poniedziałek, 7 grudnia 2015

Kto by pomyślał! Szczęściara z wyboru!

Kto by pomyślał, że przypadkowe spotkanie po dwudziestu latach na miejscowym cmentarzyku zaowocuje dojrzałą, intensywną przyjaźnią. Dojrzałą – bez spijania sobie z dziubków – dwóch ukształtowanych przez różne koleje życia kobiet. Kto by pomyślał, że internetowa znajomość z blogerką, będzie zaczątkiem udanej  i obiecującej relacji, która rozkwita, nabiera rozpędu i rumieńców, dojrzewa. I toczy się coraz mocniej jak śniegowa kula! Kto by pomyślał, że raz napotkany „przypadkiem” „ktoś” stanie się Twoją myślą przewodnią, a Ty jego ostoją w zdawałoby się ostatnim, spazmatycznym szepcie nadziei, która słoną kroplą po policzku spływa do kącików ust. Takie rzeczy codziennie dzieją się w świecie, budząc nieustanne nasze nim zdziwienie!
Bo żadne „przypadkiem” - przypadkiem się nie dzieje. A wszyscy ludzie na wzajemnych drogach są uzupełnieniem naszych piszących się życia ksiąg. Czasem kropką nad "i", akapitem lub epilogiem.



Joasia. Drugi dzień mego pobytu w Warszawie. Moja – mimochodem – pani event manager. Jej profesjonalizm, dbałość o detale, staranne wykształcenie, medialny wygląd, zdolności marketingowe, młodość i pasja! Lepiej trafić nie mogłam! W zderzeniu z moim ciągłym „niedouczeniem”, brakiem systematyczności, chaosem, głową w chmurach tworzymy wspaniale barwny duet. Dogadujemy się prosto, rzeczowo, rozpalamy się nawzajem pomysłami. To ona jest pomysłodawczynią i realizatorką spotkań w Nałęczowie. Do akcji włącza też swoją siostrę Iwonkę, która rezygnuje tego dnia z wykładów, by móc nam towarzyszyć i robić zdjęcia.





Nałęczów jest cudowny, a ludzie gościnni, pełni pasji, zaangażowani, uczestniczący. Każde kolejne pytanie przemyślane, ciekawe, otwierające temat rzekę... Myślę, tak czułam, że pozostał niedosyt po obu stronach... Jestem głodna tych spotkań, wiem, że jeszcze tam wrócę. Nie zdążyłam dolecieć do Brukseli, a już miałam pierwsze reakcje uczestników spotkań na maila: dzielenie się wrażeniami, własnymi pasjami, życzliwymi uwagami. Takiej publiczności można życzyć każdemu autorowi.



Ale gdyby nie Ela, jej życzliwość, oddanie w moje ręce własnego mieszkania, samochodu na kilka dni, tak normalnie z marszu, to ja bym nigdzie na czas nie dojechała! A już na pewno nie mogłabym odwiedzić moich najbliższych, którzy tak bardzo na mnie zawsze czekają w najpiękniejszej wsi nad Bugiem.


O Ewie i Jacku nie wspominam, bo pisałam o nich w poprzednim poście. Oni, ich mieszkanie, ich dzieci – prawie jak moje to wszystko, łącznie z kotem, który już się chyba pojawił, a którego jeszcze nie widziałam; to wszystko dla mnie tak naturalnie oczywiste, że nie ma o czym pisać! I nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej!
Zmęczona po długim, intensywnym dniu, dojeżdżam w nocy do Siemiatycz Eli samochodem, a tam czekają na mnie barwni, życzliwi ludzie. Każdy z nich różny, ale łączy ich wspólny mianownik: pozytywność, celebrowanie życia i cieszenie się z małych, wielkich rzeczy. Przysiadam się na chwilę do stolika. I ciesze się, że są, dalszą część naszego spotkania będziemy już kontynuować wirtualnie. Patrzę na nich i myślę, że jest mi bardzo dobrze. Szczęściara? No pewnie! Tyle dobrej energii wokół, płynącej od ludzi stąd, o których jeszcze będę pisać w oddzielnym poście, a którzy świadomie, lub nie wspierają mnie w mojej drodze do celu. Tak, to o Was mówię kochane Siemiatyczanki i Siemiatyczanie! Moje dalsze i bliższe znajome i przyjaciółki z miasteczka i okolic. 
Ale na razie, dla porządku, cofam się o kilka dni.




