Nie zawsze może być kawior.
Wstaje piękna niedziela. Wszyscy jeszcze śpią. Patrzę w okno na zalane słońcem podwórko. Zaraz pogonię się zapewne po bułki do piekarni. Uwielbiam takie niedzielne poranki, popołudnia są już dużo mniej przyjemne, przypominają mi nieuchronnie o poniedziałku. Ale jak głosi tytuł reportażu, który z moim udziałem napisała Anna Maruszeczko w majowej "Urodzie życia", nie zawsze może być kawior! Zachęcam do lektury. Ta informacja jest głównie dla tych moich czytelników, którzy nie mają facebooka, lub wręcz się nim brzydzą. Ja po latach nieufności i obwąchiwania go z daleka, w końcu się do niego przekonałam, bo pomijając to, że jest strasznym złodziejem czasu, to dla mnie przede wszystkim jest potężnym nosnikiem informacji i docierania do czytelnika. Teraz zaczynam obwąchiwac się z Twitterem (do którego mam jeszcze większą awersje niż do "fejsbuka") i Instagramem. W związku z tym, że jestem osobą technicznie staroświecką, zajmie mi to pewnie parę lat, a w tym czasie wymyślą już co innego. Chyba, że w miedzyczasie ktoś nam wtyczkę z gniazdka wyciągnie i światło zagasi. Zanim podzielę się z wami pewną refleksją, która przeleciała mi lotem błyskawicy przez zaspany jeszcze umysł, zachęcę was do słuchania audycji z moim udziałem, dzisiejszego wieczoru w Radiu Podlasie. Audycja z serii "Serce jak obłok" będzie wyemitowana o 22.00. Radia Podlasie można słuchać online pod tym adresem.

Gdyby ktoś kiedyś w dzieciństwie powiedział nam, że nie zawsze w życiu może być kawior, mniej balibyśmy się ryzykownego wzlatywania ku słońcu i połamania skrzydeł. Nasi rodzice w najlepszej wierze, często podcinają nasze lotki. Tak bardzo boją się, żebyśmy nie przeżywali zranień i życiowych zawodów, że z daleka trzymają nas od ognia. Wszystko po to, byśmy nie poparzyli paluchów. A przecież porażki są nieodłączną częścią naszego życia. My i nasze dzieci nieustannie od zawsze... kochamy, przeżywamy piekne chwile, zdobywamy szczyty, ale też... oblewamy testy w szkole, chorujemy, tracimy pracę, rozstajemy się z partnerami, bywamy porzuceni i upokorzeni. Dzięki temu hartujemy się, uczymy pokory, nabywamy wrażliwości... (Ale powiedz to komuś, kto właśnie przeżywa takie nieszczęście!)
Bez tych doświadczeń nie bylibyśmy w pełni sobą. To tylko najlepsze z możliwych lekcji. Żaden uniwersytet nie nauczy takiej odporności jak Uniwersytet pod nazwą Życie. Chociaż czasami nieźle mu urągamy. Że beznadziejne, bezbarwne, jak papier toaletowy i do d...
