poniedziałek, 3 października 2016

Alleluja! Jestem wariatką!


Córa marnotrwna powraca.

Mogłabym wiele się tłumaczyć, ale na nic to się nie zda, po prostu miałam wakacje od samej siebie. Coś się porobiło i organizm musiał odpocząć, nasmarować śrubki i zębatki, by - znów zatrybiły. Krótko mówiąc nie chciało mi się chcieć, choć bardzo się nad sobą pastwiłam i zmuszałam. Ale sami wiecie; z niewolnika - nie ma pracownika. A organizm, Bogu dzięki sam wie, co dla niego najlepsze i broni się jak może przed naszym ambicjonalnym podejściem do nas samych. Z organizmem kłócić się nie zamierzam. Bezwiednie poddałam się jego woli. Uciekłam w filmiki, które zaczęłam nagrywać, odkąd syn wspaniałomyślnie zapoznał mnie ze zdobyczami technologii w tej dziedzinie. Niżej jest wtyczka do You Tube, która Was tam przekieruje, byście mogli popatrzeć na efekty moich wypocin. Odpoczęłam od siebie i świata, Wy ode mnie - też. Pora wracać i pisać, samo się nie zrobi. Więc zdmuchuję pył z klawiatury i jadę z tematem! (A wiele ich czeka w kolejce)

Okna - jak oczy. 

Zaczęło się od zdjęcia cudzych okien jakie wstawiłam na FB. Moja intencja była taka, że cudze okna są inspiracją dla mnie jako pisarki, dla mnie jako człowieka. Lubię zaglądać w obce okna, (tak jak w obce twarze), nie po to, by przez pryzmat tego co za nimi widzę poddawać surowej ocenie ich właścicieli, ale po, to by to co widzę - było punktem wyjścia do snucia historii, stawiania hipotez, ćwiczenia wyobraźni.
​Ale niefortunnie użyłam słowa: "oceńcie", co te okna moga mówić o mieszkańcach tego domu I tu się miało za chwilę okazać, że dobrymi chęciami piekło brukowane. I to co ja mam w głowie nijak ma się do tego co widzą inni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz