Bo ciebie nie można na chwilę spuścić z oka...
Moi kochani.
Gdy jestem w drodze, posty docierają do was z opóźnieniem... Ale docierają zawsze... Nie giną w akcji, jak czasami ich autorka...
Ten post jest właśnie z serii tych podróżnych. Opisujących wstecz...
Gdy nie wiemy, gdzie pojechać w wolne, niedzielne popołudnie, jedziemy przed siebie. Sprawia nam niebywałą frajdę odkrywanie nowych miejsc mimochodem. Rzadko kiedy się zdarza, że nie odkryjemy czegoś, lub nie spotkamy kogoś interesującego. Tej niedzieli też zdaliśmy się na ślepy los, który zaprowadził nas pod pewien kościółek niedaleko Wavre. Przyciągnęła naszą uwagę widoczna z autostrady wieża wśród drzew. Z bliska okazało się, że jest to cały zespół klasztorny z ciekawym parczkiem ze stacjami drogi krzyżowej, szkołą i cudownym obrazem Matki Boskiej. Rozleźliśmy się, choć może bardziej obrazowo brzmiałoby: rozsnuliśmy się, każdy w swoją stronę. Bo nie lubimy deptać sobie po piętach. Nie stanowimy papużek nierozłączek, umieramy w ciasnocie, ale oczywiście jesteśmy ze sobą na odległość wzroku lub głosu.
Podczas gdy mąż zwiedzał kościół, ja udałam się do parczku. Późniejsza relacja mego męża brzmiała tak:
"Wychodzę z kościółka, nigdzie jej nie ma. Zaglądam tu, zaglądam tam. Nic z tego. Zniknęła. Nagle słyszę gdzieś daleko jakby znajomy głos, ktoś nadaje... Ale jak! Na jednym wydechu! Słowa wylatujące z szybkością serii z karabinu maszynowego, przerywane tylko od czasu do czasu innymi głosami. Niewątpliwie potok słów należy do mojej małżonki, ale z kim ona u licha tak deliberuje, skoro nie widziałem tu oprócz nas żywego ducha. Idę za głosem. Zaglądam przez chaszcze. A jakże, prawie spodziewałem się takiego widoku! Moja małżonka otoczona wianuszkiem zasłuchanych emerytów z psami, coś tam im opowiada... Po chwili oni jej coś nadają. Wybuchy śmiechu. Serdeczne pogawędki. Jakby się od lat znali! Nie chcąc przerywać im tej miłej konwersacji wycofałem sie do samochodu i przez następne czterdzieści minut czytałem książkę. Na chwilę jej z oczu spóścić nie można!"
To samo mówi syn, gdy nie daj Boże uda się ze mną na zakupy do sklepu i koleżanki. Notorycznie przepadam w akcji. Ale co ja na to poradzę, że przyciągam niezwykle interesujących ludzi... Na każdym kroku... I dlatego jestem tak bardzo zakochana w życiu! Że już bardziej nie sposób!

Ależ zazdrosny ten Twój mąż!!!!!
OdpowiedzUsuńNawet emerytów z psami Ci wypomni :-)))
Poranna ptaszyna z ciebie Stokrotko! Coś ty, on jest arcy cierpliwy! Przez litość dla siebie nie wspomnę wielu moich "zaginięć" :)
UsuńJa mam to samo z moją Kasią...
OdpowiedzUsuńObłęd ;)
bo my takie fajne dziewczyny jesteśmy, he, he :) do końca życia z nami sie nie bedziecie nudzić!
Usuń:-)))
OdpowiedzUsuńI jest fajnie :-)
no właśnie!
UsuńWcale się nie dziwię... mnie też przyciągnęłaś, chociaż przez internet:-))))))
OdpowiedzUsuńMarzę o takich wypadach, a tymczasem od wielu lat każdą niedzielę spędzam na posłudze przy bardzo chorej mamie i jestem tak straszliwie zmęczona...
a ty mnie! te przyciągania sa chyba na zasadzie wzajemnej fascynacji! :)
UsuńZapomniałam dodać, że życzę ci Basiu wytrwałości, tobie i Mamie. Wiem o czym mówię, bo zajmowałam się kilka lat bardzo chorą ciocią. Napisalam do ciebie emaila.
UsuńGaduła z Ciebie :))
OdpowiedzUsuń40 minut???
Zanim mnie znalazł to było półtorej godziny już... Następne 40 min przeczekał w samochodzie... Mając taką żonę, zawsze zaopatruje się w coś do czytania. Ja zresztą też, bo mój mąż nie lepszy... Jak już się rozkręci, to dźwigiem go z miejsca nie można ruszyć! :)
Usuń:))) niesamowita jesteś ;)
OdpowiedzUsuńgaduła....
OdpowiedzUsuńNa jednym wydechu? No, no... podziw!
OdpowiedzUsuńLata treningu...