Ja wiem, wiem postrzeganie życia jako szkoły hartowania nie uczyni ciężkich chwil lżejszymi, nie zaczaruje rzeczywistości, ale da siłę do przetrwania. Sprawi, że gdzieś tam podświadomie będzie tlić się światełko nadziei. Nie mówię w oderwaniu od rzeczywistości. To nie jest akademickie "pierdu, pierdu" o tym jak łapać swoje szczęście i nie dać się pokonać przeszkodom. Mówię z autopsji. Nie jestem ani lepsza, ani gorsza od każdego z was. Miałam chwile, gdy los przyginał mi kark i rzucał na klęczki, gdy nie chcąc się z tym pogodzić wierzgałam, broniłam się, kąsałam. Miałam chwile gdy niespodziewanie dla mnie rzeczy układały się w możliwie najlepszym kierunku. Z niedowierzaniem mówiłam wtedy: "Kurczę, ale mi się poszczęściło!" Musiałam stać się babą po czterdziestce by dopiero zrozumieć, że to nie szczęście mnie wybiera, ale że ja wybieram szczęście. A przeszkody, które traktowałam ja dopust Boży to tylko zwykłe niedogodności życia stawiające mnie do pionu. Tragedia jest wtedy, gdy brakuje na lek dla dziecka, w wyniku czego ono umiera, gdy tsunami zmiecie życie naszych bliskich w ułamku sekundy, gdy nie można odwrócić tego co nieodwracalne. Przestałam bać się krytyki i niepowodzeń, przed którymi rodzice chowali mnie pod kloszem. Też mam dziecko. Też drżę o Niego. Chcę by był szczęśliwy, kochany, akceptowany. Czasami za bardzo pcham się przed szereg by złagodzić mu życiowe potknięcia, gotowa jestem powtórzyć historię, zamknąć pod kloszem by zaoszczędzić mu losowych siniaków. To pewnie mam genetycznie uwarunkowane :) Nadopiekuńczość. Ale wtedy zapala się światełko. I mówię, że czasami w życiu musi zaboleć, a każdy ma prawo do błędów na miarę siebie. Moje doświadczenia i moje błędy nadadzą się raczej psu na budę i będą tylko mało wiarygodnym ględzeniem. Każdy chce się sam przekonać: poczuć, dotknąć, skosztować. I gdy nieraz widzę (bo sam nigdy się nie skarży), że mu własnie życie dało do wiwatu, przytulam go i mówię: "Widzisz synu, w życiu nie zawsze może być kawior" a gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się kołysanka Dżemu i życzenie, by "dobry Bóg zawsze go za rękę trzymał":
"Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia aby umieć żyć, bez znieczulenia...
Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic, chwila, która trwa, może być najlepszą z twoich chwil"...
Dlatego drodzy ludkowie, nawet "jeśli niebo zmęczy sie błękitem, wy nie traćcie promyka nadziei"! Gdy jakieś głupie problemy, przeszkadzacze wytrącają mnie na chwilę z rytmu życia odwracając uwagę od jego istoty mówię sobie:"Pomyśl, jakie to będzie miało znaczenie za dziesięć lat." I wiecie co? Pomaga! Większość z tych moich wyimaginowanych tragedii blednie i traci na wartości.
A teraz dajcie mi motywacyjnego kopa, bym zaczęła pisać drugą książkę, której fragmenty gdzieś tam spoczywają zakopane w plikach komputerowych. O czym chcielibyście by była? Kontynuacja pierwszej, czy może coś zupełnie innego? Czekam na wasze sugestie i pomysły. W końcu pierwsza też zrodziła się pośrednio dzięki Wam. :)
Moje magiczne, symboliczne drobiazgi: elegancki zeszyt do pisania od mego syna, długopis z okolicznościowym napisem od wydawnictwa "Białe Pióro"i szykowna szminka do ust od mojej przyjaciółki Ewy, która przysłała mi ją z komentarzem: "Agniesiu, mam nadzieję, że ci się przyda podczas następnych spotkań autorskich"... Przyda się Ewuniu, już 14 i 17 maja w Warszawie...
Jestem na etapie czytania Twojej pierwszej książki (co prawda czytam na raty,ale to nie szkodzi),więc mam nadzieję,że następna będzie równie ciekawa!
OdpowiedzUsuńPozdrowienia z Podlasia!
I też lubię "żyj z całych sił..." ;)
tę książkę można czytać długo, fragmentami i nie po kolei ... :) miłej lektury:)
UsuńKsiążkę skończyłam.
UsuńPo czym posta popełniłam pod wpływem tego co przeczytałam u Cb na blogu i u Róży.
I dlatego nigdy, przenigdy nie chciałam, by wróciły moje młodzieńcze lata. Przeżyłam, to co przeżyłam, jestem twarda jak stal i silna jak góra nie do zdobycia. Nic mnie nie złamie i nie pokona - tylko ostateczna śmierć, która czeka na nas wszystkich u schyłku naszej drogi. A jak znowu życie mnie kopnie, to dam sobie chwilę na zastanowienie się, pomyślenie, obandażuję ranę i pokonam przeciwność. Tę pewność mam w sobie i nikt mi jej nie odbierze, póki sama tego nie zrobię. Ja to po prostu WIEM.
