poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Powierzchowność.


Jestem zachłanna. Głodna informacji, wrażeń, doznań, wiedzy. Chcę spróbować wszystkiego. Tu nadgryzę, tam uskubię, liznę z wierzchu, pędzę dalej. Lista książek do przeczytania – niebezpiecznie pęcznieje, zaliczam je pobieżnie, liczba maili do odpisania - przyprawia o zawrót głowy, a jeden mail, ważniejszy od drugiego. Komunikatory potęgują tylko moje rozdrażnienie. Dają mi coraz więcej i więcej pokarmu, którego mój mózg, serce skonsumować nie mogą. Nie nadążają.
Robiąc śniadanie, myślę o tym co muszę załatwić do obiadu. Pędząc za bieżącymi sprawami, martwię się, że nie wyrobię się z obiadem. Rozmawiając z Tobą, myślę, że trzeba umówić syna do lekarza, zapłacić ratę za auto i zadzwonić koniecznie do cioci Marysi, bo dziś są jej urodziny....
Znasz to?...
Powierzchowność siedzi mi na karku wczepiona pazurami. A ja z obłędem w oczach nie nadążam i mam żal do siebie, że tyle cudnych tematów tylko mi się prześlizguje między palcami nie pozostając na dłużej. Bo już inne pchają się w ręce. Obłęd. Czuję, że tak dłużej nie wytrzymam.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Zaufać drodze.


„Podróżowanie to nic innego jak stwarzanie sytuacji, których potencjał nie zawsze się spełnia. Droga niczego nie obiecuje ani nie gwarantuje. Wszystko zależy od nas i ludzi, ktorych spotykamy. Czasami, po prostu nic się między nami nie dzieje. I to też jest część podróży. I jeśli chcę podróżować prawdziwie, muszę to zaakceptować, bo podróż nie może dziać się zgodnie z założonym z góry planem. Dopiero wtedy, gdsy uznam te ograniczenia i naprawdę w pełni zaufam drodze, zaczynają się dziać rzeczy dla mnie istotne.”

Katarzyna Boni.

ciąg dalszy posta o życiu: http://www.korzeniewska.com/blog/zaufac-drodze

wtorek, 11 kwietnia 2017

Jedna mała, dobra rzecz - wystarczy!


Są dni co do których masz wielkie oczekiwania,  A które już na wstępie nie przebiegają tak jak je wypisałaś sobie w kalendarzu. 
Budzę się pełna energii, która ulatuje jak pęknięta bańka Najpierw zgrzyta mój poranek odarty z rytuału wdzięczności i celebrowania picia kawy w łóżku.  Wiecie czym grozi zamach na codzienne rytuały.  Mąż zaspał i w popłochu szuka po całym domu kluczy do samochodu. Oczywiście, próbuje uczynić ze mnie kozła ofiarnego. Czuję się coraz bardziej poirytowana, a coraz intensywniejsza wymiana zdań pachnie wiszącą  na włosku poranną awanturą. Nie pamiętam,  u którego z nas pierwszego zadziałał instynkt samozachowawczy, który nakazał zacisnąć zęby i policzyć do 10. Ale nie zawsze tak bywa...
a sprawy potoczyły się tak, w myśl zasady, nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy: 

Miłego dnia!

sobota, 8 kwietnia 2017

Unosząc się na fali przy dźwiękach Armstronga.


Jakoś tak przewrotnie dzieje się w naszym zagonieniu, że osoby, które chciałoby sie widzieć najczęściej – widuje się najrzadziej. Proponuję dopisać tę prawidłowość do kolekcji praw Murphy`ego. Toteż gdy odkładane po raz kolejny spotkanie z jedną z koleżanek z dawnej pracy znów nie doszło do skutku, postanowiłyśmy... oszukać niesprzyjający nam los. Umówiłyśmy się wspólnie na Aquagym. Przyjemne z pożytecznym. Może będzie większa motywacja. Basen wybrała ona, w pobliżu swego miejsca zamieszkania. Ja, jako zawodowo bardziej elastyczna postanowiłam się dostosować, by ułatwić pracującej na etacie koleżance życie. Basen okazał się być w dzielnicy 1000 Bruxelles, co dla wtajemniczonych wiele tłumaczy. Dla tych co nie wiedzą: komunalny, czyli państwowy, czytaj: tani i niedofinansowany jak trzeba. I tu dochodzimy do jednych z wielu absurdów Brukseli. 

czytaj ciąg dalszy tutaj: http://www.korzeniewska.com/blog/unoszac-sie-na-fali-przy-dzwiekach-amstronga

Młyńska 12


W centrum Poznania znajduje się pewna znana ulica. Niegdyś bogata była we młyny, napędzane siłą wód rzeki Bogdanki, dziś w tym miejscu skanalizowanej. Wzdłuż ulicy pysznią się dziewiętnastowieczne kamienice. Ze względu na obecność na niej sądu i aresztu śledczego nazywana jest przez mieszkańców najdłuższą ulicą Poznania.  
Tego pamiętnego dnia zwiedzałyśmy Poznań z Panią Ulą Walas do późnych godzin wieczornych. Nie było taryfy ulgowej, bo przecież nazajutrz miałam wracać. Musiałam napatrzeć się, nasycić zmysły, napełnić umysł wiedzą na temat miasta, które dopiero poznaję i zaczynam kochać, w pewnym sensie jak neofitka - odnajdująca nowe spojrzenie na dane miejsce. Pani Ula powiedziała, że nie mogę opuścić Poznania nie zobaczywszy pewnego miejsca i mimo późnej pory skierowała swoje kroki do stojącej na rogu potężnej kamienicy pod numerem 12. A ja podążyłam z ciekawością za nią...
jesteś ciekaw ciągu dalszego? kliknij .tutaj

piątek, 24 marca 2017

Nieść oświaty kaganek...


Układam wspomnienia, jak obrazy w folderach. Ciągle gdzieś mi się zawieruszają poszczególne slajdy. I próbuję zebrać to wszystko co było niedawno moim udziałem w jakąś chronologiczną całość. 
Mąż zerka na mnie zza książki, najwyraźniej mu coś po głowie chodzi, z pewnością coś niepopularnego, bo gryzie się w język, lecz za chwilę nie wytrzymuje:
- Skąd ty na to wszystko bierzesz siły? - pyta, - Oszalałbym, gdybym musiał tak żyć...
Tak wiem, to nie jego bajka, co innego dopatrzeć rodzinę, zadbać o nas i wziąć wszystko "na klatę". Hmm.... Ja z kolei tak jak on bym nie mogła... 
Nie zamierzamy się wzajemnie przekonywać do naszych światów i ról, które w sposób naturalny w końcu same się poukładały.
​Biorę go za rękę i zaczynam opowiadać:

Nieść oświaty kaganek


piątek, 10 marca 2017

Podlasianka roku :)


No i stało się. Zgłoszono mnie do plebiscytu na Podlasiankę roku w kategorii: "PASJA" na portalu "Obcasy Podlasia".
Po raz pierwszy w życiu biorę udział w tego typu przedsięwzięciu. Jakoś nie mam w sobie genu rywalizacji, omijają mnie wygrane. Ale za to mam szczęście w miłości, coś za coś, więc nawet nie wypada mi narzekać. Ale skoro rzekło się: "A", trzeba pójść dalej w literkach alfabetu, wszak wielokrotnie sama głosiłam, że człowiek powinien być konsekwentny.
 Nie chciałabym też zawieść tych co tak pokładają we mnie nadzieję i ufają mi bardziej, niż ja sobie samej. Obiecałam im, że zrobię wszystko, by poprawić swoje notowania, więc proszę Was o głosik. Wystarczy wejść w link i poklikać. Ponoć można klikać wielokrotnie co jakiś czas, ale tego z całą pewnością Wam nie powiem, bo nie bardzo się sama znam na internetowych konkursach :) Będzie mi miło, jak mnie wspomożecie: klik

Pasja - nadprzyrodzona siła.


