomniałaś mi, że rzeczywiście taka gra komputerowaq została stworzona, gdzieś o tym czytałam, ale nigdy nie grałam :) pozdrawiam!

      Usuń
  13. byłam w Brukseli po raz pierwszy w zeszłym tygodniu, jako jeden z punktów mojej podróży - bardzo specyficznie, dużo dziwnego klimatu, którego nawet nie potrafię za bardzo ubrać w słowa.. a powyższe zdjęcia bardzo oddają charakter Belgii - podobało mi się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dziwne miasto... pozdrawiam i zapraszam jeszcze:)

      Usuń
  14. No proszę ... coraz mądrzejsza jestem. A ta czarna pupa co się na nas wypina na ostatnim zdjęciu to należy do zawodnika sumo, czy to jakis bobas rozkoszny jest???
    Pozdrówki Agnieszko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, prawdopodobnie to jest ten bobas z wieżowca tyle, ze 40 lat później... :):):)

      Usuń
  15. te bobasy są imo trochę "creepy" :)
    aczkolwiek ciekawe urozmaicenie miasta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie: rano wychodzisz z kawka na taraz, a tu taki olbrzym pełznie z boku po scianie:):):)

      Usuń
  16. To co podoba mi sie w innych to indywidualizm ... Belgia w Twoim wydaniu zainspirowała mnie swoim konturem.
    Masz szczęscie, że możesz podziwiać tak niespotykaną sztukę w zestawieniu z architekturą, z my mamy szczęście, że mamy Ciebie
    pozdrawiam
    http://kadrowane.bloog.pl/
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  17. Niesamowite! Jeśli do tej pory trzymałam Belgię na dystans, to od tego momentu PRAGNĘ ją zobaczyć! To znaczy zdarzyło mi się być w Belgi, ale tylko przejazdem:( :(

    OdpowiedzUsuń
  18. bardzo fajne bobasy ;D i ten sumok . Uwielbiam takie wariacje , czasem nie pasujący do obrazu element który niszczy efekt krajobrazu potrafi urzec tak , że ma się go ochotę zabrać ze sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię takie zaskoczenia, jak te na fotkach. I w Polsce coraz częściej można coś takiego spotkać. Od teraz będe je uwieczniał:-)

    OdpowiedzUsuń
  20. You must be a strong woman to lift this piece of wood.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  21. I ja tez po tym wlasnie poscie zapragnelam odwiedzic Bruksele i muzeum Magritte. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozbawiła mnie ta babuleńka panienka....i bobaskowy budynek...ciekawy kraj...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  23. Aga nie wiem kiedy ja zadrobię zaległości i na spokojnie wpadnę poczytać. Fajne fotki:)Ja lubię sztukę. Bardziej tą pokrętną i ciężką niż piękną i lekką ale każda jest dla mnie na wagę złota:)Pozdrawiam Cię cieplutko i obiecuję, że wpadnę na dłużej jak tylko się ogarnę:) Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Merci pour ce post très intéressant, grâce à toi je redécouvre Bruxelles. C'est vrai que l'Art Surréaliste y est très présent,peut-être l’influence de Magritte.

    Amicalement :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo zaciekawił mnie ten wpis. Zaskakująca, trochę dziwna, niecodzienna sztuka można by powiedzieć. Podobać się nie musi, ale na pewno wzbudza zainteresowanie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Agnieszko, tylko Ty potrafisz opowiadac tak ciekawie o rzeczach , wydawałoby się, tak zwykłych.

    OdpowiedzUsuń
  27. Fakt, dziwny kraj. Zdjęcia zaskakują i... aż zachęcają do zobaczenia tych cudów na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Niesamowite miejsca i rzezby
    Kisses
    Aga

    www.agasuitcase.com

    OdpowiedzUsuń
  29. och takie bobaski bardzo bym chciała mieć w swoim mieście ;) i czerwonego króliczka i dupkę wypiętą. a tak mam tylko ławeczkę z siedzącym pisarzem na rynku.

    OdpowiedzUsuń
  30. Agnieszko, Ty tak pięknie potrafisz pisać, że czytając Ciebie popadam w kompleksy. Bruksela jest wyjątkowym miastem. Chętnie spacerowałam po jej uliczkach i podziwiałam m.in takie rzeźby.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kto to mowi! dziewczyna, ktora pisze takie piekne reportaze! Nic straconego, Bruksela czeka na odkrycie, a ja chetnie posluze za przewodnika :)

      Usuń