niedziela, 13 stycznia 2013

Pomiędzy tęsknotą a wieżą Grand Place.część 1



Jak to się zaczęło?
Kołysząc się w wypełnionym po brzegi polskim autobusie, z nosem przylepionym do szyby słuchałam mimochodem nieprawdopodobnych opowieści moich rodaków, dla których Belgia, a dokładniej Bruksela stała się drugim domem na wiele lat. Nieraz na całe życie. Opowieści niezbyt budujących. Nie dawałam im wiary. Moja wyobraźnia chciała widzieć europejską stolicę wielką, na miarę Wiednia czy Paryża. Prawie nic nie wiedziałam o tym mieście. Poza tym, że jest stolicą Unii Europejskiej, słynie z frytek, piwa, czekoladek i ...deszczowej pogody. Mówiono, że jest brudna i prowincjonalna...
1500 kilometrów braku entuzjazmu i niepewności. Skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością...


Niestety, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Nawet nie zauroczenie. Po tym wszystkim co słyszałam na jej temat, podchodziłam do niej z niechęcią. Ona też nie była gościnna! Przywitała mnie przeszywającym wiatrem znad Morza Północnego. Pluła mżawką, wciskała się chłodem w każdy zakamarek mego ciała. Bo powietrze nasycone wilgocią daje się bardziej we znaki niż siarczysty mróz w Polsce. Bruksela w porównaniu z innymi stolicami świata wydała mi się bardziej ubogą krewną niż królową. Prowincjonalna stolica niewielkiego kraju udająca metropolię. Położenie w centrum Europy było raczej dziełem przypadku, niż świadomą jej zasługą. Drażniła mnie jej wielokulturowość. Nie mogłam połapać się w gąszczu wielojęzycznych napisów. Mimo, że oficjalnie używa się trzech języków, a nieoficjalnym czwartym jest angielski – nie ułatwia to życia. Konia z rzędem temu, kto zgadnie, że Tournai i Doornik to jedna i ta sama miejscowość, tylko w dwóch językach. W tej sytuacji podróżowanie nie jest takie łatwe i trzeba pilnie patrzeć na znaki. Kiedyś jadąc do Leuven ( niecałe dziesięć kilometrów od mojej miejscowości) zajechałam prawie do Luik, czyli Liege, znacznie oddalonego... Pomyliły mi się nazwy miast. Niech się nie wydaje oczywiste, że we flamandzkiej restauracji dostaniesz menu po francusku. I odwrotnie. A flamandzki stóż prawa bezlitośnie będzie z tobą konwersować tylko w swoim języku.  Nawet jeśli uczyłeś się francuskiego w szkole, to czeka cię niemiła niespodzianka w postaci lokalnej, belgijskiej odmiany tego języka. Nie mówiąc o flamandzkim, który ma tak wiele dialektów, że czasem mieszkańcy sąsiednich wsi z trudnością się rozumieją nawzajem. Przyzwyczajona do polskich centrów handlowych, otwartych niemalże dniami i nocami, już w pierwszy weekend ucałowałam symboliczną klamkę, chcąc zrobić zakupy po dziewiętnastej. Szybko zrozumiałam, że w niedzielę też ich nie zrobię bo tylko nieliczne, małe sklepy są otwarte. Fatalni kierowcy to następna „ atrakcja” Brukseli. Jak i zasada pierwszeństwa prawej strony. Belgia jako jeden z ostatnich europejskich krajów wprowadziła egzaminy na prawo jazdy. Wcześniej dostawałeś je na słowo honoru. Nieprawdopodobne lecz prawdziwe! Za to do częstych, ulicznych stłuczek ludzie podchodzą z wiekszym dystansem, bez emocji. To tylko samochód. Taka mała różnica w poziomie stopy życiowej.
Do tego dochodzą antagonizmy między nacjami, tak silne, że niemalże doprowadziły do rozpadu państwa. I ta ilość rządów: federalny, regionalne. Jeśli nawet któryś z nich aktualnie upada, to przeciętny mieszkaniec Belgii nie zawraca sobie zbytnio tym głowy, w końcu funkcjonują pozostałe.

