środa, 3 października 2012

" Praca jak upiorny kochanek kokietuje, przymila się i pieści."




„ Droga do piekła jest wybrukowana perfekcjonistami liczącymi ziarnka piasku. Och... zgubiłam jedno...”

Czy jesteś jedną z tych Panien Perfekcjonistek, które spalają się w codziennych, drobnych niuansach? 
Bo od dziecka jesteśmy tresowane do bycia ideałami. 
Miłe słowa są jak deszcz złota spływający na nasze głodne pochwał głowy. 
A może nasi bliscy nie tolerowali drobnych podknięć, może w chorej trosce o naszą przyszłość ciągle podnosili poprzeczkę, ciągle dalej wieszali marchewkę, którą trudno było nam dogonić? Dorosłyśmy, 
miałyśmy okazję wiele razy przekonać się o naszej wyjątkowości, a jednak... syndrom marchewki pozostał i teraz same podnosimy swoje poprzeczki coraz wyżej i wyżej. I tak: kolejny kurs, kolejny język, perfekcyjne mieszkanie bez śladu ludzkiej ułomności. Najlepsze w szkole, w domu, w kuchni, w łóżku, wreszcie w pracy, która jak upiorny, toksyczny kochanek chce więcej i więcej... 

Podpalamy świat swymi pomysłami, nie czując, kiedy same zajmujemy się płomieniem i pewnego dnia nie mamy ochoty na uczesanie włosów, wyjście z domu, pobawienie się z własnym dzieckiem. Zatraciłyśmy równowagę. 
Nie musisz być perfekcyjna. Bądź niedoskonałością szukającą łaski. To znacznie ciekawsze i bliższe naturze człowieka. I nie ma w tym żadnego wstydu. Bynajmniej nie namawiam do pozbawienia się wszelkich dążeń i ambicji, nie, nie! Widać źle mnie zrozumiałaś jeśli tak myślisz!

Sama jestem niezwykle zajęta. Dlatego piszę ten post. O równowadze. Bo sama ulegam pokusom perfekcjonalizmu. I łapię się na tym, że wpadam czasami we własne sidła.
"Choć  mówią ci : naprzód goń! Swiat nie ucieknie stąd. Na ziemi stoisz wciąż." - Tak mniej więcej śpiewał nieżyjący już Jacek Lech.
Pozwól, że przytoczę jeszcze jeden cytat:

„ Gdy ludzie mają duże osiągnięcia w pracy zawodowej, tracą zmysły. Wzrok jest niepotrzebny – nie ma czasu na oglądanie obrazów. Słuch jest niepotrzebny – nie ma czasu na słuchanie muzyki. Mowa niepotrzebna – nie ma czasu na rozmowę. Tracą poczucie proporcji – związku między jedną rzeczą, a drugą. Człowieczeństwo jest niepotrzebne.”


Pewnego dnia po szkole odkryliśmy z synem to ukryte oczko wodne w samym sercu miasta. Nazwaliśmy je: “Martwe Jeziorko”: gęsta od brudu tafla wody tkwiła nieruchomo, obok leżał nieżywy, jeszcze ciepły gołąb, wokół walały się puszki po napojach i śmieci – ślad wagarującej tu młodzieży. Nawet stojący na jednej nodze długodzioby ptak ( na jednym ze zdjęć poniżej, ciekawe czy go zauważsz!) przypominał martwy element krajobrazu. Wtedy do głowy przyszedł mi pomysł na ten post…






42 komentarze:

