środa, 31 sierpnia 2016

Diety to kłamstwo!


Czuję, że tym tytułem wsadzam kij w mrowisko. Ale zanim mnie ocenicie i zbesztacie powiem ostatnią mowę skazańca, przed wykonaniem wyroku.
Nie, nie nie! Nie jestem przeciwko dietom w ogóle. Zwłaszcza tym, którym musimy się poddać by uratować zdrowie, czy życie; na przykład: służące zbiciu cholesterolu, czy cukru. Jestem przeciw dietom morderczym, wbrew sobie, takim - naszym próżnym fanaberiom.

Nie żebym była święta! ("Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień") Doskonale pamiętam, jak jakieś trzy lata temu próbowałam zmieniać swoje życie z Ewą Ch. Dla mnie się nie udało, ale mam koleżanki, które uzyskały świetną sylwetkę, są dumne i szczęśliwe w nowej skórze.  Kiedyś wprowadziłam domownikom odchudzanie. Pierwszy i ostatni raz. I niech mnie ręka Boska broni przed ponownymi katorgami! Bodajże Kopenhadzka to dieta była, ale tejże, wspomnianej wyżej ręki - uciąć nie dam.
​Choć nie powiem, całkiem nieźle nam się jadło, dużo schudło. Dziś... dawno już nie ma śladu tamtych wyrzeczeń. Powiedziałabym, że jest odwrotnie. Przybyło...
Chyba na tym się skończyły moje dietetyczne epizody. Przyszło opamiętanie. Na szczęście... Ono z wiekiem przychodzi. Boże, ale dlaczego tak późno?! Wcześniej - tyle bezsensownych wyrzeczeń...

Zaczęłam wsłuchiwać się w potrzeby mego ciała i nie tylko o jedzenie tu chodzi. O potrzeby ducha również. 

wtorek, 30 sierpnia 2016

Anarchistka codzienności.


Dzisiejszy post będzie z serii: „Mydło, Widło i Powidło”, ale i takie potrzebne są czasem dla równowagi. Jednym słowem, post o wszystkim i o niczym, jak pogaduszki z ulubioną koleżanką. Bo chce mi się z kimś bliskim "popapotać". A jesteście przecież moimi najulubieńszymi koleżankami i kolegami. Możemy sobie zatem pogadać przy wieczornej herbatce przed snem. Jak minęła Wam niedziela?
Późnym popołudniem wróciłam z długiego spaceru z Tośkiem. Te spacery i obserwacja mego psa są dla mnie nieustającym źródłem przemyśleń i inspiracji. Najlepsza szkoła życia.
Znów pozwoliłam się mu utaplać. Dobrze to nie wyglądało, o nie. Wiem, na wszystko mu pozwalam. A nie powinnam. No właśnie... Dojdziemy do tego, ale po kolei:

cd czytaj tutaj:klik


piątek, 26 sierpnia 2016

Świat potrzebuje marzycieli, którzy coś robią!


"Świat potrzebuje marzycieli i ludzi czynu. Ale przede wszystkim potrzebuje marzycieli, którzy coś robią. Nie zawierzaj swoich marzeń wyłącznie gwiazdom. Dzisiaj zacznij uczyć się sztuki docierania do nich."

"By stworzyć życie jakiego pragniesz, nie potrzebujesz mantry, autohipnozy, specjalnego programu podbudowującego Twój charakter, czy nowej pasty do zębów. Potrzebujesz praktycznych technik rozwiązywania problemów,planowania i dotarcia do materiałów,umiejętności,informacji i kontaktów. Potrzebujesz zdroworozsądkowej strategii, by umieć sobie poradzić z ludzkimi uczuciami i słabostkami takimi jak strach, depresja,lenistwo, które przecież nie znikną.

Potrzebujesz również sposobów radzenia sobie z przejściowymi emocjonalnymi reakcjami twoich bliskich, spowodowanymi zmianami w Twoim życiu - podczas gdy sama będziesz potrzebowała przy podejmowaniu ryzyka większego wsparcia duchowego."
Cytat ten znalazłam gdzieś w sieci... Podpisuję się pod nim obiema rekami i czterema łapami Tosia, od którego uczę się nieposkoromionego entuzjazmu życia. Jest największym ze znanych mi życiowych optymistów. Zdaje się, że On nawet pamięci nie posiada. Po każdym dziesięciokilometrowym spacerze, natychmiast... znów się na niego wybiera, jakby wcale z niego przed chwilą nie wrócił. Gdy patrzę jak smakuje życie TU i TERAZ to mi też chce się żyć! On żyje chwilą! Nie dzieli włosa na czworo. Może dlatego, że nie ma włosów, tylko sierść. A to ponoć jest różnica... Jak bym chciała być jak mój pies... W sensie dzielenia włosa, a nie posiadania sierści... :)

wtorek, 23 sierpnia 2016

Świadomość zmienia wszystko.