OdpowiedzUsuńI za to cenię sobie swoją dojrzałość, do tego o czym piszesz doszłam z wiekiem. P.S. Bardzo mi sie podoba zdanie "A jak znowu życie mnie kopnie, to dam sobie chwilę na zastanowienie się, pomyślenie, obandażuję ranę i pokonam przeciwność" :) Miłej niedzieli Różo
UsuńDobrze mówisz...i Dżem dobrze śpiewa...
OdpowiedzUsuńA książkę pisz o ludziach, o ich troskach i kłopotach, właśnie o tym, o czym piszesz w dzisiejszym poście.
Pa Słoneczko podlasko- brukselskie:-)
"Słoneczko podlasko- brukselskie:-)" - szalenie mi się basiu podoba! sciskam!
UsuńCieszy mnie, że jest postęp w pisaniu o emigracji i o tym, co było/jest Twoim udziałem. To także Polska... nasza Polska.
OdpowiedzUsuńdziękuję Caddi, też bardzo się cieszę, że tak wazny temat stał się moim udziałem, pozdrawiam!
UsuńWięcej niż 40 lat potrzebowałam, by do tego dojść. Chyba taka to prawidłowość, że po prostu trzeba doświadczyć tego i owego. Za to teraz - jak pisze Róża - niewiele rzeczy może mnie podłamać. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńMasz rację, chyba kluczem do zrozumienia tego jest bagaż pewnej ilości przezytych lat, pozdrawiam :)
Usuńto wiara w siebie pozwala nam przetrwać ciężkie chwile i taka wiarę trzeba zaszczepić w dziecku, to jest najważniejsza rola rodzica! trzeba mu mówić, że jest mądre, że da radę, że jest silne i pracowite, bo tylko praca i konsekwencja przynosi sukces i jak będzie chciało to BĘDZIE JADŁO KAWIOR! bo to tylko od niego zależy! tak trzeba dzieciom mówić! Nie bójmy się dzieci chwalić! ale też trzeba je nauczyć odróżniać ziarno od plew! :)
OdpowiedzUsuńhttp://lamodalena.blogspot.com/
tak szczepionka odpornościowa :)
UsuńNie jest głupim powiedzenie "co nas nie zabije, to nas wzmocni", ale Twoje podoba mi się bardziej i od dziś będę powtarzać sobie o kawiorze.
OdpowiedzUsuńOsoba, która przez pół życia opływa w dostatki, a bliscy usuwają jej pyłek spod stóp, może znaleźć się w takim momencie życia, że złamany paznokiec stanie się bodźcem do samobójstwa. Dlatego nie urągam losowi, że mnie w przeszłości doświadczył, dzięki temu obrosłam w pancerzyk i mam teraz odwagę walczyć o niezakłócanie spokoju mojego domu. I nie pamiętam,kiedy ostatnio płakałam...
"I nie pamiętam,kiedy ostatnio płakałam..." - cudownie! :)
UsuńNajważniejsze żebyś podjęła decyzję o dalszym pisaniu.
OdpowiedzUsuńJestem pewna, że teraz juz nie będziesz sie wahać.
P.S. Pamiętasz jak piękne są Łazienki Królewskie w maju?
Kusisz mnie Stokrotko! Ty wiesz jak mnie podejść :) maowy spacer po Łazienkach w doborowym towarzystwie wyjątkowych kobiet.... to jest to!
UsuńKochana, pisz jak najwięcej:) Bo takie posty to po prostu perełki. Ja niestety wciąż się jeszcze złoszczę, jak coś nie po mojej myśli idzie i myślę znów nie tak, znów nie tak...ale jak czytam Twe posty to zaraz wracam do pionu. Pisz, pisz więcej:)
OdpowiedzUsuńdzięki! to dla mnie wazna informacja zwrotna! :)
UsuńAgnieszko, tak się cieszę,że podjęłaś decyzję o dalszym pisaniu.
