poniedziałek, 14 stycznia 2013

Pomiędzy tęsknotą a wieżą Grand Place.część 2




Jej Wysokość Bruksela – Broekzele czyli ” wieś na bagnach”. Wbrew pozorom – tętniąca życiem. Wbrew pozorom – interesująca. Dyskretna lecz nie prowincjonalna. Wytworna. Pozwalająca powoli, ze smakiem napawać sie jej czarem. Umiejętna z niej uwodzicielka! Rozkochała mnie w sobie wbrew mnie samej. Pomimo pogody bardziej angielskiej niż w Anglii. Na przekór codziennym niedogodnościom. Wbrew wszechobecnym psim kupom na ulicach. Szare, zasnute niebo i połamane przez wiatr parasole to najczęstszy widok w tym kraju. Jednak brak słońca rekompensuje codzienne obcowanie ze sztuką przez duże “S”.  W zwykłych – niezwykłych domach mieszkają szarzy ludzie. Nierzadko emigranci – jak ja. Kolebka europejskiej secesji, która śmiało mogłaby konkurować z Wiedniem o palmę pierwszenstwa.



 Miasto o wielu twarzach. Dosłownie i w przenośni. Bruksela – to “białe kołnierzyki” wielotysięcznej urzędniczej armii Unii Europejskiej, kolorowe stroje afrykańskich, czarnoskórych emigrantów, arabskie kefije czy indyjskie sari. Wszystko miesza się ze sobą i przenika tworząc niepowtarzalny misz-masz. Współczesna wieża Babel! Polacy stanowią w niej istotny element. Jesteśmy jedną z większych społeczności emigracyjnych w tym kraju i mieście. Bruksela to klimat małych zacisznych restauracyjek i smak najpyszniejszych na świecie czekoladek, nawet jeśli my, Polacy z uporem trwamy przy naszych wedlowskich smakach, przedkładając je nad wszystko inne. To kulinarna stolica małży. Miasto kontrastów. Nowoczesność i tradycja.  Eklektyzm architektoniczny i kulturowy. Gogiel - mogiel. Brak hiper wielkich centrów handlowych wynagradza obecność światowej sławy butików. Ale także tych mniej ogólnie znanych, lokalnych, za to bardzo prestiżowych. Awangardowi belgijscy projektanci ruszają do ataku! Takich ciuchów jak w tym mieście nie znajdziesz nigdzie indziej na świecie. Czytałam w internecie, że prawdopodobnie nawet Madonna tu wpada na zakupy! Belgowie kochają życie i lubią się bawić. Bogactwo jazzowych klubów i irlandzkich pubów robi wrażenie. Piwo i frytki – to duma tego kraju. To fascynujące miejsce do życia! Nie musisz jechać do Marrakeszu by poczuć atmosferę arabskiego targowiska, wystarczy udać się do dzielnicy Anderlecht. 


Cała Europa jest w twoim zasięgu. Bruksela to doskonała baza wypadowa: Paryż, Londyn, Amsterdam… Dwie godzinki pociągiem, śniadanko pod Big Benem, albo zakupy pod Wieżą Eiffla, a na wieczór jesteś w domu.Jakbyś nigdy z niego nie wyjeżdżał. Godzina drogi nad morze i niewiele dłużej – w góry. Nie tak wielkie jak nasze Karpaty, ale równie malownicze jak Bieszczady. I wszystko to osiągalne w godzinę. Najwieksze zbiory światowego malarstwa i współczesna sztuka królująca na ulicach i w metrze. Komiksy – to niemalże narodowe dziedzictwo Belgów. To jedyny taki kraj, którego mieszkańcy bezustannie dyskutują o sensie jego istnienia. To kraj, gdzie istnieją trzy niezależne rządy, ale też kraj, który udowodnił, że całkiem dobrze funkcjonuje bez...rządu! Gdzie co parę lat dochodzi niemalże do rozpadu tego malutkiego państewka, gdzie tyle samo zachwytów co złych emocji wywołuje instytucja króla. Belgijscy politycy mówiący z obcym akcentem nie dziwią nikogo. Jak również fakt, że do kożucha zimą niektórzy  noszą sandały na gołe stopy, że babcia sprzedajaca pietruszkę na targu rozmawia biegle po angielsku. Bo tu nic nie dziwi. Bo to Bruksela właśnie.



Od lat żyję w rozdarciu między pieknymi, dziewiczymi dolinami Podlasia i wielokulturową Brukselą. Ciągle w drodze. Powroty i reemigracje ukształtowały mój stosunek do miejsc, w których przyszło mi  żyć. Bruksela skradła mi serce, na Podlasiu została moja dusza. Coś co raz wyryte w twojej świadomości zawsze będzie ci nakazywało wracać. Jakiś zew, nakaz czerpania ze źródeł, wpisany w twoje DNA.  Podlasie to smak kiszki ziemniaczanej, a Bruksela to parzące w palce, lepkie od grudek cukru ogromne, kluchowate gofry z Liege. I odwieczny spór, które frytki są lepsze. Te z Place Jourdan czy Flagey? Oba te miejsca mają swoich frytkowych fanów.



Moje Podlasie i Bruksela, to miejsca egzotyczne, wymagające szczególnego, uważnego spojrzenia. Podaj mi dłoń, zaufaj, a ja poprowadzę cię sekretnymi uliczkami, z dala od stereotypów i wyswiechtanych opinii. Tylko moimi ścieżkami... Pokażę ci miejsca, które kocham i widzę po swojemu. Użyczę ci magii mego spojrzenia i dorzucę garść praktycznych informacji. Dla porządku, byś się w twoim poznawaniu Brukseli i Podlasia nie zatracił.  






50 komentarzy:

  1. Chyba jednego Ci jedynie zazdraszczam (nie zazdroszczę, bo to nie to samo) - widoków pięknej, starej architektury, stojącej obok tej nowoczesnej. Jakoś nie byłem nigdy w Brukseli ale widzę, że trzeba będzie następny punkcik do rzeczy "do zobaczenia" dołożyć.

    Wielokulturowość może być plusem i zaczątkiem powstawania nowych trendów, jak od wieku działo się w wielu przygranicznych miastach, gdzie mieszały się wpływy różnych stylów, może być też czasem męcząca. Oby Bruksela nie zatraciła tego, co ma z przeszłości. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To następna piesza wedrówka - do Brukseli :) masz juz niezłe doświadczenie,a warto docenić brukselska secesję z bliska :)

      Usuń
  2. Takie same czerwone turystyczne opendeckery jezdzą w Edynburgu;) Szarzy ludzie? Nieee, przeciez piszesz, ze kolorowi i zaskakujacy. Cudne miejsce,bardzo światowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym poście widac jak jesteś rozdarta hmmm jednak nie można pozbyc się korzeni, wspomnień miejsc, które mają smak dzieciństwa. Boję się,aby mój syn w poszukiwaniu pracy nie wyemigrował gdzieś daleko. Pomimo iż skończył "dobre studia" ma trudności aby znaleźc coś dla siebie.
    Piszesz, że zamieszkałaś w Belgii, kiedy Twój syn miał 10 lat, czyli zostawił na Podlasiu swoje dziecięce przyjaźnie. Dlatego bardzo fajnie, że macie w Polsce dom, będzie miał prawo wybory swojej życiowej drogi.

    Miasto widziane Twoimi oczami podoba mi się, jednak nie wiem czy umiałabym zostac na stałe.

    Rozumiem Wasz wybór.
    Pozdrawiam ciepło
    Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, nadeszly takie czasy, w ktorych skonczenie dobrych studiow nie gwarantuje jeszcze dobrej pracy , zwlaszcza w tak malych miejscowosciach jak moja; bo ilez moze czekac tu dobrych miejsc pracy dla mlodych , ambitnych ludzi? Niewiele, zwlaszcza, ze te istniejace ciagle sa okupowane przez ludzi z towarzysko-partyjnego klucza. Sama to widze odwiedzajac niekiedy lokalne urzedy. Gorzkie lecz prawdziwe. Kiedy patrze, gdy jedna ze szkolnych kolezanek, ktora byla raczej tepa uczennica i bardzo malo blyskotliwa - jest teraz dyrektorka w jednej z wiejskich okolicznych szkol, to nie wiem, smiac sie czy plakac. A pozniej dziwimy sie, ze mamy mlodziez taka, a nie inna. Bogu dzieki, ze moj syn nie musial uczeszczac do takiej szkoly, a mial to szczescie miec od dziecka nauczycieli - prawdziwych pedagogow z powolania, a nie przypadkowych wyrobnikow, nazywam ich "najemnikami oswiaty"; to niestety ciagle realia malych osrodkow, jest garstka ludzi, ktorzy probuja cos zrobic i podziwiam ich za to, ale oni akurat maja prace, wolne zawody i nie musza uciekac tu z powodow ekonomicznych. My probowalismy wracac dwa razy, naprawde chcielismy cos tu rozpoczac i moc godnie zyc i pracowac, ale za kazdym razem byl to falstart, moze z czasem podejmiemy sie trzeciej proby, bo nadburzanskie tereny sa piekne, a ludzie wyjatkowi :)
      co do syna, rzeczywiscie, on najbardziej bolesnie odczul ten nagly wyjazd, akurat ksztaltowal w polsce swoje pierwsze swiadome przyjaznie, czytalam, ze dla dziecka wyrwanie z jego naturalnego srodowiska przyjaciol jest stresem porownywalnym z rozwodem rodzico, rzeczywiscie pierwszy rok byl strasznie dla nas ciezki, dochodzily jeszcze klopoty Kuby z jezykim, przyjechal z zerowa znajomoscia francuskiego. Mimo, ze sama mowilam w tym jezyku, to nigdy nie chcialam go w polsce na sile uczyc, nie naleze do tych ambitnych mam, ktore na sile uszczesliwiaja swoje dzieci przymusowymi lekcjami pozaszkolnymi, wole, jak cos samo rodzi sie z pasji; moze to byl blad? Ja tez jestem aktywna kobieta i rola gospodyni domowej nigdy mi nie odpowiadala ( dopiero z wiekiem zaczynam dostrzegac dobre strony bycia w domu, leniwieje :)Pierwszy rok chcialam poswiecic sie dziecku by zminimalizowac jego stres zwiazany z przeprowadzka, swoje aspiracje odlozylam w kat; ale to dwne dzieje, szybko sie odnalezlismy, a ja mam taki charakter, ze wszedzie sie czuje u siebie :) ale sie rozpisalam...

      Usuń
    2. przepraszam za literowki :)

      Usuń
    3. Dzięki za to Twoje rozpisanie;-) Wiesz, ja też nie należę do mam, które "pchają" swoje dzieci do przeróżnych dodatkowych zajęc. Mam jednak to szczęscie, że są zdolne (wiem, zabrzmiało nieskromnie) i jakoś odnajdują się w świecie zajęc szkolnych. Co do tępych pedagogów to znam też jednego dyrektora szkoły wiejskiej, który chodził ze mną do ogólniaka i mówiąc ogólnikowo...orłem nie był:P Ale cóż, stanowisko to było dziedziczne jak tron monarchy;)
      Ja też kiedyś odłożyłam swoje aspiracje w kąt dla dzieci, hmm miałam szansę osiągnąc więcej, więcej dla siebie oczywiście ale tego nie zrobiłam. Były to cięzkie czasy dla Nas, od tamtej pory pozostała we mnie niechęc do SH. Kiedyś napiszę o tym post.

      Podobno dzieci to inwestycja;-) i tego się trzymajmy:)


      Usuń
    4. a to ciekawe, z ta niechecia do SH, czekam na post. :)
      Moj Kuba jest zdolnym lecz leniwym dzieckiem. Realizuje swoje pasje pozaszkolne bez uszczerbku dla szkoly dzieki temu, ze zrozumial dobrze system i tak balansuje by wszyscy byli zadowoleni i dali mu swiety spokoj,rodzice i nauczyciele,a naprawde spelnia sie poza szkola. Do studiow podchodzi beznamietnie, wie, ze to wymog czasow i trzeba skonczyc najlepiej jakis niezly, powazny uniwerek, ale nie widze by to robilo na nim wieksze wrazenie. Studia traktuje jak zaplecze, plan B, a juz spelnia sie w czym innym. dziwny jest ten moj Kuba, ale bardzo zaradny, wiem, ze sobie poradzi.

      Usuń
  4. Fakt, z Brukseli wszędzie blisko :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym pojechać do Brukseli :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiec trzeba wcielic plan w czyn, chetnie posluze za przewodnika!

      Usuń
  6. Jak wiesz byłam w Belgii w 1976 roku. Wpadliśmy na parę godzin do Brukseli. Zapamiętałam przede wszystkim przepiękny rynek i "siusiającego chłopca".
    Wracam ostatnio do miejsc, w których byłam w młodości. Może więc kiedyś przyjadę do Brukseli - takiej Twojej...???
    Serdeczności Agnieszko. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak tak czytam o tej twojej Brukseli, to mam nieodpartą ochotę się tam pojawić :)
    Decyzja co do miejsca tegorocznego urlopu jeszcze nie zapadła, więc kto wie...? :)
    Mam nadzieję, że ze zdrówkiem już lepiej. U mnie Nowy Rok, ale stare problemy zdrowotne (ale trzeba mieć nadzieję)...
    Buziaki!
    shoppanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to zjawdzie sie tak grupowo ktoregos dnia, ale bylaby jazda! spotkanie polskich blogerow w Belgii! a kartki z bloga moga posluzyc za przewodnik :)

      Usuń
  8. Ach!!!! I tyle komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę wyznać, że jestem istotą łakomą i Belgię doceniam głownie kulinarnie. Kiedyś w mojej dawnej "firmie" przy okazji większego spędu międzynarodowego był organizowany konkurs na najlepsze czekoladki. Wygrały belgijskie Godiva :) Rok później był konkurs na piwo - też wygrała Belgia, bez ustawiania ;) To chyba jedyny naród, co potrafi zrobić piwo owocowe, które nadal jest piwem, a nie wyrobem piwopodobnym.
    To fakt, ze z Brukseli wszędzie łatwo można sie dostać, zresztą nie bez powodu to jest właśnie stolica Unii. Mimo, że to Polska jest geograficznym środkiem Europy ;)
    Rozumiem też i podzielam tęsknotę za Podlasiem i wschodem. Ja pochodzę z Lubelszczyzny, a zjeździłam cały wschód, od Bieszczad po Suwalszczyznę. Teraz brakuje mi czasu, żeby tam wracać, ale wte wakacje obiecuję sobie - koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. co do czekoladek i piwa, rzczywiscie Belgowie to mistrzowie, dla twojej informacji Godiva nie jest juz belgijska, jakis czas temu odkupil ja koncern turecki, pozdrowka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, no nie zabieram zabawek i nie uciekam z piaskownicy - po prostu czekam na przypływ fantazji ;)
      Ja też nic nie kupiłam jeszcze na wyprzedażach i nawet mnie nie ciągnie ;)
      Turcy Turkami, ale receptura, mam nadzieję, zostanie ;)

      Usuń
    2. tez mam nadzieje, ze nic nie zmienia, z czasem szykuje smakowity post o czekoladkach :)

      Usuń
  11. No doczłapałam się do ciebie wreszcie ;) Masz ciekawie, powiem tak , że tu w Poznaniu tez mamy masę psich kup, jedynie jak jest mroź i pod śniegiem się schowają można beztrosko chodzić nie bojąc się , że wieczór spędzisz szorując kupę z buta ;/ co do mieszkańców to my tu też mamy kolorowo ;p nie wiem czy to dobrze czy to źle, ale na pewno nie jest nudno ;) Twoje rozdarcie jest zrozumiałe, bo ja jeździłam na studia i domku to też szalałam z bólu, płakałam jak wyjeżdżałam i płakałam jak wracałam O.o Zostałam w Poznaniu - póki co , świat ziemniaków O.o zupełnie nie mój klimat, ludzie inni niż u mnie ale cóż ;p Jedno jest pewne , w tej chwili jesteśmy tu, i cieszmy się tym czym się da , bo chwila za chwilą i życie minie , szkoda je by stracić na smutki ;* Buziaki kochana i dziękuje za odwiedziny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "w tej chwili jesteśmy tu, i cieszmy się tym czym się da , bo chwila za chwilą i życie minie , szkoda je by stracić na smutki" - jeszcze raz powtorze, ze twoja filozofia zycia jest godna nasladowania! pozdrowka :)

      Usuń
  12. Fantastyczna relacja, chciałabym się tam kiedyś znaleźć ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz dar pisania, oj masz <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Pięknie napisane :) a architektura cudowna :) marzy mi się, żeby tak choć raz odwiedzić Brukselę, może kiedyś będzie mi dane :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto odwiedzić to miasto. Naprawdę nie będziesz żałowac :)

      Usuń
  15. Co roku z pracy mamy organizowane wycieczki zagraniczne. Mam nadzieję , że w końcu doczekam się wyjazdu do Brukseli. Ciekawie piszesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak pięknie opisujesz i te piękne fotografie:))każdego zachęcą do zwiedzenia Brukseli:)))ja też bym bardzo chciała:))może kiedyś:))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiesz, przez to że jesteś miedzy tymi dwoma miejscami tym bardziej je doceniasz. Masz okazję tęsknić za nimi. Kiedy jest się stale w jednym miejscu można się zanudzić. Ja też bym mogła być tak rozdarta. Najważniejsze jest, że umiesz dostrzegać piękno i korzystać z niego. Dziękuję za wycieczkę po Brukseli. Pięknie mi ją przybliżyłaś:)Bardzo lubię Cię czytać:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Odpowiedzi
    1. to moze jais zbiorowy wypadzik do brukseli :)

      Usuń
  19. Aguś przyjemnie "podróżuje" mi się po Brukseli na Twoim blogu. Bardzo cieszę się że w maju będę miała takiego fajnego przewodnika..a na piwo i czekoladki skoczymy? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ty to masz pisane...... Wsiąkam w takie teksty bez reszty :)
    Mała sugestia - wydaj przewodnik, bo z laptopem trudno będzie się zwiedzać :))))

    OdpowiedzUsuń
  21. dziekuje! a wiesz, z tym przewodnikiem to kto wie, dobry pomysl :) dziekuje za wsparcie! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Brussel is een heel mooie stad en staat als 7de meest beschreven stad op mijn blog met 19 artikelen. Ik beloof er nog een paar aan toe te voegen.

    Groetjes,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  23. Bonitas fotografías!!!
    Saludos
    http://judithbysucre.blogspot.com.es

    OdpowiedzUsuń
  24. Coś pięknego . Wszystko co opisujesz jest niesamowite .

    OdpowiedzUsuń
  25. świetny post ! równie dobry jak część 1, nawet bym powiedziała, że lepszy :>
    `obserwuję :p

    OdpowiedzUsuń
  26. Odpowiedzi
    1. Dziękuje wam za te wszystkie słowa :)

      Usuń
  27. Un petit bonjour et prendre de tes nouvelles, tu vas bien ?

    Passe une belle journée :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Gdybym tylko mogła pojechałabym do WAS bez zastanawiania się i cieszyła czasem spędzonym poznając te wspaniałe miejsca o których piszesz !

    Mimo rozdarcia widzę wielką miłośc i sentyment do Brukseli, a z drugiej strony jest Polska, kolebka rodzinna, korzenie i Ci którzy zostają i tęsknią tak jak TY tęsknisz ! Ekscytujące, i trudne zarazem ...chociaż podobno można przywyknąc do wszystkiego.
    Myślę że kiedyś będziesz miała co wspominac, pisac i opowiedac i zostanie poczucie że nic nie straciłaś, nie żyłaś w próżni, tylko czerpałaś tyle i ile się dało!Poczucie spełnienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że tak będzie Beatko!Może kiedys uda ci się zawitać do Bxl, z chęcią posłużę za pilota! :)

      Usuń
  29. jak ja Ci zazdroszczę takich widoków. tak bym się w końcu gdzieś wyrwała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weronika, wyrwij się! ;) Kiedys była taka piosenka: " wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet..." :) :) :)

      Usuń
  30. woow..ale bym pozwiedzała<3
    piękne zabytki!!:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Tej wielokulturowości troszkę mi w Polsce brakuje - dlatego też moja siostra nie chce wracać z Anglii do naszego kraju. "Tu jest tak szaro" - mówi. Poza tym siostra gustuje tylko w czarnoskórych mężczyznach, a u nas ich brak! Jak wracałam z wymiany studenckiej z Turynu tak bardzo się cieszyłam, że wracam... A teraz - tak mnie ciągnie w świat, żeby jeszcze czegoś fajnego doświadczyć, coś zobaczyć, sprawdzić się... // Pięknie piszesz! :-) M.

    OdpowiedzUsuń