"Chcąc zniszczyć strach, skoncentruj się na odwadze. Chcąc
zniszczyć niedostatek, skoncentruj się na obfitości. Chcąc
zniszczyć chorobę, skoncentruj się na zdrowiu."
-- Charles F. Haanel
Zanim przejdę do meritum, zacznę od tego, że pogoda jest do d...
Akurat dzisiaj, gdy zaplanowałam ambitnie, że popracuję w ogrodzie. Zaniedbana roślinność wołała na mnie o pomstę do nieba. I pomsta przyszła w postaci szaro-burego nieba i deszczu, nie dającego nadziei na ładny dzień.
Nie powiem, że ogrodowe prace, to jest coś co najbardziej kocham robić. Ale jak już sie odpowiednio nastawię psychicznie, to nawet zaczyna mi się to podobać i dostrzegam zbawienne skutki kontaktu z naturą. Moje braki jako ogrodniczki pokrywam serdecznym stosunkiem do istot żywych, w tym roślin. Z upodobaniem gadam z kwiatami, szepczę im pod płatki, przepraszam za swoją niedoskonałość, za to, że pozwalam im zarastać i czasami skazuję na pragnienie. Nie umizguję się tylko szczerze przepraszam! Często je dotykam, muskam palcami (kto to wymyslił, że nie można dotykać kwiatów, bo nie będą rosły?), gratuluję im potomstwa - nowych pąków i jak nikt nie widzi - całuję listki. Wiem, mam nie po kolei pod czaszką. Może mi nie wierzycie, ale moje zabiegi działają! Moi zieloni przyjaciele wybaczają mi wszystkie zaniedbania, zwłaszcza, że szczerze obiecuję poprawę i tego się trzymam.

No, ale nie o listkach i pąkach miał być dzisiejszy post. Jeszcze tylko się potłumaczę trochę:
Ostatnio zaniedbałam bloga, ale podchodzę do tego ze spokojem, to część rytmu życia: odpływy i przypływy. Czasami trzeba naładować akumulatory i dać od siebie odpocząć innym. Też potrzebowałam odpoczynku od komputera. Jednak wczoraj znów zatęskniłam. Życie bez bloga jest niefajne, więc wracam. I od razu z ważnym tematem.
Wszyscy się czegoś boimy, jedni więcej, inni mniej. Niektórzy prorokują różne "kataklizmy". Mam parę bliskich osób, które w tym celują. Ja sama kiedyś taka byłam. Koszmarna! Wydawało mi się, że jak wiecznie będę mówić o niepowodzeniach, chorobach, przykrościach to będę bardziej przygotowana i mniej zaskoczona gdy przyjdą, a tym samym będzie mniej bolało...
Ale przecież nie można przewidzieć wszystkiego! Gówniane niespodzianki przychodzą w życiu z najmniej oczekiwanej strony i nie trzymają się nic, a nic twego czarnego scenariusza! Nasza wyobraźnia jest ciągle zbyt uboga, wobec tego co może nam zafundować los!
Z czasem zdałam sobie z tego sprawę. Uzmysłowiłam sobie że wcale mniej nie boli gdy mam w głowie kilka możliwych wersji wydarzeń, a życie w ciągłym strachu jest koszmarem.
Jeśli boisz się ciemności - to czy znaczy, że ona zniknie? Czy jeśli boisz się choroby i cierpienia, to twój strach będzie miał magiczną moc oddalenia Cię od niego? Niektórzy panicznie lękają się wojny wiszącej na włosku, końca świata, trzęsienia ziemi. I co, łatwiej im się żyje? Nie. Wręcz przeciwnie. Przyciągasz to o czym myślisz. Co ma być i tak będzie. Przestałam zamartwiać się rzeczami, na które nie mam absolutnie wpływu np.opinią innych, bo tak właściwie: ile ludzi, tyle opinii, a z każdą można dyskutować.
Przestałam zważać na nieżyczliwych, koncentrując się wokół ludzi z dobrą energią.
Ale chyba do takich wniosków dochodzi się z wiekiem, chociaż nie! Mam bliskich, którzy mimo statecznego wieku, zamartwiają się i katują wyobrażaniem samych smutnych, niedobrych sytuacji. Ja zmieniłam strategię. Koncentruję się wokół przyjaciół, nie tracę energii na walkę z wrogami. Szkoda zdrowia!
"Walcząc, czyli podejmując wysiłek w celu zniszczenia "przeciwnika", paradoksalnie dodajesz mu siły.
Walcząc z wrogiem, uzasadniasz jego istnienie. Stwarzasz go we własnej rzeczywistości i przyciągasz do siebie" (Prawo życia w obfitości)
Dlatego myślę "do przodu", koncentruję się na dobrych ludziach, którzy wnoszą coś do mego życia i ja wnoszę do ich. Wyczuwam niedobre klimaty, omijam je szerokim łukiem, do pieniaczy nabrałam obojętnego stosunku, nie drażnią mnie, nie wyprowadzają z równowagi, nie tracę na nich cennej energii, nie pociągną mnie za sobą w bagno pomówień. Wolę swoją siłę spożytkować na inne działania. Nie można tego się nauczyć od razu. Kiedyś strasznie "przeżywałam", teraz bezwzględnie "olewam".
Tobie też radzę. Odmów uwagi swoim wrogom, skieruj ją na swoich przyjaciół. Skoncentruj się odważnie wokół celów: dbaj o zdrowie, generuj życzliwość, śmiej się dużo i często, ciesz się z małych rzeczy, nie daj się spłoszyć nieżyczliwym i krytykantom, masz prawo być jakim chcesz być. A to jak Cię postrzegają inni - niech już nie należy do twego biznesu!
O! przejaśniło się! Idę do ogrodu. Panie Róże będą zadowolone z moich odwiedzin. A jutro napiszę o zorganizowanej grupie przestępczej w moim domu.
Aha, jeśli codziennie skupisz uwagę na tym, czego naprawdę chcesz, na działaniu małymi krokami - tu i teraz - sukces murowany, nawet się nie obejrzysz kiedy! (Dlatego przed wyjściem do ogrodu "machnę" dwadzieścia brzuszków - lato się zbliża)
Lets go!
Czytam twój post ciészko mi sié skupi, troli sié nalepiej pozbywać
OdpowiedzUsuńJak sie nie reaguje, sami odchodzą. Jak obrażaja moich gości - wywalam ich bez pardonu, Pozdrawiam!
UsuńNie wiem, kto to powiedział (pasuje mi do Piłsudskiego albo Churchilla), że jeżeli szykujesz się na wojnę, to... zbieraj sojuszników. Kilka razy zastosowałam tę maksymę w ten sposób, że zamiast walczyć od bezpośrednio z wrogiem, skupiałam się na swoich przyjaciołach i ludziach mi życzliwych. Nie, nie knułam z nimi przeciwko wrogowi, tylko zajmowałam się sprawami ważnymi dla siebie czy moich bliskich. I co się okazało? Że wróg może pokiwać palcem w bucie! Bo życzliwi mi ludzie stanowią dla niego mur nie do przebicia, a ja skupiając się na sprawach dla siebie istotnych zapominałam, że istnieją jacyś nikczemnicy. Pogadał sobie ten wróg, poszczekał, pokazał własną nieżyczliwą ludziom twarz i sam narobił sobie wrogów. To działa!
OdpowiedzUsuńRóżo, właśnie o tym był jeden z moich poprzednich postów: http://laviolettee.blogspot.be/2015/05/nie-walcz-z-przeciwnikiem-cierpliwie.html" nie walcz z przeciwnikiem, cierpliwie zbieraj sojuszników, potwierdzasz właśnie te prawdę! Tez się przekonałam o skuteczności tej metody, to działa! :)
UsuńCzyli "odmów uwagi swoim wrogom" :)
UsuńA swoją drogą - czyżby ktoś Ci ostatnio dokuczał, że wpadłaś w "nieprzyjacielską" tematykę?
