Sablon - mon amour: Pain quotidien - nasz chleb powszedni.
blogs.villagevoice.com droitaudessert.blogspot.com
Jest jedno miejsce w Brukseli, które darzę szczególnym sentymentem i temu właśnie miejscu chcę poświęcić cykl artykułów. To Place du Sablon i jego sąsiedztwo. Obszar niewielki, ale jakże bogaty: historycznie, turystycznie, kulinarnie, sentymentalnie...
Powinnam zacząć po kolei, ale spontanicznie rozpoczynam moją opowieść od... piekarni. Le Pain Quotidien.
Wchodzę do pachnącego świeżym pieczywem wnętrza. Wysokie sklepienia, surowe drewniane półki prawie pod sam sufit, a na nich równym rzędem ułożone wielkie rumiane, chlebowe gęby. Pod moimi stopami skrzypią deski podłogi. Gdzieś ze ścian sączy się muzyka. Nie jestem zbytnią znawczynią muzyki poważnej, ale wydaje mi się, że rozpoznaję Brahmsa. Zapach pieczywa wymieszany z wonią świeżego soku z pomarańczy i słodkiej czekolady. Ta mieszanka przyprawia moje kubki smakowe o zawrót głowy. Podchodzę do lady, zamawiam petit dejeuner składające się obowiązkowo z chrupiącego croissanta, kawy, soku pomarańczowego. Drewniane, długie, wspólne stoły pochodzą z recyklingu. To oznacza, że do ich produkcji nie ścięto żadnego drzewa! Suto zastawione słoikami z dżemem, pastą czekoladową i miodem. Swojsko i dostatnio! Wszystko własnego wyrobu –bio. Proces wypiekania chleba jest tradycyjny, według oryginalnej receptury, trwa osiem godzin. Pani kelnerka w długim piekarskim fartuchu przynosi tacę ze smakołykami. Kawa w grubej fajansowej czarce dymi przyjaźnie. Piję ją zachłannie parząc usta. To przywołuje mnie do porządku. Odstawiam naczynie na stół, dopiero teraz dodaję nieregularną grudkę ciemnego , skrzącego się drobinkami złota cukru, dolewam trochę puszystego mleka – jak wprost od krowy. Rozglądam sie ciekawie. Jest cicho. Niedziela rano. Większość jedzących śniadanie ma nosy utkwione w gazetach. Na przeciwległym końcu długiego stołu, rozmawiają dwie kobiety: młoda ze starszą panią w toczku i angielskim wełnianym kompleciku. Na przeciw siebie, nachylone tak blisko twarzami, że prawie się dotykają. Jak para spiskowców. Starsza z nich syczy cicho, lecz wystarczająco głośno bym usłyszała.
- I posłałaś dzieci do katolickiej szkoły, zamiast porządnej protestanckiej!
- Ciociu tu nie ma dobrych protestanckich szkół!
- Po co wyjeżdżałaś z Anglii? Nic nie osiągnęłaś! Ani ty, ani ten twój...pożal się Boże, mąż!
Rozmawiają po angielsku, lecz na tyle prosto, że je rozumiem . Nadstawiam ciekawie ucha. Jakaś poranna, rodzinna awanturka? Dyskretnie patrzę zaintrygowana znad mojej czarki z kawą. Nie tylko ja.
- Skończyłam studia, urodziłam i wychowałam trójkę dzieci, pracuję...
- A tam, ta twoja praca! Dzieci – prycha pogardliwie staruszka. – Nosa poza Europę nie wysadziłaś przez rodzinę!
- Mam tego dosyć! – mloda kobieta uderza pięścią w stół, aż słoiki z dżemami podskakują, a łyżeczki dźwięczą srebrzyście o talerzyki.
Psst! Orientują się, że wszystkie twarze jak na komendę zwróciły się na nie wyczekująco. Uśmiechają się przepraszająco – ach ta angielska kindersztuba! – i wracają szeptem do rozmowy. Muzyka płynie dalej. Goście wracają do kontemplacji śniadania przy jej dźwiękach.
Uwielbiam te niedzielne poranki w „ Pain quotidien”, choć nieczęsto mi się zdarzają. Lubię atmosferę jakby z poprzedniej epoki, smak pieczywa i dźwięk "gadającej", drewnianej podłogi.

