Najlepsze co wymyślił Bóg...
Wreszcie doczołgałam się do siłowni i basenu. Wreszcie... Co prawda nabieram dopiero rozpędu. I jeśli łudzę się, że w ciągu dwóch tygodni zrzucę zbędne kilogramy, to jestem w głębokim błędzie. Rocznych zaniedbań nie da się nadrobić w last minute. Jest jeszcze druga opcja, koło ratunkowe (jeśli pierwsza się nie uda):
Jestem na dobrej drodze do pokochania swoich balzakowskich wdzięków. W końcu w pewnym wieku ma się do tego prawo by nie wyglądać jak wieszak. I ja skwapliwie z tego prawa póki co korzystam.
Zacznę zgrzytać zębami dopiero na plaży, na widok smukłych kobiet, za którymi jak po sznurku, powiodą nostalgicznym wzrokiem wszystkie plażowe hipopotamy obojga płci. Zaraz jednak pomyślę sobie: "trudno, trzeba pracować na materiale jaki jest", zaprzysięgnę sobie w duchu dietę: "MŻ" i więcej ruchu (odpowiednią deklarację na ścianie już powiesiłam i obwieściłam ją fejsbukowemu światu, biorąc go na świadka swoich wyrzeczeń)
Po czym porwie mnie (znam siebie nie od dziś!) radość pluskania się w wodzie i bieganie z Tośkiem po plaży. On jeden patrzy na mnie z niesłabnącym zachwytem orzechowych oczu. Mąż obrusza się czytając te słowa i prycha: "A ja???"
No tak, ale do zachwytu starego męża własną starą żoną szło się przyzwyczaić przez ostatnie dwadzieścia lat i nie robi już on (zachwyt) na mnie takiego wrażenia jak ten tośowy: swieży, spontaniczny, bezgraniczny!
Na zabój - z wywieszonym jęzorem!

Ale jak zwykle odbiegłam od tematu, który chodził mi po głowie.
Pokochałam Aqua burner, to taka intensywna odmiana aqua gym. Woda, muzyka i taniec...
Co prawda, na drodze do pełni szczęścia stoi mi jeden przeszkadzacz...
I tu wyjdzie na jaw, że jestem męską szowinistką. Wiem, że takie miejsca jak basen i schopping są dla wszystkich. Ale nie mogę zrozumieć po jaką cholerę, w typowo damskie klimaty pchają się faceci, jak chociażby na wspomnianych zajęciach.
Takich dwóch czy trzech plącze się między babami, zabierając (mi osobiście) cenną przestrzeń życiową w wodzie. Czy nie ma już bardziej męskich, sportowych zajęć kolektywnych?
O jak przyjemnie, kołysać się wśród fal - chciałoby się zaśpiewać, ale nie można. Jestem skupiona na powiększeniu swojej przestrzeni wodnej za pomocą łokci. Zagonieni pod pływające boje panowie, giną mi z pola widzenia. Mogę teraz skupić się na sobie...
Ćwiczę do upadłego, tańczę, pokonuję opór wody. Po całym dniu pracy czuję jak wszystkie kostki wracają na swoje miejsce, kręgosłup się prostuje, ciało nabiera lekkości, a z głowy, jak bąbelki z szampana ulatują wszystkie toksyczne, biurowe myśli. Jestem szczęśliwa.
I myślę, że modlitwa (niektórzy nazwą ją medytacją), muzyka i taniec to najlepsze rzeczy pod słońcem leczące duszę i ciało! Moje najważniejsze życiowe narzędzia, które potrzebne są mi do odczuwania szczęścia i pielęgnowania wdzięczności. Do zachowania niezbędnej równowagi.
"Dodaj do tej listy jeszcze seks". - Podpowiada przytomnie szwagier. Ja wolę używać słowa zmysłowość. Ma ona różne twarze i wszystkie prawdziwe.
Czasami jest to wirujący seks jak w wykonaniu Sharon Stone w "Nagim instynkcie". Nieraz to przyprawiający o dreszcz pocałunek nadgarstka, czy muśnięcie się tym jedynym w swoim rodzaju czułym spojrzeniem ponad główkami śpiących dzieci.
Każdy z nas musi mieć swoje sfery życia, gwarantujące o jego równowadze. Gdy któraś z nich jest zapomniana, coś zaczyna kuleć w naszym ogólnym funkcjonowaniu. Czasem zaniedbujemy duchowość, kiedy indziej fizyczność. Lecz nie martw się, to normalna kolej rzeczy. Nie jesteśmy cyborgami. Doświadczamy pod stopami trzęsień ziemi, kołyszącego morza i twardego lądu. Ważne jest, żebyś wiedział, jakie wartości stanowią o TWOJEJ równowadze i gdy łajba, zwana życiem niebezpiecznie się kolebie, spróbował z powrotem ustawić dziób w odpowiednim kierunku i nadać jej stabilność.
Może popadasz w pracocholizm zaniedbując relacje z bliskimi ludźmi?
Może przeceniasz w twoim życiu fizyczność, mając pustkę w sercu, lub odwrotnie?
Może zaniedbujesz totalnie robotę, skupiając się na pasji?
Albo nie posiadasz nic oprócz lenistwa i dziwisz się, że nie idzie?
Ustal swoje priorytety. Niech działają w harmonii. Powiedziałam Ci, jakich ja używam narzędzi. A co jest dla Ciebie pełnią szczęścia? Nie myślałeś o tym? Już teraz wyrusz w głąb siebie, ODNAJDŹ ZAGUBIONY KLUCZ.
To trzymam kciuki, w dwa tygodnie da się dużo zrobić dla sylwetki. Chociaż, czy trzeba?
OdpowiedzUsuńJa zaczynam znów biegać. Od poniedziałku...
Bieganie brawo ! To moja droga do wolności umysłowej :):):)
UsuńI zmęczonego szczęścia :)
Pt , tak nie ma nic lepszego niz kopniak endorfin z rana ....
Znaleźć klucz...znaleźć klucz! To najwazniejsze coś od czego można zacząć ustawienie siebie, zycia, innych w naszym życiu. Dla kazdego ten klucz będzie inny: modlitwa, mądrość życiowa, spontanicznośc, dobre serce, egoizm, co komu pasuje. Wazne aby uczciwie uzywac swojego własnego klucza zyciowego a nie oszustwa jako wytrycha. Jakoś smutny ten komentarz, choć nie mialam takiego zamiaru. :-)
OdpowiedzUsuńNajwazniejsze to byc soba i jeszcze raz soba !! Nie ogladac sie na innych, bo sa tacy, jak my przypuszczalnie bysmy chcieli byc... Wazne, aby nie nasladowac slepo innych, bo modne sa diety, bieganie, silownie, czasami warto byc soba i tylko soba, wsluchac sie w siebie i w swoje wnetrze, czego tak naprawde potrzebujemy...moze nie szczuplej sylwetki, wspanialej figury, ale wlasnie czegos najzwyklejszego w swiecie: ciszy, spokoju i wlasnie bycia soba i nie zmuszania sie do czegokolwiek, to wlasnie jest dla mnie HARMONIA z soba......i jeszcze jedno: nie nasladowac innych, tylko sprawic, aby to inni nasladowali nas, aby poszli nasza droga , a nie my ich....
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
Kiedyś chodziłam na zajęcia aqua gym :) i żałuję, że na Tajwanie nie mam takiej możliwości. Ale zamian też chodzę na siłownię i ćwiczę w domu :). Moim szczęściem jest spędzanie czasu z mężem i nie dawno odkryłam, że siłownia, ćwiczenia pozwalają mi się odstresować :) i dają mi większą energie do życia :).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
www.peacehappinessfamily.blogspot.tw
Każdy ma swoją receptę na szczęście. Są one tak róże u różnych ludzi, że można się pokusić o traktaty naukowe w tym względzie. Wiele z nich warunkuję sytuacje życiowe, miejsce zamieszkania...Najważniejsze by odnaleźć ten własny, najlepszy sposób, czego wszystkim tu zaglądającym życzę, bo o Ciebie Aguś jestem spokojna.
OdpowiedzUsuńAga dam ci Dawidka na dwa tygodnie zobaczysz jak szybko schudniesz :-)w.