Za każdym razem wracam z Polski z wielkim głodem pisania. Za każdym razem lecę tam z przeogromnym pragnieniem spotykania ludzi, chłonięcia ich każdym zmysłem, napełniania głowy inspiracjami pochodzącymi z ich przemyśleń. Jednym słowem - ogromny niedosyt i ogromne zmęczenie. Radosne i twórcze. Tak wygląda moje życie w pasji... 
Sięgam pamięcią wstecz... Przez ostatnie osiem lat, każdego ranka z wyjątkiem weekendów, zasysał mnie wraz z moim autem ogromny garaż jednej z wielu wielkich firm mieszczących się w centrum miasta. Codziennie około 17.00 wypluwał mnie  wraz z potokiem innych jak ja ludzi na ulicę. Rano jadąc przeszkloną windą na swoje trzecie piętro, spotykałam kolegów i koleżanki z pracy. Na pytanie:"Co słychać?" w zależności od okoliczności padało stwierdzenie, poprzedzone sapnięciem, przewróceniem oczu, westchnieniem:" Jak to w poniedziałek... wtorek... środę itp." oraz sakramentalne: "Aby do piątku." Nie wiem ile było w tych grymasach kokieterii, a ile prawdy.
Pamiętam, że lubiłam swoją pracę i wykonywałam ją sumiennie.
Jednak pewnego dnia, jakaś zatrwożona myśl musnęła mój policzek cieniem wątpliwości. Jak to? Tak ma wyglądać moje życie do emerytury? Przez następne kilkadziesiąt lat, jadąc każdego ranka zbiorową windą na swoje piętro, będę odliczać dni do weekendu? Mróz z lekka ściął mi serce i mocniej objęłam moją pasję zatroskanymi dłońmi.
Zaufałam jej i pociągnęła mnie za sobą... 
cd. tutaj
Prośba o oddanie na mnie głosu w plebiscycie: Podlasianka roku 2016
Dziękuję :) 

czwartek, 2 lutego 2017

Powtórka z Pałacu Sprawiedliwości...

Kilka liczb: 

26 000 m2 powierzchni
8 wewnętrznych dziedzińców
576 pomieszczeń
40 km korytarzy
2 000 pracowników
5 000 ludzi przewijających się tu codziennie
118 metrów - wysokość kopuły
80 milionów euro pochłonął dotychczas remont, który ciągle trwa...
więcej: tutaj.tutaj

Zaczarowało się moje życie... Kolejny raz.