OdpowiedzUsuńTo jest w obecnej chwili najważniejsze.
Agnieszko, zdjęcie pieska z zaciekawioną miną, jest cudne.
Pozdrawiam serdecznie:)*
Prawda? Tosi sledzi każdy mój ruch :) "To jest w obecnej chwili najważniejsze." - dziękuję Ci za te słowa...
UsuńJak mówimy o kawiorze... I natura ma swój rytm, nie zawsze jest tarło. Ale Ty wiosną, latem, jesienią i zimą bądź z nami i... pisz!
OdpowiedzUsuńCzekamy na Ciebie w Warszawie! :)
dzięki! To miło jak wiesz, że ktoś na Ciebie czeka... Nie zawiodę!:)
UsuńGratuluje artykułu. Jak już kwietniowy numer kupiłam z nadzieją na artykuł o Tobie :) Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę i być może spotkanie 17 maja, bo to chyba niedziela, więc mama nadzieję, że dam radę:)
OdpowiedzUsuńWracając do książki, to jedna z Twoich opowieści dała mi do myślenia i w splocie z innymi wydarzeniami w pewnym stopniu zmieniła priorytety,ale o tym niedługo u mnie na blogu...chyba...bo póki co zastanawiam się czy o tym pisać...
Pozdrawiam.
Proszę napisz... To może być i dla innych ciekawe i pouczające, podziel się z nami twoimi przemysleniami, pleaseeee:)
UsuńTo prawda, facebook jest strasznym złodziejem czasu, ale obecnie najlepszym źródłem przekazu informacji. Widzę to chociażby po swoim życiu codziennym...praca, blog, uczelnia - notatki, terminy, przecieki i wszystko tylko na fejsie.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wreszcie w tym tygodniu uda mi się dopaść "Urodę.."!
Pozdrowienia :)
PS. Ten utwór Dżemu to jeden z moich ulubionych... :)
Już bez fejsa jak bez ręki!:)
UsuńJak zawsze celnie :)
OdpowiedzUsuńPif! Paf! :)
Usuń"Pomyśl, jakie to będzie miało znaczenie za dziesięć lat." - ja myślę o pięciu, i to mi też pomaga. :)
OdpowiedzUsuńO, widzisz! nawet nie trzeba sięgać az tak daleko :) Pozdrawiam!
Usuńjestem w takim miejscu/dołku, że Twój tekst jak lekarstw. i niby człowiek to wszystko wie i pamięta, że trzeba czasem powąchać mułu, ale nagrodę też by się chciało albo chociaż "na końcu będzie coś co to wszystko zamieni w błahostkę" i nie mam na myśli ostateczności;) ps:książka niedługo do mnie dtrze (WRESZCIE! po szarpaninach rodzinnych ;) )
OdpowiedzUsuńNiby człowiek wszystko wie... a czasami inaczej zrozumie sens tego, jesli usłyszy to z innych niż swoje ust. jakoś tak bardziej trafia... życie zystkuje inną optykę, jakos bardziej trafia. Tez tak mam...
UsuńKochana, szybciutko podnoś się z tego mułu! dosyć taplania w niemocy, zaczynamy nowy rozdział :)
Zgadzam sie w calej rozciaglosci. Pieknie podana prawda o szczesciu i ludzkiej naturze z ukonorowaniem zdjec jak zawsze, cos czuje ze na Instagramie to spokojnie sie odnajdziesz!
OdpowiedzUsuńMuszę w końcu sprobować bo zabieram się jak do jeża do Instagramu, ale jak mówisz, że nie trudno, to może dam radę :) dziękuję Ci za dobre słowo :) Mam nadzieję pewnego dnia do zobaczenia:)
UsuńGratuluje ci Agnieszko i już czytam.