Mój przyjazd do Brukseli nie był przeze mnie planowany. Nie miałam jednak wyboru. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu miastu… Sięgam pamięcią wstecz. Nie potrafię jednak uchwycić momentu kiedy straciłam dla niego głowę…
cdn.



 a to ja... komin zas na mojej szyi od Panny Kropki: http://smakkropki.blogspot.com
Dziekuję Kropeczko!


55 komentarzy:

  1. Adaptacja zawsze jest trudna, ja po raz kolejny ja przezywam, tym razem w Kolumbii
    Kisses
    Aga

    Check my new post
    PERFECT PARTY DRESS
    GIVEAWAY with Choies!!!50 WINNERS!!!
    www.agasuitcase.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze tez opisz swoje doswiadczenia w Kolumbii, bardzo malo wiem o tym kraju, pozdrawiam

      Usuń
  2. Hmmm... rozrywkowo masz w tej Belgii :-)))
    Nie ma wyjścia , trzeba się dostosować...

    OdpowiedzUsuń
  3. właśnie przeczytaliśmy wpis z Karolem, czekamy niecierpliwie na ciąg dalszy !

    buziole

    wierni fani
    A&K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem, całuję was. Poznawajcie, poznawajcie Brukselę, niedługo sami dokonacie konfrontacji :)buziaki!

      Usuń
  4. Ja sié dopiero niedawno dowiedziałam, że banki są do 16, z przerwą między 13-14. I klamki nie ucałowałam, bo ją wyciągnęli :)
    W Polsce to same luksusy, banki do 18, sklepy do 21 :) gdyby tylko było tyle samo pieniędzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własnie! mnóstwo ludzi i tak nie wiąże końca z końcem, więc te sklepy otwarte niemalże całą dobę 7/7 to jak kpina ):

      Usuń
  5. Polska piękny kraj ale nie dla każdego , i myślę że w innych krajach jest podobnie, sama często myślę by wyjechać na zawsze daleko ... bo czasem niestety to co się tu wyprawia jest okropne i nie do zniesienia... ale pamiętam też że są miejsca na tej ziemi gdzie jest tylko smutek strach a z nieba nie spadają gwiazdy lecz bomby.
    Więc chyba może być gorzej...
    Pięknie wyglądasz w kominie ;) dziękuję za podlinkowanie ;*
    Miłego dnia ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baardzo go lubię, jest taki kobiecy, kwiatuszkowy :) będzie dalszy ciąg posta za jakiś czas, o , jednak, pomimo wszystko, mojej fascynacji tą smutną szaro-burą ziemią.

      Usuń
  6. Fenomanalne zdjęcia! Nie msylalam, ze mozna w Belgii bylo zdobyc prawko "ot tak" ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Z czasem wszystko się normuje:)cierpliwość, to dobry doradca:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. W Brukseli byłam raz, turystycznie, i nie wspominam tego z rorzewnieniem...miedzy innymi ze względów językowych - francuskiego nie znam, a nikt, kogo próbowałam zapytać się o coś na ulicy, nie mówił po angielsku! hmmm....chyba musze zrobić drugie poejście:-) Chusta świetna!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy tam nie bylam, ale miasto wygląda piekie! Podobne odczucia mialam, kiedy 7 lat temu wylatywalam do Edynburga. Z jedną walizką i narzeczonym. Z planem na zycie mega elastycznym, z biletem w jedną strone. Miasto przywitalo nas jednak milo, odnalazlam w nim klimat Torunia,miasta mych studenckich lat. Wkrotce znalazla sie praca i znajomi, i tak mijaly lata. Dzis w jedną walizke już się nie spakuję,a mysl o powrocie do Polski stawia mnie wobec uczucia bezradnosci...

    OdpowiedzUsuń
  10. Uuu, Bruksela nie przywitała Cię zbyt pozytywnie, taka z niej gościnna stolica. U Nas wita się chlebem i solą, a w Brukseli mżawką, no ładnie! Co nie zmienia faktu, że zawsze ciągnęło mnie czy to do Belgi, czy Holandii, chciałabym poznać bliżej tamte rejony - czekam na ciąg dalszy nastąpi! :)

