piątek, 5 października 2018

WSZYSTKICH STRAPIONYCH RADOŚĆ


Miejsca na mapie - ekstrema. Gdzie się coś kończy, zaczyna: czyjś początek lub koniec świata. Miejsca - gdzie można się zaszyć, zwiać nawet od siebie samego, by usłyszeć myśli w swojej głowie, zamiast szumu cywilizacji, jej nieraz niezrozumiałego bełkotu.
Takim miejscem jest dla mnie maleńka miejscowość 2,5 km od Białorusi o nazwie Koterka. A dokładniej, niewielka cerkiewka położona w lesie na bagnach pod wezwaniem Ikony Matki Bożej "Wszystkich Strapionych Radość" 
I może powiesz, cóż to za atrakcja, ja Ci powiem - może nie jest to safari w Kenii, ani wodospad Niagara, ale pojedź tam, a doznasz wielu cudownych wzruszeń i spłynie na Ciebie spokój jak łaska, bez względu na to, czy jesteś wierzący, czy nie. 


Możesz mieć problem z drogą, która kluczy między drzewami i nagle kończy się szlabanem w poprzek drogi, umożliwiającym dalszą jazdę. Nie zrażaj się i nie poddaj zwątpieniu. Znalazłeś się u celu podróży. 
Wysiądź. Zaczerpnij wilgotnego powietrza. Posłuchaj jak pięknie dźwięczy cisza. 
Możesz się zagapić i nagle okaże się, że bezwiednie, nielegalnie znalazłeś się po drugiej stronie, przekroczyłeś granicę. 
Nie przejmuj się. Zostaniesz pouczony i odesłany na właściwą drogę. Służba graniczna dyskretnie, lecz skutecznie czuwa.



Sama Koterka została po II Wojnie Światowej rozdarta na dwie części, z których jedna znajduje się poza granicami naszego kraju. 
Świątynia w leśnym uroczysku powstała w 1912 roku, ale zanim to nastąpiło trzeba było pokonać wiele trudności. 
Ale wróćmy do początków. 

cd: Wszystkich Strapionych Radość

czwartek, 27 września 2018

Różowe okulary


 „Kup różowe okulary
Załóż buty nie do pary
Przez różową szybę patrz na świat” 

śpiewała kiedyś Natalia Kukulska, a ja wiedziałam, że śpiewa o mnie. I że to jest dobre, co śpiewa, a ja robię. I że moja życiowa filozofia jest kompatybilna z moim zachowaniem i doświadczeniem. Ci, którzy znają mnie to wiedzą – jak wygląda ze mną życie:
” Moje szaleństwo patrzenia na świat przez swoiste różowe okulary, bez rozkładania go na detale, jest jak izolacja.”
A jest od czego izolować się na co dzień.
Kiedyś wstawiłam do mediów społecznościowych zdjęcie przypadkowych okien, które mnie zachwyciły. (Napisałam wtedy o tym obszerny post, i nawet zamieściłam w cyklu:"Zaczarowanej...")
​Pierwszy komentarz był jak strzał: umyj okna! Później pojawiły się inne ciosy w szczękę, aż spadły mi z oczu różowe okulary!
Picture

Z ciekawością obserwuję przedwyborcze dyskusje na portalach społecznościowych. Są tacy, którzy cieszą się, że w mieście powstały nowe ławeczki, drogi, place zabaw. Inni wiecznie niezadowoleni: bo na ławeczki ptaki srają (wywalanie pieniędzy!), drogi i chodniki nie z takiej nawierzchni jak trzeba (chociaż wcześniej trzeba było brodzić w błocie po pas, pewnie było lepiej), a place zabaw? – ech, a nie lepiej było zrobić... więcej dróg czy ławeczek???
Wciskam mocniej moje różowe okulary na nos i odpływam w inną stronę życia. Gdzie ptaszek, kwiatek, piękna fasada, na którą można zagapić się po czasu kres.
Nie bez powodu ktoś powiedział:”Jakie patrzenie, taki świat”
Bo wszystko w naszych głowach początek naszych myśli ma.
Ale czy można przeżyć życie w otulającej foli izolacyjnej zamiast żyć?
(Na zdjęciach Karolina i Zuzia)
Odpowiedzi szukaj ze mną tutaj: klik