środa, 7 października 2015

Jest MOC



Kolejna rocznica ślubu. Duża. Dwucyfrowa. Ciężka sprawa, mam wrażenie, że te rocznice zaczynają galopować z roku na rok coraz szybciej. Albo Ziemia przyśpiesza, czy co?
Prawie ćwierć wieku z jednym facetem i nie zwariowałam? Ani on ze mną? 
W temacie: "Jak przeżyć 24 lata z tym samym mężem i nie oszaleć" mogę czuć się w pewnym sensie ekspertką. 

Zdałam sobie sprawę, że im więcej wspólnych lat za mną, tym mniej oczekiwań. Odwrotnie, niż w pierwszej dekadzie naszego związku. Na początku były tylko one - oczekiwania. Jakby sakramentalne "TAK" było remedium na wszystkie problemy życia. Towarzyszyły im pretensje. Porównywania i chęć urobienia męża na własną modłę. A przecież: widziały gały co brały! I ta moja ciągła, maniakalna konieczność udowadniania światu, że dla dobra innych, ICH dobra – zapracowuję się na śmierć, oraz poczucie krzywdy, że tego nie doceniają. Popełniłam po drodze masę niewybaczalnych grzechów. Grzech zaniechania, perfekcjonizmu, nadgorliwości.  Jak wiele współczesnych mi kobiet, prawdopodobnie byłam na wagarach i nie odrobiłam lekcji z przykazania: Kochaj bliźniego jak SIEBIE samego. 


My kobiety pozwalamy sobie wmówić wiele życiowych ról, które nie są dla nas napisane. My się nawet o te role, głupie idiotki (świadomie zastosowany pleonazm) bijemy! I jęczymy i użalamy się nad sobą, stwarzając facetowi piekło w związku. Robimy rachunek zysków i strat. Ciągle nam wychodzi manko i walimy nim po głowie nieszczęsnego chłopa, obwiniając go - o nasz własny brak asertywności. On się kuli i przytakuje dla świętego spokoju, albo chyłkiem wymyka się (fizycznie lub mentalnie, lub jedno i drugie razem) w przyjemniejsze okolice rzeczywistości. Bo tak naprawdę, kto lubi mieć przy sobie zmęczoną, zapracowaną, wiecznie niezadowoloną kobietę? Można pocieszyć raz, drugi, trzeci... dziesiąty. Ba, na początku taka bidula może nawet wydawać się romantyczną, kruchą kobietką i budzić opiekuńcze uczucia, ale w miarę upływu czasu i dogorywania motyli w brzuchu, oczy przeciera zdrowy rozsądek. I facet zdaje sobie sprawę, że jest coraz bardziej zmęczony ciągłym udowadnianiem, że nie jest wielbłądem. Jego subiektywne poczucie krzywdy woła do nieba o sprawiedliwość. Sam jest często kruchy i zagubiony, tylko honor mu nie pozwala wciąż się z tym obnosić. 



Odwróć proporcje, zmień priorytety, a Twój mąż/chłopak/partner (niepotrzebne skreślić) nieświadomie pokocha twoją pogodę ducha. Sprawdziłam! To działa! Pierwszym, niezbędnym krokiem do zmiany jest egoistyczne zadbanie o siebie. 

Wiem, wiem, wiem. Nie, nie myślę, że to jest łatwe. Bardzo długo trwało, zanim nauczyłam się wyrywać malutki kęsy szczęścia dla siebie z codziennego życia bez poczucia winy. Teraz to już je pakuję do ust pełnymi garściami.

Po pierwsze: uświadom sobie, że nie jesteś odpowiedzialna za cały świat. Odpuść rzeczy, na które nie masz wpływu, one i tak się będą działy.
Zacznij wykrawać sobie malutkie, najmniejsze okruchy przyjemności. Stop! Przestań ględzić, że nie masz na to czasu. Też tak sie broniłam, bo to najłatwiejsze - usprawiedliwić własną bierność ogólnymi okolicznościami. Brak czasu jest tak naprawdę brakiem priorytetów. Na początek nie potrzebujesz dużo. Może kwadrans na jakąś prostą przyjemność tylko dla Ciebie. Nie powiesz mi, że nie wykroisz z doby PIĘTNASTU MINUT! Tylko tyle. Z zegarkiem w ręku. Każdy jest w stanie to zrobić. Ty też!

Jeśli masz niewyrozumiałych domowników -  egoistów, czy  męża tyrana, który choćby pękł, to nie zrozumie Twoich potrzeb – uczyń ze swego kwadransu słodką tajemnicę. Wysiądź przystanek wcześniej, wracając tramwajem z pracy do domu i wypij w spokoju kawę w kawiarni lub pooglądaj sklepowe witryny. Poczuj się w swoim towarzystwie wyjątkowo! Albo po prostu przejdź się parkiem brodząc po kostki w jesiennych liściach. Jadąc samochodem, zjedź na parking i z zegarkiem w ręku zafunduj sobie kwadrans lektury lub zwyczajnie posłuchaj muzyki przymknąwszy oczy. Poodychaj. Albo kiedy dziecko wreszcie uśnie, nie  łap się za sterty garów, jak ja głupia to robiłam, tylko daj sobie kwadrans luzu. Zdążysz pozmywać, jak on wróci po pracy. Sporo mężczyzn błędnie sądzi, że jeśli kobieta jest w domu, to nie ma nic do roboty. Jak ma myśleć, że jest inaczej, kiedy za każdym razem jak wraca wieczorem po pracy to wszystko jest wyszorowane na błysk! Oni myślą, że to się samo robi! Autoczyszczenie. Jak żelazko, czy maszyna do kawy. Takie czasy. Pełna automatyzacja! Pomóż swemu mężowi/chłopakowi poznać prawdę, sprowadź go na ziemię. Jak raz spróbujesz, przekonasz się, że nawet taka mała chwilka wytchnienia jest dla Ciebie wielkim zastrzykiem pozytywnej energii!

Fajnie, jesli twój facet rozumie i czuje tę zależność, że gdy Ty jesteś szczęśliwa, to on trzy razy bardziej i ma przy tym święty spokój, a nie cierpiętnicę lub sekutnicę w domu.  Ale nawet takich mężczyzn trzeba czasami przysposobić do niektórych rzeczy, które są im nieuświadomione, bo być może mamusia w dzieciństwie wszystko za nich robiła i po prostu nie przeczuwają, że można inaczej... Pomóż swojemu chłopcu odnaleźć jego talenty do prac domowych. 

Deleguj obowiązki! To podstawa dobrej organizacji. Nie bądź zarozumiała, bez twego udziału świat się nie zawali. Pozwól domownikom być bohaterami we własnym domu i przejąć część czasochłonnych obowiązków. Przekonasz się, ile czasu dzięki temu zyskujesz, a oni mają szansę poczuć się przydatni. Mało tego, nawet nie zauważą, że zakres prac domowych znacznie im się poszerzył. Swoboda, z jaką do tego często podchodzą, świadczy o tym, że uważają to za naturalne. Problem leży gdzie indziej: w twojej zarozumiałości i potrzebie kontrolowania wszystkiego. Bo przeciez TY to zrobiłabyś lepiej, przepraszam: najlepiej...
I trzeci (według mnie) ważny, nie wiem, czy nie najważniejszy, warunek udanego związku:

Spójrz na swego faceta jak... na człowieka. Już widzę jak się na mnie oburzacie! Uwierz, wasze życie to nie pole potyczek, nie musi ciągle wznosić się bitewny pył w walce o wpływy. (Radzę Tobie, ale sama się tego ciągle uczę!) Spróbuj wczuć się w niego i zastanów się, czego brakuje temu małemu chłopcu, dlaczego swoje potrzeby manifestuje złym humorem, czy fochami? 

Jak raz staniesz całą sobą po jego stronie, będzie odtąd jadał Ci z ręki. (Parę razy doświadczyłam tego cudu z własnym mężem.) I nie zrozum mnie źle.  Nie chodzi o to, żebyś mu na każde zawołanie podawała piwo z lodówki, czy biegała po kapcie czy gazetę. Nie myl empatii z usługiwaniem. Chodzi po prostu o to, żebyś przeszła na jego stronę barykady i spojrzała na niektóre sprawy z jego, męskiej, sztywnej strony.  Zachowuj się tak, jakbyś chciała by z Tobą postępowano. Nie oceniaj. Akceptuj człowieka. Kochaj. Zamień się na chwilę rolami. Zobaczysz, że wystarczy zmienić perspektywę, a zmieni się sposób postrzegania rzeczywistości...  I ludzi.                                                               
To najtrudniejsza umiejętność. Sama uczę się jej z różnym skutkiem. I czasami, gdy wydaje mi się, że opanowałam SEKRET, na nowo wystawiam sobie dwóję. Bywa, że jestem najlepszym przyjacielem swego męża, a czasami największym jego krytykiem (dołującym, nie konstruktywnym.) On – najbliższym, a czasem – najdalszym mi człowiekiem. Ciągle jednak, choć z różnym wynikiem, staramy się dążyć do mistrzostwa.