    Dziękuję Ci bardzo, choć żadna ze mnie księżniczka, co najwyżej średniowieczny błazen, biorąc pod uwagę moje poczucie humoru i dystans. Cieszę się, że lubisz do mnie zaglądać, bo jednak tak jak sama obecnie istnieje cała masa blogów o przeróżnej tematyce, każdy czytelnik ma duże pole do popisu, a jeżeli poświęca swój czas (tak jak Ty) i mnie odwiedza to jestem bardzo, bardzo (bardzo do potęgi n) zadowolona. Mnie reklamy i konkursy też nie drażnią, jeżeli nie są przesadzone, jeżeli jest zachowana granica - co za dużo to niezdrowo i tak jest również w moim przypadku. Reklamy też mogą być fajne, jeśli pasują tematycznie do bloga, nie są za częste i sama blogerka np. dany produkt przedstawi ciekawie, podejdzie do sprawy kreatywnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie, ciekawie,wartościowo. Cieszę się :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, bardzo dziekuję za te slowa i ciesze się, że ty się cieszysz :)

      Usuń
  12. Z miastami jest tak, że trzeba do nich odpowiednio podejść żeby je pokochać. Ja tak miałam z Krakowem- kiedyś na samą myśl że muszę do niego jechać byłam chora.. Nie cierpiałam tego miasta. Teraz Kraków jest dla mnie magiczny i uwielbiam go pod kazdym względem :)

    Będę wpadać, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Dokładnie tak zrobiłam, o czym będzie niebawem w drugiej części. Zobaczysz tam metamorfozę jaka przeszłam w postrzeganiu tego miasta, dziekuję za odwiedziny i pozdrawiam!

      Usuń
  13. Jako 23-latka wyjechałam "za chlebem" do Włoch. Pamiętam moje przerażenie na początku...Bez języka, kasy, znajomości realiów. Ściągnęła mnie przyjaciółka, która zaraz, tam, przestała nią być, więc zostałam zdana na łaskę losu...i nowych znajomych. Wróciłam po pół roku, bo w ogóle nie zamierzałam zostawać na stałe. Traktowałam to jako przygodę, niemniej jednak spora nauka życia to była. I pokory. Z czego korzystam do tej pory:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Belgii funkcjonuje takie powiedzenie: "chcesz stracić przyjaciela, zabierz go do Belgii", mnóstwo przyjaźni z Polski rozpadło sie na moich oczach w Belgii.

      Usuń
  14. Czekam zatem na ciąg dalszy! Napisałaś, że wyjazd nie był planowany, że nie miałaś wyboru... - czy ta podróż była dla Ciebie poszukiwaniem lepszego miejsca na ziemi? Co jakiś czas zastanawiam się, czy nie powinnam była zostać za granicą... Żyję w Polsce, w kraju, w którym osobom po studiach proponuje się śmieszne wynagrodzenie, a dyplom może mieć każdy. Absurd. Mimo to, staram się znaleźć swój kawałek "szczęścia" - a wielkim plusem jest to, że mam blisko rodziców... Ściskam, Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż pracował już w Belgii jakiś czas, związek na odległość zaczął bardzo nam ciążyć. Na naszych oczach rozpadło sie wiele wspaniałych rodzin, które żyły w przymusowej separacji: jedno z małżonków w Belgii, a drugie z dziećmi w Polsce. Pochodze z regionu, którego specyfiką jest emigracja zarobkowa do Belgii. Nasze Podlasie jest piekne, ale nie rozwija się gospodarczo, nie ma perspektyw dla młodych ludzi. pomyśleliśmy, że szkoda by było gdyby nas to spotkało. Rachunek ekonomiczny był prosty. Mąż w Belgii zarabiał trzykrotnie więcej niz ja w Polsce, choc najmniej nie zarabiałam. Pracowałam we francuskiej firmie, ale...oddalonej od mego miasteczka o 70 km. Przyjechałam "tylko" na wakacje z jedna walizką i dzieckiem. Mąż marudził, że nie widzi jak dziecko rośnie, że zbyt rzadko się widzimy. A co tam! Pomyślałam. że zostaję i poszłam zapisać syna do szkoły. Miał 10 lat... Przy najbliższej okazji sprzedaliśmy w Polsce mieszkanie, pomysleliśmy , że dość okradania nas wygórowanymi czynszami, sprzedalismy mieszkanie szybko, na łapu capu i...postawilismy na wsi dom, by było gdzie wracać i gdzie mamy święty spokój :)