  1. "Wyprostuj się, bo żaden chłopak na Ciebie nie spojrzy", "Dlaczego 4+, a nie 5?", "Byłaś druga, dlaczego nie pierwsza?"... Pochwała była oznaką słabości, nagana podobno miała mobilizować, dawać siłę do stania się lepszym i lepszym... Nie jestem najlepsza (i nigdy nie miałam takiej ambicji), ale powyższe hasła zostały gdzieś głęboko we mnie...
    Buziaki!
    shoppanna
    P.S. Cudne "Martwe Jeziorko"... Wiem, wiem - to oksymoron ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądry i dający do myślenia post.Ptaka zobaczyłam mimo że wzrok już nie ten:)))A co do mądrych słów które napisałaś...mnie daleko do perfekcji,zatrzymałam tępo wiele lat temu(nigdy nie było zbyt szybkie)ciężka choroba mojej mamy, śmierć moich 4 bratanków moi rodzice też już odeszli nie doczekując starości i wiele innych nie miłych wydarzeń o których pisać nie będę nauczyły pokory( chociaż nie wszystkich)niestety.Dzisiaj dostrzegam piękno w najmniejszy kwiatku ,pożytek i przyjemność rozmowy z innymi ludźmi i cieszyć się każdym dniem.Szkoda że wiele ludzi pędzi na oślep i zionie zazdrością i nienawiścią a trzeba tak nie wiele i wszystko się kończy.Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, tak najczesciej jest, mnie tez "wyhamowaly" choroby w rodzinie, gdy nagle zrozumialam, ze czs nie ma zadnego znaczenia, gdy spedza sie noce i dni w szpitalu, gdy waza sie losy... Ale masz racje, nawet takie lekcje nie wszystkich naucza pokory. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Pięknie napisane, aż ciarki po mnie przeszły gdy czytałam ten drugi cytat. Dzięki...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny post. Ja też, choć jestem daleka od perfekcjonizmu, łapię się na tym, że próbuję zrobić za dużo rzeczy na raz i odkrywam w końcu, że nic mi się nie chce. Nie jest łatwo znaleźć równowagę.
    Ten ptaszek to czapla, one tak mają ;) udają, że ich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, nie znam sie na ptaszkach, zastanawialam sie co to - bo przeciez nie bocian, bociana bym poznala :)

      Usuń
  5. ja sama sobie podwyzszam poprzeczki i lubie to...
    ale od czasu do czasu potrzebuje oderwania sie od wszystkich codziennych spraw,od ludzi i od skakania wzwyz ...wtedy zamykam na w czterech scianach i pozostaje sama z wlasnymi myslami.takie ladowanie akumulatorow w samotnosci bardzo lubie ^^
    na wiesc o Martwym Jeziorku,az ciarki przeszly,brr
    zdaje mi sie,czy byla Pani u fryzjera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak trzeba coraz sie dopiescic nic nie robieniem i odrobine naladowac akumulatory, tak bylam jakis czas temu u fryzjera :)

      Usuń
  6. Post jakże na czasie, gdyż w stanie wypalenia jestem właśnie. Mimo ze nie zatracam się w pracy zawodowej to dom też może to uczynić. Ale tak miewam, znajdę się u kresu a potem myślę o tym co mam a co innym dane nie jest i jest ok, idę dalej raźniej. Tak jak Angua próbuję zrobić wiele rzeczy na raz i nie robię nic poza tym ze się spalam do cna.A trzeba się oderwać,pomyśleć, wybrać i zacząć od jednej rzeczy.Tak zrobię:)A co do ambicji to ja przez 6 lat w podstawówce(siostra starsza o 2 lata więc te 2 ostatnie byłam sama już) słuchałam pytania" czy Ty jesteś siostrą tej zdolnej A z x klasy?"-"tak, to ja"-odpowiadałam speszona na maksa.Jeziorko piękne ale bolą mnie takie obrazki-śliczna przyroda i sklepowy wózek który ktoś z nudów tam wrzucił.Podoba mi się to co masz ubrane-takie to jest razem miłe, bezpieczne, przytulne, wiesz co mam na myśli? Takie moje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Boze ten tez koszmar mialam przez cala podstawowke i liceum: "a czy przypadkiem nie jestes siostra tej zdolnej, inteligentnej, sumiennej ... itp, itd.... tak, to ja... ani nie sumienna, ani nie taka zdolna, za to bardziej roztrzepana i leniwa - i tak nigdy nie moglam przeskoczyc tej poprzeczki ustawionej przez moja siostre! Pozdrawiam cie, kochana Malino, jesli to czytasz! :)
      a co do wozka, wiesz , ze dopiero go wypatrzylam w wodzi, ale jestem gapa! pozdrawiam!

      Usuń
    2. No, podstawówkowy koszmarek co się często wlecze za człowiekiem do końca.Ja mam sokole oko:)

      Usuń
  7. Uwielbiam Twoje posty, pisze to już chyba nie pierwszy raz ale tak jest, co do perfekcji hmmm masz rację. Ale powiem Ci też że są chwilę w życiu kiedy nasze życiowe priorytety wywracają się do góry nogami, na przykład kiedy nasze zdrowie jest nie najlepsze wówczas zaczynamy doceniać wartości wyższe jak miłość i rodzina. Wiem, że wypadki chodzą po ludziach i nigdy nie wiadomo jednak gdy mamy świadomość że nie będziemy długo żyć wtedy piramida życiowych priorytetów ambitnej kobiety się może ostro powywracać...
    A Martwe Jeziorko to raczej " smrudka " trochę straszna powiem szczerze ale jakiś urok ma i jak widać sprzyja refleksji ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasami następuje zmiana priorytetów w bardzo bolesny sposób. Ale dla niektórych okazuje się to ocaleniem! Dziękuję Ci, Kropeczko za tak miłe słowa!

