czwartek, 8 lutego 2018

Podsumowanie stycznia 2018


Styczeń - miesiąc wdrożeń. 

Styczeń dobiegł końca. Czas podsumować pierwszy miesiąc nowego roku. Mimo, że nie był to najkrótszy z miesięcy (31 dni) to minął bardzo szybko! Nazywam go miesiącem wdrożeń. Zaczynamy realizować nasze postanowienia, kupujemy mnóstwo pięknych kalendarzy i notesów (nie ominęła mnie ta pokusa) i czasami ulegamy złudzeniu, że piękna nazwijmy to "infrastruktura" załatwi za nas temat. Bo my ciągle jeszcze zmęczeni  starym rokiem nie zabieramy się ostro do roboty!. 
Skoro jesteśmy przy notesach i kalendarzach, to przyznam, że to moja ogromna słabość! Ostatnie moje ulubione, to dwa kalendarze. Jeden z nich solidny, piękny, duży, starannie wykonany. To kalendarz Pier Luigi. Dostałam go od przyjaciółki i cieszę się z niego jak dziecko! Pięknie wykonany, estetyczny, obszerny, wygodny. Mimo, że zajmuje sporo miejsca, nie rozstaję się z nim. Dla mnie ma wygodny format A4.

Czy wiecie, że firma Pier Luigi używa papieru, który powstaje z ... kamienia??? Tak, to nie żarty! Wysokiej jakości papier, miły w dotyku. Papier w stu procentach ekologiczny, do którego zużywa się 50% mniej energii, a także nie wykorzystuje się w ogóle wody, ani drzew. Są wytrzymałe i wodoodporne. Naprawdę! Odsyłam Was do ich strony, skąd zaczerpnęłam przytoczone informacje.
Kalendarz Pier Luigi – to zdecydowanie mój przyjaciel w notatkach! Można pobrać również wersję na telefon (co uczyniłam), choć zdecydowanie przedkładam nad wirtualne – prawdziwe zapiski. To ogromna przyjemność pochylać się nad takim kalendarzem.

Dla równowagi przedstawiam również inny kalendarz, który jednogłośnie przegrywa dla mnie z pierwszym. Mógłby jedynie konkurować , jeśli chodzi o format, kolorystykę i design. Zachwyci z pewnością tych, którzy lubią swoistą eksplozję barw i kwiecistość wyrazu. Na stronach i okładce aż roi się od wibrujących mandali, barwnych ptaków i egzotycznych zwierząt. Jest to kalendarz z cytatami Paulo Coelho. I mimo, że, dawno i szybko wyrosłam już z tego autora. Jednak gdy zobaczyłam wspomniany kalendarz na półkach Empiku, ręka wyciągnęła mi się doń bezwiednie. Kupiłam go z myślą, że bardzo przyjemnie będzie sięgać do niego w szaro-bure dni. Jest terapią dla oczu i duszy. Bardzo poprawia moje samopoczucie.
Traktuję go jako „notatnik pierwszego kontaktu”, to znaczy zapisuję w nim wszystko co mi do głowy wpadło w ciągu dnia, a co nie znalazło się już na zamkniętej na ten dzień liście: to do, Taki mój swoisty brudnopis, śmietnik. Później oddzielam rzeczy ważne, od mniej ważnych. Niektóre z nich wciągam na listę zadań na najbliższe dni, resztą nie zawracam sobie głowy.  
o książkach przeczytanych przeze mnie w styczniu i refleksjach na temat granic pasji, przeczytajcie tutaj: https://www.korzeniewska.com/blog/podsumowanie-stycznia-2018

Donosiciel, czy bohater?


"Cudzołóstwo ma w sobie coś z czułości i samozaparcia; zabójstwo z odwagi; 
świętokradztwo i bluźnierstwo z jakiegoś szatańskiego błysku.
Judasz wybrał takie winy, w których nie uczestniczy żadna cnota: nadużycie zaufania i denuncjatorstwo."



Podczas jednej z podróży z naszego stałego punktu A do punktu B, zatrzymaliśmy się wczesnym niedzielnym rankiem na maleńkiej stacji znanego koncernu paliwowego, który wyznacza naszą trasę plastikowymi kubkami wypitej kawy ze stałym załącznikiem - kruchym ciastkiem z trzeba rodzajami prawdziwej, belgijskiej czekolady, jak dumnie głosi reklama.  W marazmie niedzielnego poranka, dał się zauważyć jakiś pozorny ruch i napięcie. Młody mężczyzna oparty plecami o drzwi własnego auta tłumaczył coś gorliwie równie młodym jak on policjantom. Widać nieśpieszno im było do podjęcia działań. Może właśnie kończyli nocną zmianę i nie mogli skupić się na obywatelskiej relacji, mając w głowie ciepłe łóżka w domu?

Uderzył mnie olbrzymi kontrast między entuzjazmem młodego kierowcy i jego absolutny brak u strażników prawa. Choć przytakiwali mu zgodnie głowami, spojrzenia mieli raczej ponure. To właśnie chyba sprawiło, że zainteresowałam się tą sytuacją, zamiast jej w ogóle w swojej wybiórczej pamięci nie odnotować. 
Powinnam dodać, że auto kierowcy blokowało inny samochód na niewielkim parkingu. Za kierownicą czerwonego opla corsy spał w najlepsze jego właściciel. Zasłabł? 
Weszłam za mężem do sklepu poszukać jakiegoś czytadła na drogę, on - by zapłacić za paliwo i tradycyjnie nalać nam tej przydrożnej kawy - jak ją nazywam. Kawy nie tak podłej jakby się wydawało. 
Sprzedawca dusił w sobie chęć podzielenia się sensacją, która malowała się na jego twarzy, wespół z dezaprobatą. Nie kazał długo się prosić. 
Za chwilę popłynęła opowieść.Jej ciąg dalszy przeczytajcie tutaj: