wtorek, 1 marca 2016

Pasażer niezidentyfikowany.


Podchodzę do bramki, która nie otwiera się, gdy zbliżam kod kreskowy na bilecie do zeskanowania. Przeciwnie, głośnym buczeniem przywołuje ochronę, która odprowadza mnie do okienka Panienki Bezlitosnej.

- Niestety, nie poleci Pani. Dowód tożsamości uległ przeterminowaniu.

Prosze Pani, nie jestem serkiem homogenizowanym z przeterminowaną datą ważności. To ja wciąż ta sama Aga Ko. Na dowód wyciągam garść dokumentów mających niezbicie świadczyć o mojej tożsamości.

Panna Bezlitosna kręci głową.
- Mmm. Nie poleci Pani. Przykro mi. Pasażer niezidentyfikowany – oskarżycielsko celuje w monitor ekranu.
- Ale, tydzień temu wpuszczono mnie na ten dowód do Królestwa Belgii – moja argumentacja nie brzmi przekonywująco.
- Ktoś z moich kolegów popełnił błąd.
- Co mogę wobec tego zrobić? Ja muszę do Warszawy...
- Wykupić bilet w innej kampanii lotniczej, która stosuje mniej rygorystyczne zasady...

Krótka piłka. Wychodzę jak niepyszna. Zdaje się moja dobra passa własnie mnie opuściła... Szybka narada, reorganizacja i nazajutrz, o świcie...

Mknę do Polski swoim autem. Piękna pogoda w Niemczech mi sprzyja. Pogoda ducha nie opuszcza. Z boku miłe towarzystwo siostrzeńca. Tysiąc trzysta kilometrów jak z bicza strzelił. Mąż radzi przez telefon bym zamieniła but na lżejszy... Przed ostatnią prostą pożywiamy się w MacDonaldzie. Niezdrowo i smacznie. Popijamy coca colą, o której wszystko złe się już słyszało, ale nic jeszcze od niej lepszego nie wymyślono. Na tym polega jej fenomen. Od czasu do czasu sięgam po nią z olbrzymią przyjemnością. Bartek zamienia mnie za kierownicą. Przymykam oczy, lecz nie próżnuję. Oczywiście, jestem w stałym kontakcie organizacyjnym z Jane Jane. Nie daje mi taryfy ulgowej. Dopinamy szczegóły, w których ponoć drzemie Czarny. Ale z Jane Jane nie ma on szans, bo w te klocki jest najlepsza! Jak na profesjonalistkę przystało. Gdzie diabeł nie może, tam Jane posyła.

Odbieramy drugie auto stacjonujące w Wawie. Następuje załamanie pogody, a wraz z nią, załamanie mego hartu ducha.

Gdzieś w okolicach Wyszkowa dopada mnie kryzys ostatnich tygodni, dni... Zmęczenie jak sęp spada na moje ciało, z którego próbuje wyszarpać resztki dobrego ducha. Mała dziewczynka we mnie tęskni za bliskimi, rozczula się nad sobą, domaga się przytulenia, tupie nogami. Staje się nieznośna dla samej siebie. 

Piszę smsa: „Powiedz, że to co robię ma sens...”
Odpowiedź przychodzi zadziwiająco szybko. Zakładam przyłbicę i biorę się w garść. Następne smsy, telefon od męża, wiadomości na messengerze... wszystkie ciepłe słowa układają się w prosty przekaz:”Walcz, walcz, walcz!”
Wdeptuję do końca pedał gazu...

Nazajutrz...
Wstaję potwornie zmęczona. Patrzę na grafik najbliższych dni. Przerażają mnie odległości, które musze pokonać. Chełm – Biłgoraj – Radom – Poznań – Łódź... 

A może by tak... pójśc na wagary od życia? Ale przecież, tyle wspaniałych spotkań mnie czeka. I emocji. Przecież... kocham to robić! 

Muszę tylko wyrzucić z siebie nagromadzone zmęczenie. 
Czasem każdy z nas jest takim... pasażerem niezidentyfikowanym...

Nad kubkiem kawy użalam się nad soba, a łzy jak groch spływają do gorącego płynu. I już za chwilę jest dobrze... Zmęczenie ustępuje. 

Poprawiam koronę i... dalej!



Wytrwałości mogę uczyć się od Jane Jane. Ona jest już na pełnych obrotach, choć początek dnia też miała ciężki. Paliwa do mego zbiornika kreatywności dolewa mi wirtualnie Dorota, która choć na urlopie, w zupełnie innej, bajkowej scenerii, monitoruje mój stan ducha przez internet. Gosia nie odpuszcza i przypomina mi o dowodzie i innych pilnych sprawach, Mela z Ewa odwalają kawał dobrej roboty, Marzenka... jest ich dużo więcej, zawsze obecnych w moim życiu. O nich też będzie kiedyś post.

Lecę wyrobić ten nieszczęsny dokument, mój przypadek uczy, że czasami się przydaje go mieć.

Kocham to miasto z wzajemnością. Doświadczam tego na każdym kroku. Gdzie się nie ruszę... Cokolwiek załatwiam, wszędzie ogromna życzliwość.

Tutaj nie jestem pasażerem niezidentyfikowanym...