Akurat tak się zbieglo, ten temat chodził mi po glowie juz jakiś czas temu, ten poprzedni post napisalam zupelnie bez odniesienia do mego ani kogokolwiek zycia, ale faktycznie, po... - uaktywniła się moja "wielbicielka - psychopatka", ktora mam od wielu, wielu lat,chociaż już zapomniałam o jej istnieniu, a tu nagle sie uaktywniła, doszlo do niej, że książkę napisałam:) To ją zabolało i chciała popsuć mi zabawę, ale no way :) Już nie jestem taka bezbronną osoba jak kiedyś:)
UsuńOdmów uwagi swoim wrogom, skieruj ją na swoich przyjaciół.- przekonywująca mnie idea! jakoś tak jednak jest, że okresowo znowu zapominam, że martwienie się o sprawy na które nie mam wpływy jest dla mnie bardzo szkodliwe. To jakiś anachronizm z dzieciństwa, którego trudno się do końca pozbyć. Takie czarowanie rzeczywistości - jeśli się wystarczająco pomartwię to zaczaruję los i nie spotka mnie żadna katastrofa...
OdpowiedzUsuńPracuję na tym, i zazwyczaj jednak udaje mi się wyjść z tego złego myślenia.
Pozdrowienia z Wrocławia, u nas upał. :)
Gosiu, bo o tym na codzień się zapomina, ja też ciągle pracuję nad róznymi ograniczeniami i uzależnieniami, czy nawykami, dlatego fobrze własnie jest jak ktoś od czasu do czasu uświadomi nam i przypomni te "oczywiste oczywistości" pozdrawiam cieplutko :) u mnie sie wyjasnilo, ale daleko jeszcze od upału:)
Usuń|Jeśli się wystarczająco pomartwię..." Jakby z moich ust wyjęte słowa. Tak, jakby można było komuś daninę spłacić z tego martwienia, by potem już tylko cud, miód i orzeszki. Tymczasem wprost przeciwnie. Ale do tej mądrości trzeba dojrzeć. I to wcale niekoniecznie z wiekiem:).
Usuń"Śmiej się dużo i często"- tak zrobię ! :-)
OdpowiedzUsuńWarto naśladowac dzieci w beztrosce i prostocie! Smiech - najlepsza terapia! :)
OdpowiedzUsuńDobrze, ze napisalas o tym, ze nie trzeba dac sie sploszyc niezyczliwym i krytykantom...
OdpowiedzUsuńCos jest w nich zawistnego, ze nie potrafia sie pozbierac po czyjms chocby malym sukcesie, nie mowiac o wielkim, jak w Twoim przypadku (napisanie ksiazki). Z nieporadzenia sobie z wlasna zawiscia i zazdroscia probuja przeniesc ja na innych, szukaja uplywu wlasnej zolci, ktorej nie moga strawic i dokuczaja wtedy innym ludziom napotkanym na swej drodze...dlatego bezwzglednie trzeba robic, to, co chce sie robic i byc tym, kim sie chce byc, nie zwracajac na nich uwagi i przede wszystkim nie przejmnowac sie, tylko wlasnie cieszyc sie wlasym zyciem !!
Pozdrawiam cie serdecznie, Agnieszko:)
Dziękuję Elu, tez serdecznie Cie pozdrawiam :)
UsuńAgnieszko, podpisuje sie pod tym tekstem wszystkimi lapami. Tez tak mialam, czulam ze ze musze byc wiecznie gotowa, spieta i naszykowana bo za chwile COS niedobrego sie stanie. Kiedy rozluznialam uwage i COS sie dzialo, to myslalam, ze stalo sie tak dlatego ze pozwolilam sobie cieszyc sie chwila. Tearz rozumiem ze to nie tak. W zyciu roznie bywa i moje "nastawianie sie" tylko przyciaga smutki :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJak czlowiek raz się od takiego myslenia uwolni - od razu żyje sie lepiej i ma się więcej sił, gdy rzeczywiście trudne chwile nadchodzą! Pozdrawiam!
UsuńWprawdzie nigdy nie spotkalam wrogow (albo ich nie widzialam), ale za to sporo stanelo na mojej drodze manipulantow i osob toksycznych nie tyle wobec mnie osobiscie, co wobec ludzi dookola ogolnie.
OdpowiedzUsuńOd lat jednak (powoli, powolutku, ale skutecznie) wypracowalam sobie postawe, ktora unika takich negatywnych osob i skupia sie na osobach pozytywnych. Tamci pierwsi jakby znikaja, po prostu byliby waznymi, gdybym im udzielila uwagi. Dodaloby to im znaczenia, a tak? Tyle fajnych, pozytywnie zakreconych osob dookola, ze szkoda czasu na walke z wiatrakami:)
Pozdrawiam Nika
Dokładnie Niko! Tez tak działam :)
UsuńJa wrogów- przepraszam za słowo- olewam!!!!!