Opanowanie tej mądrości życiowej zajęło/zajmuje mi najwięcej czasu! Gdybym poznała za młodu tę tajemnicę, nasze życie przypominałoby nieustającą sielankę, ale może byłoby za słodko? 

Dlatego po drodze musiały być wyrzucane przez okno kwiaty, „włoskie poranki”, ciche noce, zatrzaskiwane w gniewie drzwi, czułe zawieszenia broni...

I tak jest dalej. Bo kochamy nawzajem swoje drobne niedoskonałości. Ideały sa nudne, a ja lubię barwnych ludzi. Podchodzę do życia zadaniowo. Lubię się z nim zmagać. Nigdy w mężczyźnie nie pociągała mnie zniewalająca uroda (pięknisie zawsze byli dla mnie podejrzani), bezrefleksyjna uległość i maślane, wlepione we mnie oczy. To co najbardziej fascynujące w mężczyźnie to skomplikowaność jego umysłu. Dlatego moją specjalnością są trudne przypadki. Pewnie dlatego, że sama jestem niełatwym. Ludzie w związku powinni się nawzajem inspirować. 


Tak... Teraz już wiesz...  Trzy kroki do stanowienia o sobie w związku. To zarazem trzy istotne kroki do rozpoczęcia szczęśliwej drogi do wnętrza swojej kobiecości:

     a) Kwadrans dla Ciebie,
     b ) Delegowanie obowiązków,
     c) Facet.

P.S. Mój tekst będzie niepełny, jeśli nie dodam czegoś bardzo, bardzo ważnego. Wiele ludzi myśli, że partner to tyczka podpierająca pnący groszek, czyli Ciebie. Że związek to gwarancja braku samotności, to remedium na wszelkie problemy, to przyzwolenie na jęczenie, to worek treningowy... To zielone światło na dawanie sobie przywileju bycia słabym (tak, do pewnego stopnia – zgoda) Ludzie mylnie myślą, że związek – to kres samotności.
Nie przyjacielu, to wszystko bzdurne stereotypy. Jesli wychodzisz za mąż (żenisz się) miej tę świadomość, że zdarzają się chwile samotności jak bezdenna studnia. Związek nie załatwi braku twojej autonomii.

Silne, uczynne ramię drugiej osoby może cię podtrzymać, ale za Ciebie nie pozamiata twoich duchowych śmieci ni palących braków twego serca. Wielką bezczelnością, jest oczekiwać, ze ktoś Cię w tym wyręczy.

Czasami podczytuję teksty na blogu: „Pokolenie Ikea”. O ile generalnie nie przepadam za dużą ilością wulgaryzmów i dosadnością języka, to muszę przyznać, że Piotr podchodzi ze swoistą brawurą i wnikliwością do poruszanych tematów, a niektóre sformułowania są bardzo trafne. Tak trafne, że nie sposób ich czasami nie przytoczyć:

„Aby być w związku naucz się być sam, sama.
Bez matki.
Bez faceta. Bez kobiety.
Po prostu sam. Sama”

I mój ulubiony cytat gdzieś z czeluści facebooka:

"Już wkrótce pojmiesz subtelną różnicę między trzymaniem za rękę, a spętaniem duszy. I zrozumiesz, że miłość nie oznacza wsparcia, a przyjaciele bezpieczeństwa. 

Nauczysz się, że pocałunek to nie kontrakt, a prezenty to nie obietnice. Zaczniesz przyjmować porażki z podniesionym czołem, nie spuszczając wzroku, jak dorosły, nie jak zrozpaczone dziecko.” 

Wtedy nic nie stracisz na byciu razem. A twój związek nabierze mocy i stabilności.

Bo tam gdzie miłość – tam moc.
A moc tam, gdzie poczucie własnej siły i autonomia.




