poniedziałek, 20 lutego 2012

Chory facet w domu :)


Hej dziewczyny! Miala byc impreza karnawalowa. Miala być... ale sie nie odbyla z powodu- odsylam do tytulu :) a pod zdjeciami moja refleksja dotyczaca tego co powyzej.






Mój mężczyzna jest wspaniały. Supermen, Batman, Misio-przytulanka, Mądra Sowa! Wywalczy najlepszą miejscówkę na koncercie. Niespodziankę zrobi. Bez szemrania dowiezie ci z drugiego końca miasta benzynę w kanisterku, gdy po raz piąty tego roku zgasł ci samochód w najbardziej ruchliwej częsci dzielnicy, bo zapomniałaś zatankować, a w ogóle nie lubisz tej czynnosci i wolisz jeździć na oparach z duszą na ramieniu, a nuż uda sie dojechac do domu....

Ale pewnego dnia mego zdolnego, pięknego, zaradnego mężczyznę dopada grypa i jesteśmy zgubieni! Groźna infekcja pozostawiajaca w jego umyśle gleboką traumę.

Wtedy Mężczyzna Mego Życia robi sie absorbujący, jękliwy, zdziecinnialy, potrzebujący pielęgniarki na cały etat najlepiej z dyplomem z psychologii...
Najgorsze przychodzi ze zmierzchem...
Leżący obok mnie w lóżku facet uruchamia bogaty repertuar dziwnych , obcych dla mnie masochistyczno- sadystycznych zachowań.
Sapie, wzdycha, kasła, jęczy, wierci się i głośno komentuje swoje fizjologiczne reakcje:
- Ufff,ale jestem spocony...
- Paff, niesamowite, cały jestem mokry....
- Ooch, to nieprawdopodobne jak grypa może dać się we znaki...
- Czuję, że z kazdą minutą wzrasta mi gorączka ....

Powoli cała sztywnieję, zaciskam zęby, pięści, zaczynam w myślach liczyc barany...
Czuję jak moja agresja wzrasta i gotowa jestem skrócić męki mego męża za pomocą poduszki.
Rodzą się we mnie mordercze pragnienia, ale jeszcze probuję liczyć do stu...
I gdy wiem już na pewno, że nie usnę, mój mąż dramatycznie oświadcza:
- Śpij kochanie, nie przejmuj się mną. Żeby cię nie budzić pójdę zdrzemnąć się na fotelu. - Na odchodnym okrywa mnie czule kołdrą.
Wychodząc porusza sie jak słoń w składzie porcelany: strąca niechcący książkę ze stolika, głośno wydmuchuje nos w chusteczkę i trzaska drzwiami. Zaczynam go podejrzewać, że robi to złośliwie.
Siadam kompletnie rozbudzona i wciekła, zapalam lampkę i probuję skupić się na czytaniu pierwszej lepszej gazety leżącej koło lóżka. Czytam jednak bez zrozumienia, bo zza ściany dobiega mnie rytmiczne, rozdzierajace nocną ciszę chrapanie mego męża.
Jest godzina 3.00....
Jak to dobrze, ze mój mąż choruje tylko raz do roku....






12 komentarzy:

  1. Dziękuję :) Poza tym świetna stylizacja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajnie wykombinowany ten zestaw :) a no i chory mężczyzna w domu to faktycznie nic przyjemnego...

    kurczę, ale patrzę na te psiaki i jest mi ich szkoda...taka otyłość drastycznie skraca im życie, a dodatkowo prowadzi do wielu schorzeń takich jak np. choroba stawów czy problemy z sercem... gruby pies to pies nieszczęśliwy - i wiem co mówię, zajmuję się w pracy (a pracuję w gabinecie weterynaryjnym) walką z otyłością u zwierząt. Kochana pomyśl nad odchudzeniem psiaków bo biedaczki się męczą...

