niedziela, 13 grudnia 2015

Będą święta, będzie dobrze!


Końcówka grudniowych dni, jak bieg przez płotki bez wytchnienia. Dni krótkie, za krótkie, noce zimne, ranki ciemne. Najgorszy okres w roku, gdy tak wychwalana przeze mnie jesień złota, a nawet ta słotna, odeszła w niepamięć. Teraz tylko, aby przetrwać do Bożego Narodzenia. A tu statystyki krzyczą, że w ludziach nastroju brak. Nie czują weny.

Zadaję sobie jak co roku pytanie, co w tych świętach takiego jest, że jednocześnie czułe, radosne, smutne i czasem wręcz depresyjne?...
Najlepsze i najgorsze...

Bo podsumowanie tego co nam się udało lub nie?
Bo "kolęda dla nieobecnych"?
Bo samotność.., która jest "ciężkim i nieodzownym warunkiem istnienia" według J. Conrada?
Bo...

Każdy swoje powody serca ma.

Jak co roku staram się, by przedświąteczny post nie wyszedł łzawy. Ale niestety, nie uchronię się od tego – co nieuchronne. Nie porafię pisać o Bożym Narodzeniu bez ckliwego trzepotu serca. Więc bedzie jak zawsze... Banalnie ciepło i przez łzę w oku. Sorry, taki mamy klimat!


Kilka dni temu w poszukiwaniu świątecznej magii zaniosły mnie nogi na Grand Place w Brukseli. W jego centralnym miejscu - ogromna choinka i szopka z żywym inwentarzem. Cudowna muzyka i gra świateł wprowadziła mnie w euforyczny nastrój.
Nagle poczułam jak przymus biegu przez życie uszedł ze mnie jak z przekłutego balonika. Rozejrzałam się wokół... Rozmarzone oczy w zasłuchanych twarzach. Uroczyste selfie z La maison de Roi w tle. (To taki dom (pałac?) wybudowany dla króla. Król w nim nigdy nie mieszkał, za to przebierał się tam dośc często. Dziś jest tu miejskie muzeum i zarazem... ogromna garderoba Manequin Pis (sikającego chłopczyka).

Popatrzyłam wokół siebie. Spokój, zadumanie, relaks. Normalność. Siedząca na bruku młodzież... I gdy usłyszałam gdzieś poza mną szept:”Nie biegnij tak!”, z impetem jak inni klapnęłam tyłkiem na kocich łbach. Zapatrzyłam się w zmieniające się światła na miejskim ratuszu. I rozkoszna pewna myśl przeszyła moje ciało i umysł na wskroś: Będą święta! Będzie dobrze... MUSI BYĆ!



W Brukseli jakoś inaczej niż rok, czy dwa lata temu drży przedświąteczne powietrze... Coś się zmieniło w celebrowaniu Bożego Narodzenia w tym kraju... Coś w spolegliwych Belgach pękło, a może właśnie stwardniało. Po wydarzeniach w Paryżu, zaostrzeniu stopnia zagrożenia terroryzmem w Brukseli...  Na nowo zaczynają publicznie używać słów: ”Boże Narodzenie” i otwarcie cieszyć się nadchodzącymi świętami, dostrzegając ich duchowy wymiar.

Pamiętam, jak kilka lat temu w obawie przed „obrażaniem uczuć religijnych” zamiast choinki ustawiono na placu jakąś koszmarną metalową, świetlną instalację. Nie przypominającą nic, a już najmniej choinkę...
Jak ze sklepów po angielsku, mimochodem zniknęły kartki z życzeniami nawiązujące do narodzin Jezusa, a w szkołach i urzędach słowo: ”Noël” zastąpiono „święta zimowe” czy jakoś tak... Jak w jednym z miejscowych urzędów miejskich (niedaleko mnie) wyrzucono choinki, ponieważ obrażały uczucia mniejszości...


Tak było. Bezrozumna poprawnośc polityczna doprowadziła do tego, co każdy widzi i czuje; i zaryzykuję stwierdzenie, że, bojąc się być posądzoną o rasizm... paradoksalnie przyczyniła się... do jego wzrostu.

Bo DOPIERO TERAZ, w świetle niedawnych ataków, każdy młody człowiek o ciemniejszym odcieniu skóry spotkany w metrze budzi lęk i uprzedzenie... A najczęściej jest Bogu ducha winnym pasażerem.

