wtorek, 28 września 2010

Druga młodość ?

Lubię tchnąć w stare przedmioty nowe życie.
Banalna sosnowa komoda " ubrana" w nowe gałki z Zara-Home i mój atłasowo-jedwabny szal ( Veritas) udający serewetę.....


....Stara skrzynia po babci cudem uratowana spod siekiery. Skrzynia była prosta i jej wykonanie nie było najdoskonalsze. dodałam jej szyku dorabiając nowe kute zamknięcie, zawiasy. Drewno wyszorowałam pastą, a spód skrzyni wyłożyłam płótnem w zielone pelikany (?) lub inne ptaki. Na skrzyni ułożyłam poduszki z Dekorii. No i jak? Przywróciłam jej na dodatek jej funkcionalną rolę: chowam do jej wnętrza płaskie siedziska na taras. W związku z tym, że mebel stoi w pobliżu drzwi balkonowych-w razie potrzeby siedziska są w zasięgu ręki.

KACZKI I KOMPROMISY

Zbieram drewniane kaczki. Ponoć sa symbolem spokojnego, dostatniego, mieszczańskiego domu. Już widzę jak niektórzy nosem kręcą, feee, mieszczański ?



A ja sie tego nie wstydzę, uwielbiam solidne, stare mieszczańskie domy, wygodę i harmonię, spokój i poczucie bezpieczeństwa, lubię o nich czytać, lubię podziwiać stare, mieszczańskie kamienice Brukseli, lubie elementy wystroju takich wnętrz u siebie. Oczywiście, bez ślepego naśladownictwa-to co stare miesza sie u mnie z prostotą i wygodą, lubię zapożyczać niektóre proste i estetyczne rozwiązania z Ikei, ze względu na ich pomysłowość i funkcjonalność. Dzięki temu mój dom jest mieszaniną stylów- cudowny eklektyzm, cha, cha;
no i jeszcze wypadkowa starć naszych zupełnie różnych gustów i poczucia estetyki- mego i mojego męża. Cóż, z naszych kompromisów wychodza czasami całkiem niespodziewane i ciekawe efekty.
Np. mój mąż lubi poczucie intymności, szczelnie zasłonięte okna, ja przeciwnie-uwielbiam otwartą przestrzeń, nie przeszkadza mi, że ktos może zaglądać mi do okna, taka trochę ekshibicionistka :),
wyjatek robię dla zasłon, uwielbiam okna bez firanek, za to z zasłonami, które pełnią raczej rolę czysto dekoracyjną.
Wynikiem naszych kompromisów są: rolety

zasłonki ( przedświąteczny bałagan)

żaluzje :

lub........ zazdroski :)


dobranoc :)

Dom...


Podobna jestem ślimakowi, który taszczy po świecie swój dom na plecach. Ale przecież dom to nie tylko cztery ściany. To miejsce, w którym żyjesz, to co wypełnia twoja duszę miłością, wszystko co nas otacza, i ludzie. Zwłaszcza ludzie.


Gdziekolwiek rzucił mnie los, tam wszędzie zaczynałam tworzyć od podstaw MÓJ DOM. Poczynając od małych,wynajmowanych pokoików, poprzez pierwsze własne mieszkanko, dom z ogródkiem. Każde to miejsce miało swój niepowtarzalny klimat, było świadkiem Niezwykle Ważnych Wydarzeń - mego i moich bliskich życia. Radosnych i smutnych, okresów prosperity i zastojów, zmagań i chwil błogostanu. Gdziekolwiek się ruszyłam ciągnęłam za sobą swój "dobytek": książki, świeczki, parę sentymentalnych drobiazgów, gromadę poduszeczek na których lubię się wylegiwać. Moje mienie przesiedleńcze. Z tych elementów jak z kart do gry, mozolnie ustawiałam swój dom. Z czasem każdy dom obrasta rzeczami. Teraz trudno byłoby mi go zmieścić do dwóch wielkich toreb w kratkę jak było na początku. Przybyły też osoby,  które kocham - one również otoczone są mnóstwem swoich rzeczy. Nasze zwierzeta - pełnoprawni członkowie naszej rodziny. Nasi bliscy, sąsiedzi.....


Mam dwa domy, w sensie fizycznym i duchowym - i nie ważne, że są oddalone od siebie 1500 km. Każde z tych miejsc kocham czule lecz inaczej. Jak kocha się swoje dzieci, dzieląc miłością nie tak samo choć sprawiedliwie.


W Brukseli, a właściwie na jej obrzeżach żyję na codzień, na Podlasie wracam okazjonalnie. Ale wiem, że gdyby mi przyszło zostawić moje domy i znów ruszyć w drogę, wić gniazdo od zera, nie będę żałować. Może tylko przyjaciół. Zachowam dobre wspomnienia o miejscach i ludziach. Reszta nie jest warta pamięci.