    OdpowiedzUsuń
  3. kochana , wiem, wem, to calkowicie nasza ( moja) wina, wlasnie wczoraj bylam na konsultacji i rozpoczelismy ostre odchudzanie, nie jest lekko, bo mamy - wspolnie z psami- szereg zlych nawykow, Tunia beaglica zwlaszcza jest juz bardzo schorowana- ciagly problem z uszami i alrgia, masz racje to nie zarty, dziekuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny zestaw! piękna sukienka a legginsy rewelacyjne!
    oj tak!! facet jak ma 37C to już "umiera" :D szkoda tylko,że nie w ciszy i spokoju :D :D mój mąż też na szczęście mało choruje ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a jak uczestniczyl przy porodzie, to ho, ho! pretendowal do miana bohatera narodowego! i jeszcze miesiacami opowiadal jak to RODZILISMY nasze dziecko, sa kochani i rozbrajajacy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. opisałaś to w rozbrajający sposób! życzę zdrowia dla męża :)

    OdpowiedzUsuń
  7. dziekuje, juz dochodzi do siebie, nie wie, ze go wzielam na jezyk i to publicznie w necie, mam nadzieje, ze mi wybaczy i nie rozchoruje sie przez ten incydent jeszcze bardziej, hi, hi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ooo taaak,chory facet = umierający facet.gorzej niz z dzieckiem.gdyby rodzic im przyszlo,chybaby umarli podwojnie. fajnie wyglądasz;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję Połowicy:) przynajmniej w normalnym stadium życia... w chorobie mam w domu to samo DOKŁADNIE!!!!
    Poważnie moje szczęście rozchorowało się raz jak dotąd 1/10 lat współdzielenia łoża. A że wybrał sobie nieodpowidni czas na leżakowanie bo po pierwsze byłam w ciąży a po drugie chciałam w dosadny sposób uświadomić mu jego zaangażowanie w moje chorowanie, to do dziś słyszę, minęły 3 lata iż zostawiłam go chorego, poszłam do pracy a on biedny i głodny leżał sobie sam jak palec...miesiac!!! ( czyt. 3 dni)
    Ps. Pomóc pomoże zawsze, ale najpierw słysze magiczne-nie albo dlaczego? albo liatnię odnośnie skutków jeżdżenia na oparach ( a ja lubię takie ryzyko, traktując tankowanie jako stratę cennego czasu)...
    Co do porodu hmm teraz odlicza dni do rozwiązania wmawiajac sobie i mnie że nie da rady! Przy pierwszym przesiedział na ławce na korytarzu 8h bo nie mógł się ruszyż z wrażenia :) Ale tatą okazał się wymarzonym :)

    OdpowiedzUsuń
  10. He, he, prawda, ze sa przezabawni! moj uczestniczyl w poodzie zupelnie przez przypadek, bo po prostu wszedl ze mna do srodka, drzwi sie zamknely, polozna wreczyla mu butelke z woda, aby mi dawal popic jak bede spragniona jako, ze dla niej bylo naturalne, ze maz uczestniczy w porodzie, natomiast dla nas- wyroslych w zgrzebnym peerelu wydawalo sie to nie do pomyslenia, i tak oto moj maz na drzacych nogach zostal niejako wplatany w bieg wydarzen, glupio bylo wyjsc, co zaowocowalo historycznym niemalze faktem godnym do opisania w rodzinnej kronice, tak skutecznie- ze moje dziecie przez pierwsze lata swego zycia bylo przekonane, ze oboje rodzice biora taki sam fizyczny udzial w wydaniu potomstwa na swiat, dopoki rowiesnicy nie skorygowali jego swiatopogladu, baaa, moj maz stworzyl teorie, ze to on wlasciwie ponosi caly ciezar rodzenia, bo patrzac na meczaca sie kochana osobe i nie moc pomoc- to podwojna meka! jednym slowem, bez niego na pewno by sie nie udalo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, mój mąż dokładnie tak samo przez przypadek uczestniczył przy USG - wszedł by mi torbę dać i pani mu drzwi zamknęka zanim zdążył zaprotestować. Od tego czasu - czyli tygodnia, każdemu opowiada o cudach dziesiejszej techniki, będąc pod urokiem tego co zobaczył i pokazując fotkę stópki przyszłej córki- tak jak by to jemu maziali po brzuchu.

      Usuń
  11. Pięknie Ci w tym zestawie :) Bardzo lubię takie kolory :) Super!

    OdpowiedzUsuń