      Usuń
    2. Rozumiem... Dziękuję, że zechciałaś podzielić się ze mną i z Lucy szczegółami tej intrygującej historii! Dziękujemy również za przemiły komentarz pod wpisem Lucy o "oryginałach..." - cieszymy się, że wracasz już do formy i do zdrowia. Lucy miała kryzys jakiś czas temu dotyczący prowadzenia bloga, ale towarzystwo takich osób jak TY - w blogosferze - utwierdza nas w tym, że warto to robić. Bardzo cenimy sobie znajomość z Tobą :-)! Jesteś wyjątkowa! Uściski!!! M & L

      Usuń
    3. To wy jestescie wyjatkowe! tez cenie sobie znajomosc z wami. A z prowadzeniem bloga to jak z wieloletniem ... malzenstwem! Przechodzi sie fascynacje, zauroczenia, znudzenie, stabilizacje itp. kryzysy - trzeba przeczekac :) wiem co mowie, ponad 20 lat w sumie szczesliwego pozycia malzenskiego, sciskam was dziewczyny i nie dajcie sie smutkom, bylaby to duza strata dla blogosfery gdyby was zabraklo! :)

      Usuń
    4. Jakie ładne porównanie! Lucy głośno się śmiała! :-) (33 lata po ślubie) Ja, Martyna, zaledwie 6 miesięcy po... - więc co ja mogę jeszcze wiedzieć? ;) Naprawdę, jesteś urocza, dziękujemy za słowa wsparcia!

      Usuń
    5. o, Lucy jestem pod wrażeniem twego małżeńskiego stażu! Jestem przy tobie cienias, a tak sie mąrdzyłam, za to ty martyna, ucz sie od seniorek :) dobranoc!

      Usuń
  15. Ciekawie napisane...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie zawsze miłość od pierwszego wejrzenia jest najlepsza dobrze kiedy powoli dojrzewa nawet do miasta:))))Cieszę się że czujesz się dobrze i czekam na dalszą część:))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. lubię Twoje opowieści:) wiesz, myślę że do każdego miejsca można się przyzwyczaić i nawet z czasem polubić:) wystarczy pozytywne nastawienie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, to podstawa! Będzie o tym w drugiej części. Ja wszędzie szybko sie przyzwyczajam i próbuje znaleźć jednak dobrą stronę danej sytuacji.

      Usuń
  18. Very beautiful pictures of our capital.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znam Belgii, nigdy tam nie byłam. Czytam Twoj post i tak sobie myślę, że podziwiam Was dziewczyny, że potraficie mieszkac tak daleko od ojczyzny. Wiem, wiem, podobno potem to nowe miejsce staje się drugim domem. Ja ilekroc wyjeżdzam gdzieś daleko, nawet tam gdzie lubię byc to zawsze chcę wrócic po dwóch, trzech tygodniach do domu czyli Tu gdzie może nie jest tak dobrze, gdzie coraz mniej pracy i godnych zarobków ale wracam z radością.
    Cieszę się, kiedy czytam, że odnajdujecie się innych częsciach świata, że jest Wam tam dobrze.

    Czekam Aga na drugą częsc Twojej opowieści o Tobie, bo zaczynam poznawac Cię od nowa i zupełnie inaczej postrzegac.
    Jednak blogowanie jest lepsze od portali o modzie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, ze blog lepiej pozwoli poznac czlowieka niz portal modowy i jak widzisz pozory czesto myla; ludzie mysla czesto stereotypami jak na temat tzw "szafiarek", a tam jest sporo ciekawych dziewczyn, ja osobiscie niemalo ich poznalam;
      Ela, nas nie ma co podziwiac, czesto do emigracji sklonila nas koniecznosc, a dlaej juz samo poszlo, musialo :)
      pozdrawiam cieplo i zagladaj, niebawem bedzie druga czesc :)

      Usuń
  20. Nie muszę chyba pisać, jak bardzo lubię takie wspomnienia i spostrzeżenia, pozornie mało wnoszące do opisu miejsca, lecz bardzo ważne. ;-)