42 komentarze:

  1. Gratuacje kochani zyczymy dalszych wspolnie spedzonych dni raazem w mitosci!!!!w..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to już bylo jakis czas temu (kilka dni) ale dopiero się zebralam by o tym napisać :) dzięki i wam też życzymy takiego stażu :)

      Usuń
  2. Gratuluję Ci Agnieszko, tych wspólnych i nieraz niełatwych lat. Mam za sobą też dwucyfrowy staż małżeński i czytając Twój post uśmiecham się do siebie, bo czytasz w moich myślach. Ja mam rocznicę ślubu 24 pażdziernika i gdybym miała z tej okazji napisać post to musiałabym użyć opcji kopiuj-wklej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja czytając twoj komentarz - tez sie usmiecham :) na podobieństwo naszych ścieżek :) i nawet rocznice w sasiednich miesiącach, moja była 29 września, twoja - bedzie niezadlugo, w ... urodziny mojej jedynej siostry :) łatwo zapamiętać :) I niech MOC będzie z wami :)

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jak bardzo identyfikuję się z tym co napisałaś. Mój staż małżeński jest tylko rok krótszy.:-). Ludzie rozstają się naprawdę z błahych powodów. Nie dając sobie czasu ani szansy. Wiem, bo przez wiele lat nasłuchałam sie tego na sali sądowej. Słuchają tego wszystkiego nie raz myślałam.: "Ja piernicze, to ja już powinnam się rozwieść z 10 razy: :-))) hahaha. Szczęśliwie jesteśmy ze sobą cały ten czas i co rok szczęśliwsi.:-)

    Wszystkiego najlepszego dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i dziękuję za te wszystkie miłe słowa u mnie w komentarzu:-)

      Usuń
    2. Prawde kochana piszę, to co czuję, więc nie dziękuj :)

      Usuń
  4. Serdecznie gratuluję rocznicy.
    Ja mam oczywiście krótszy staż, wiadomo, bywa różnie. Ale tych wesołych, szczęśliwych chwil jest znacznie więcej. Trzeba czasem wrzucić na luz, nie czepiać się, odpuścić. :) Nie ma co się spierać o błahe rzeczy.

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego życzę:)))wiele takich pięknych rocznic w zdrowiu i radości:)))nam minęło już 25 lat:))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele ciepła ode mnie do okrycia Waszych uczuć, aby nigdy nie wdarł się tam chłód! Coraz piękniejszych, z roku na rok rocznic! Gratulując przytulam mocno, mocno!

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluje Aguś i kolejnych coraz bardziej sielankowych! U nas dopiero 16.
    Masz rację, perfekcjonizm przeszkadza. A paradoksalnie najbardziej cierpią na tym najbliżsi. I też powoli się uczę odpuszczać pewne rzeczy, i nie krytykować destrukcyjnie :) A i też lubię skomplikowaność umysłu faceta i jeszcze musi mieć wszechstronną wiedzę :)
    Pozdrawiam i czekam na Ciebie w Warszawie. I pozdrów męża od nas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i odwzajemniam pozdrowienia :) kochana, zwiazek to ciągly rozwój, jeszcze tyle przed nami....

      Usuń
  8. Słowa "delegowanie obowiązków" w tekście o miłości!! O Tempora, o mores! Dobrze, że Cię wywalili z tej korporacji ;)
    A poza tym - wszystkiego najlepszego dla Was obojga. Bardzo Was lubię, chociaż Twojego męża nie dane było mi poznać. Ale takiej żony nie może mieć byle kto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różyczko, miłość nie musi być slepa, ale czasami dobrze jak jest zdroworozsadkowa :) stad to delegowanie obowiazków jak najbardziej na miejscu:) wszystko idzie w jak najlepszym kierunku, własnie takim jaki chciałam, pracuje dla firmy, ale na moich zasadach :) będzie więcej czasu na rozwój :) jesteś skuteczna w trzymaniu kciuków, jak cos to wale do Ciebie jak w dym :)
      A na taka zone, o tak trzeba sobie zaslużyć, a może.... taka sie trafia za karę! :)

      Usuń
    2. Za jaką karę? Na nieszczęśliwego to on na tych zdjęciach nie wygląda ;))

      Usuń
  9. Ja niedawno miałam 25 lat..., a twój tekst jest jakby o mnie. Podobnie początki były trudne, ale to też dlatego, że ja po prostu nie wiedziałam nic o sobie. Czego chcę, jak jestem, kim chcę być... W miarę upływu wspólnego czasu otwierały mi się oczy i... dusza:)
    Dziś mamy bardzo dobry, dojrzały związek, pełen szacunku, przyjaźni i miłości:)
    Wszystkiego pięknego na kolejne wspólne lata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie powiedziałaś:'W miarę upływu wspólnego czasu otwierały mi się oczy i... dusza:)" tak mądrze.... rzeczywiście, na początku tak naprawde niewiele wiemy o nas samych, a jeszcze mniej - czego oczekujemy w związku :)

      Usuń
  10. Pięknie napisane. Jak zwykle zresztą... Szczególnie to na końcu, o samotności...
    Aguś, najlepszego Wam życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, samotność zawsze się pojawi, choc na sekundę, trzeba to zaakceptować... buziaki Ino!