      Usuń
  8. coś w tym jest. Mój bezpośredni przełożony mówi, że mam syndrom prymusa.
    A trzeba czasem odpuścić, przymknąć oko i nabrać dystansu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak mi przyszło do głowy, że dla kogoś, kto ma ambicję być perfekcyjnym, perfekcjonizm nie istnieje. To znaczy jest chyba niemożliwy do osiągnięcia. Osiąganie go musi strasznie męczyć. Ja jestem antyperfekcyjna. Nie lubię się ścigać, z sobą tym bardziej. Gdy ktoś chce ze mną, od razu zwalniam. Myślę sobie: Leć, leć, tylko nie rozwal głowy uderzając o mur:P Nie uciekać, nie gonić - tak chcę żyć. I chyba żyję, choć trudów nie brak. Nie wiem, czy na temat ten mój komentarz, ale tak poszłam za myślą:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na temat, na temat , dobrze prawi! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy post. Przeszłam już ten etap prowadzący do perfekcji w każdej dziedzinie życia.
    Zanim wstałam z łóżka zaplanowałam swój czas aż do póżnego wieczora. Wszystko musiało byc na błysk, perfekcyjnie i... wiesz co?...wypaliłam się, straciłam ochotę do życia. Nazywam ten czas" czasem bezistnienia". Kiedy po miesiącu choroby niespodziewanie zmarła moja siostra hmmm zwolniłam, przewartościowałam swoje życie. Nie znaczy to, że moim domu jest syf:P NIE!!!! Teraz zdarza mi się po przyjściu z pracy, po skończonym obiedzie rzucic wszystko i po prostu zwyczajnie poleżec pół godzinki. Na [początku mąż pytał...co? źle się czujesz? teraz jest inaczej... mówi do dzieci...mama kontempluje;)
    Może się starzeję;) a może dopiero teraz zrozumiałam co jest najważniejsze w życiu:)
    Patrzę na Twoje zdjęcia i widzę zadbaną, zrelaksowaną ,świadomą swojego uroku i mądrą kobietę. A bociana zauważyłam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, choć dbam o siebie w naprawdę podstawowym zakresie, nigdy nie miałam jakiejś obsesji swego wyglądu. Chyba się po prostu lubię jaka jestem i mam świadomość swoich braków - wiadomo przydałyby się bardziej regularne rysy, może zgrabniejszy nosek, trochę mniej kilogramów, a , zresztą, czy to takie ważne :) Minęły czasy nastoletnich kompleksów, kiedy każdy pryszcz na nosie stawał się problemem, myślę, że prawdziwe życie świadomych siebie kobiet zaczyna się...po czterdziestce! wiem, ze to dla tych młodszych koleżanek brzmi jak herezja, ale zmienią zdanie jak im lat przybędzie :)

      Co do tematu posta - to znam to uczucie, o którym piszesz i mam ten ambitny etap za sobą. Kiedys podobnie jak ty miałam dzień zaplanowany od świtu do nocy, wszystko miałam skrupulatnie zanotowane, a jak z czymś sie nie wyrabiałam to przekładałam na nastepny dzień i w ten sposób piramida rzeczy do zrobienia rosła proporcjonalnie do mojej frustracji i wyczerpania. Aż w końcu jak pies - zaczynałam gonic własny ogon i nie móc, rzecz jasna go złapać - na szczęście - zmądrzałam i tak jak piszesz - wiem co jest w zyciu ważne - nic się nie stanie niesprzątniętej kuchni jak położę się i przez pół godziny posłucham muzyki. Ale do tych "mądrości" dochodzi się z czasem :)

      Usuń
  12. Twoje słowa są pełne ponadczasowej mądrości. Natychmiast podaję linka mojej kochanej synowej, która nie tylko chce, ale robi wszystko perfekcyjnie! Ja na szczęście jestem ambitna, ale w granicach! Sciskam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobnie - moje ambicje mają określone granice, nie mogę stać się ich niewolnicą :) dzięki Joasiu!