    Jeśli jedzie się gdzieś na stałe lub na dłużej, to ma się do takiego miejsca sporo wyższe wymagania i początkowo można się nieco rozczarować. No, ale człowiek już tak ma, że stara sobie okolice "gniazdka" poustawiać po swojemu, co nie zawsze jest możliwe. W Belgii chyba rzeczywiście nie przejmują się brakiem rządu centralnego, ostatnio ponad 500 dni nie mieli i nie robili z tego jakiegoś halo. :-)

    W krajach wielojęzycznych są różne ciekawe sytuacje, jak opisałaś, co zaś się tyczy odmian flamandzkiego, to przypomina mi się rozmowa Kaszubów z Kościerzyny z tymi z Pucka. Też się dogadać nie mogli. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na temat tego słynnego belgijskiego kryzysu bedę jeszcze pisać, bo to dość ciekawy temat i oddaje specyfikę pojmowania rzeczywistości Belgów :)

      Usuń
  21. Ach, zazdroszczę podróży;) Co do belgijskich stróży prawa i ich niechęci do używania innych języków, to mam podobne doświadczenia, ale z jegomościami w mundurach pochodzącymi z Francji. Wydawać by się mogło, że to nowoczesne europejskie stolice, a tu proszę:)
    Zdjęcia świetne!
    Pozdrawiam i zapraszam na nowego posta,
    Pyzoletka

    OdpowiedzUsuń
  22. Ach te antagonizmy francusko belgijskie.
    Moi Francuzi uwielbiają dowcipy o Belgach, gdzie Belg z reguły nie jest najmądrzejszy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ja to mam w zyciu caly czas pod gorke: najpierw wychowalam sie w Polsce B, choc pieknej to bedacej przedmiotem kpin mieszkancow tej "lepszej" czesci Polski, teraz znow w "gorszej" francuskojezycznej czesci Europy mieszkam, juz sie przyzwyczailam, ze zawsze wiatr w oczy :), ale powaznie, to zgadzam sie! swieta racja! Francuzi nazywaja Belgow pogardliwie wiesnikami, ale Belgowie nie pozostaja dluzni Francuzom uwazajac ich za megalomanow, snobow, leni i brudasow. A prawda pewnie lezy gdzies po srodku :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  23. Takie pomieszanie z poplątaniem:) Ja zawsze myślałam, że z tego powodu jest fajnie. Że nie obowiązują żadne zasady:) Musiałabym pewnie sama poczuć i doświadczyć, żeby ocenić. Jak zawsze bardzo fajnie wszystko opisałaś. Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maja, jest fajnie, dowiesz sie z drugiej części : misz-masz, myslę, że polubiłabyś Bruksela jest barwna jak ty! :)

      Usuń
  24. szczerze mówiąc nigdy nie byłam w Belgii, ale w przyszłości mam plany by wyjechać z Polski i osiedlić się gdzieś za granicą, mam nadzieję że poczuję się tam dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tyle macie lepiej , wasze pokolenie, że przed wami świat otworem! zycze wysokich lotów i wspaniałych wrażań.

      Usuń
  25. sądząc po Twoim wpisie zgubiłabym się w Belgi od razu po przybyciu :)

    OdpowiedzUsuń
  26. bardzo fajnie mi się czytało ten post, czekam na dalszą część:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiktorio, Jeszcze dziś postaram się dodać :)

      Usuń
  27. Aguś dzięki za barwne postrzeganie świata , w tym Belgii z jej cieniami i blaskami.Poznawanie tych klimatów jest wypadkową kilku waznych czynników : znajomości obcych języków,dzieki ktorym poznajesz ciekawych ludzi z różnych stron świata, Twojej pracowitości a przede wszystkim ciekawości świata, no i odwagi graniczącej z brawurą (pamiętam Twoją jazdę belgijskimi tunelami ). TAK TRZYMAJ!!!! tylko wolniej jeździj . Basia

    OdpowiedzUsuń
  28. lubie twoje opowiesci...

    OdpowiedzUsuń
  29. Mimo że na początku łatwo nie było piszesz o Brukseli z wielkim zaangażowaniem i takim ciepłem, mimo iż wiatr wieje :)
    Wspaniała bogata treśc, do tego stopnia że zachęca do poznania bliżej a nawet odwiedzenia:)

    Z chęcią bym pozwiedzała w WASZYM towarzystwie ...achhh, marzenia dobra sprawa :*
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beti, marzenia się spełniają .... :)

      Usuń