Piątek wieczorem. TVP Polonia. Moj telewizyjny epizod. Janusz przyjeżdża po mnie swoim rozpoznawalnym, dziwnie żółtym samochodzikiem. Mkniemy po pustych ulicach Warszawy na Woronicza. Żółty samochodzik pokazuje naturę kozaka. Prowadzony pewną ręką swego właściciela, pędzi tak, że żołądek ucieka i chowa się za kręgosłupem. Ponoć to jeszcze nie szczyt możliwości auta i jego kierowcy. Gdy jedzie sam, to aż tak się nie pieści! Cały Janusz! W ciele dorosłego faceta mały marzyciel z wielką, niezachwianą wiarą w swoją pasję i możliwości. Dosłownie: bomba energetyczna, która co i raz eksploduje nowymi pomysłami! Kogoś takiego nigdy wcześniej nie spotkałam! Na swego starszego brata z wyboru, bo tak o nim myślę, natknęłam się, oczywiście, w internecie. Ocean życzliwości wobec mnie. Daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Inspiruje, radzi, możemy nieskończenie gadać o naszej "robocie". Wbrew pozorom mamy wiele wspólnego. Najważniejszy jest ten przerost dziecka nad dorosłym w nas. Co pozwala zachować świeżość patrzenia na świat i wiarę, że udadzą się nawet najbardziej karkołomne plany! Nasi bliscy patrzą na nas pobłażliwie i dobrotliwie pukają się w czoło. Czasami życzliwie sugerują byśmy zajrzeli do "peselu" w dowodzie osobistym. Na szczęście te odgórnie przypisane, bezduszne cyferki są dla mnie abstrakcją, jak numer silnika w samochodzie i nic mi o mojej osobie nie mówią. A wracając do facetów, to pielęgnuję te cenne, męskie przyjaźnie w moim życiu. Pierwszą z nich jest mój mąż. I chwała mu za to, że mnie w moich pasjach i przyjaźniach nie ogranicza, bo straciłabym wiele cennych spostrzeżeń. Spojrzenie mężczyzny na świat - piszącej kobiecie bardzo się przydaje! To bezcenne doświadczenie. 


Tutaj można obejrzeć ten program, której gościem byłam, a którego gospodarzem jest pani Marzena Kuc. Program jest długi, ja występuję w jego 41 minucie. 



Janusz porywa mnie dzień wcześniej na najpyszniejsze w Warszawie pączki do swojej uroczej dziewczyny. Przegadujemy burzę, która właśnie szaleje nad Warszawą. A to była jakaś burza? Ach! Rzeczywiście jakiś deszcz bębnił o parapet! Wszystko na najwyższych obrotach. Szybko, zbyt szybko. Ale nauczyłam się smakować każdą sekundę życia. Nie dać jej się zawieruszyć bez celu, nawet jeśli w danej chwili nic nie robię, to staram się w „nic nierobieniu” zanurzyć się po całe jestestwo! Hej, młodzi czytelnicy mego bloga. Nie martwcie się, ta sztuka przychodzi z wiekiem. Im więcej lat na karku – tym większe rozsmakowanie życiem. Wcześniej i tak tego nie pojmiecie. Za młodu jest się jeszcze nieoszczędnym bogaczem trwoniącym czas!


Warszawski weekend. Już dawno zrozumiałam, że największa inspiracją dla kobiety jest inna inspirująca kobieta. Energii, której dodała nam w długiej rozmowie za kulisami „Królowych życia” Ewa Serwa, wystarczy na długo! 


Obie z Joasią jesteśmy nią zafascynowane. Jak i Beatą Kapcewicz, która z uśmiechem na ustach poświęca każdej osobie tyle czasu, ile się potrzebuje. Wręcz rozdaje siebie z uśmiechem każdemu do woli, według potrzeb.


Nawet jeśli to brzmi banalnie i niedorzecznie, wybieram być szczęściarą każdego dnia! Mówiąc szczerze, dawno już to w życiu postanowiłam, tylko teraz uświadamiam sobie to na nowo i wzmacniam postanowienie. Bo każde z nich wymaga ciągłych bodźców dopóki się nie utrwali. Moja siostra puka się najpierw w czoło: czasami nie widzi się nic oprócz czarnych chmur, a tu taki banał! Ale później zaczyna dostrzegać sens tych słów, a życie zaczyna się do niej nieśmiało, przez jej łzy, uśmiechać. Bo szczęście lubi się odwzajemnić. Ale gdy go nie chcesz, nie będzie się samo do Ciebie pchało. Jak dumna kobieta, swój honor ma! 


Wybieram być szczęściarą! Nie, nie pomieszało mi się w głowie! Nie miałam życia usłanego różami. Czasami wydawało mi się, że to jakaś cholerna farsa, która nigdy się nie skończy! Ale już nawet wtedy, w malutkich momentach wytchnienia od kłopotów, przeczuwałam, że szczęście może być wyborem. Jak niewidomy, wyczuwając pod palcami chropowatość ściany, uczy się, w którą stronę ma iść, tak ja po omacku, bez większej wiary, przez gorzkie łzy uparcie uczyłam się tej postawy. Dziś jestem już nałogową szczęścioholiczką. I nie zamierzam się z tego nałogu wyzwalać. Tego się nie leczy, tym się zaraża świat! I Bogu dzięki, że nie wymyślono na to jeszcze żadnej szczepionki. Zresztą badania ostatnich lat dowodzą, że szczepionki nie są takie dobre. Nie dajmy się zaszczepić przeciwko szczęściu. 