Zaczarowała się moja codzienność, dzięki Wam się zaczarowała. Ten stan już przechodzi w chroniczny zachwyt życiem.
A tak się opierałam, tak się broniłam. Zaciskałam dłonie w pięści, kiedy wkładano mi w nie radość płynącą z robienia tego co się kocha.  Najpierw była zabawa na portalu modowym. Pobyt tam dość szybko mi uzmysłowił, że internet - tak, natomiast - niekoniecznie moda. Nie miałam w tym względzie za wiele do powiedzenia, zresztą gadanie na temat ciuchów na dłuższą metę potwornie mnie nudzi. Niektóre z Was są do tego stworzone, ale nie ja! Później był opór przed założeniem bloga, ale na szczęście wokół mnie są ludzie. To Oni (czyt. Wy) weryfikują moje niepodjęte decyzje. Gdy pokonałam ten etap lęku  i stałam się domorosłą, pełną gębą blogerką, przestraszyliście mnie, że mogę pisać całkiem niezłe teksty. Byłam z lekka zatrwożona, gdy czytelnicy bloga zaczęli namawiać mnie do napisania pierwszej książki. Zatrwożona?! Co ja mówię! Nazwijmy rzeczy po imieniu. Byłam przerażona, że Wam się w głowach poprzewracało! Tak Wam, bo każecie mi porywać się z motyką na księżyc, biorąc mnie za kogoś, kim wcale nie jestem!
A gdy weszłam pełnymi stopami na ścieżkę przygody - zwanej pisaniem i związanym z nim poznawaniem ludzi - wierzcie mi, lub nie wierzcie, nie chciałabym nic innego robić w życiu. To nadaje sens moim pozostałym działaniom. Pasja jest jak misja. I nie tylko wielcy ludzie ją posiadali. Każdy z nas nosi jej ziarno w sercu, tyle, że tylko nieliczni pozwalają mu rozkwitnąć i wydać owoce. 
Więc gdy ktoś mnie pyta z młodszych doświadczeniem lub wiekiem kolegów, czy koleżanek, czy warto pisać, czy warto iść za swoim głosem, mówię im: Zrób to! Nie słuchaj krytyków. Dzielę się z nimi moimi pisarskimi doświadczeniami, by ich droga była mniej wyboista i kręta. By mniej musieli tracić ze swojej boskiej gospodarki energią na zawiłe sprawy drugiego, czy trzeciego rzędu. Bo przecież nie jesteśmy dla siebie żadną konkurencją. Nie martw się, że ktoś przed Tobą napisał już setki książek, namalował tysiące obrazów, wyśpiewał piosenek. Ale nikt tego nie zrobił tak jak TY chcesz to zrobić. Każdy znajdzie swoich odbiorców, bo wszechświat cechuje różnorodność. Ale przejdę do meritum sprawy i zaprezentuję moją nową książkę, a właściwie jej 1/12 część. Wiem, że wielu z moich czytelników zwyczajnie nie uznaje Facebooka, dlatego moja strona www jest dla Nich jedynym źródłem moich książkowych informacji. 
Promocja zaczyna się pod koniec lutego spotkaniami na Podlasiu. Jak tradycja i moje przywiązanie do rodzinnych stron nakazuje: Siemiatycze - Sokółka - Białystok... Dopiero później reszta Polski i świata. Jestem na etapie planowania spotkań autorskich. Więc gdyby jeszcze ktoś - coś - gdzieś słyszał, to proszę dać znać na maila. Dojedziemy, zamieszamy dobre emocje, zaczarujemy codzienność... Pozostawimy po sobie wiele ciepła i nowe spojrzenie na otaczający nas świat, bez zaczarowanego szkiełka w oku, co zniekształca rzeczywistość. Już uważna czarodziejka patrzy z powagą na świat - gdzie największy dobrego słowa głód. Tam w pierwszej kolejności pośpieszę. 
więcej na: www.korzeniewska.com

niedziela, 29 stycznia 2017

Taka szybka pocztówka z Braband Flamant


Blisko 20-tysięczne miasteczko usytuowane w sercu Brabant Flamand, pomiędzy Brukselą, a Leuven.  Satelita stolicy i region uprawy cykorii, skarbu narodowego Belgów. Charakteryzuje ją niska zabudowa skupiona wokół osi Chaussée de Louvain, łączącej te oba miasta.

czytaj dalej

czwartek, 26 stycznia 2017

"Ludzie są dokładnie tak szczęśliwi, jak myślą, że są" (Lincoln)


Taki cytat zaświtał mi w głowie, jak tylko pomyślałam, że napiszę o optymizmie. A pomysł napisania posta na ten temat wyszedł od jednej z Was, mojej (na razie) internetowej koleżanki. I w tym miejscu pragnę Wam podziękować, że do mnie piszecie. Dzielicie się swoją radością, smutkiem, refleksją, niekiedy... cierpieniem. Wasze słowa nie giną bezpowrotnie w otchłani internetu, o nie! One padają na podatny grunt. I kiełkują. I dają owoce. Najpierw - kiełkują w mojej głowie, zaprzątają myśli. A gdy już tak zaczną się wylewać za kołnierz, muszę je wystukać czym prędzej, aby nie oszaleć. I znów je dzielę z Wami, jak Wy dzielicie je ze mną. Dużo jest radości w tym wzajemnym obdarzaniu się słowem.

tutaj zapraszam na ciąg dalszy

wtorek, 24 stycznia 2017

Bieganie czy saneczkowanie w Brukseli :)