OdpowiedzUsuńDobre! Twoja śliczna sylwetka jest dowodem na to, że Dawidek to najlepsza kuracja odchudzająca! zapisuję się ;)
UsuńTrzymam kciuk ale nie dlatego,że trzeba , należy schudnąć i tam takie ale dlatego,że Ty tego chcesz. Inaczej nic nie ma sensu. Żadne diety, odchudzania nie pomogą jak nasze wnętrze nie jest gotowe. Trzymam kciuki więc!! A jak zrezygnujesz to też będzie dobrze. Bo w każdej wersji kilogramowej będziesz sobą:):) A o to w życiu chodzi:):):)
OdpowiedzUsuńPozwodzenia!!! I Pozdrowienia!!!
dziękuję:) właśnie, bardziej zalezy mi na zmianie stylu zycia na zdrowszy i nawyków zywieniowych niż spektakularne schudnięcie! :) Pozdrawiam:)
UsuńTo ja się bezczelnie pochwalę. Od miesiąca ćwiczę jogę. Choć sama nie do końca wierzę, że to piszę. Od miesiąca! Ijeszcze mi sięnie znudziło! Niedużo co prawda, bo 20 minut każdego poranka. Ale każdego. A do jogi zawsze miałam... dobry przybór. Zaczynałam ją ćwiczyć już z 10 razy, ale zawsze po 2-3 dniach mi się nudziło. A tu miesiąc i mi się nie nudzi, a co więcej, podoba mi się! Po części dlatego, że widzę efekty. Nie, nie na wadze. Ciasne dżinsy są nadal za ciasne, ale wreszcie mogę zgiąć się w pół (a nie ledwo do 45 stopni), a ćwiczenia, na które na początku klęłam, że są głupie, że co za idiota je wymyślił, że nikt normalny tego nie jest w stanie zrobić (ekhm... wersja dla początkujących oczywiście:P) teraz robię bez większego problemu. I jestem spokojniejsza. I nawet jeśli jakiś idiota zajedzie mi drogę jak idę do pracy, to mu co najwyżej pokazuję język :P
OdpowiedzUsuńNo, ale znów rozpisałam się o sobie. Mam nadzieję, że utrzymasz swoją wewnętrzną równowagę. Zdrowy styl życia nie jest taki straszny, jak się wydaje. Trzymam za Ciebie kciuki :)
Chapeau bas! Naprawdę! :)
Usuńmasz przepiękną, kobiecą sylwetkę, ale jeśli pragniesz zmian, to życzę, aby się udało, skoro to dla Ciebie ważne - powodzenia.
OdpowiedzUsuńpodchodze tak z przymróżeniem oka;), po prostu chcialabym nie musieć wymieniać wszystkich ciuchów, ktore lubię, a w ktorych zaczęło mi być niebezpiecznie ciasno :) ale nie za wszelką cenę, oczywiście :)
UsuńCieszę się z tobą
OdpowiedzUsuńdzięki! :)
UsuńZazdroszcząc podziwiam, że można mieć tyle radości z rzeczy właściwie normalnych :) Chłopu to czasami trudno pojąć ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)))
ale fajnie napisałeś, rozbrajająco :) my kobiety tak juz mamy, nie próbujcie nas zrozumieć... :)
UsuńPięknie napisałaś Agnieszko. Powodzenia jak chcesz schudąć ale nie jest Ci to potrzebne. Ja chodzę z kijami....pozdrawiam serdecznie...
OdpowiedzUsuńty z kijami, ja z "piesami" :) :) :)
UsuńNajwazniejsze to chciec dla siebie. 3mam kciuki za wytrwalosc, jedyna droge do sukcesu. Joanna-Jo
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę z Twoich radości:))ja na temat figury to się nie wypowiadam:)))ale trzymam kciuki za wszystkich którzy o swoje figury dbają:)))))Pozdrawiam serdecznie:)))
OdpowiedzUsuńFigurą nie warto się przejmować, ponieważ najważniejsze jest dobre samopoczucie. Diet nie stosuję, jem po prostu mniej. Ciepły post. A rady i priorytety rewelacyjne. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńdzięki wam za ciepłe budujące komentarze:)
UsuńWróciłam do swojego biegania. Na początku było trudno się zmobilizować systematyczności, ale w końcu stało się, codziennie bez wyjątku od 5 do 13.
OdpowiedzUsuńI nie popuszczam. Już czuję się z większą mocą, więcej energii aż to nieprawdopodobne bo po treningu jestem tak wykończona że dycham prawie nieżywa.
Taki kop endorfin wprowadza mnie w cudny nastrój.
A co mi daje szczęście?
Cóż, zawsze będę zdania że to stan umysłu..... a tu może dziać się oj... wiele, i pięknie jest gdy dzieje się pozytywnie ;))
od 5 do 13 km a nie od 5 rano do 13 stej
Usuńa ja ajkoś biegac nie lubie, ale za to czuję ten wiatr we włosach jadąc rowerem lub bardzo szybko maszerując:)
UsuńDwa tygodnie....mało czasu. Postawiłabym raczej na kupno odpowiedniej garderoby. Ciuchami wiele można zdziałać.
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle nie ważne są kilogramy, ważna jest kondycja ciała. A mężczyźni prędzej zawiesza oko na krągłych kształtach, aniżeli na chudych :)
och, Julka... to zaboli, mocno zaboli... kieszeń, bo wypada wszystko wymienić! :) chyba juz wole myslec, że okrągłe jest atrakcyjne :)
UsuńDo zmysłowości tej filmowej dołóż jeszcze rękawiczkę Rity Hayworth
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
o właśnie! Antoni, ty tak trafnie jak zwykle, kropke nad "i" potrafisz postawić :) Pozdrawiam!
Usuńkochana, dwa tygodnie to wcale nie jest mała zależy tylko z jaką intensywnością do tego podejdziesz, oczywiście nie schudniesz 10 kg ale nawet te dwa wprawią Cię w lepszy nastrój i dadzą motywacje do dalszego działania, więc do roboty! ;D
OdpowiedzUsuńhttp://lamodalena.blogspot.com/
dzięki za motywacyjnego kopa! :)
UsuńJa na szczęście wiem czego pragnę, wiem czego chcę. Tylko z realizacją trochę trudniej..ale ostatnio znacznie lepiej :-)
OdpowiedzUsuńwiedzieć to już polowa sukcesu! Jeszcze tylko przekuc tę wiedze w czyn :)
UsuńTrudno się z Tobą nie zgodzić. Zagłębienie się w siebie pozwala odnaleźć siebie. Pomaga mi w tym bieganie i fakt iż uwielbiam przebywać sama z sobą...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
wiem, że dużo biegasz! Podziwiam Cię!
UsuńDo balzakowskich kształtów to ci daleko, jesteś fajną, nietuzinkową babeczką. Jednak jeśli chodzi o ruch i ćwiczenia to jestem zawsze na TAK!
OdpowiedzUsuńdziękuję zwłaszcza za "nietuzinkową", osobowość jest szalenie ważna! Pozdrawiam cieplutko!
UsuńNice pics & a nice post. Please Feel free to add your blog on BloggerPride - Directory of Bloggers
OdpowiedzUsuńThx :)
UsuńAgnieszko, masz kobiece kształty, bo jesteś przecież kobietą... Piękną i mądrą...
OdpowiedzUsuńU mnie ostatnio zastój, wycieszenie i niepokój... Omijam lustra, ludzi... Muszę złapać oddech...
Pozdrawiam Cię ciepło!
Najgorzej ruszyć z miejsca, później z każdą kolejną serią ćwiczeń jest łatwiej, a dalej to już Ci brakuje tego, jeśli danego dnia nie zrobisz treningu. Wiem po sobie - nienawidzę biegać, ale z pewnych względów się zmusiłam. Żelazne 3 km codziennie być muszą. I są. Korzyści dużo, w tym ta najważniejsza - właśnie spełnia się moje życiowe i zawodowe marzenie. A poza tym ciuchy rozmiar mniejsze, ale to była w tym wszystkim całkiem poboczna sprawa :) Powodzenia i udanego urlopu!
OdpowiedzUsuńVery interesting blog. A lot of blogs I see these days don't really provide anything that attract others, but I'm most definitely interested in this one. Just thought that I would post and let you know.
OdpowiedzUsuń