"Nie uśmiechaj się kiedy mężczyzna płacze"
"Nie uśmiechaj się, kiedy mężczyzna płacze. Czasem tak już jest, że nie da się inaczej.
Byłbym nawet skłamał, że to deszcz nie moje łzy, ale widzisz sama słońce piękne dziś jak ty."
W mych ramionach ty, mój świat"

"Powiedziałaś, że już nie jesteśmy sami, że pojawił się ktoś trzeci między nami.
Ktoś ciekawy świata, kto na zawsze zostać chce, ktoś na całe lat ciebie pół, połowa mnie."
Tak... Hanka swoim przyjściem na świat wywróciła go brawurowo do góry nogami. Bezbronność noworodka, niepojęta czułość, najwieksza tajemnica, wobec której większośc z nas miała szansę stanąć. Miłość, której trudno się oprzeć... Stał się Człowiek. I dotarło do nas, że Ona zawsze w naszych sercach była...ujęta w większym planie, z istnienia którego nie zdawaliśmy sobie sprawy...
I straciliśmy dla niej naszą tożsamość. Nie mamy własnych imion, są tylko rodzice HANI, dziadkowie, ciotki, wujkowie...
Hanula miała szczęście urodzić się w kochającej rodzinie. Wyczekiwana z radością, odkąd jej obecność pojawiła się w świadomości jej młodych rodziców, znacząc się enigmatyczną plamką na wydruku komputerowym. Witana jak najlepszy z gości.
Dzielnych ludzi wybrała sobie Hania na rodziców! Wbrew istniejącym, współczesnym tendencjom nie stawiali macierzyństwa na końcu swoich priorytetów, po stabilizacji, karierze, wypasionym samochodzie... Byli zgodni co do tego, że chcą być "młodymi rodzicami" i koncertowo wywiazali się z odpowiedzialności za wypowiedziane słowa i drugiego człowieka. Nie traktując macierzyństwa i ojcostwa jak chwilowego kaprysu.
Hanka w ciągu krótkiego jeszcze życia zdążyła już obronić jedną pracę magisterską, wspólnie z rodzicami napisać drugą i zdać egzamin na prawo jazdy. Jej tata, tuż po powitaniu jej na naszym świecie, prosto z sali porodowej stawił się do obrony magisterki, zapominając, że ma na butach błękitne, szpitalne ochraniacze.
Gdy patrzę na tych młodych z jakim hartem ducha pokonują codzienne przeszkody, borykając się z prozą życia, biorąc diabła konformizmu za rogi, jak konstruktywnie podchodzą do rozwiązywania problemów, to... uśmiecham się... Jestem o nich spokojna...
Po drodze wspólnego bycia pojawią się w ich życiu niejedne "schody", niekiedy ciężkie do pokonania. "Nie zawsze może być kawior" - jak mawia moja znajoma.
Ale tych dwoje ma za soba potężny oręż, co pozwala mi ufać w to, że nie pozwolą światu podeptać swoich ideałów. Ich bronią i tarczą są: wspólne priorytety, jednakowa wizja RODZINY, nieograniczony optymizm, wiara i konstruktywizm. A także wsparcie najbliższych i miłość, a właściwie na pierwszym miejscu - miłość Hanuli.
Na Hanulę czekał mały lecz czuły kącik w ich ciasnej, wynajmowanej kawalerce. Dziewczynka bezceremonialnie wykopała swoja obecnością zjadacz czasu, czyli telewizor, który zesłano bez żalu na banicję do kuchni.
Dojechały nawet podusie uszyte serdeczną nitką przez zdolną koleżankę blogerkę: Fabryka Małych Rzeczy. Pozdrawiamy! :)
A Hani życzymy by świat był jej życzliwy, bo pomimo wielu złych ludzi po nim stąpających - to ciągle piękny świat. Wierzę, że Miłość go ocali...
Byłbym nawet skłamał, że to deszcz nie moje łzy, ale widzisz sama słońce piękne dziś jak ty."
"Nie wiem, co w takiej chwili mówi się, przecież nie mogę bardziej kochać Cię.
Ziemia, każdy ocean, deszcz i wiatr w mych ramionach ty, mój świat. W mych ramionach ty, mój świat"

"Powiedziałaś, że już nie jesteśmy sami, że pojawił się ktoś trzeci między nami.
Ktoś ciekawy świata, kto na zawsze zostać chce, ktoś na całe lat ciebie pół, połowa mnie."
Tak... Hanka swoim przyjściem na świat wywróciła go brawurowo do góry nogami. Bezbronność noworodka, niepojęta czułość, najwieksza tajemnica, wobec której większośc z nas miała szansę stanąć. Miłość, której trudno się oprzeć... Stał się Człowiek. I dotarło do nas, że Ona zawsze w naszych sercach była...ujęta w większym planie, z istnienia którego nie zdawaliśmy sobie sprawy...
