środa, 22 maja 2013

Piękne jak okręt pod pełnymi żaglami.




Dzisiejszy post miał być zupełnie o czym innym, ale za przyczyną pewnego człowieka, który opowiada świat obrazem, i to nie byle jak opowiada (Patrz tutaj), musiałam zmienić temat mego dzisiejszego wpisu. Mowa o The Dark Passenger, który zainspirował mnie swoim bodajże przedostatnim wpisem.

Nie bez powodu użyłam piosenki Wilków jako tytułu. Piękne kobiety ( i niekoniecznie o to widoczne piekno tylko chodzi), konie w galopie i ... stalowe maszyny unoszące sie w niebo mają ze soba coś wspólnego. Bynajmniej dla mnie mają. Zaliczam je do tej samej kategorii piekna absolutnego, które uosabia wolność bez granic, siłę i delikatność zarazem.

Mieszkam niedaleko ( kilka kilometrów) od lotniska. W sąsiedztwie jest dużo łąk. Obserwuję samoloty, karmię chlebem konie. To są nasze ulubione zajęcia w zagonionej codzienności, zatrzymanie się na chwilę, celebrowanie prostoty. Cieszę się gdy "ustrzelę" przelatującą nad moją głową maszynę. Tak blisko, że pęd powietrza zapiera mi dech w piersiach, gdy widze wyraźnie metalowy brzuch. Znamy takie miejsca dla wtajemniczonych, gdzie można podejść do samego ogrodzenia. Gdy jest słonecznie miłośnicy stalowych rumaków wylegują się na zboczach porośniętych trawą, by za chwilę, na moment zerwać się i "ustrzelić" przetaczający się z rykiem silników nad naszą głową samolot.
Czasami jeździmy tam późnym wieczorem, nocą prawie. Wtedy okazuje się, że jest nas całkiem dużo, miłośników skrzydlatych maszyn. I cieszę się jak dziecko, gdy te ogromne metalowe ptaki delikatnie i miękko z gracją bezpiecznie siadają na płycie lotniska. Co za radość!

Ale co będę dużo opowiadać. Popatrzcie na fotoreportaż z naszych okolic.




Nasz wiejski dworzec kolejowy.











 A to nasz polski akcent w przestworzach :)





Przemykający przez moją cichą wieś TGV

 Jeśli o ubranie chodzi to jest to sukienka Jackpot, buty - Mexx, sweterk - któraś z popularnych sieciówek (nie pamiętam), torebka - Cameleon



31 komentarzy:

  1. Moja koleżanka mieszka pod Warszawą pod takim korytarzem którym lecą wszystkie samoloty po starcie. Jest to z pewnością piękne, ale też męczące. Ona już się do tego przyzwyczaiła, ale ja zawsze gdy u niej jestem to kulę się ze strachu gdy taki samolot przelatuje mi nad głową. No i okropny hałas tam jest.
    Piękne konie.
    Serdeczności Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mieszkam na tyle daleko od lotniska, ze nie slysze tego huku, a na tyle blisko, ze rowerem moge sobie pojechac poogladac z bliska - jak dla nas jest to idealne polozenie! Te domy polozone w sasiedztwie portu lotniczego maja znikoma wartosc, ze wzgledu wlasnie na polozenie i mimo, ze piekne to ludzie skarza sie, ze ciezko taki dom pozniej sprzedac i sie nie dziwie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super zdjęcia!! Uwielbiam patrzeć na samoloty!! No nie mówiąc juz o lataniu! Bardzo lubię !! Masz piękna sukienkę!!

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne zdjęcia,zauroczyły mnie pieski i konie<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki w ich imieniu :) są moja namiętnością :)

      Usuń
  5. Wspaniałą reklamę regionu zrobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne zdjęcia. :) I masz piękną sukienkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Beautiful photos and post!!! I love your dress!!!
    Have a wonderful weekend!!! my g+ for you!!!:)))

    Besos, desde España, Marcela♥

    OdpowiedzUsuń
  8. świetne zdjęcia! bardzo ciekawe miejsca!
    pięknie wyglądasz:)
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko piękne....i te wielkie smoki w powietrzu,konie ,piesek,sukienka,buty,torebka!!!Fajny wpis i fajne fotki.Pozdrowionka zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. smoki w powietrzu! piekne sformułowanie :) pozdrawiam i dziękuję!