      Usuń
  13. Tak, perfekcja, uwielbiam, ale stosuję jedynie w wybranych przypadkach. A dla równowagi inne nieco łagodniej, tak po domowemu.
    Jeśli kiedykolwiek nie zechce mi się uczesać włosów, bo... to będzie ze mną bardzo źle. Ale patrząc po znajomych - taki stan rzeczy zaczyna być naginnym. Pędzimy, nie wiadomo za czym...
    Perfekcja to jedynie natura :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to trzymac swoja perfekcję krótko za uzdę by nas za bardzo nie poniosła, bo upadek może być bolesny :)

      Usuń
    2. I tu uchwyciłaś sedno sprawy, - o to własnie chodzi...
      Czasem mnie ponosi i potem odchorowuję, chociaż właściwie mogę już to powiedzieć w czasie przeszłym, bo opamiętałam się i zwolniłam. Odpuszczam sobie często, ale jak już wezmę się za coś to musi być correct. Ale nie przeżywam już tak bardzo, gdy wyjdzie średnio. Seniorce wolno.

      W szkole to mnie stawiano siostrze za wzór zdolności, a ją mnie za wzór sumienności, tak, że właściwie jątrzyli i teraz nie mamy niestety dobrych relacji - ja stałam się sumienna, siostrze byłoby trudniej odmienić naturę. Ale za to ona jest zdrowa...
      Pozdrowienia.
      A ta czapla wcale nie ma takiego długiego dzioba

      Usuń
    3. O tak, takie porównania mogą poróżnić na wieki rodzeństwo i wprowadzić złe relacje! dziękuję!

      Usuń
  14. http://paulinas-cooking-place.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. great post aas always honey, i love the phootos :P
    xx

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystko co napisałaś to szczera prawda... Ja często nie jestem z siebie zadowolona - efekty mojej pracy zawsze uważam, za mało doskonałe, za mało umiem, za mało wiem... eh... skomplikowany umysł nie pozwala na to by sobie odpuścić. Ale czasami trzeba, czasami powinno "dać sobie na luz" i popatrzeć na siebie z dystansu

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ty jedna tak masz, jeśli cię mogę pocieszyć! Napisałam ten post, bo też często jestem wobec siebie zbyt surowa, zamiast czasami jak mówisz "dać na luz" :)

    OdpowiedzUsuń
  18. you know I felt sad this world are feel of busy people...I mean it's not like we DO NOT need hard-working people but sometimes you just need to take time and see the good things surrounding you:)..I hope you still find time to relax and enjoy the things surrounding you and take you time NOT to work too hard:P..ahahah I mean, realistically we all need to work hard in order to achieve our goal, but sometimes you just need maybe 5 seconds to see the good things around you;)

    BTE, love the lake photos..and you look lovely;)

    kisses and hugs:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Yes, Tammy, I try to control my time. My last decision is - to work one day less to have it more for me, my family and my passion. Fortunately, the corporation responded positively to my request and my weekend will be longer than usual, hurray!

    OdpowiedzUsuń
  20. Nice photos :)

    xo Jennifer

    http://seekingstyleblog.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  21. These photos are gorgeous! I love your sweater!
    PS- Don't forget to enter the giveaway on my blog-open internationally!
    :)
    Allison
    A's Fashion Files
    RIRE Giftcard Giveaway
    Shop Kawaii Kitsch by A on Etsy!