I straciliśmy dla niej naszą tożsamość. Nie mamy własnych imion, są tylko rodzice HANI, dziadkowie, ciotki, wujkowie...
Hanula miała szczęście urodzić się w kochającej rodzinie. Wyczekiwana z radością, odkąd jej obecność pojawiła się w świadomości jej młodych rodziców, znacząc się enigmatyczną plamką na wydruku komputerowym. Witana jak najlepszy z gości.
Dzielnych ludzi wybrała sobie Hania na rodziców! Wbrew istniejącym, współczesnym tendencjom nie stawiali macierzyństwa na końcu swoich priorytetów, po stabilizacji, karierze, wypasionym samochodzie... Byli zgodni co do tego, że chcą być "młodymi rodzicami" i koncertowo wywiazali się z odpowiedzialności za wypowiedziane słowa i drugiego człowieka. Nie traktując macierzyństwa i ojcostwa jak chwilowego kaprysu.
Hanka w ciągu krótkiego jeszcze życia zdążyła już obronić jedną pracę magisterską, wspólnie z rodzicami napisać drugą i zdać egzamin na prawo jazdy. Jej tata, tuż po powitaniu jej na naszym świecie, prosto z sali porodowej stawił się do obrony magisterki, zapominając, że ma na butach błękitne, szpitalne ochraniacze.
Gdy patrzę na tych młodych z jakim hartem ducha pokonują codzienne przeszkody, borykając się z prozą życia, biorąc diabła konformizmu za rogi, jak konstruktywnie podchodzą do rozwiązywania problemów, to... uśmiecham się... Jestem o nich spokojna...
Po drodze wspólnego bycia pojawią się w ich życiu niejedne "schody", niekiedy ciężkie do pokonania. "Nie zawsze może być kawior" - jak mawia moja znajoma.
Ale tych dwoje ma za soba potężny oręż, co pozwala mi ufać w to, że nie pozwolą światu podeptać swoich ideałów. Ich bronią i tarczą są: wspólne priorytety, jednakowa wizja RODZINY, nieograniczony optymizm, wiara i konstruktywizm. A także wsparcie najbliższych i miłość, a właściwie na pierwszym miejscu - miłość Hanuli.
Na Hanulę czekał mały lecz czuły kącik w ich ciasnej, wynajmowanej kawalerce. Dziewczynka bezceremonialnie wykopała swoja obecnością zjadacz czasu, czyli telewizor, który zesłano bez żalu na banicję do kuchni.
Dojechały nawet podusie uszyte serdeczną nitką przez zdolną koleżankę blogerkę: Fabryka Małych Rzeczy. Pozdrawiamy! :)
A Hani życzymy by świat był jej życzliwy, bo pomimo wielu złych ludzi po nim stąpających - to ciągle piękny świat. Wierzę, że Miłość go ocali...
Po prostu piękne!
OdpowiedzUsuńPo prostu zycie:)
UsuńTo pierwsze zdjęcie mnie rozczuliło...zaraz się pobeczę!
OdpowiedzUsuńŻycie pewnie nie raz ją przeczołga, jak każdego z nas. Ale masz rację....siła tkwi w miłości. Z nią, z miłością w sobie, z miłością najbliższych, można to wszystko przetrwać.
Piękne i godne podziwu.tylko szkoda że obecnie tak sporadycznie spotykane, bo jednak dla większości liczy się kasa.
OdpowiedzUsuńTaka mama Hani jest potencjalnie w każdej z nas - narodziny budzą w nas zupełnie nowe pokłady wrażliwości .
OdpowiedzUsuńHaha właśnie o tym Moj post aktualny ...
Aguś , w maju ?! Możemy zaplanować jakiś wspólny spacer ?! Do 7 maja mam zwrot głowy , ale potem zdecydowanie muszę sie odstresowac ;)
z dzika rozkosza przespaceruje sie z toba po Bxl, tylko na spokojnie popatrze jak u mnie plany majowe:) do zobaczenia u ciebie na blogu, na spokojnie napisze, bo teraz jestem w pracy:)
UsuńBo dziecko zawsze wywraca świat do góry nogami... Wielkie buziaki dla małej Hani i niech rośnie zdrowo! :*
OdpowiedzUsuńno wlasnie, dlatego mam nadzieje, kazdy kot byl (jest) rodzicem odnajdzie w tym poscie znajome klimaty i lezka mu sie w oku zakreci gdy przywola wspomnienia:)
UsuńPrzepraszam za przejęzyczenie, miało być "kto", a nie "kot" :)
Usuń;)
OdpowiedzUsuńHania i jej historia super :)
OdpowiedzUsuńMasz rację...zycie, zycie....mi zycie też napisało troszke podobną historię, mój syn urodził się gdy miałam 21 lat, nie powiem, że był to mój scenariusz:-) Też zdawał ze mną prace licencjackie, magisterkę i inne cuda wianki...czasami bywało ciężko, ale za nic w świecie nie chciałabym inaczej. Choc moje życie wywróciło się do góry nogami:-) Dziekuję, że tak pieknie piszesz i sprawiasz, że mogę sobie przypominać to i owo, docenić to co mam...buźka!
OdpowiedzUsuńDzielna Madzia! :) Pozdrawiam serdecznie:)
Usuńoj, tak, zmienia się wszystko, priorytety całkiem inne, świat staje na głowie, ale jaki robi się piękny :)
OdpowiedzUsuńOj, to prawda! :)
UsuńWażny tekst, bo teraz jakoś tak się stało że rodzina przestała być priorytetem.
OdpowiedzUsuńTo racja, niektórzy uważają, że nawet jest "passe", ale ja wychwalam jej uroki, jestem tradycjonalistką, a w kwestii rodziny mam póki co same dobre doświadczenia:)
Usuńdziękuję Ciociu-Babciu Hanuli, przepiękny post, przeczytałam go już kilka razy, ale nas wychwaliłaś hehe
OdpowiedzUsuńA.
Wiesz, ze ja zawsze prawde prosto z mostu wale:) ale jak jest za co chwalic, to tez chwale:) jestem z was dumna dzieciaki! :)
OdpowiedzUsuńTata w szpitalnych ochraniaczach na butach podczas obrony pracy magisterskiej mnie rozczulił :)
OdpowiedzUsuńTak, masz rację, jedynym ratunkiem dla świata i dla nas samych jest miłość.
Pozdrawiam ciepło :)
Gdybym zasiadała w komisji i usłyszała, że własnie urodziło mu się dziecko, to dostałby piątkę bez jednego pytania :)
UsuńTata dostal piatke i bez tego :) dzieki cierpliwej pani Proferesor
UsuńDwa tak ważne wydarzenia w jednym dniu! Jak to zniósł?
UsuńPewnie jechał na takiej adrenalinie, że nawet tego nie odczuł w danej chwili, he, he :) Pomyslał sobie taka obrona magisterki to pikuś w porównaniu z tym co sie wydarzyło godzinę wcześniej:)
UsuńBardzo nastrojowe.
OdpowiedzUsuńPiękna Hania, cudowni Rodzice.... Chyba dobrze "czytam", iż zostałaś 'Ciocią-Babcią' Agnieszko? :-))) Gratulacje dla całej Waszej rodziny :-))) Ściskam mocno!
OdpowiedzUsuńDobrze czytasz! Awansowałam, ciotko-babka jestem :) bardzo dumna ciotko-babka:)
UsuńRozczuliło mnie pierwsze zdjęcie i uświadomiło ile już jest za mną.
OdpowiedzUsuńFajna rodzinka i fajnie, że mają Ciebie.
Elu, a ile jeszcze przed tobą, dziewczyno!!! :)
UsuńTak, taki maluszek wywraca życie do góry nogami. Od momentu jego pierwszego płaczu już nic nie jest takie jak przedtem.
OdpowiedzUsuńI człowiek już nie pamieta jak wczesniej było... :)
UsuńPamięta, tylko się dziwi, że przedtem musiał strasznie się nudzić w życiu :)
UsuńDzieci zmieniają w nas wszystko:)))ja już mamą 24 lata:)))teraz tylko żałuję że nie miałam więcej dzieci,po latach uważam że dwoje to trochę mało,ale i tak jestem szczęśliwą matką:)))piękny post:))Pozdrawiam serdecznie:))
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego Hani i jej bliskim ;) BTW tata może i biega w szpitalnych ochraniaczach, ale mama widać mocno stąpa po ziemi, tak mi sie te butki rzuciły w oczy ;)
OdpowiedzUsuńgratulacje, ciociu ;)
Ach te butki!... Lubimy je... :) dzieki!:)
UsuńPiękne zdjęcia i piękna historia. Malutka jest przesłodka. A ja wróciłam do blogowania. Przeczytaliśmy już wszystkie zaległe posty Pani. Mamidło i Mima przekazują pozdrowienia. pozdrawiam jak zawsze cieplutko
OdpowiedzUsuńJakże się cieszę z twego powrotu! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Pozdrawiam Panią Mamidło i Panią Mimę :)
Usuńno tak...to NAJWIEKSZA I BEZINTERESOWNA MIŁOŚC..... słodka Haneczka , pewnie wyroście w takim środowisku na pocieche rodzicom....