      Usuń
  10. zazdroszcze widokow i tej laki. Zawsze marzylam, zeby polozyc sie pod lotniskiem i obserowac nadlatujace samoloty !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie to jest najfajniejsze, popatrzeć na samoloty, które prawie siadaja ci na twarzy - leżac w trawie :)

      Usuń
  11. Pamiętam to ekscytujace podlądanie metalowych ptaków....i mam nadzieję na powtórkę..Świetne zdjęcia.Ściskam.Basia Ch.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj Ja lubię patrzec na te stwory w przestworzach, ale latac panicznie się boję ..hah:)tak nigdy nie leciałam i unikam skrupulatnie, nie wiem czy dałabym się namówic, nie powidziane jednak że jak bym spróbowała to by mi się nie spodobało, ale czuję jakiś paraliż jak jestem na lotnisku :)

    Przepiękna fotorelacja !
    Buziak ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spodobałoby ci się! tez panicznie unikam samolotów, ale jak już muszę to po chwili...panika zmienia się w zachwyt! :)

      Usuń
  13. Kiedyś myślałam, ze blisko lotniska nie da się życ. Jednak miałam okazję poznac to na własnej skórze, goszcząc u kuzynki mieszkającej blisko Balic, i można się przyzwyczaic.
    Ja uwielbiam połacie zieleni i las, też mieszkam w małej miejscowości, jednak na odpoczynek uciekam do dużych aglomeracji, musi byc tłoczno, głośno i wtedy wypoczywam. Widocznie do szczęscia potrzebna jest równowaga.
    Aga, pięknie wygladasz w takim odcieniu zieleni, proste sukienki mają jakiś niezbadany urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko strasznie sie gniota, te z naturalnych tkanin, dlatego unikam ich jak ognia, choc swoj urok maja :)wiesz, ja tez do rownowagi potrzebuje wsi i miasta, lubie tez byc anonimowa w tlumie, lubie tez lazic po lakach i lasach, ale nie cierpie zbierac grzybow :) taka dziwaczka jestem! :)

      Usuń
  14. Zostawiłem sobie ten temat na taki wieczór jak dziś. Bo mogę w ciszy delektować się zdjęciami. A są naprawdę świetne. Nie wiem kto robił, czy Ty czy też mąż, ale jest w nich moc i oko fotografa.
    A poza tym to zawstydzasz mnie... Ja po prostu robię zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te zdjęcia w wiekszości robię ja, mąż to głównie mnie fotografuje na potrzeby szafiarskie :) Ja po prostu nie rozstaję się z aparatem, ale tylko pstrykam na automacie. marze o tym by profesjonalnie podejść do tematu, nawet kurs wykupiłam internetowy, ale po prostu czasu nie mam na to wcale ( przez blogowanie, cha, cha)Jak się pracuje cały dzień, jest się zona i matka przede wszystkim to umiejętnie czas trzeba dzielić. Tym bardziej jest to dla mnie miłe co mówisz i niesie nadzieję, że kiedyś bedę robic naprawdę dobre zdjęcia.

      Nie chcę cię kokietować, bo nie o to chodzi by prawić sobie komplementy, ale naprawde wielka skromność przez ciebie przemawia, jak trafiłam po raz pierwszy na twój blog, to byłam zauroczona i wręcz wzruszona do głębi niektorymi twoimi zdjęciami. Widac w nich ogromną wrażliwość, a zarazem ogromne poczucie humoru pomimo pewnego, mrocznego klimatu. Nie znam za wiele osób, nawet zawodowych fotografów, którzy by potrafili tyle dostrzec. O własnie, przy okazji: czy twoje robienie zdjęć jest czysto amatorskie, czy to twój zawód? tak z ciekawości pytam

      Usuń
    2. Nie wiem co to potrzeby szafiarskie, czy to coś z szafotem, a może z Szaflarską? :)

      Wiesz... bez urazy, ale internetowy kurs fotografii to prawie jak korespondencyjny kurs seksu. Godzina z kimś, kto zna się na fotografii da Ci więcej, niż miesiąc kursu internetowego.
      Każdy na początku robi na automacie. I jak przy nim zostaniesz, to nic się nie stanie. Bo dobre zdjęcie, to nie techniczna doskonałość, a historia, które ono opowiada.
      Kiedyś napisałem opowiadanko pt.: Skąd się biorą zdjęcia?
      Poczytaj.
      P.S.
      Zdjęcia robię czysto amatorsko. I bardzo dziękuję za miłe słowa.