Usuńmam wrażenie, że byłam w całym tym galimatiasie razem z Tobą, czytało się cudnie :)
OdpowiedzUsuńcałuski
cieszę się, ze na tyle plastycznie udało się opowiedzieć, buziole! :)
UsuńTeż tak mam. Jak gdzieś się ruszę, to mnie raczej poniesie - "a to tu, a to tu" - i już przepadłem :)
OdpowiedzUsuńJednym słowem "szwędacz" się włącza! :)
UsuńJa najczęściej gubię żonę w markecie
OdpowiedzUsuńOOO, market też daje duże możliwości do rozwinięcia skrzydeł... :)
UsuńPozdrawiam!
Ale z Tobą musi być barwne życie:)!
OdpowiedzUsuńOj, czasami to dla niektórych jak przekleństwo:) nie nadążają...
UsuńCudowna wycieczka, dodatkowo okraszona miłą pogawędką. Ja też uwielbiam takie sympatyczne, okolicznościowe rozmówki:-). Zwłaszcza w sklepie obuwniczym:-)))
OdpowiedzUsuńO tak! Sklep obuwniczy! Tu się z tobą jak najbardziej zgadzam i popieram:)
UsuńPiekne zdjecia :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam,
Karol
Och, Karol! :)
Usuńoj z nami jest podobnie , wysiadamy z samochodu i każdy w swoja stronę.... psica zazwyczaj idzie za mna.... i podobnie jak ty łatwo nawiązuję kontakty z ludźmi co nieraz było 'zbawienne dla męża"
OdpowiedzUsuńserdeczności Agnieszko..... zdjecia piękne, zwłaszcza ołtarz w kościele....
bo psiaca to zawsze sercem się kieruje, dlatego za tobą :)
UsuńHa ha ja też się gubię! Wychodzimy razem a potem tu już się szukamy :))))) buty masz extra :)
OdpowiedzUsuńnajważniejsze, że się znajdujecie! Buty moje ulubione na takie wycieczki, trzewiki z CCC:)
UsuńI kiedys sie zgubisz /smiech/!!!
OdpowiedzUsuńJ.
Haaa no znamy, to znamy też się gubimy :)))Zazwyczaj w tym samym czasie spotykamy ludzi/znajomych i popadamy w wir rozmowy, gdy się ockniemy szukamy haaha, a w ostateczności dzwonimy i ,,no gdzie TY Jesteś kochanie ?, a gdzie TY ? ''hahhaha:) U nas to na porządku dziennym :)
OdpowiedzUsuńAgusia Kochana ślę moc gorących uścisków !:)
Znam to z autopsji, bo może ludzi nie przyciągam, ale bardzo jestem ich ciekawa, więc nawijam ze wszystkimi o wszystkim. I mąż też się denerwuje, że za dużo rozmawiam z każdą spotkaną osobą.
OdpowiedzUsuńJak tak opisujesz siebie, to widze mego męża już anioła. Ten też kochał życie, a ludzi nade wszystko i też sie zatracał w takich razach wycieczkowych, zwlaszcza przy piwku fe. Szukac go jednak nie musiałam w miejscach zatłoczonych, albowiem zawsze 'wystwał'; prawie dwa metry zawsze górują nad cizbą i zgubić nie sposób. wszystko już wspomnienia, zazdroszczę i życze wielu takich szczesliwych wypraw. Pzdr Ce
OdpowiedzUsuńale wspomnienia pozostana na wieki Cesiu... pozdrawiam cieplutenko
UsuńWidac Aguś, ze "jesteś tak bardzo zakochana w życiu" i tak trzymaj Kochana!!!
OdpowiedzUsuńBasia
do szalenstwa! ale ty tez niewiele sie roznisz ode mnie:)
UsuńBardzo fajna wycieczka, a takie ciekawe spotkanie to zapewne jej kwintesencja;)
OdpowiedzUsuńTo wszystko dlatego że masz tyle pozytywnej energii:)))wszyscy do Ciebie lgną:)))Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńMoj maz powtarza zabawny rym: "Agnes, przyciagasz mnie jak magnes" :):):)
Usuń:):): ten typ tak ma :)
OdpowiedzUsuńJa tez często wracam do domu i opowiadam kogo ciekawego dziś spotkałam , czego nowego sie dowiedziałam .... Bo ja tez spotykam rożnych ludzi , to chyba ma coś wspólnego z tym ze lubie ludzi i lubie z nimi rozmawiać :):):)
A tak nawiasem mówiąc przejeżdżając przez Belgię wszędzie napotykałam jakieś takie drogowskazy , które wiodły do miejsc z twoich postów ... Teraz jak nic muszę do tych postów wrócić :)
ojej, jak mi milo!!!!! ze cos sie kojarzy z tego mego pisania, zapraszam Aniu, zapraszam do Belgii!!!!
UsuńHahahha. Ja też taka klepa jestem :)
OdpowiedzUsuńZnajomy czy nie, od tego ma się język by nim słowa obracać. I też potrafię z godzinę tak klepać :)
piesek sliczny :)
OdpowiedzUsuńha, ha - dobre, Ania! kochani bardzo dziekuje wszystkim razem ii z osobna za komentarze! :)
UsuńPiękne jest kiedy się odnajdujemy. Cudne zdjęcia. Boże, jak mnie już ciągnie w świat... Pozdrawiam Cię ciepło!
OdpowiedzUsuńczujesz zew podrozniczy! :):) mocno sciskam!
Usuń