OdpowiedzUsuńserdeczności
http://leptir-visanna6.blogspot.com/
Otrzepawszy się z lukru po przeczytaniu tego wpisu, bardzo dziękuję za ciepłe słowa :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Tata Hani
Piękna historia, bo pisana miłością. Śliczne maleństwo. Wszystkiego dobrego dla cudownych rodziców i ich pociechy i dla Ciebie ciociu - babciu. Pozdrawiam Cię ciepło!
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś....malutka jest cudna...pozdrawiam Ciebie, malutka Hanię i jej rodziców...buziaki...
OdpowiedzUsuńWszystkim wam bardzo serdecznie dziekuję za tak ciepłe słowa i wyrazy sympatii :)
UsuńOjjj...dziękuję za cudowne wzruszenia i historię tak pienie opowiedzianą. Pozdrowienia dla ślicznej Hani, ktora wcale nie wywraca świata do góry nogami, ona jedynie go pionizuje i pozwala odkryć w sobie miłość doskonałą bo bezwarunkową. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPieknie powiedziałaś: "ono nie wywraca, ono pionizuje" dziękuję :)
UsuńPrzepięknie o niej napisałaś :-)
OdpowiedzUsuńO Rodzicach Hanuli i wsparciu całej Rodziny...
Jakie to ważne w życiu takiej małej istotki,
aby być wyczekiwaną, kochaną...
Oby wszystkie dzieci tak miały ....
No własnie , czasami widuję dzieci, które maja trochę mniej szczęścia w życiu, bardzo mnie to boli, ze nie moge ich życia uczynić znośniejszym... Pozdrawiam!
UsuńPiękna rodzina, wspaniałości dla Waszystkich i pięknego życia :)
OdpowiedzUsuńPocząć, przyjąć, wychować dziecko z miłości- cóż piękniejszego nad to?
OdpowiedzUsuńrozczuliłam się, patrzę na pochrapujące serduszka i czuję się największą szczęściarą świata, podobnie jak każda mama :) Gratulacje dla Hani :) ma wspaniałych rodziców
OdpowiedzUsuńMiłość, rodzina, wsparcie najbliższych - to najcenniejsze! Zgrałyśmy się w podobnym momencie opisując historię z rodziny, ja też ostatnio pisałam o Milence, córeczce mojej kuzynki. Wnioski są podobne: "Ich bronią i tarczą są: wspólne priorytety, jednakowa wizja RODZINY, nieograniczony optymizm, wiara i konstruktywizm. A także wsparcie najbliższych i miłość (...)" Śliczna Hanusia! Buziaczki, Martyna
OdpowiedzUsuńMartynuś, patrząc na was, jak sie razem trzymacie widzę te wszystkie cechy kochającej się rodziny, do usłyszenia niebawem, wkrótce napiszę, sciskam
UsuńMaleńka jak laleczka,pachnąca niemowlaczkiem, bezbronna.....ale bardzo bardzo kochana.
OdpowiedzUsuńNasze wielkie szczęście.!!!!
Piekne podsumowanie babciu Basiu :)
UsuńKiedy mężczyzna płacze, to już jest poważna sprawa. Piękna reakcja na pojawienie się nowego życia. Łzy radości, szczęścia i ...ulgi.
OdpowiedzUsuńOj, zazdroszczę, podziwiam, życzę szczęścia! Pięknie, cudnie!
OdpowiedzUsuńoch aż miło było przeczytać tego posta:)
OdpowiedzUsuńJaka śliczna :) Gratuluję :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :)
Wzruszyłam się. Gratuluję!!!
OdpowiedzUsuńNo i masz babo placek! Nie mogę czytać takich tekstów, bo ściska mnie w sercu i gotów jestem uronić łzę.
OdpowiedzUsuńDzieci swoje już mam, ale dojmująco odczuwam nieobecność wnuków, którzy się jeszcze nie urodzili.
Gdy tylko się pojawią będę najszczęśliwszym dziadkiem na świecie.
Ponoć nikt tak nie może zawładnąć sercem mężczyzny jak wnuki, a tym bardziej wnuczki :):):) Ponoć traca kompletnie głowę nawet ci najbardziej odporni! :)
UsuńMężczyźni nie płaczą... im się pocą oczy :)
OdpowiedzUsuńPrzy okazji narodzin dziecka zawsze przypomina mi się Ta historia Uwaga! Można się nieźle spocić :)
To zostawiłam te historię na dzisiejszy wieczór, bo już mam oczy umalowane i szkoda by było, gdyby wszystko poplynęło, a znając siebie na pewno popłynie... :)
UsuńKiedyś mówiono, że cukier krzepi. Tymczasem to nie cukier, czy lukier, ale takie historie i tacy ludzie sprawiają, że chce się żyć jeszcze mocniej. Krzepią lepiej niż cała cukiernica ;)
OdpowiedzUsuń