OdpowiedzUsuńMiłej lektury moja droga:)
UsuńRozumiem, jak trudno przekazać swoje doświadczenie własnemu dziecku. Moja mama nie wskazywała, nie zabraniała, nie wtrącała się, ponieważ zwyczajnie uważała, że jak się sparzę, to będzie bolało. I tyle. Moje dziecko prowadzę za rękę i nie ma gdzie zdobyć własnego doświadczenia. Wiem, że źle robię, ale trudno wyluzować, niestety. Pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńDzieciństwo - spakowało nam życie - w walizki różnorakie: kolorowe, duże, małe, szare, czarne, uporządkowane, z wielkim nieładem, bałaganem, puste, pół-zapełnione lub nadmiernie: bibelotami.......
OdpowiedzUsuńIdąc Swą drogą, albo niesiemy zawsze ze sobą "kosztowny pakunek" albo.....uczymy się, bądź jesteśmy zmuszeni - by "zepsute wnętrze" zostawić na stacji Dorosłości i kupić nowe opakowanie wartości życia i napełniać tą walizkę "nowymi-swoimi" dobrami......
Ale do tego potrzebna jest wewnętrzna SIŁĄ......której źródła nie mogę jeszcze do końca zlokalizować......
Chyba nie zawsze jest tak, że trudne dzieciństwo hartuje...wyposaża mocą przetrwania....
A może rozczulam się nad sobą..a może......i już potok myśli uzbroił się w słowa ukazujące moją winę....i tak w kółko.....
Poczytywanie Twoich "poglądów" zawartych w postach pozwala mi podnosić rzęsy swego życia i walczyć z "myślową blokadą".
Wszystkiego..... Aguś
AŻ.
Nie zawsze trudne dzieciństwo hartuje, a lekkie, radosne usypia zmysły, czy spłyca. życie każdego z nas, to zlepek wielu różnych czynników, naszych predyspozycji, genów, charakterów, uporu, zbiegów okoliczności, wrażliwości, wytrwałości... to taki specyficzny kod jak DNA, jak linie papilarne, kazdy z nas podobne trudności przyjmuje inaczej i inny maja na niego wpływ... Najwazniejsze - nie obwiniać się. Najwazniejsze - ten ciężki bagaż "przepracować" w nasz kufer wyprawny na resztę zycia, nasz skarb i źródło siły. buziaki i dobranoc Anuś...
UsuńJak pod większością Twoich postów nie wiem co napisać, gdzieś coś mnie kołacze w środeczku, łezka się zakręci. Czasem trudno czekać w myślach choćby następnego dnia, choć wiadome jest , że wszystko przemija i to co złe i to co dobre niestety też... Ściskam Cię mocno ;****
OdpowiedzUsuńTo nic Kropko nie pisz, ważna jest twoja obecność, nawet gdy milczysz wydaje mi się, że Cie rozumiem, że dużo mówisz nic nie mówiąc:) Pozdrawiam
UsuńGratuluję Agnieszko, jesteś niesamowita...pozdrawiam...buziaki...
OdpowiedzUsuńdziękuję i wzajemnie: )
UsuńKsiążki nie czytałam, bo ciągle czekam na szczególny egzemplarz z dedykacją mojej ulubionej pisarki...półka nadal czeka:-)
OdpowiedzUsuńNatomiast gazetę kupiłam specjalnie dla Ciebie i chwalę się, że znam Cię od lat, bo sporo czasu już się jednak znamy.
Dziś miałam cięzki, intensywny dzień,zgodnie z tytułem posta :) i ten komentarz od Ciebie teraz wprawił mnie w doskonały humor :) dzięki Ela!
UsuńCo to znaczy doświadczenie życiowe
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Kupiłam gazetę, przeczytałam wywiad. Pięknie wyszło, gratuluję :)
OdpowiedzUsuńPS: Znowu się o dwa tygodnie miniemy w Warszawie - dzisiaj się dowiedziałam, że 30. kwietnia mam być w stolycy :((
Później dotrę do Twoich wcześniejszych postów i do tego również, jeszcze raz. Teraz siadam, by napisać mail...
OdpowiedzUsuń