lunch.com touslesmariages.com
Historia piekarni sięga daleko. Jej twórca, Alain Coumont, zainspirowany doświadczeniami z podróży, smakiem paryskiego Poilane, postanowił sworzyć piekarnię marzeń, gdzie przy wspólnym smakowaniu pieczywa z najlepszych zbóż, wyrabianego z największą starannością zasiadaliby nieznani sobie, przypadkowi ludzie.

bongo.be
Od dziecka był związany z fachem, gdzie jego rodzina prowadziła własny piekarniczy interes w Huy ( czyt. Łi). I tak 26.10.1990 roku na ulicy Antoine Dansaert w Brukseli pierwszy sklep-piekarnia otwiera swoje podwoje. Obecnie tworzy już międzynarodową sieć. Do niedawna w Belgii bezkonkurencyjną. Ostatnio zaś pojawił się rywal, który bardzo prężnie zdobywa serca i podniebienia klientów. Jest to EXKI, sieć równie ekologicznych szybkich restauracji. Ale bez tej niepowtarzalnej ambiance.
A oto moja belgijska zima. Bez jednej śnieżynki. Ale ciągnie mam nadzieję zasmakować tego roku odrobiny śnieżnego puchu.
Sukienka- Esprit, szalik - ?, płaszcz - River Woods, torba - lokalny butik, biały sweter - Zara, buty - no właśnie! stare jak świat. Ciekawa jestem czy mogę w nich jeszcze chodzić, czy na strych wyekspediować? Pomóżcie szafiarki. O ułaskawienie dla nich proszę!
lunch.com touslesmariages.com
Historia piekarni sięga daleko. Jej twórca, Alain Coumont, zainspirowany doświadczeniami z podróży, smakiem paryskiego Poilane, postanowił sworzyć piekarnię marzeń, gdzie przy wspólnym smakowaniu pieczywa z najlepszych zbóż, wyrabianego z największą starannością zasiadaliby nieznani sobie, przypadkowi ludzie.
bongo.be
Od dziecka był związany z fachem, gdzie jego rodzina prowadziła własny piekarniczy interes w Huy ( czyt. Łi). I tak 26.10.1990 roku na ulicy Antoine Dansaert w Brukseli pierwszy sklep-piekarnia otwiera swoje podwoje. Obecnie tworzy już międzynarodową sieć. Do niedawna w Belgii bezkonkurencyjną. Ostatnio zaś pojawił się rywal, który bardzo prężnie zdobywa serca i podniebienia klientów. Jest to EXKI, sieć równie ekologicznych szybkich restauracji. Ale bez tej niepowtarzalnej ambiance.
A oto moja belgijska zima. Bez jednej śnieżynki. Ale ciągnie mam nadzieję zasmakować tego roku odrobiny śnieżnego puchu.
Sukienka- Esprit, szalik - ?, płaszcz - River Woods, torba - lokalny butik, biały sweter - Zara, buty - no właśnie! stare jak świat. Ciekawa jestem czy mogę w nich jeszcze chodzić, czy na strych wyekspediować? Pomóżcie szafiarki. O ułaskawienie dla nich proszę!
nie bardzo kojarze ten Sablon,czy to gdzies niedaleko Botanique ? oj tak,swiezutkie belgijskie pieczywo - palce lizac :)ja osobiscie uwielbiam petites pains au chocolat ! i te urokliwe klimatyczne cukierenki nastrajaja romantycznie...
OdpowiedzUsuńsliczna sukieneczka i plaszczyk.
PS. wczoraj kupilam te gumowce do pol lydki za 50 euro,teraz musze przejsc sie po blocie i sprawdzic ich wytrzymalosc :) Dobranoc.
Super, widzę, że z butkami się udało! Rzyczę, by się dobrze nosiły i wytrzymywały belgijskie pluchy! A ten Sablon ( Petit i Grand) jest niedaleko Pałacu Sprawiedliwości i takiego targowiska ze starociami ( zapomniałam nazwę), zaraz w pobliżu jest Konserwatorium Muzyczne, i dalej w stronę Pałacu Królewskiego i Muzeum, dobranocka :)
OdpowiedzUsuńJa chyba do końca życia będę pamiętać śniadanie w brukselskim B&B, gdzie podawano trzy rodzaje kremu czekoladowego ;)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, i jak tu schudnąć w takich niesprzyjających warunkach... Ech!
OdpowiedzUsuńJe connais le "Pain Quotidien" du Sablon et j'aime beaucoup.
OdpowiedzUsuńLa neige en Belgique, on l'attend et puis elle ne vient pas et puis on fait tout sans s'occuper d'elle et capricieuse elle arrive sans prévenir.:)
Bonne semaine !!!
Oui, l`hiver est très capricieux en Belgique. Je te souhaite aussi bonne semaine! :)
OdpowiedzUsuńTak wspaniale to opisałaś Kochana,że aż poczułam te aromaty i smaki a przy tym mój żołądek zwinął się w kulkę i teraz nie pozostaje mi nic innego,jak udać się do kuchni po pajdę chleba z masełkiem i powidłami:)Aga Ty musisz jakąś książkę wydać!Masz takie lekkie pióro,że czyta się Ciebie z prawdziwą przyjemnością-wręcz chłonie się tekst i ma się ochotę na więcej i więcej.Ja czytając ten wpis poczułam się tak jakbym tam była ech...uwielbiam Cię!:*
OdpowiedzUsuńNo i już miałam publikować komentarz urzeczona Twym piórem i opowieścią i zupełnie zapomniałabym napisać,że masz fantastyczną sukienkę!Buty bym zostawiła-są bardzo ładne,klasyczne-mnie się podobają bardzoooo:)))
Ada, skąd ja to znam, to wieczorne podgryzanie, ba, nocne raczej niż wieczorne! właśnie też przed chwilą w kuchni była, hi, hi, że niby tylko parę orzeszków, a przy okazji jakis plasterek kiełbaski...
UsuńDzieki Aduś, a w kwestii butów liczyłam na twój eksperski głos, zostawiam je więc z czystym sumieniem, zwłaszcza, że te proste, czekoladowe oficery pasują mi do wielu innych zestawów, szkoda było mi się z nimi rozstawać. Dobranocka :)
... zgubiłam literkę, miało być - byłam... :)
UsuńJa też lubię w nocy podjadać i to mnie gubi;)A jeszcze,jak np.oglądam tv i widzę,jak ktoś coś je to już nie ma zmiłuj-wędrówka do kuchni jest nieunikniona:D Twój apetyczny opis też sprawił,że po prostu musiałam zjeść kromeczkę tak mi ten chlebek zapachniał!:)))
UsuńCieszę się,że moje skromne zdanie w kwestii butów zostało wzięte pod uwagę i jednak nie wylądują na stryszku bo to była wielka szkoda:)Kolorowych Aguś:*
Jak przyjemnie się czyta, jak wstęp do powieści! Aż szkoda, że się skończyło! Mój tata potrafi piec chleb i jeszcze parę late temu robił to z chęcią, teraz jakoś mu ten entuzjazm przeszedł... W każdym razie, smak pieczywa według tradycyjnej receptury jest wyśmienity. Pozdrawiam serdecznie, Martyna. Lucy dołącza się do pozdrowień.
OdpowiedzUsuńDzieki, dzięki! Taki swojski chleb ma niepowtarzalny smak. Sama nigdy nie piekłam, wydaje mi się to bardzo skomplikowane, ale moi znajomi piekli swego czasu często i dostawałam takie aromatyczne, smaczne, zdrowe chlebki. Zycze wam miłego tygodnia!
UsuńDziękujemy - i wzajemnie :)) Wszystkiego co magiczne na te Święta!!! Martyna & Lucy
UsuńOdnośnie obserwowania naszego bloga, właśnie pracuję nad dodaniem wtyczki. Na pewno można nas dodać przez skopiowanie adresu i dodanie do listy czytelniczej. Ale wtyczka będzie dobrym rozwiązaniem, dziękuję, że zwróciłaś mi uwagę na takie braki na naszym blogu, jak i za to, że masz ochotę nas obserwować! Ja wciąż się uczę zarządzania blogiem. Pozdrowienia, Martyna
UsuńOk, dodałam widżet "Obserwacja" do bloga - teraz możesz dołączyć do obserwujących :)) Jeszcze raz dziękuję, że skłoniłaś mnie do poczynienia zmian na blogu. Cały czas się uczę :))M.
