czwartek, 21 lipca 2016

Mąż - najulubieńszy człowiek żony.



I nastała zwyczajność. W mojej części mikro świata. Normalna kolej nastepstwa zdarzeń i dni. Zajęłam się życiem. Tym banalnym, co obok mnie i pod rękę mnie trzyma. Tym, co to mi ciągle najlepiej wychodzi. Na zdrowie.
Nasz dom opustoszał nagle. Jak z bicza strzelił, rozpierzchli się. Rozjechali. Na wakacje.
Zostaliśmy sami: „Bez taty i mamy”. Jak w piosence:. I bez reszty naszej codziennej rzeczywistości w postaci chłopaków.
Niby zwyczajna małżeńska kolej losu w niezwyczajnym naszym magicznym domu. Gdzie ludzi i zwierzyny przepływ wielki i nieokiełznany. Gdzie ciekawskie ściany uszu nadstawiają, liczą kaszlnięcia, orgazmy, salwy śmiechu, radość, smutek, szloch. I tylko schody bardziej skrzypią w tej niewydarzonej ciszy.
I słyszymy wyraźnie swoje oddechy. 

ciąg dalszy poniżej, zapraszam :)
Mąż - najulubieńszy człowiek żony :)

sobota, 9 lipca 2016

Niepewność tego co za zakrętem drogi. Wycieczka do Mons (niderl. Bergen)


Ileż to razy zdarzyło sie Wam przejeżdżać koło jakiegoś miejsca i zastanawiać się jak wygląda? Albo omijać szerokim łukiem jakiś sklep, myśląc, że jest dla Was zbyt ekskluzywny? Ba! Unikać drugiego człowieka, bo zrobił na nas nie najlepsze wrażenie, lub coś o nim kontrowersyjnego słyszeliśmy. Prawda, że to się czasami ludziom zdarza? Nie wiem, jak Wam, ale mi stosunkowo często. Chyba mamy w głowie jakiś chip zaprogramowany na pielęgnowanie w sobie„niepewności, tego co za zakrętem”. Lepiej się katować, niż rozwiać swoje wątpliwości.  Nie dajemy szansy. 
I tak omijają nas najwspanialsze miejsca, prawda zamiast złudzeń, potencjalnie najwartościowsze przyjaźnie, a czasami miłość.

cd TUTAJ

Zapraszam....





piątek, 1 lipca 2016

Błękitna furta.


 
Picture
Wszystko zaczęło się od podsłuchanej przypadkowo rozmowy...
Właśnie zastanawiałam się nad tematem następnego posta, gdy....

Niechcący, mimochodem dobiegły mnie strzępy dialogu. Jako rasowa podglądaczka życia nadstawiłam ucha. Przystojny pan w średnim wieku pouczał pretekcjonalnie swoją partnerkę na jakiś banalny temat. Mimo, że plótł bzdury (nie znoszącym sprzeciwu głosem), dziewczyna taktownie milczała. Według mojej oceny, to ONA zdecydowanie miała rację. Co zresztą wyszło na końcu rozmowy, ale pan nie pokusił się o zdawkowe przepraszam, lub: „pomyliłem się”, czy „zwracam honor.” Skwitował to tylko enigmatycznym: "aha..."
Pomyślałam, że świat jest pełen takich, objaśniajacych nam, "głupim kobietkom" świat, mężczyzn. 
​Osobiście nie mam tyle taktu co napotkana Pani, a faceci typu: „Man Explain Thinks To Me” działają na mnie jak płachta na byka!
Jednym słowem łatwo nie jest nam kobietom w tym, wciąż jednak męskim świecie, chociaż niektórzy twierdzą, że wiek XXI będzie wiekiem kobiet. Nie wiem. Nie wyrokuję. Jestem zwolenniczką zdrowego rozsądku i środka.
Jednakowo mnie drażnią: seksistowskie traktowanie kobiet przez mężczyzn, jak i histerycznie  przesadzone wrzawy feministycznych działaczek. Bo w jednym i drugim przypadku dochodzi do absurdów. Ale o tym będzie oddzielny post.
Nie wiem na zasadzie jakich algorytmów zadziałał mój niezrozumiały mózg blondynki, ale na myśl o zjawiskumansplainingu (w wielkim uproszczeniu mówiąc: objaśnianiu świata kobiecie przez mężczyznę z pozycji lepiej wiedzącego), pojawił się pomysł na post o beginażach.
Zapragnęłam napisać o niezwykłych kobietach i niezwykłym zjawisku, które w XII wieku narodziło się i rozprzestrzeniło w Europie Zachodniej, głównie w Belgii, Holandii, północno - wschodniej Francji i zachodniej, oraz północno - zachodniej części Niemiec.
Chcesz wiedzieć więcej? Pójdź za mną i razem zajrzyjmy za niebieską furtę...