wtorek, 16 sierpnia 2011

Blondynka na szlaku.

No i stało się! Moja kochana aktywna siostra i szwagier postanowili nas również trochę uaktywnić. W tym celu opracowali zupełnie łatwy, ich zdaniem szlak górski, dla tak zwanych niedzielnych alpinistów. Kochani! Włożyli w nasz rozwój fizyczny dużo serca i determinacji, bo muszę powiedzieć, ze jesteśmy dość oporni w tym względzie. Góry są piękne! To oczywiste! Zachwycam się nimi niezmiernie, ilekroć mam okazje w nich bywać. Najchętniej podziwiam je z dołu. Te zachody słońca, te hale, piękne zbocza, duch przeszłości nieustannie dający poczuć swoja obecność. Skomplikowane losy ludzkie na przestrzeni dziejów: Polacy, Ukraińcy, Lemkowie...


Gdybym wcześniej wiedziała, ze mam wdrapać się na Trzy Korony lub przejechać 37 km tylko z małymi postojami, kto wie, czy nie złamałabym się… Na szczęście moja siostrzyczka ze swoim mężem podeszli nas psychologicznie I starannie przygotowali się do wyprawy. Chwała im za to! Warto było! Owszem, zdarzyły się chwile drobnego załamania, jak to przy pierwszym podejściu do  Trzech Koron. Nie jest ono zbyt zachęcające: błoto, strome zbocze, kamienie. Juz po przejściu paru metrów byłam porządnie zapocona. Katem oka dostrzegłam mego zbiedzonego męża, którego mina wyrażała wielka determinacje i walkę ze sobą. Zbyt dobrze go znam, widziałam wręcz myśli kotłujące mu się pod czaszka, minkę miał niemądrą jak mały chłopczyk I najwyraźniej zastanawiał się jak tu czmychnąć I wytłumaczyć się nagłą niestrawnością lub bolącym kolanem. Na szczęście moja siostra również rozszyfrowała jego pokusy I strategicznie postanowiła być “zamykającą” naszej grupy. Wspierała mego mężusia słowem i wspólnym sapaniem. Ja starałam się być na przodzie, bo w swojej sprytnej blond głowie wydedukowałam, ze pierwsi mniej się meczą i dłużej odpoczywają, ot co! No i ciężko mi się sapało pospołu z mężem.
Zdobyliśmy 3 Korony, będąc z siebie bardzo dumni, chociaż mój mąż rozbrajająco wyznał, gdy siedzieliśmy już późnym wieczorkiem w knajpie popijając grzane wino, ze jednak nigdy nie zrozumie do końca ludzi, którzy włażą w pocie czoła 3 godziny na czubek góry, po to tylko by z takim samym trudem 3 godziny z niej złazić…
No cóż, jego rożnych dziwactw tez inni mogą nie rozumieć...
Moja siostra stwierdziła, ze się sprawdziliśmy na szlaku, a szwagier zawyrokował, ze stać nas na dużo więcej. Juz opracowują nowy szlak na przyszłe wakacje………..

spływ Dunajcem










po słowackiej stronie...



Bono- Slowak :)

środa, 3 sierpnia 2011

Fatalne wychowanie


zanim sie spostrzegne Tunia zawsze jest gotowa towarzyszyc nam przy sniadaniu. kto ja tak fatalnie wychowal!!!!!! Biedna, aktualnie jest na diecie i moze tylko popatrzec na kanapeczki tesknym wzrokiem..


Usmiechnij sie dziewczyno!!!!!!!!!!!!!!!!



wtorek, 2 sierpnia 2011

PSIA DUSZA

To oczywiste, ze jestem wariatka kochajaca psy! wie to kazdy kto mnie zna. Mam tylko 2 w domu, ale znacznie wiecej uratowanych pozostaje w moim sercu. mam do nich wiecej cierpliwosci niz do ludzi. To moi najwieksi przyjaciele. Moi Bracia Mniejsi czesto bezmyslnie krzywdzeni przez Jednostki Obdarzone Wyzsza Inteligencja, a co za tym idzie wiekszym okrucienstwem. Ale czego oczekiwac od istot, ktore nawet wobec swego gatunku nie znaja litosci. Tacy jestesmy. Ale wierze, ze nie wszyscy. Ciagle jest jeszcze sporo ludzi dobrej woli, ktorzy w pojedynke naprawiaja swiat. Na kazdym polu. I chwala im za to!

ten wiersz znalazlam w internecie na stronie:
http://www.psiak.org/forum/printview.php?t=572&start=0&sid=d7f56197d4de5b1b1acb0e24e2ab4081



PSIA DUSZA
Barbara Borzymowska

To tylko pies, tak mówisz, tylko pies...
A ja ci powiem
Że pies to czasem więcej jest niż człowiek
On nie ma duszy, mówisz...
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
A kiedy się pożegnać trzeba
I psu czas iść do psiego nieba
To niedaleko pies wyrusza
Przecież przy tobie jest psie niebo
Z tobą zostaje jego dusza






Jeszcze raz o uzyteczcnosci przedmiotow...

W moim domu niemalze nie ma przedmiotow, ktore nie mialyby wartosci uzytkowej w doslownym znaczeniu tego slowa. Stare krysztaly odziedziczone od mamy i tesciowej, kolorowe filizanki, ktorych zbieranie stanowi moja pasje i wiele innych rzeczy. Czasami przedmioty sa uzywane niezgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem, a wedlug mojej fantazji. Tak lubie!

kuchenne drobiazgi; szklana kaczka na zapiski i rachunki


szklane pojemniczki na roznosci, w takich samych przechowuje w spizarce make, cukier, kasze oraz... psie chrupki


gliniany dzbanuszek od kolezanki ulepiony jej reka pelni role pojemnika na drobne monety i pierscionki


 stara "kanka" na mleko "wydebiona" od kogos ze znajomych pelni role pojemnika na puste reklamowki; swietnie uzupelnia sie ze stylizowanymi na stare  dzbankami z Ikei




podelka kartonowe z Ikei kryjace roznosci i "kanka" ( przynajmniej tak sie to w moich stronach nazywa) kryjaca waciki do zmywania makijazu




moj ulubiony kubek na herbate od artysty plastyka




ogrodowe ozdoby z kamienia, szkla i ceramiki na stale zagoscily na komodzie w przedpokoju



nawet nie wiem do czego sluzyla w przeszlosci ta drewniana rynienka, u mnie znalazla zastosowanie jako..... podstawka na swieczki