UsuńAch jak ja tesknie za polskim pieczywem w Kolumbii...
OdpowiedzUsuńA swoja droga swiietne fotki
Kisses
Aga
Check my new post
www.agasuitcase.com
Ojej rzeczywiście, Aga tak daleko jesteś! Az chciałoby się ci podesłać takiego polskiego chlebka, o którym piszesz, który my tu mamy w polskich piekarniach. Ale cóż, kiedy najlepszy jest świezy, chrupiący... Za to masz piekne widoki, których ja nigdy w zyciu na żywo nie widziałam! Pozdrawiam cieplutko>
UsuńTo ja juz wiem dlaczego obudziłam się w środku nocy. Bo doleciały do mnie te wspaniałe zapachy chleba i kawy... no i odgłosy z tego magicznego miejsca...:-)
OdpowiedzUsuńnoo z tą grzecznością to raczej tylko na zdjęciach ;)
OdpowiedzUsuńps. ten chlebek wygląda genialnie!
Jakie śniadaniowe tematy mają ludzie ;/ nie doceniają życia, powiem Ci szczerze , że ludzie który oceniają tak surowo innych sami nie są zadowoleni ze swojego życia... Brrr ;/ A co do mody to piękny zestaw, buty jak najbardziej się nadają!!! Wyglądasz ślicznie ;* Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWitaj ranny ptaszku :) miłego dnia ci zyczę :)
OdpowiedzUsuńDziękuję i wzajemnie ale miłego wieczoru już teraz ;)
UsuńLubię takie miejsca klinatyczne, z historią... Sweterek fajniusi:-) Lubie Twoje stylizacje!
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńChętnie poczytam o Brukseli.
OdpowiedzUsuńOstatnio syn tam był na krótkiej wycieczce do Europarlamentu :-)
Nigdy nie byłam w Belgii a jednak dzięki Tobie wydaje mi się, że znam te miejsca, które opisujesz. Swietnie się Ciebie czyta, lekko a zarazem ciekawie.
OdpowiedzUsuńSukienka taka w moich klimatach. Podoba mi się, to jak połączyłaś wszystkie części swojej stylizacji. Każda z nich jest wzorzysta a mimo to świetnie do siebie pasuje.
Buty wyglądają jakbyś kilka minut wcześniej oderwała metkę. noś, noś!!!! bosko wyglądają na Twoich nogach;)
Dzięki! Nie przez kokieterię pytam o te buty, ale własnie tak myślałam sama, lecz chciałam się jeszcze upewnić. W końcu klasyczny wzór tak szybko nie wychodzi z mody, a jak Elu słusznie zauważyłaś - te buty zawsze wyglądają jak nowe, mimo, że ja bardzo niszczę buty! A one od lat wyglądaja tak samo. To będę nosić z czystym sumieniem!
UsuńNie ma, jak kroma chleba z masłem...I jeszcze z solą! Tylko, że o prawdziwy chleb, bez ulepszaczy, trudno.
OdpowiedzUsuńojej, tak tak! Najpyszniejsze co moze byc!
Usuńoch czytam i ślinka aż mi pociekła;) i przypomniały się sniadania paryskie, gdzie w malutkiej kafejce raniutko Mamidło z kawą, ja z Mimą z gorącą czekoladą i obowiązkowo krosanty, jakieś masełko, dżemik i sympatyczna obsługa, która już po kilku dniach nas rozpoznawała. Szkoda, że w Polsce nie mamy takiego zwyczaju, ani czasu na to, z rana szybko ubieramy się i lecimy kto do szkoły, kto do pracy. A w niedzielę, gdybym czekała do 12 aż się knajpka otworzy...A co ja tu narzekam, week-endy najczęściej spędzam u Babiszonka i też mam tam swojskie babcine śniadanka. :D:D:D Buty proszę zostawić, na żaden strych nie wyrzucać. Aż wierzyć mi się nie chce, że gdzieś nie ma śniegu, nas w week-end tak zawiało, że z przygodami wracałyśmy od Babiszonka do domu :D:D:D:D. pozdrawiam jak zawsze cieplutko
OdpowiedzUsuńOj, widzę w telewizji relacje z Polski: wieje, sypie, aż strach! W piątek będe w podróży . Mam nadzieję, że mnie nie zawieje :) O tak, sniadanka u Babiszonka, to coś co się wspomina! Mój syn także uwielbia te momenty. Babiszonki tak bardzo kochają i rozpieszczają! :)Dzięki za głosik w sprawie butów!
UsuńLove the green bag <3 <3
OdpowiedzUsuńLatest post: http://rakhshanda-chamberofbeauty.blogspot.in/2012/12/outfit-of-day-reminds-me-of-fall.html
fajny blog... zaciekawił mnie post
OdpowiedzUsuńMiło mi :)
UsuńWitaj! Umiesz przyciągać czytelników. Mnie złapałaś. Jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam ciepło.
OdpowiedzUsuń:-) jestem, śledzę, chłonę każde Twoje słowo :-) trochę u mnie zawirowań życiowych (ale tfu tfu! coby nie zapeszać - są to zawirowania mega pozytywne!), dlatego pojawiam się i znikam jak bumerang - ale cały czas jestem!!! i cały czas obiecuję sobie, że będę pisała częściej, pełniej...A tu dni tak szybko pędzą:-) Dziękuję Ci, Kochana Moja, za pamięć i te pozytywne myśli wysyłane w moją stronę - czuję je doskonale! :-) Buźka i do zobaczenia gdzieś tu...lub w innych okolicznościach przyrody :-)
OdpowiedzUsuńOch, dobrze, że dałaś znak życia! Myślę sobie, czy się już na mnie pogniewałas czy co! jesli wszystko dobrze, to dobrze! A jak motyle w brzuchu - to jeszcze lepiej :) Trzymam kciuki i pozdrawiam cieplutko!
UsuńW Warszawie też jest bardzo podobna klimatem kawiarnia "To Lubię" :) Nota bene moja ulubiona. Jeszcze do niedawna jej ściany zdobiły piękne ikony. To nadawało jej klimatu, bo mieści się w więzy Kościoła Dominikanów :) Ale ikon już nie ma, są za to nowoczesne zdjęcia. Też ładne, niby klimatyczne, ale... to właśnie ikony nadawały charakter temu miejscu.
OdpowiedzUsuńI też można podsłuchac ciekawych rozmów.
Moim hobby w wolnych chwilach jest wyszukiwania warszawskich kawairni, z tym, że tych schowanych, ledwo dostępnych :)
Teraz chcę uderzyć do bardziej komercyjnego miesjca, ale skromnego "Kalinowego serca".
Outfit świetny :) Buty ułaskawiam, bo... mam niemal identyczne, z tym, że nie na obcasie! :)
Kalinowe serce! jaka intrygująca i zachęcająca nazwa! :)
Usuń:) znajduje się w domu Kaliny Jędrusik. Podobno jest skromnie, ale chyba warto zajrzeć :)
Usuńach to stad ta nazwa!
UsuńI really love those pics! That dress looks gorgeous on you!
OdpowiedzUsuńKisses, Lucy!
Cześć Ciociu koloru Blond :D próbowałam komentować w dzienniku, ale tam nie ma opcji "Anonim" :( cóż zrobić, chyba będę musiała założyć sobie stałe konto.
OdpowiedzUsuńWłaśnie próbuję się uczyć na kolokwium, ale Twój blog okazał się bardziej interesujący :D Miejsce wydaje się magiczne, lubię oglądać Belgię Twoimi oczami... ;-)
Do zobaczenia we wtorek!!!
Buziaki
A.
Oj, co za niedopatrzenie! Już lecę na dzienniczek dodać tę fumkcję, bo on taki cieniutki, zaviedzony - malo osób go odwiedza, wiec z przyjemnościa odnotuję tam twój ślad bytności :) Kolokwium? Jakie kolokwium? a zamknij te książki i poczuj blusa! Swięta za pasem, nienormalni sa jeszcze kolokwia wam robić! Lecę na dzienniczeki, buziaki!
OdpowiedzUsuńJuż zmieniłam ustawienia w dzienniczku, mozna dodawać anonimowe komentarze :)zapraszam!
UsuńButy fantastyczne, masz je zostawić! ;)
OdpowiedzUsuńKlimat takiej piekarni, musi być wspaniały i te opowieści Twoje nasłuchiwane ;)
świetnie wyglądasz!
na którym blogu nie szło dodać komentarza?