OdpowiedzUsuńA kwiaty trzeba kochać, tylko wówczas kwitną i dlatego masz ich wdzięczność.
Dziś w Małopolsce żar leje się z nieba!!!!
Mam dwie bliskie memu sercu Basie w Małopolsce :)
UsuńMyślę, myślę i myślę... Ale wrogów chyba nie mam. Jest za to sporo osób,za którymi nie przepadam, z wzajemnością. Zawsze posyłam im promienny uśmiech ;)
OdpowiedzUsuńUsmiech - to potężne orędzie! tak trzymaj Karo! :)
UsuńMówienie i koncentrowanie się na sprawach negatywnych dodaje im energii.
OdpowiedzUsuńDlatego jeśli takie tematy pojawiają się w głowie, lepiej milczeć.
Pozdrawiam :)
wzajemnei! :) Masz rację!
UsuńMiałam ci ja wroga, przez wiele lat. Robił, co mógł, żeby mnie zniszczyć. A ja w pewnym momencie przestałam go dostrzegać, pominęłam go, na ile tylko mogłam w moim życiu, koncentrując się na wszystkim innym. Właśnie tak, jak piszesz. Tak do końca nie było to możliwe, bo był zbyt blisko i robił, co mógł, żeby mi o sobie przypominać. Ale nawet wtedy włączałam głośniej "moją" muzykę, kiedy ktoś mnie o niego pytał, odmawiałam opowiadania o tym, po prostu nie wprowadzałam go do mojego życia. Było to trudne, ale na pewno z czasem tak było mi lepiej żyć.
OdpowiedzUsuńNa koniec zadałam jeden mocny ale dobrze wymierzony cios. Już nie mam wroga.
O tak jeden precyzyjnie zadany cios jest skuteczniejszy niz wszystkie bitewki i wojenki:)
UsuńOdmów uwagi czyli olej ;))
OdpowiedzUsuńZauważyłam też że to działa.Że trzeba skupiać się na ludziach z którymi nam po drodze,a nie na tych co chcą w nasze życie 'wbić szpilę".
A z cytatów o wrogach podoba mi się S.J.Lec
"I jak tu nie być optymistą. Moi wrogowie okazali się takimi świniami, jak przewidywałem. "
Prawdziwy ;D
p.s.jak pisałaś post(publikowałaś raczej) też byłam w ogródku ;) z tymże rozmawiałam z ziemniakami i słonecznikami ;P
No widzisz jak nas wiele łączy! :)
Usuń;)))
UsuńTeż jesteś gadułą ? ;P
Agnieszko ,unikanie "złej energii" jest bardzo zdrowe i potrzebne. Nie ma sensu utrzymywanie chorych relacji. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPewnie! Lepiej odciąc chorą gałąź zanim nam przeniesie zarazę, pozdrawiam Grażynko!
UsuńTwoich słów powinnyśmy się trzymać:))przyznaje ze lubię troszkę się pomartwić na zapas:))))ale nie przejmuję się co kto o mnie myśli:)))a śmiać się uwielbiam i robię to wyjątkowo często:)))))Pozdrawiam serdecznie:)))))
OdpowiedzUsuńWidać twoja pogodną naturę Reniu :) Pozdrawiam
UsuńNo wiesz, łatwo powiedzieć . Bywa, że trza stanąc do walki i wtedy bywa, ze się zwycięży, a to dopiero coś!
OdpowiedzUsuńI tak bywa nie przeczę, jak mus to mus, kiedy inne metody zawodzą. Buziaki!
UsuńJuż dawno zrozumiałam że jęcząc i zrzędząc spadam w jeszcze większy dół niż ten w którym aktualnie się znajduję, odsuwam się od ludzi którzy przekazują mi negatywną energię, żyję chwilą i z uśmiechem na twarzy brnę do przodu, jutro nie jest zagwarantowane nikomu dlatego warto cieszyć się tym co tu i teraz,
OdpowiedzUsuńuściski Aga
ps. bardzo mądry i ważny wpis "przesłanie"
Dzieki Justyna! buziaki!
