sobota, 24 czerwca 2017

Szczęśliwy jak Duńczyk?


Nastało prawdziwe szaleństwo na szczęśliwych Duńczyków i innych z półwyspu nordyckiego. I zdziwienie swoistego paradoksu. Jak ludzie, zażywający najwięcej psychotropów, popełniający najwięcej samobójstw mogą być wzorem szczęśliwości?  Jakiś czas temu dostałam tę książkę. Podchodziłam do niej jak do jeża, chcąc na każdym jej etapie zdemaskować fałszywe założenia, czy konkluzje. Szukałam porównań, sprzeczności, analogii ze znanym mi Duńczykiem, najcieplejszym pod szorstką powłoką  gburowatości człowiekiem jakiego w Belgii poznałam.
Książkę "Szczęśliwy jak Duńczyk"napisała rodowita Dunka, która w 10 rozdziałach podaje powody, które składają się na jeden z najwyższych na świecie wskaźników szczęśliwości.  Nie do wszystkich  przemówi model szczęśliwego państwa, które nie buduje elit , ale za główny cel stawia sobie stworzenie populacji, która będzie szczęśliwa jako całość.
Czytając książkę spierałam się z  autorką wielokrotnie, ba nawet zakiełkowało w pewnym momencie w mojej głowie podejrzenie, ze Duńczycy promują społecznie pewien rodzaj miernoty, równania w dół.  Przynajmniej w moim pojmowaniu świata.  Bo jakże zrozumieć, w dzisiejszym pojmowaniu świata, brak współzawodnictwa, finansowanie tych mniej zaradnych przez tym, którym się powiodło, bogatych, przedsiębiorczych, gotowość do płacenia jeszcze większych podatków, a nie unikanie ich jak się da itp?
Podczas gdy cały świat narzeka na podatki, tylko zaledwie 20% Duńczyków dołącza do tych narzekań,większość uważa, że stawka jest słuszna, a 12 % deklaruje się, że mogłoby płacić więcej.
Autorka pisze:"Urodziłam się w najszczęśliwszym kraju na świecie, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy".
A może szczęście to brak świadomości ciężaru gatunkowego życia?... I to jest być może klucz do zrozumienia Duńczyków?


cd tutaj

piątek, 16 czerwca 2017

Papagaj


Bardzo przeżyliśmy odejście najpierw Tuni, a później Kajtka. Wyeksploatowało nas to totalnie. Są takie rzadkie chwile w naszym życiu, że zupełnie się z sobą nie konsultując mamy identyczne myśli. wtedy jedno z nas pyta:
- Czy myślisz to samo co ja?
Tym razem ja odpowiedziałam:
- Tak, nigdy więcej żadnych zwierząt. Dochowamy Tośka. 
- Zbyt wiele nas to emocjonalnie kosztuje. - dorzucił mąż na nasze usprawiedliwienie. 
Przytaknęłam skwapliwie, a Tosiek na potwierdzenie tych słów przejechał mnie jęzorem po nodze.

Ale przecież znane powiedzenie mówi: "chcesz rozśmieszyć Pana Boga - opowiedz mu o swoich planach" - czy jakoś tak to brzmi. 
Nie minęło kilka dni, gdy zauważyłam, że nasz pies bawi się czymś w ogrodzie, turla łapą i popycha w kierunku domu. Piłeczka? - przemknęło mi przez głowę. Zbyt oporna. Jeż???
- Tosiu, co tam turlasz ptaszyno? Toś pokazał wzrokiem znalezisko niemniej zdziwiony niż ja. 
Średniej wielkości zielona papuga stroszyła gniewnie pióra starając się, popychana,  zachować resztki ptasiej godności. cd tutaj