Wspominam wspaniałe spotkanie walentynkowe zaledwie dwa tygodnie temu w Siemiatyckim Ośrodku Kultury. Nie miałam czasu o nim jeszcze napisać... Dopięte na ostatni guzik. A wszystko to zasługa pani Joli, dyrektorki naszego SOKu. Byłam pod wrażeniem jej zdolności organizacyjnych, chociaż sama skromnie nazywa siebie amatorką w tej dziedzinie. Obecnośc naszych władz miasta, przyjaciół, znajomych i nieznajomych – moc wzruszeń...


zdjęcia: Ryszard Mioduszewski,
makijaż: Karolina Podedworny.



Chyba... rozumiecie już dlaczego z taką radością ponoszę trudy podróży, nieoczekiwane zmiany planów, rozstania i niedospania.
Kto raz tych wzruszeń doświadczył, wie, że te przeżycia warte są każdego zachodu...



A za wszystkim stoją ludzie. 

Jestem pasjonatką ludzi. Ich niepoprawną fanką, aż do ostatniej kropli nadziei w nich pokładanych. Waszą fanką.

Ale nie dane byłoby mi tego doznać bez przyzwolenia moich bliskich na takie życie. Bez ich zrozumienia. Są daleko, a zarazem tak blisko mnie.

Piszę słowami piosenki na fejsbukowej tablicy mego męża:

"Jest jeszcze kąt na tej ziemi,
Kąt jak Twe ramiona rozwarty.
I zawsze można biec do Ciebie.
Przeczekać burze, ostre wiatry.
           
Dobrze, że jest kąt na tej ziemi,
Kąt jak Twe ramiona rozwarty.
Bo razem raźniej nam rozegrać
Tak dziwnie rozdane karty”



 I nie mogę doczekać się powrotu. One zawsze są takie miłe dla obu stron...



18 komentarzy:

  1. Pięknie napisane...pozdrawiam...oby korona trzymała poziom, a właścicielka pion

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba każdy chwilami ma dość i wątpi w to, co robi. Dobrze, że to są chwilowe stany i że mamy wsparcie. :)
    Udanej walki i trochę wypoczynku Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, ja też nie jestem taka niezłomna... ostatnio też czasami dopada mnie niemoc...., ale pamiętam szok jak przeczytałam wiadomość od Ciebie, że nie wylecisz. I te tysiące myśli jak Ci pomóc.
    Czasami warto sobie popłakać, też tak mam, chociaż na co dzień staram się być twarda i nie załamywać nawet jak nie wszystko układa się tak jak bym chciała.
    Poprawiaj koronę... i do zobaczenia za kilka godzin i przez kilka dni, praktycznie bez przerwy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam Cię Aguś i sił i zdrowia życzę, bo resztę załatwicie wspólnie z Jane.

    OdpowiedzUsuń
  5. wszyscy podziwiają Twoją osobowość i twórczość a ja dodam - jakie Ty masz piękne nogi!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ktoś tak życie wymyślił, że mamy coś kosztem czegoś. Na potwierdzenie odzywa się w tle moja koleżanka z pracy: "dlaczego my zawsze mamy pod górkę"? nie wiedząc kompletnie co ja teraz robię :-) Na szczęście na końcu tego trudu jest mała radość, spełnienie czy samorealizacja. Powodzenia i do przodu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy ma chwilę słabości ale Ty jesteś silną kobietą:)))Pozdrawiam i powodzenia życzę:))

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo elegancko wyglądasz na zdjęciach. Gratuluję determinacji i optymizmu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zyjesz na 'pelnych obrotach', to jest takie pozytywne, pelne wydarzen zycie, a ze masz chwile zalaman to dobrze, znaczy ze jestes wrazliwa osoba, a poza tym to sa tylko chwile. Teresa

    OdpowiedzUsuń
  10. I nadal bez Dowodu człowiek nie istnieje
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko kochana, nawet najcudowniejsze rzeczy, które się robi z miłością i pasją, mogą zmęczyć, tym bardziej, gdy tyle tego naraz:)
    Ślę ci dużo wzmacniającej energii; i odpocznij zdrowo:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozdrawiam ciepło, Agnieszko.
    Może kiedyś zawitasz za spotkaniem autorskim w moje strony.
    Może się poznamy:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przedziwna opowieść, ale tak to już jest. Świat nie jest idealny i nawet Ci najlepsi, najbardziej wyszkoleni popełniają błędy. Takie są niestety prawa tego świata... Pozdrawiam i zapraszam do udziału w zabawie na moim blogu! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo interesujące wpisy, niezwykła dbałość o szczegóły i fajny dobór cytatów:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciesz się częściej idąc swą drogą i nie miej chwil zwątpienia, czy zmęczenia! Zaszłaś już tak daleko, że zaczynasz być sama i inni nie nadążają! Ważne, ze nie jesteś samotna, bądź pewna i mocna, masz ku temu podstawy. Prawie codziennie sercem myślę o Tobie1

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj podziwiam Cię za tę niezłomność..bardzo by mi się taka siła na co dzień przydała :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Agnieszko, czasem musimy zderzyć się z bezdusznością maszyny (komputera) i to strawimy. bardziej bolesne jest zderzenie z bezdusznością człowieka - urzędnika. Ale niezawodni przyjaciele potrafią przełknąć te gorzka pigułkę. Pozdrawiam, Tomasz

    OdpowiedzUsuń