Usuńwiesz, kiedyś też gadałam do kwiatów i rosły jak szalone, rozmnażałam je zatem namiętnie, aż się okazało, że miejsca dla nich brak i czasu, żeby utrzymać w czystości, dlatego większość wydałam i jakoś o mym zwyczaju gadania do nich zapomniałam, może przez to, że syn przejął obowiązki pielęgnacji?
OdpowiedzUsuńCzytam Twego posta i właśnie uświadomiłam sobie, że bezwiednie podstępuję jak radzisz, skupiam się na najbliższych w trudnych sytuacjach, ale muszę przyznać, że u mnie to raczej intuicyjnie się dzieje:) Zamartwianie się nic nie daje, choć czasami ulegam temu uczuciu:)
Nie zawsze opanuje się wszystko na sto procent od razxu, ale masz rację, trzeba słuvchac swojej intuicji, to bardzo wierny przyjaciel, ktorego często się nie docenia, pozdrawiam! :)
UsuńW chaosie, zawirowaniu, mimo wszystko szukam światełka w tunelu. A Ty pięknie się prezentujesz nawet w deszczu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię ciepło. :)
Gadanie z kwiatami naprawdę przynosi dobre skutki!
OdpowiedzUsuńPowiedziałam do mego oleandra " albo zakwitniesz albo Cię wyrzucę". Obsypał się kwieciem ;)
Muszę zacząć gadać do moich doniczkowych, bo jak na razie świetnie wychodzi mi umartwianie roślinek. Trochę się usprawiedliwiam, że mieszkam w ciemnej studni, ale może to nie wszystko.
OdpowiedzUsuńMasz tyle racji!!! Życie jest za krótkie, aby go tracic i marnować na pozorne ruchy! Podgrzewaj dobre energie drzemiące we wnętrzu i znajduj promień słońca który Cię oświeci kazdego dnia....
OdpowiedzUsuńwszystko prawda, ale czasem jest to takie trudne... :(
OdpowiedzUsuńnikt nie obiecal, ze bedzie latwo :) tez wciaz sie ucze... :) pozdrawiam!
UsuńKoncentrację przerabiałam we własnym życiu, a właściwie opanowanie jej do perfekcji. Grunt to przebywać i otaczać się pozytywną energią...
OdpowiedzUsuńNegatywna dołuje\
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
dokladnie, pozdrawiiam! :)
UsuńDziękuję :) Twoja dobra rada odmawiania wrogom była dziś dla mnie tym, czego potrzebowałam. :) Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńNie ma nic cenniejszego dla piszacego i wiekszej nagrody, niz to - gdy jego slowa padna na dobry grunt i chociaz minimalnie pomoga komus w zyciu, lub natchna do dzialania! to ja dziekuje i pozdrwaima cieplutko :)
UsuńKiedyś miałam masę wrogów i dobrze o tym wiedziałam, ale gdy tylko zdystansowałam się do siebie samej, zdystansowałam się również do nich. Przestało liczyć się dla mnie to co mówią i stali się jedynie ludźmi, którzy za mną nie przepadają, ale którzy mnie nie obchodzą. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
ja w ogóle omijam dużym łukiem ludzi z taką ponurą aurą, a tych nieżyczliwych i paskudnych chyba już od urodzenia w ogóle staram się nie dostrzegać, oni mają takie zaraźliwie przygnębiające fluidy, że strach się bać :)
OdpowiedzUsuńbuziaki
Staram się unikać ludzi nieżyczliwych choć można się pomylić. Nie mam wrogów, jak coś jest "nie tak" - znikam...w realu i w sieci też...
OdpowiedzUsuńWiesz, że lubię się śmiać i wszystko widzieć w pozytywach ale czasami pomartwię się na zapas...
Pięknie wyglądasz...ściskam mocno...
Myśl jest sprawcza, a im więcej o nieszczęściu myślimy, tym większe prawdopodobieństwo, że je na siebie ściągniemy. Zaś co do ludzi nastawionych negatywnie do nas, to wielu z nich żywi się energią na nich wytracaną. Kiedy włączymy w sobie przynajmniej obojętność, odetniemy im paliwo i pójdą szukać innej ofiary. Trudno złapać dystans, ale później jaka jest radość z pozbycia się wampira :D :D
OdpowiedzUsuń