Związki nie są po to...

„Związki nie są po to abyśmy wreszcie mogli być szczęśliwi czy spełnieni. Są po to byśmy stawali się świadomi”
Przeczytaj uważnie cytat, który przytoczyłam. Dokładnie i powoli. I jeszcze raz. Jak to? Związki nie są po to byśmy byli spełnieni? Ano nie...

Sama przez wiele lat żyłam w tym błędnym przekonaniu. Myślałam, że posiadanie kogoś, kto mnie kocha zapewni mi z automatu stan szczęśliwości. Szukałam aprobaty w przyjaźniach, w relacjach z rodziną i obcymi ludźmi. Gdy coś było chwilowo „nie hallo” bardzo cierpiałam. Zwalałam winę za moje emocjonalne stany na innych. A to nie mogło się udać...
Zastanawiałam się, dlaczego, mimo, iż posiadam fajną rodzinę, przyjaciół, znajomych, dlaczego czasami czuję sięgłęboko samotna i wręcz nieszczęśliwa...

Dużo wody upłynęło w życiu...

Budzenie się świadomości we mnie nie było gromem z jasnego nieba, lecz procesem. Długim i żmudnym, lecz samoistnym. Ale dlaczego tak późno, zapytasz?
Lepiej późno, niż wcale. I piszę ten post dlatego, by niektórzy nie musieli poświęcać kilku lat (czy połowy swego życia) na odkrycie podstawowych i oczywistych prawd, tak jak ja. Znając Twoje poczucie humoru, powiem z przymróżeniem oka, że jesteś szczęściarzem – podaję Ci tę wiedzę na tacy.
cd na stronie: /www.korzeniewska.com
zapraszam :) 

środa, 17 sierpnia 2016

Samotność to naturalny stan człowieka.


Nie wiem jak Ty, ale ja jestem daleka od ideału. Niestety.  

​Jestem słomianym zapałem,  chodzącym brakiem wytrwałości. Jestem huśtawką nastrojów. A to wszystko nie sprzyja sukcesom. Jednym słowem, zamierzone cele osiągam wielkim nakładem sił. Nie zawsze znajduję ją wewnątrz siebie. By do czegoś dojść często potrzebuję pozytywnych wzorców. Miejsc i przypisanych im ludzi.
Jedno z nich znajduje się niedaleko mnie. Jest wspaniałym przykładem wytrwałości i siły marzeń. Ilekroć brakuje mi motywacji, czy dopada mnie beznadzieja pędzę w to magiczne miejsce naładować akumulatory. I pogadać z Człowiekiem.
Po resztę zdjęć i tekstu zapraszam do mnie na stronę:

piątek, 12 sierpnia 2016

Sisters


Widzimy się dwa, góra - trzy razy do roku i to przez krótkie chwile. Częściej niż z Nią spotykam się z koleżankami,  Nie piszemy do siebie listów. Sporadyczne maile. Rzadko dzwonimy. Różnimy się między sobą jak ogień i wodą, także poglądami. To, że się nawzajem jeszcze nie zabiłyśmy - zawdzięczam Jej spokojniejszej osobowości i niezwykłej dyplomacji. Ja częściej się złoszczę, czasami zbyt szybko mówię, a później żałuję wypowiedzianych słów. Jestem impulsywna, Ona - wyważona. Myślałam, że ja mam oczy na mokrym miejscu, łatwo się wzruszam i jestem nadwrażliwa.

Ale przy Niej - jestem głazem obojętności i zimnego chowu.

Czasami to uosobienie ciepła i wszelkich cnót wysuwa pazury. A raczej odwłok. Skorpionica. I potrafi zawalczyć o swoje bezlitośnie. I wtedy zaczynam się  jej bać. 

Po resztę posta zapraszam tutajhttp://www.korzeniewska.com/blog/sisters



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Teraz TY


Mój urlop zaczął się dość spektakularnie. Tosiek przewlókł mnie po asfalcie zaraz pierwszego dnia. Kurczowo trzymałam się smyczy, gdy gonił za kotem, jakby miał odlecieć. Tosiek nie kot. Skończyło sie zdartym kolanem, nadgarstkami i łokciami. Ale dobra nowina jest taka, że buzia jest cała (dziękuję Tosiek!) i nogi nie są połamane. No i widowiskowo za sprawą Olivierka (zamiennik dla: Tośka) na oczach sąsiadów było pierwsza klasa!. Nie ma to jak mocne wejście. Zapisać się na wieki w pamięci złotymi zgłoskami. 

Wbrew pozorom nie jest to post o Tośku, lecz o priorytetach życiowych. Zapraszam po całość wpisu pod adres:
Teraz TY

Pozdrawiam wakacyjnie.
Aga