wtorek, 16 lipca 2013

Pies psu nierówny, jak człowiek człowiekowi.


Dwa psy, a pies psu nierówny jak człowiek człowiekowi. Tunia, niby pies z założenia myśliwski, ale ma z myślistwem tyle co ja z aerodynamiką. Kajetek – urodzony łowca: czujny, bystry, nieufny. Jak snajper, oczyszcza swój teren z niechcianych gości. Jego motto: „Albo ja ich, albo oni mnie”. Nauczony, że o życiu decydują sekundy.  Bezwzględny morderca małych gryzoni. Tam, gdzie nie może szybkością i sprytem, zadziała podstępnie. Zakradnie się od tyłu i cap w łydkę! A zęby ma ostre, choć częściowo wyżarte przez próchnicę. 

Taki Kajtuś Rambo i Panna Migotka. Ona do wody nie wejdzie, choć psy jej rasy są świetnymi pływakami. Po rosie sztywno stąpa unosząc białe łapy, bo wilgoć ją w pazury kłuje. Z kałuży się nie napije, choć ze zmęczenia nosem się podpiera. Udaje, że kota nie widzi, woli wąchać kwiatki i łudzić się, że on nie istnieje. Podżegaczka – lubi Kajeta do walki zagrzać (z dala od konfliktu), a sama ewakuować się na kanapę. Pierwsza do miski, ostatnia do pracy. Podsłuchuje, obraża się, chowa w sercu urazy. 



Ale jak spojrzy tymi swymi smutnymi oczyskami i rzewnie zakwili, to każdy gotów jej wszystko oddać! Kajet jest w Migotce po uszy zakochany. Jest jedyną suką, która może mu na łep wleźć. Dosłownie i w przenośni. Ma facet cierpliwość, ale i ona sporadycznie się kończy. I wtedy Kajtek z mściwą satysfakcją będzie na jej oczach kostkę jadł nieczuły na jej niewieście histerie. I oblizywał... I mlaskał... I wzdychał... I pieścił... Ach, jaka smaczna... A ty suczyzno cierp, żeś taka podła! Ot zwykle małżeńskie przekomarzanie. Jednak, gdy przyjdzie co do czego to Kajetek swoją małą pierś nadstawi i gotów zginąć w boju za bliskich. Takie to już wierne, poczciwe psisko. 




Gdy wracam co dzień z pracy, czeka już pod bramką , a Tunia dopiero z trudem wygrzebuje się ze swoich piernatów. On je z gracją bywalca salonów, mimo, że nieraz głodem przymierał. Tunia połyka wszystko nie gryząc, pochrąchuje przy tym i sapie jak warchlak.

„Kobieto – mówię do niej – klasy trochę i kultury przy stole!”. Ale ona tylko łypie przekrwionym wzrokiem i skomli żałośnie. Dzięki moim psom nie-poznaję wiele osób. 
Kajet jest tak zaborczy i we mnie wpatrzony, że nie ma mowy bym porozmawiała z tą miłą sąsiadką z naprzeciwka, właścicielką łagodnego jak anioł labradora. Wiem tylko, że pracuje na komunie (urząd miejski). 
Omijam wielkim łukiem śmieszną parę  z ogromnym kudłatym psem. Zawsze idą gęsiego w tej samej kolejności: pies, niewiele od niego większa pani, pochód zamyka jej mąż-były komandos przyjaźnie do mnie machający ręką z daleka. 




Na łące często spotykam miłego chłopaka z sąsiedztwa. Ma przepięknego wilczura, który gdyby tylko chciał złamałby kark memu awanturującemu się Kajtkowi jednym ruchem szczęki. Ale jest dobrze ułożony jak jego właściciel. Od lat uśmiechamy się tylko do siebie (z właścicielem, nie z psem) 
Można by zaśpiewać: „Znamy się tylko z widzenia, a jedno o drugim nic nie wie”. To znaczy wiem: pan ma sympatyczną, filigranową żonę i jakiś rok temu urodziło im się dziecko, dziewczyna, bo przy ich furtce stał tekturowy bocian z wiązką różowych balonów w dziobie. Minęło parę miesięcy. Opadły liście. Na nowo zakwitły bzy. Jak ten czas szybko leci. 
Od święta widzę ich jak spacerują wspólnie, całą rodziną, a pies dumnie kroczy pośrodku. To taki miły widok. A z chłopakiem nadal wymieniamy sympatyczne uśmiechy. 

Za to unikam kipiącego złością wielkiego, choć niemłodego już pana spod lasu. Patrzy z pogardą na moje psy, aż mi się robi przykro. Oczami ciska błyskawice. Nie otwiera ust, choć ja przysięgłabym, że na mnie głucho i złowrogo warczy. Niecierpliwie szarpie za smycz swego rotwaillera trzymając go króko przy pysku. Robi to wbrew sobie, bo jego mowa ciała dobitnie wskazuje, że chętnie spuściłby psa ze smyczy. W tym przypadku jego pies wydaje się o wiele bardziej sympatyczny od niego. Nasza trójka przytomnie zmyka kładąc ogony po sobie, choć Kajetek próbuje coś tam jeszcze odszczekiwać.




Nieraz inni psiarze próbują ze mną zamienić parę słów ponad jazgotem Kajetana. Flamacy są bardzo konsekwentni jeśli chodzi o ich ojczysty język. Flandria to chyba jedyna taka kraina, gdzie ludzie doskonale rozumiejący co do nich mówisz po francusku lub angielsku z uporem maniaka i uśmiechem na twarzy gadają do ciebie jakimś dziwnym narzeczem, co niby łatwy jest, ale nie do nauczenia. Za każdym razem jak się za niego biorę to wymiękam na poziomie podstawowym zaawansowanym. Ale w końcu idzie się dogadać całkiem nieźle takim trój-narzeczem. Móc to chcieć. Czy odwrotnie?





Ech, kocham swoje psiska, równie mocno, choc każde inaczej. Cieszę się, że tyle radości wnoszą do naszego świata. I wymuszają na mnie odrobinę aktywności fizycznej po pracy. A ty co mi powiesz o twoim zwierzaku? 





A jeśli chodzi o sukienkę, którą mam na sobie to Sandwich, a buty Mexx. do usłyszenia:)

47 komentarzy:

  1. Moja sunia niby York ale z charakteru kot! Chodzi swoimi ścieżkami, nie jest zabaweczką słodką jak się rasę kreuje, nie da za dużo tulić, obcemu pogłaskać... dzieci lubi ukąsić bo ją kiedyś jedno z kopniaka poczęstowało i tak jej nienawiść do małych ludzi została. Może 3 dni nie jeść aż jej się da filet z kurczaka, bo karma w misce może się kurzyć ale jak nas przetrzyma to już wie, że nagroda za dietę jest warta torturowania nas. Za to jak nikt , potrafi przyjść zlizać z polika łzy gdy jest naprawdę źle, można na nią liczyć. Prawdziwy przyjaciel <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, moja kochana Panna Kropka wie o co chodzi, bo u niej serducho dla ludzi i zwierząt wielkie i otwarte! Pozdrawiam kochaną sunię!

      Usuń
  2. La quatrième photo est magnifique, je l'aime beaucoup :)

    Amicalement !

    Nada !

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój słodziak (labrador) idealnie wyczuwa moje nastroje....kiedy mi smutno, kiedy płaczę, przychodzi i kładzie głowę na moich kolanach.
    Wtedy ja, głaszcząc jego aksamitne uszy, opowiadam mu o tym co mnie boli. On ciężko wzdycha....zupełnie jak człowiek i patrzy mi w oczy.
    Może mnie rozumie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumie, rozumie tylko mówić nie umie, tzn umie, ale jego mowa jest niezrozumiała dla niedoskonałej ludzkiej percepcji. Zawsze chciałam miec labradora, kochane psiska!

      Usuń
  4. Aguś buziaki na dobranoc a Kajetana i Tunię podrap za uszkiem. Nie zapomnę zachwytu turystów na wyspie św.Michała nad Kajetkiem...."jest tylko parę takich w Europie niepowtarzalnych kundli podlaskich cha, cha...."Ja niestety nie mam piesków ale Tunię i Kajtka kocham jak własne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One też Malinko cie kochają, jesteś ich ulubiona ciotką :) a pamiętasz jak Tunia zrobiła ci brzydki upominek w twoim nowiutkim mieszkaniu? chi, chi :) ale jej wybaczyłas :)

      Usuń
  5. Opowiem o naszym ostatnim piesku, choć to trochę smutne i trochę liryczne ;) Mąż znalazł go w lesie jako małego szczeniaczka, zabiedzonego i chorego. Ale szybko doszedł do siebie i stał mu się tak wierny, że aż uzależniony od swego przyjaciela. Dla mnie był najlepszym kompanem z charakterkiem, zawadiaką jakich mało. Ileż to on walk stoczył, ile lisów, zajęcy i jaszczurek pogonił. Uwielbiał biegać po skałach, miał pazurki pościerane jak górska kozica. Miał też swoją stałą dziewczynę, porządną, pracowitą sukę pasterską :) Ale zawsze był zazdrosny o dzieci przebywające w towarzystwie męża, bywało,że agresywny. Kiedy urodził się nasz syn, jego reakcja była taka sama. Z dzieckiem i z psem mogłam swobodnie wychodzić na spacer tylko ja. Zazdrość o męża w piesku rosła, a w nim złość i może czas zrobiłby swoje i złagodził zaistniałą sytuację, ale mąż zachorował. Niedługo potem zachorował pies na tę samą chorobę. Nic nie pomagało, cierpiał okrutnie i trzeba było podjąć decyzję której ja do tej pory nie mogę przełknąć do końca.
    Pozdrawiam. Śliczne masz pieski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję ci za tę smutną opowieść, ile w niej miłości do twego psiaka. Wiem, są w życiu takie decyzje, których do końca nie da się zaakceptować. Serdecznie cię pozdrawiam!

      Usuń
  6. Właśnie rozważam trudną kwestię posiadania psa. Tzn. czy w ogóle, a jeśli tak, to szczeniak czy dorosły ze schroniska. Kiedyś byłam kompletną psiurą, zmieniłam się w totalną kociarę. Być może stało się tak dlatego, że wyostrzył mi się węch (może dlatego, że stępił się wzrok, he he) i nie bardzo mogę znieść zapach psa, a ten jest, przyznasz sama, specyficzny mimo częstych kąpieli i ogólnie starannej pielęgnacji. Dlatego podziwiam, że masz aż dwa psy w domu! Kiedy wchodzę do mieszkania właściciela psa, od razu wyczuwam obecność zwierzaka i trochę mi to przeszkadza. Dlatego nasz przyszły piesek nie będzie miał zbyt częstych okazji bywania w domu. Trochę mi przykro, ale nic nie poradzę na mój zmysł powonienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestes prawie jak moja mama, która ma alergie na moje psy! Rozumiem to, mi kiedys z kolei koty bardzo przeszkadzały w domu, a teraz coraz bardziej chce sobie sprawić kociaka... tylko jak to pogodzic z obecnościa dwóch psów w domu, hmmm....

      Usuń
    2. Oj, to będzie trudne! Właśnie sprawiliśmy sobie szczeniaka, a Duśka, mimo że też mała, już ma strasznego focha o to, że sprowadziliśmy jej konkurencję. Wierzę jednak, że się dogadają, bo to jednak dzieci :-) Natomiast jeśli Twoje psy nie są przyjaźnie nastawione do kotów, to współczuję, bo chyba posiadanie mruczka nie wchodzi w rachubę...A nasz szczeniak mimo wszystko mieszka z nami w domu, skapitulowałam. Czytam na temat częstotliwości kąpania psów (ten zapach, ten zapach!) i mam mętlik w głowie. Jak często kąpiesz swoje?

      Usuń
    3. A ja z kolei zupełnie nie czuję zapachu kota. Jeśli tylko w kuwecie jest czysto, to sam kot dla mnie pachnie przyjemnie.

      Usuń
  7. very very nice dress! and your dogs are so cute ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. pamietam jak pisalysmy jeszcze na szafiarkach o pisalas jak psina (czyli pewnie byla to owa chrumkajaca niewiasta) puszcza baki. bowiem moj pies puszczal i owszem, i straszne:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście tak było, cha!cha! teraz sobie przypomniałam :) Niestety ona dalej puszcza bąki!

      Usuń
  9. Nie jest to z pewnością rozmiar zero.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi ci o rozmiar moich psów, czy mój? Niestety, ani one, ani ja nie mamy rozmiaru zero... raczej taka bardziej puszysta rodzinka jestesmy :)

      Usuń
    2. Tekst jest o psach więc ja tylko o nich.
      Tak w ogóle to ja nie cierpię rozmiaru zero !

      Usuń
  10. Też psiara jestem. Uwielbiam te czworonogi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam bez... oddechu. Na moim blogu też znajdziesz moich dwóch " chłopców"- zazdrosnego, rudego kundla Rudusia- niejadka i anielsko dobrego labradora Browcia- łakomczucha. Dostają ode mnie i reszty rodziny mnóstwo czułości, przepadamy za nimi. Kiedyś też poświęcę im oddzielnego posta.
    A Ciebie zapraszam do mnie po WYRÓŻNIENIE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och dziękuję serdecznie! Czekam na posta o twoich chłopakach :)

      Usuń
  12. Jaki ładny hołd dla piesków :)
    I zdjęcia śliczne, i Ty w sukience......zabójcza (mimo, że taka delikatna :)

    OdpowiedzUsuń
  13. My jesteśmy wygodniccy, psa podrzuciliśmy babci w Siemiatyczach ;) powodów było wiele- ja jestem zdecydowaną przeciwniczką trzymania psa w bloku, szczególnie gdy właściciele wybywają na cały dzień, w naszej maleńkiej klitce ciężko byłoby zmieścić jeszcze czworonoga, poza tym ciągłe wyjazdy związane z rehabilitacja Biska - wtedy nie byłoby komu czworonogiem zajmować,
    ale zawsze będę uważać że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, widzę to mojej mamie, dla niej ten potężny juz dziś labrador to cały świat i cieszę się bo to był wymagany efekt :) poza tym to pies terapeuta kiedy jesteśmy u rodziców próbuje mi udowodnić że nikt tak jak on nie zajmie się Gabrysiem... z różnym skutkiem :)))
    Aga jak zawsze świetny wpis, tylko powiedz mi co robicie z czworonogami jak przybywacie do Polski no i co z urlopem - jest jakiś plan na odwiedzenie Siemiatycz?
    ściskam serdecznie, już po turnusie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, kochana, my jestesmy skazani na psy:) doslownie-uwiązani jak pies do budy mówiąc brzydko. Zawsze jeździmy całą czeredą. Do Polski oczywiście też, zresztą one jak tylko do wsi , gdzie mamy dom wjeżdżamy one poznają i bardzo się cieszą, maja tam dużo przestrzeni. Jak mieszkalismy w bloku to też nie mieliśmy psa, szkoda nam bylo męczyć zwierzaka i nas na takiej małej powierzchni (chyba że to małe jakies pieeski)A labradory to moja najukochańsza rasa!

      Usuń
  14. Very cute dogs but I thaught that Hush Puppies were shoes.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  15. Kocham pieski! Twoje są urocze!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja mam suczke mieszanca. Trafila do nas ze schroniska oddana przez poprzednia rodzine. Byla bardzo nieufna i zachowywala sie tak jak by jej nie zalezalo czy ja zatrzymamy. Powrot do schroniska oznaczal, ze z druga rodzina sie nie udalo i wyrok bylby jeden. Troche zajelo nam oswojenie sie ze soba ale teraz jest najwierniejszym i najciepleszym czlonkiem rodziny. To ona czasami przywoluje nas w domu do porzadku, wita znajomych gosci popuszczeniem ze szczescia :)a wieczorem wtula sie i bije kochanym serduszkiem. Ma miekkie uszka takie do calowania :) Agus sliczna sukienka i te nogi no nie moge sie napatrzec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje kochana, dawno cie nie widzialam, bardzo sie ucieszylam :)
      Historia twojej suczki jest dla mnie jeszcze jednym potwierdzeniem teorii, ze psy ze schroniska przezywaja podobny syndrom odrzucenia jak ludzie. asekuruja sie, staraja sie zrazu nie przywiazywac, sa nerwowe. nasz Kajtek taki byl i psy znajomych. jesli juz raz zaufaja sa najwierniejsze na swiecie! Kiedys kajtek zrywal sie przy najmniejszym szelescie czy ruchu, teraz spi ufnie na moich rekach, znalazl poczucie bezpieczenstwa i czasami tylko tak gleboko szczesliwie westchnie - bezcenny widok!

      Usuń
  17. Piękne zdjęcia, takie widoki zawsze cieszą:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jestem raczej kociarą.
    Psy owszem lubię , ale nie u siebie w domu .... Z najbardziej oburzJącego Cie powodu - śmierdzą . Nie lubię zapachu siersci psa ,zwłaszcza wilgotnej .... I nie lubię lizania , zwłaszcza jak próbują po buzi :(
    I to moje dzieci !!!!
    Choć nie przeczę ,ze podobnie jak koty maja osobowość
    I temperament i dostarczają właścicielom sporo miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam cocker spaniela ale to bardzo dawno temu, pies z charakterem i straszny łakomczuch, potem miałam beagla, ten to miał charakter, cudny, wszyscy mnie zaczepiali a właściwie mojego psa, chodził przy wózku dziecinnym i ...pilnował...ale jak się wyrwal to "szukaj wiatru w polu". Kocham psy ale na nowego to już się nie zdecyduje...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie beagle takie sa, potrafia pojsc w swiat!poza tym sa bardzo uparte-potrafia nauczyc pokory! ale sa bardzo kochane!

      Usuń
  20. Hejjj Aguś:) Ja też psiara jestem ....to cudne zwierzaki i bardzo rozumne :) Zawsze się odwdzięczą, jeśli tylko się je kocha oddają podwójnie :)
    Dla mnie zwierzęta mają wiecej rozumu i ogłady niż niektórzy ludzie ..hahha, tak i nie boje się tego powiedziec ! Do pieska wystarczy raz poweidziec, a czasami wzrok wystarczy i on wie, a do człowieka można mówic i jak głową w mur ...heee:)

    Pozdrawiam serdecznie Ciebie Aguś i Darka :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zawsze w moim domu były psy, a tymczasem otaczają mnie koty.
    Rozumiemy się bez słów, kocham to w zwierzętach, że nie wymuszają na mnie plotkowania.... Gerfild- koci król, chodzi za mną niczym pies noga, w nogę i uwielbia czytać moje książki, dzisiaj się nawet zawiesił na biografii sióstr Bojarskich, o których czytałam w wannie.
    Mowa psia to wzajemność za opiekę, masz duet godny pozazdroszczenia...
    Pozdrawiam
    http://kadrowane.bloog.pl/
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja z tego zestawu wybieram mniejszego-po prostu lubię takie małe kreaturki ;-). Co zaś do zwierzaka...mój kot zjeżdża z przedniej szyby samochodu;przegląda się w lusterku zewnętrznym i z upodobaniem "mizdrzy się" do kocic przy kole samochodu ;-).

    OdpowiedzUsuń
  23. Agnieszko jak ja bym Ci zaczęła opowiadać o swoim zwierzaku to by chyba dnia nie starczyło! Cała rodzina jest na jego punkcie zakręcona, ale to ja muszę pielęgnować i niańczyć, ot taka moja rola :) to ja zawsze jestem ta wredna bo łapy bandażuje, oczka zakraplam,zmieniam opatrunki itd. a on tego nie cierpi, weterynarza ugryzł przez kaganiec bo ten chciał mu tylko zobaczyć oczy :O
    ostatnio mój pieszczoch bardzo uatrakcyjnia mi życie, z takim zapamiętaniem latał pod płotem że zdarł poduszki w łapach (dwie prawe przód i tył)do żywego ,pełno krwi na podwórku normalny szaleniec 100% odpowiednik swojej rasy owczarek niemiecki pies strażujący i obronny.Więc bronił swojego płoty przed małym jamnikiem sąsiada, a że jamnik był pewny, że płot jest solidny to latał sobie tam i z powrotem i wku....mojego psa stróżującego :)A ten mój głupek latał i hamował na betonie aż w końcu zdarł łapska.A ja teraz niańczę, na podwórko skarpetki zakładam i pilnuje żeby znowu nie wariował pod płotem i nie zgubił skarpet:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja lubie sluchac opowiesci o waszych psich i kocich pupilach! Ubawilam sie, czytajac o twoim wariacie! Juz go sobie w akcji wyobrazilam:) Kochane psisko!

      Usuń
  24. Świetne psiaki! I w duecie pewnie im weselej :)
    Kiedyś takiego jednego będę miała!

    OdpowiedzUsuń
  25. och a nasze pieski też są zupełnie inne. Sonka to taka zabawka, wyłupek - bo ma takie wyłupiaste oczka, i do każdego się łasi. Miszka to jazgota i zlośliwiec wredny, nazywamy ją psem obronno- zaczepnym :D:D:D:D a Sashka, o Saszka to przylepa i taka księżniczka co to wszystko jej można, a głosik ma taki głęboki, że wszyscy padają z wrażenia. Mama ostatnio stwierdziła, że Disney to pewnie psa Plutto zrysował ze spaniela takiego jak Sashka :D:D:D:D bo też mu tak uszy powiewają jak falgi na wietrze i taka sama niezgrabota jest, i łapy się jej plączą i kręci się pod nogami, że o wypadek nie trudno. Ale kocham swoją Sashkę bardzo bardzo, no i na osiedlu wszyscy znają mnie i moją Sashkę a ile ludzi poznałam przez Sashkę.

    OdpowiedzUsuń
  26. Widzę, że wielu miłośników zwierząt tu zagościło i podobnie jak ja potrafią mówić o swoich pupilach godzinami :)
    Mam pieska sznaucerka i kota z tych tzw "europejskich" a kolokwialnie dachowców. Piesek z allegro ;) kotek znajda. Kochaj się, ze aż strach. Jeno za drugim tęskni, płakać potrafi. Kiedy trzeba w mordę dać (głownie kot daje ;))i bez siebie, żyć im smutniej. Razem chowane i w efekcie kot się spsił, a pies skocił ;)
    Ja z kolei nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt w koło siebie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Uwielbiam czytać opowieści o zwierzętach płynące prosto z serca zakochanych właścicieli :) Cudowne życie mają Twoje psiaki Agnieszko i one same są cudowne :)
    O moich footerkach troszkę już wiesz:)

    OdpowiedzUsuń