    OdpowiedzUsuń
  22. Cholera, też jestem dobry w liczeniu ziarenek.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Ptaka oczywiście zauważyłam. A tekst bardzo mądry.
    Zapraszam do siebie, bo może Cię u mnie coś zainteresować.
    Serdeczności Agnieszko :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wyjęłaś mi post z "ust" .. z dzieciństwa pamiętem: czemu nie 5, ktoś tu powinien schudnąć!, a u Ani jak zwykle bałagan, chodzenie w przykrótkich spodniach, bo te dłuższe to do kościoła... Wstydziłam się, i tych spodni i "ogromnej" tuszy i tego że byłam najwyższa w klasie, kokard we włosach i wiecznie grzywki krótkiej, takiej obciętej na dłużej w której wyglądałam jak "chłopka" potem krótkich włosów- bo na basenie łatwiej wysuszyć... Sprzątałam a i tak nie było tak jak miało być... itd... stanęło na tym że palenie, niejedzenie i ćwiczenie, stało się suplementem odchudzającym, schudnięcie drogą do ideału, w szkole, domu, i życiu ( bo kto będzie chciał taką fokę!!) mając 13 lat marzyłam by w wieku 18 lat mieć męża!!!! żeby mnie ktoś zechciał, pokochał... muszę schudnąć, być idealna!!!! furtka do raju- raju do którego pomimo długiego leczenia podświadomie nadal dążę..nogdy od 15 roku życia nie wyszłam z domu bez tapety!!! ubrana w dres czy stare wycieruchy, nawet siedząc w domu staram się być "dobrze" ubrana, kilka słów których pewnie nie pamięteją ci co je wypowiadali stały się moją udręką i pomimo że wiem iż nie tędy droga, organizm nadal walczy ze mną! a ja ta "chowana" a nie wychowana długo starałam się wykazać iż mogę być świetna w pracy, mieć idelany dom, ogródek, wspaniale gotować, wychować dzieci itd.... tylko po to by utrzeć nosa opiniodawcom... ale już mi się coraz mniej chce. Mamie nie mam co udawadniać już, tata zawsze we mnie wierzył, a kochana bratowa przejechała sie na wszytkim co do mnie mówiła....mnie chiała prostować a własnych córkom nie wpoiła prawie nic- ale one są idealne nie to co ja.... Uczę sie siebie na nowo, robię co chcę dla siebie dla dzieci męża i cieszę się efektami :) i tak mi dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  25. teraz krótko bo się rozciapałam w poprzednim komencie...Nogi to masz wspaniałe!!!!!!!!!! przyciemniłaś włoski? Ładnie Ci :) Jeziorko niezwykle urokliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  26. ładnie wyglądasz :) piękny kolor torebki!
    Zapraszam do mnie na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  27. No właśnie! Powiem tylko, ze nie zapomnę nigdy fartuszka z gąską Balbiną i swego wizerunku, gdy właśnie " z praktycznych względów" byłam ścięta na króciutko. Jeśli dodam, że byłam najwyższa w klasie, płaska jak deska ( wiem, trudno to sobie wyobrazić patrząc na mnie teraz!), kiedy wszystkie dziewczyny nosiły już biustonosze, a ja mogłam tylko o tym pomarzyć bo nie było na co go nakładać, he, he! Jednym słowem jako nastoletnia dziewczynka wyglądałam jak zapałka na zakręcie i byłam według mnie samej strasznie aseksualna! :)dzięki!

    Tak, powróciłam do naturalnego koloru z kilkoma jasniejszymi refleksami, czas dać włosom odpocząć :) dzi

    OdpowiedzUsuń
  28. Agus jak ja sie z toba zgadzam. Sama musialam sie przegrupowac i wyciszyc. Zaczac sie cieszyc z tego co zdobylam i osiagnelam i zamiast bic sie po glowie choc raz sie poglaskac. Jak to zrobilam to taki wielki ciezar z serca mi spadl. Co nie znaczy, ze od czasu do czasu trawa ciagle wyglada zieleniej po drugiej stronie muru ale umiem to juz zauwazyc i zaczac doszczegac zalaty mojej trawy :). Ptaka na jednej nodze odnalazlam :). Oj, jak dobrze ponadrabiac blogi. Mialam bardzo ciezkie dwa tygodnie ale juz wszystko sie wyrownuje :).

    OdpowiedzUsuń
  29. Witam.Ja ma pytanie odnośnie pizzy.Szukałam w internicie przepisu i jak dla mnie nowicjuszki trochę wszystko skomplikowane,a ten tu przepis wydaję się łatwy i chciałabym wypróbować z moim niewielkim doświaczeniem i talentem.Czy do tego ciasta nie trzeba kurzego jaja?

    OdpowiedzUsuń
  30. Wlqsnie ten przepis zauroczyl mnie, poniewaz jest naprawde prosty - nawet dla takiego beztalencia jak ja: zadnych jaj! zapomnij o kurzych jajach!

    tylko to co w przepisie - drozdze, woda, maka, olej; chyba nic nie pominelam... Trudniej mi sprecyzowac ile powinnas piec, ja pieke "na oko" tzn. wstawiam do nagrzanego piekarnika na jakies 150 - 180°C i pozniej po kwadransie sprawdzam ciast ( dlubie w nm drewnianym patyczkiem) jesli jest jeszcze troche surowe to pieke jeszcze z 10 minut. Tylko ser na wierzch proponuje dac tuz przed koncem pieczenia, bo w przeciwnym razie ser sie spali, a tak bedzie ladnie rozpuszczony, puszysty, smacznego :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Hellо there! Thіs post сouldn't be written any better! Reading this post reminds me of my good old room mate! He always kept chatting about this. I will forward this write-up to him. Pretty sure he will have a good read. Thank you for sharing!
    Feel free to visit my homepage : captcha image

    OdpowiedzUsuń