OdpowiedzUsuńahh, bo to stary blog jest.. już dodałam możliwość komentowania :)
OdpowiedzUsuńCiekawe, klimatyczne miejsce z tej piekarni :)
OdpowiedzUsuńA buty z tego co widzę, prezentują się bardzo dobrze. Zdecydowanie nie jest to jeszcze czas, by je chować na strychu ;)
pozdrawiam
great post kisses
OdpowiedzUsuńW polskiej kulturze chleb jest symbolem zycia i jego zapach ma wyjatkowe znaczenie.
OdpowiedzUsuńTakie miejsce ze swierzym chlebem to miejsce porannych narodzin, powrotow do wspomnień smaków kromki posmarowanej dzieciństwem, cudowne!
Masz racje Joasiu, to chyba dlatego wszyscy maja jednakowo piekne wspomnienia zwiazane z zapachem chleb!
UsuńPolubiłyśmy Cię tak bardzo, że postanowiłyśmy przyznać Ci dzisiaj słodkie wyróżnienie "So sweet blog award". Piszemy o tym w naszym dzisiejszym poście :-) Pozdrawiamy cieplutko, Martyna & Lucy
OdpowiedzUsuńAle mnie rozbroilyscie! Jestescie swietne, dziekuje! :) Odpowiem w najblizszym czasie :)
OdpowiedzUsuńWidziałem fajną piekarnię w dzielnicy łacińskiej w Paryżu. Była żydowska, ale bardzo polska.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Czesto "zydowskie" przenika sie z "polskie" jak historia obwarzankow, o ktorych pisze tutaj:
Usuńhttp://niecodzienniktoffinki.blogspot.be/2012/12/punktem-wyjscia-obwarzanek.html
Pozdrawiam :)
Bardzo lubię czytać twoje opowieści:)))a to magiczne miejsce to bym polubiła:))wyglądasz jak zwykle ślicznie i masz piękną torebkę:)))Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńmnie o zawrót głowy przyprawił sam Twój opis plus zdjęcia z tej piekarni!
OdpowiedzUsuńw Warszawie na przekór prognozom pogody, za to zgodnie z moim życzeniem nasypało śniegu po kolana:D
Ciekawy blog ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
..............¨♥*✫♥,
OdpowiedzUsuń.........,•✯´.........´*✫
.......♥*................ __/\__
.......*♥............… ..*-:¦:-*
...¸.•✫.............……/.•*•.\
...~`,`~.................. |
¸....✫................... *•*
´¸...*♥..´¸...........*♥♫♥*
´¸¸♥*................✯•♫•♥•*
´¸.•✫ .............. *♥•♫•♫♥*
~`,`~............. ✯♥•♦♫♥•♥*.
`.✫`.............. *♥☺♥•♥•☺♥*.
●/................✯♥•♥♠♫♥#♥•♥*..
/▌................*♥♫•♥♫•♥♫♥•♫♥*
/ \....................... ╬╬╬╬
Joyeux Noel, et Bonne Année 2013 ainsi que pour votre famille
Merry Christmas and Happy New Year 2013 and for your family
Feliz Navidad y Feliz Año Nuevo 2013 y para su familia
Feliz Natal e Feliz Ano Novo de 2013 e para a sua família
°*”˜˜”*°•.¸☆ ★ ☆¸.•°*”˜˜”*°•.¸☆
╔╗╔╦══╦═╦═╦╗╔╗ ★ ★ ★
║╚╝║══║═║═║╚╝║ ☆¸.•°*”˜˜”*°•.¸☆
║╔╗║╔╗║╔╣╔╩╗╔╝ ♥ NEW YEAR ♥ 2013 !!
╚╝╚╩╝╚╩╝╚╝═╚╝ ¥☆★☆★☆¥ ★☆
http://nsm08.casimages.com/img/2012/12/16/12121609514312502810669701.gif
http://nsm08.casimages.com/img/2012/12/16/12121609514312502810669700.gif
Chris
Gorgeous photos! Love it!
OdpowiedzUsuńhttp://fashionresidence.com/
Open to reading about Brussels.
OdpowiedzUsuńnewest son was there on a short trip to the Euro parliament :-)