      Skąd się biorą zdjęcia?

      - Max, skąd się biorą zdjęcia? - spytała dolewając mi wina.
      - Wiesz, w powszechnym mniemaniu zdjęcia biorą się z matrycy aparatu. Pewnie stąd to prześciganie się na ilość pikseli. Matryca to taki światłoczuły element w środku aparatu...
      - Max – przerwała mi. - Wiesz dobrze jak nudzą mnie te techniczne wygibasy słowne, wystarczy mi wiedza, że z...
      - Ale to błędny pogląd – tym razem ja nie dałem jej szansy dokończyć.
      - Więc? - zawiesiła głos.
      - Elu, spójrz przed siebie i opisz mi co widzisz.
      - Grzywy fal złocą się w zachodzącym słońcu, na wschodzie niebo powoli przybiera barwę fioletu, na zachodzie ogromna tarcza słońca zanurza się w morskiej kipieli.
      - Nieźle – pochwaliłem.
      - O! A tam na piasku siedzi dziewczyna. Ma opuszczoną głowę, chyba jest smutna... Nie! Widziałeś? Spojrzała na zegarek, czeka na kogoś. Na pewno na ukochanego.
      - Spójrz bardziej w lewo – naprowadziłem ją na kolejny trop.
      - Widzisz, to on. Biegnie,. Wie, że się spóźnił. Ale przecież jechał cały dzień pociągiem by się z nią zobaczyć. Jestem pewna, że to ich pierwsze spotkanie. I będą tu siedzieć przytulając się i całując do północy – Eli spodobała się ta historia.
      - Max, ale miało być o zdjęciach – udała obrażoną.
      - Widzisz Elu, zdjęcia się biorą z tego, co widzisz, jaką chcesz nimi opowiedzieć historię i co chcesz zatrzymać w kadrze.
      - Ale ja nie umiem...
      - Umiesz – wszedłem jej w słowo. Tak samo, jak potrafiłaś opisać co widzisz i na podstawie tego zbudować opowieść. Opowiadaj zdjęciami.
      - Czaruś z Ciebie – ponownie dolała mi wina.

      Usuń
    3. :)czytałam to opowiadanie. Jest takie... ciepłe. Max tak jej cierpliwie tłumaczy, a ona jest ...taką rozpieszczoną dziewczynką. Widzisz, pisac też potrafisz, róznie operując emocjami. :)
      :):) szafiarstwo na szczęscie nie ma nic wspólnego z szafotem, ani Szaflarską :) z szatniarką tez nie ma nic wspólnego - to tak na marginesie, ubiegając ewentualne twoje pytanie.
      To taki rodzaj subkultury związanej z modą, no wiesz:)
      szafiarstwo to wieczny hapenning :) wyjście szafiarki po marchew do warzywniaka tez jest wydarzeniem, które koniecznie trzeba sfotografować i wstawić na odpowiedni portal, a tam twoje koleżanki, albo zawistne ( czytaj gorzej ubrane, mniej popularne etc)szafiarki albo rozpływają się nad twoim "ołtfidem", albo cię mieszają z blotem.w zależności w której grupie jesteś :)
      Po jakimś czasie odpłynęłam w kierunku swego bloga, nie do końca były to moje klimaty. Ale w związku z tym, że poznałam tam parę fajnych dziewczyn (z niektórami spotkałam się nawet w realu), pielęgnuję te przyjaźnie (wodniki są bardzo wierne w przyjaźniach)i stąd niektore posty poswięcam ciuchom, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Pisze teraz sobie posta o smutnej krolewnie Clementine (wkrótce na blogu) i katuję ...Radka. zaraz uciekam spać, pozdrówka :)

      Usuń
  15. Ślicznie Ci w tej miętowej sukience:)I w zielonym sweterku:)
    Ja najbardziej lubię obserwować samoloty nocą. Są troszeczkę jak statki kosmiczne:)Buziaki Aga dla Ciebie i Twoich psiaków cudnych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiście, takie widziane noca samoloty mają w sobie jakąś magię. I ta myśl, że przypadkowi ludzi tworzą w przestworzach małą wspólnote i zdajni sa w razie czego tylko na siebie...

      Usuń