I śmiechu warte, napuszone, pobożne życzenia polityków, chcących ratować sytuację i nastroje: „Pokażemy, że zamachy nie przeszkodzą nam w normalnym życiu. Pracujemy, pielęgnujemy nasze codzienne rytuały”...

Bardzo szybko życie pokazało jak wielka to była iluzja. Wprowadzono czwarty stopień zagrożenia, a nas, obywateli jak szczury zagoniono do naszych domów, radząc byśmy nie podchodzili nawet do okien. Szkoły, handel i komunikacja stanęły. Życie zamarło... Panowie politycy, czy tak pojmujecie wolność i demokrację, gdy garstka zwyrodnialców trzyma w szachu całą Europę?

Na szczęście Belgia normalnieje. Na szczęście ludzie zaczynają rozumieć, że pielęgnowanie swoich tradycji, związanych od zawsze z naszym kręgiem kulturowym nikomu krzywdy nie robi, a już napewno nie obraża jego uczuć.

Magię świąt na brukselskiej starówce i w centrum miasta poczułam dzięki Ani. Uwielbiam tę sobotnią gorączkę miasta, a zwłaszcza teraz, przed najpiękniejszymi świętami w roku. Lubię to uczucie, gdy w głowie kręci mi się cały świat! ( Nie, nie! Nie od tego co myślicie!)

Siedziąc wczoraj z Anią na zewnątrz jednej z restauracji myślałam o tym wszystkim, o czym tu dziś piszę. I nie wiem już, czy nasze policzki były bardziej rozgrzane od ciepła gazowych lamp tuż nad głową, od wypitego wina, czy euforii spotkania w takiej bajecznej scenerii. Nawet bezdomni poprzebierani byli za Mikołaja. Siedzieli uśmiechnięci na swych materacach pociągając tanie trunki dla rozgrzewki.

Chwilo zatrzymana w kadrze trwaj!



Po powrocie na moją wieś – kwadrans drogi samochodem z centrum – cisza aż w uszach boleśnie kłuje... Ale mój świat też swój urok ma. Mój azyl... Mój dom... Moja rodzina: ludzie i psy. Mój święty spokój podbrukselskiej prowincjuszki.

Już od tygodnia słucham bez przerwy kolęd, by wprowadzić pod mój dach trochę świątecznej magii. (Chociaż zdarza mi się słuchać kolęd przez cały rok.) 
Z tą magią, jest jakby trudniej... Ktoś bliski gaśnie w oczach. Nie brak wokół róznych kłopotów. Wspomnienie tych, którym rozszalały terroryzm zabrał bliskich. Zdmuchnął, jak wiatr płomień świecy. Zanieczyszczenie, wojny, zniewolenie... Świat oszalał i jakby pędził ku zagładzie... Lekko nie jest.

Z choinką czekałam aż do tego weekendu, nie czując jeszcze bluesa. Wszystko jakieś takie... Ale kiedy rozłożyłam jej zielone ramiona, gdy zaszemrała światełkami, udzieliła mi się dziecięca wiara, w to, że w ostatecznym rachunku wygra to co dobre. Przecież jesteśmy taką „drużyną pierścienia”. I w tym jest nasza moc! 



Zaczynam już dziś, natychmiast – od siebie, od mego mikroświata, rodziny, przyjaciół, otoczenia, a Ty zaczniesz – od swego – razem możemy więcej. A dołączą jeszcze inni... Nasze działania się spotęgują i w tym widzę sens i nadzieję świata. Hej... Tylko nie mów mi, że jest za późno. Nigdy nie jest. 

Codziennie robisz coś dla swego otoczenia, nie zdając sobie sprawy, że przyczyniasz się do zbawienia ludzkości. Po to są święta byś to sobie uświadomił(a). I poczuł(a) misyjność swoich prostych poczynań. One nie są bez znaczenia. Są ważne. Nasze małe zwycięstwa nad nałogami, złymi nawykami. Daj z siebie wszystko. Ktoś będzie z Ciebie dumny. Ty będziesz dumny(a) z siebie.


Oczywiście jak co roku, czekałam z prezentami do ostatniej chwili. Oczywiście jak co roku bez poczucia winy przekroczyłam budżet.
Sama z wiekiem mam coraz mniej potrzeb, ale nie mogę odmówić sobie egoistycznej przyjemności sprawiania radości innym.
Oczywiście jak co roku, zamiast pięknięć i chudnąć przed świętami, to się kompulsywnie objadam. Może się zmobilizuję i od jutra "pojadę" na koktailach owocowych i warzywach. Ktoś ze mną? Nie?? 

