Mini spotkanko blogowe i krótki weekendowy wypad.
Pierwsze blogerskie spotkanie
udane! Co prawda było to spotkanie króciutkie, zaledwie muśnięcie spotkania, można
powiedzieć. Ale pierwsze koty za płoty. Kasia jest się przesympatyczną, młodziutką
blogerką z drugiego (patrząc z mego punktu widzenia) Polski. Okazało się, że
mimo, iż mieszkamy w dwóch odległych od siebie miejscach, to mamy jedną wspólną
znajomą! A tego ona - znaczy ta znajoma - sama nawet nie wie!
Kasia obdarowała mnie biżuterią
swego wyrobu, którą zaprezentuję na swoim blogu. Dziś na początek piękny błękitny kwiatek. Ja jako, że nie mam takich
manualnych zdolności mogłm ją tylko zaprosić na lody i kawę. Na nic więcej nie
dało jej się skusić.
Myślę, że to nie jest ostatnie
nasze spotkanie. Pozdrawiam cię Kasiu! :)Oto kasiowy kwiatek na mojej bluzce, dziękuję!
Spotkanie z Ksią było bodajże w czwartek, a w weekend zanioslo mnie do Niemiec. A więc krociutkie sprawozdanie. Korzystając z pierwszego ciepłego weekendu tego lata pojechalismy za granicę. jaka tam zagranica, mozna powiedzieć - całe sto pięćdziesiąt kilometrów od Brukseli! Juz kiedyś mówiłam, ze Belgia (Bruksela) jest świetna baza wypadową w różnych kierunkach.
Nie będę za dużo rozpisywać się o zabytkach tym razem. Podzielę się raczej spostrzeżeniami i opisze pierwsze spontaniczne spostrzeżenia.

Niemcy nigdzie się w weekend nie spieszą, piją dużo piwa i używają przyjemności życia jakimi z pewnością jest dobra zabawa, dobre jedzenie i picie. Siedzą w kawiarniach, stoją na chodnikach, kelnerzy czasem podchodzą i bez pytania zmieniają szklaneczki stawiając tylko kreskę ołówkiem, który zawsze na wszelki wypadek zatknięty jest za uchem. Co do jedzenia to: dużo, obficie i...taniej niż w Belgii.
Ja do klubu piwnego nie należę wbrew ogólniepanującym trendom, ale solidarnie lałam w siebie hektolitry soku pomarańczowego.
Kłódki też były...
i dużo żółtych pojazdów...
Niemcy - dawnotam nie byłam. Lubią się bawić, a piwo to ich codzienne paliwo.
OdpowiedzUsuńA z tym zółtym to pewnie nowe światowe trendy?
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
Jakos tak ten żółty chyba przypadkiem... nie wiem:) Tez pozdrawiam!
UsuńFajny wypad
OdpowiedzUsuńKisses
Aga
www.agasuitcase.com
dzięki! buziaki!
UsuńŻółty- bardzo pasuje do pory roku!
OdpowiedzUsuńKasia przesympatyczna i kwiatek też.
Dobrze, że nie bywam w Niemczech bo ważyłabym chyba ze 100 kg!
Miłego dnia:-)
dobrze, że i ja tylko przez chwile byłam, bo kocham jeść i czarno to widzę na dłuższą metę......
UsuńI rowery :-)
OdpowiedzUsuńTo mnie ostatnio interesuje :-)
Fajny weekend miałaś :-)
o tak, wiem, że ty ostatnio rowery masz na oku... :)pozdrawiam!
UsuńAch te kłódki...chyba są już wszędzie :)
OdpowiedzUsuńŻeby tylko w ślad za tym szła trwałość związków....ale tu chyba akurat, dla równowagi, w odwrotnym kierunku wszystko idzie.
A spotkania blogowe...fajna sprawa :)
bardzo dobrze powiedziane! choć raczej to radością nie napawa... te krótkotrwałe związki, pozdrawiam :)
UsuńFajnie tak wyskoczyć na miłe spotkanie, a potem "za granicę". Żółtki miłe dla oka. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZwłaszcza jeśli "zagranica" rzut beretem od domu... :)
UsuńKurrcze ładnie Ci i bardzo fajnie wyglądasz w takiej kiecce i tenisówkach :-).
OdpowiedzUsuńps.kiedy będziesz w moich okolicach? Bo ja jeszcze półtora tygodnia mam smażingu i jeżdżingu po Polinngu :-).
tak wycieczkowo się potraktowałam, choc raz nie na wysokich obcasach:)
UsuńI znowu, tak na chwilę, zatrzymałam się w Twoim Świecie... Dziękuję :)
OdpowiedzUsuńPozdr!
shoppanna
Witaj, witaj, rozgość się :)
Usuńale żółto w tej Kolonii! od razu widać, że lato w pełni
OdpowiedzUsuńchciałabym dodać, że autorka tego bloga jest równie sympatyczna :)
Piękny kwiatek dostałaś od Kasi, świetnie pasuje do bluzki...fajny wypad weekendowy, ja piwa tez nie lubie...pozdrawiam...
OdpowiedzUsuńto witaj w klubie...nie piwoszy:)
UsuńZnów ładną romantyczną kiecusię u Ciebie dostrzegłam, szkoda że tak daleko, a ja krótkowidz jestem ;-) Mąż mój pracuje w Niemczech, ale nie mam możliwości go odwiedzić, także ten kraj znam tylko z weekendowego wypadu czyli tyle co nic.
OdpowiedzUsuńObiecuję, że pokażę wkrótce bliżej. My sukienkowe maniaczki zawsze coś wyłowimy z tłumu:)
UsuńDawno nie byłam w Niemczech - ale mam fajne wspomnienia z Norymberii :)
OdpowiedzUsuńIntrygująco zabrzmiało! Podziel się :)
UsuńNice cherries and these locks, that is something you see a lot on bridges.
OdpowiedzUsuńGreetings,
Filip
Yes, more and more on each bridge:) It becomes banal. I do not know, in Belgium we don`t have a bridge like that?
UsuńGreetings:)
Fajnie, że się Wam to spotkanko udało. Zdjęcie z kłódkami jest świetne i jeszcze to z rowerkiem na końcu - super. Pozdrawiam serdecznie :-)
OdpowiedzUsuńteż zauroczył mnie ten rower, pozdrówka:)
UsuńPyszne czereśmie...
OdpowiedzUsuńCudny kwiatek - to anemon. Sympatycznie wygląda Twoja koleżanka.
Fajne takie żółte pojazdy, zwłaszcza rower.
Pozdrawiam serdecznie
takie dodające energii :) dziękuję!
UsuńNie tylko Niemcy kochają piwo, Holendrzy także w weekendy piją go litrami....a tak a propos Ty w niedziele wybrałaś się do Niemiec, a ja do Brukseli ;)Pozdrawiam !
OdpowiedzUsuńTo sie zminęłyśmy gdzieś po drodze:) fajnie, że jesteś:)
UsuńKiedyś trzeba będzie się spotkać na jakąś kawkę, bo do Brukseli wrócę na pewno ;)
UsuńJak będziesz wybierała się w moje strony to daj znać, może uda się zorganizować jakieś małe spotkanko, milo będzie wypić wspólnie kawę i uwiecznić to jakąś wspólną fotka na bloga:)
Usuń