      Usuń
  11. Aga...Zaczynam się bać tego niemalże 'telepatycznego' przyciągania mnie do Ciebie, kiedy mam wątpliwości, szukam wyjaśnienia, mentalnego wsparcia...Akurat jestem na małym zakręcie 'miłosnym'...i nie wiem, jak mam postąpić, co zrobić i co o tym wszystkim myśleć... Dziękuję, bo trochę (bardzo?) mnie naprowadziłaś...
    Wszystkiego dobrego dla Was...
    Ściskam mocno!
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o widzisz! mamy się ku sobie! :) jestes mi bardzo bliska, choć fizycznie daleka. raz spotkanie - i bliskośc FOREVER! musimy pogadać... :)

      Usuń
  12. Great post!!! Congratulations!!!!
    Have a nice day!!! and my g+ for you!!!:)))

    Besos, desde España, Marcela♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Przede wszystkim - gratulacje za wytrwałość! Że też go nie odesłałaś na Marsa ;-)
    Po drugie - mądra z Ciebie kobieta.
    Lecz po trzecie - nie zawsze da się to wszystko zastosować we własnym związku z równie pozytywnym skutkiem. Ja jestem tyczką i mam tego serdecznie dosyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a no widzisz, różne nam życie pisze role, u nas to raczej mój mąż jest tyczką, ja nia bywam tylko sporadycznie - gdy wszystko inne zawodzi! :) buziaki!

      Usuń
  14. Witam w klubie starych mężów z wiecznie młodymi żonami :) "Przerabiałam" dużą rocznicę miesiąc temu. No i miło mi gościć Cię u siebie :)
    http://jagatoja.blogspot.com/2015/09/historia-letniej-znajomosci.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodalabym jeszcze do tych starych mężów, dorastające w zastraszającym tempie dzieci! a my wiecznie mlode!..... I takie piękne!.... I coraz mądrzejsze! :) :) :) witaj u mnie! :)

      Usuń
  15. Zgadzam się. Szczęśliwa żona to szczęśliwa rodzina.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Miło na Was patrzeć gołąbeczki.....życzę aby słońce zawsze się do Was uśmechało, My swiętowalismy 31 rocznicę i powiem ci Siostra warto było!!! kocham Go coraz bardziej.......B.Ch.

    OdpowiedzUsuń
  17. Znakomity tekst o oczywistych oczywistościach - tylko rzadko kobitki dopuszczają te oczywistości do głowy. Dobrze, że przypominasz i to w takim dobrym stylu.
    Gratuluę małżeńskiej wytrwałości i pięknego całuska ze zdjęcia. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Agnieszko, dużo wspólnych lat wam życzę:)
    Nie miałam czasu wcześniej, bo... obchodziliśmy 50-lecie moich teściów. To jest dopiero rocznica, nie?
    My mamy za sobą 27 i oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak dobrze czytać taki wpis! Życzę Ci dalszych dobrych wspólnych lat. Widzę podobne pozytywne doświadczenia u mnie od czasu, gdy w kalendarzu mam zarezerwowany czas na swoje przyjemności. Nie chodzi tylko o męża, ale i dzieci czy znajomych. Zadbanie o siebie przekłada się na dobre samopoczucie, spokój, a na tym korzystają wszyscy w otoczeniu. Pozdrawiam. Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeczytałam z zainteresowaniem, wszak mam za sobą 34 lata:-))))
    Gdyby kobiety zastosowały się do Twoich rad, faceci nie musieliby mówić " bo wszystkie baby są takie".
    Ale to życie nas uczy, żaden poradnik nie pomoże, a w szkole życia, jak w każdej, są bardziej i mniej zdolni uczniowie:-))))))
    Celujący Aguś:-)

    OdpowiedzUsuń
  21. ZAPRASZAM PO ODBIÓR NAGRODY - furtka11.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. kochana, dobrze, ze dalas adres, bo bym do Ciebie nie trafila za chiny, probowalam juz!

    OdpowiedzUsuń