Wczoraj napisałam posta o moich ulubionych miejscach do biegania i odpoczywania w Brukseli. W międzyczasie, w nocy puszysta pierzynka śniegu zascieliła mój belgijski świat. Przykryła szarość pól i dodała blasku pochmurnym dniom. Przestraszyłam się, że mój post stracił na aktualności, ale przecież nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Miejsca, które opisałam świetnie nadają się na sporty zimowe! No więc - sanki w ruch! :) 

Przeczytajcie sami :) TUTAJ

środa, 18 stycznia 2017

Zasypani... Pouczeni...


Najpierw, tuż po Nowym Roku Anno Domini 2017 dopadła nas grypa. Prawda jest taka, że organizmy wycięczone niedobrym traktowaniem, zbuntowały się i odmówiły współpracy. Na całej linii. I to nie jakieś tam trzy dni, tydzień przeziębienia. One wiedziały, że jesteśmy niereformowalni i takie drobne wyłączenia z obiegu na nic się wcześniej nie zdawały, niczego nie nauczyły. Tym razem lekcja miała być bardzo poważna i dotkliwa, by wreszcie człowiek coś z tego zrozumiał i zatroszczył się o to co najważniejsze. O siebie. 
Świat zasypało białym puchem, który z lekka odciął nas od życia. Terminy przestały gonić, a kalendarze pękać od nadmiaru planów. Powróciliśmy do bazowych spraw. Roztańczona karuzela zatrzymała się i nagle poczuliśmy się dziwnie wolni. Taki stan nigdy wcześniej nie był naszym udziałem. 
- A może my już umarliśmy - przestraszyłam się i poprosiłam męża by mnie uszczypnął. Ale nie, żyłam dalej i to całkiem namacalnie.

Na ile mi sił starczało gotowałam najprostsze, z prostych potraw. Czasami szwagier lub tata - jedyne łączniki ze światem podrzucali nam świeże bułki i masło z rana. Dopóki sami nie zachorowali. Gadałam z kwiatami i przyzwyczajałam się do własnego odbicia w lustrze, które od trzech tygodni nie nosiło śladu makijażu. Dogadzaliśmy sobie z mężem nawzajem i pomyślałam wtedy, że chciałabym by tak wyglądała moja starość. Dokładnie tak. czytaj dalej...

wtorek, 17 stycznia 2017

Droga babciu, drogi dziadku.


W poprzednim poście pisałam o ludziach w naszym życiu, co są jak latarnie. Oświetlają nam drogę, I o tym, że są to często babcie i dziadkowie. A także o tym, (a może o tym nie pisałam, tylko pomyślałam), że żałujemy, że tak wiele rzeczy, których nie zdążyliśmy się dowiedzieć - odeszły razem z Nimi... I pozostaje bezsilność... A pamiętacie takie momenty, gdy przewracaliście teatralnie oczami, słuchając po raz enty tej samej opowieści z Ich młodości? Wydaje Wam się, że znaliście je na pamięć... I dopiero pewnego dnia, gdy czuje się pustkę braku osoby, wracają wspomnienia i te niedopowiedziane miejsca. Luki w Ich/Waszej historii... 
Ile by człowiek wówczas dał, żeby wrócić, dopytać szczegóły. Tyle, że już nie ma kogo...
o fajnym pomysle na prezent dla Waszych Dziadków czytajcie tutaj.

piątek, 13 stycznia 2017

Jak latarnie


Każdy czlowiek spotyka je na swojej drodze. Nie zdajemy sobie często sprawy z ich wpływu na nasze życie. Wydaje nam się, że to naturalne, że widzimy jasno drogę przed sobą. Ich słowa, wskazówki, uwagi, reprymendy, refleksje...
Dopiero, gdy gasną i zanurzamy się w chłodny mrok życia, zdajemy sobie bolesnie sprawę jak wielką rolę odegrały w naszym życiu. I nadal odgrywają.
Latarnie...
Ludzie... Jak latarnie...

czytaj więcej...