Już nie mogę się doczekać, kiedy uściskam swoich bliskich, kąty w moim anusińskim domu na Podlasiu, pójdę nad Bug z psami, poznam dzikich lokatorów mego ogrodu, gdzie znajdują bezpieczne schronienie podczas naszej nieobecności, wpadnę na „szybką kawę” (czytaj: ekspresowe plotki) z koleżankami. 

I najważniejsze, jeszcze przed świętami ruszę z promocją nowej ksiązki. Już czuję tę moc! 

Poczuj nadchodzącą tendresse. Będą święta. Będzie dobrze. Mogę Ci to obiecać. Tylko proszę chciej... Bo jak mówi aktor Keanu Reeves:

"Na koniec, myślę że wszyscy możemy się zgodzić, że nawet w obliczu tragedii człowiek może się rozwijać. Bez względu na to, co ci się przydarza w życiu, jesteś w stanie to pokonać! Życie jest warte przeżycia."





14 komentarzy:

  1. Pieknie napisane Agnieszko...to fakt czasy takie trudne jakos ostatnio nas to dopadło..ale masz rację nalezy się rozwijać mimo wszystko..Nie można inaczej. Nie wolno poddać się strachom, co nie oznacza bycia nieuwaznym. Nie wiemy gzdie i co nas czeka ale nie można żyć w strachu. Swięta niech trwają i tradycje bo one nas umacniają, przypominają co ważne, jednoczą rodziny....Podtrzytmujmy tradycje..nawet jeśli to wiąże się z bieganiem przedświątecznym po sklepach i wielkim szykowaniem..to przecież cudne, to robimy dla swych najbliższych bo ich kochamy!!! Niech święta trwają ...i niech ich aura trwa cały rok i dalej:):)
    Co do budżetów ja tam nie narzucam sobie nigdy ile ,,wtedy nie mam problemu z przekraczaniem limitu:):)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to wszystko przecież nasze życie, nasz świat... dzięki i pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Jak cudnie napisałaś... Przeczytałam jednym tchem. Tak szczerze, od serca, ze wszystkimi swoimi obawami i lękami, ale ostatecznie w wielką nadzieją i wiarą w dobro, miłość. Tak ciepło mi się zrobiło... I bardzo świątecznie. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja uśmiecham się w podzience na taka spontaniczną reakcję, warto pisac to co w duszy gra... dziękuję i pozdrawiam również juz bardzo świątecznie:)

      Usuń
  3. Tak to napisałaś, stopniując napięcie, że oddech na chwilę wstrzymałam. Ale magiczna chwila zniknęła i znów dopadła mnie proza: bo kolęda dla nieobecnych, bo samotność, bo bolesne wspomnienia i perspektywa wcale niewesołych świąt. Oby do jutra, może będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... to ten paradoks tych świąt... i magia, i radość, i zaduma, i ... tęsknota... Oby do jutra, jak mówisz, pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Pięknie piszesz świąteczna Dziewczynko:-)
    Zgadzam się z Tobą, z wyjątkiem tych koktaili:-)
    Szczęśliwej podróży i piękna nad Bugiem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę Ci Agnieszko najpiękniejszych chwili świątecznych i TU i TAM.

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko, będą Święta, takie jak lubisz, ciepłe, spokojne miłosne. I to Ty o nie zadbasz, jak co roku :)))
    Nie można się bać i chować po domach. To nie my przychodzimy do nich. To oni zdecydowali się przyjechać do nas. Do naszych Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, do naszych kapliczek, świątyń i do naszej kultury. To nie my mamy rezygnować z nas samych, żeby nie obrazić ich. Możemy wspólnie żyć obok siebie, nie gubiąc siebie nawzajem.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle mądrych i pięknych słów:))))ja też mam nadzieję że święta będą piękne i szczęśliwe:))))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie dobrze !! Musi być...;o)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie to napisałaś. :-) Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  10. ....i znowu podzielimy się opłatkiem , radość połączy się ze smutkiem, zwątpienie z nadzieją....
    piękne zdjęcia , czekam na Ciebie, czekam na książkę...Basia

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię czytać Twoje posty, nie trzeba nic dodawać od siebie, zawarłaś tutaj wszystko to co jest w moim sercu. Takie są właśnie moje święta...czule, radosne ale i smutne, nostalgiczne. W sobotę ubiorę choinkę, moze wtedy poczuję bluesa i bede chcieć świętować. Wszystkiego dobrego Agnieszko.

    OdpowiedzUsuń