34 komentarze:

  1. Bardzo fajne spotkanie, zazdroszczę udziału :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. było naprawdę wiele wrażeń! co widac po naszych uśmiechniętych buziach!:)

      Usuń
  2. Tak pięknie tak emocjonalnie napisane. Z duszy z serca energią pisane słowa. To się tutaj czuje, to się odbiera dzięki czemu pozostaje uśmiech po przeczytaniu. Tak mało ludzi ma taką pasję wymiany ba, potrzebę wymiany energii.
    Jak dobrze że piszesz że się potrafisz podzielić. A najwspanialsze że tyle kobiet jest tak podobnych do Ciebie, potrafiących czuć dawać i otrzymywać. To jest dla mnie bardzo budujące zjawisko. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów mi uświadomiłaś cos bardzo ważnego... Często dopowiadasz to co czuję podświadomie, a czego nie dostrzegam. Tym razem jest to potrzeba wymiany energii. Uzmyslowiłam sobie, że jest ona ogromna, ja musze się dzielić, to silniejsze ode mnie, inaczej bym chyba zwariowała! dziękuję Elu:)

      Usuń
  3. Fajnie mieć takich znajomych - no i dobrze mieć "wszędzie blisko"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszędzie blisko i zgrani, życzliwi ludzie - to w moim przypadku podstawa sukcesu:)

      Usuń
  4. Pękne podziękowanie dla wszystkich, którzy są wkoło Ciebie Agnieszko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywiad oglądnęłam i posłuchałam, szkoda, że TV ma taki pośpiech zawsze...

      Usuń
    2. Telewizja rządzi się swymi prawami, tam bardziej niż gdziekolwiek obowiązuje zasada: czas to pieniądz :) ale i tak jestem szczęściarą :) dostałam cale pięć minut dla siebie, ho, ho!przez ten czas dużo można powiedzieć:) Milo ze strony szefowej programu:)

      Usuń
    3. Są warci! Naprawde bez nich nic by nie było!:)

      Usuń
    4. o ludziach moich życzliwych piszę, że są warci - cos mi się źle komentarz wkleił :)

      Usuń
  5. Tak to się dzieje kiedy spotyka się na swojej drodze fantastycznych ludzi:))))piękne spotkanie:)))Pozdrawiam serdecznie:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylu komplementów w jednym zdaniu to jeszcze w życiu nie usłyszałam :) Aż się zarumieniłam.
    Czytając Twój tekst zmotywowałaś mnie do realizowania kolejnych pomysłów. A od wczoraj pochłaniam nawyki szczęściary (niestety zostają mi tylko noce). I masz rację, kto by pomyślał. Jeszcze rok temu nigdy bym na to nie wpadła, że będę robić to co robię i że będzie mi to sprawiać taką radość, jak moja praca :) To chyba tylko Ty potrafisz. Zarażaj, zarażaj swoim optymizmem, Ty Szczęściaro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czytam i uśmiecham się do Ciebie pełną gębą! :) właśnie wróciłam z psami, jestem zmęczona, spocona, ale happy :) dobranoc!

      Usuń
  7. Gratuluję z całego serca Agnieszko!!!

    :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tyle pozytywnych emocji, a relacja pełna radości i ekscytacji. Udzieliło mi się. Gratuluję Ci i życzę, aby ten stan trwał i trwał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę dużo się działo, takie wydarzenia i spotkani ludzie dają Ci najwięcej energii. Aż sama poczułam klimat Twoich warszawskich spotkań. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Z dzisiejszego wpisu wypisuję to: "Bo żadne „przypadkiem” - przypadkiem się nie dzieje. A wszyscy ludzie na wzajemnych drogach są uzupełnieniem naszych piszących się życia ksiąg. Czasem kropką nad "i", akapitem lub epilogiem."
    Obejrzałam sobie ten program z tobą, cieszę się z twojej przygody i sukcesów. Czekam, czekam na książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetnie wszystko przedstawione, zrelacjonowane. Można tylko zazdrościć takich emocji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę sie Agnieszko, ze realizujesz swoje plany, ze jestes szczęśliwa i spełniona. Obejrzałam wywiad z Toba w Tv , fajnie Cie usłyszeć, to następny, bliższy krok naszej znajomosci. Pozdawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieuchronnie się zbliżam w twoja stronę Elu, trochę już mnie nawet wzruszenie za gardło chwyta, tyle lat wirtualnej znajomości...

      Usuń
  13. Gratuluję Ci Aguś wszystkich sukcesów i wspaniałych ludzi wokół. Cieszę się razem z Tobą. Jesteś wspaniała...

    OdpowiedzUsuń
  14. No tak, jesteś szczęściarą, tyle pozytywnych osób na Twojej drodze, chyba Ty takich ludzi przyciągasz swoją osobowością.
    Realizuj swoje plany, powodzenia...pozdrawiam Agnieszko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo ludzie o podobnej wrazliwości czy filozofii się przyciągają :) pozdrawiam Basiu!

      Usuń
  15. Już zaglądam na tę 41 minutę
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. KOchana -idziesz jak burza ! trzymaj się dzielnie i pisz. :*

    OdpowiedzUsuń