środa, 23 marca 2016

Nie zabiorę Was jesienią do Brukseli.



Poranek wstawał leniwy. Pozwoliliśmy sobie dziś na trochę dłuższe spanie. Nocowała u nas S. Dzieci miały na później do szkoły. Ja z mężem, każdy zaplanował swoje biurowe sprawy w domu. 

Boso, w krótkiej koszulce, z kubkiem kawy witać nieśpiesznie wspaniały, słoneczny wtorkowy poranek - bezcenne.

Rozmowy przy kruszącym się „croissancie”, bagietka na śniadanie z konfiturą fromboise, poranna lektura – takie to wszystko z lekka francuskie, dobra jakość spokojnego życia.  

Dzieci udają się na uczelnię. K. ma odwieźć S. w pobliże metra. Wychodzą.

Siadam do komputera. Na ekranie telefonu pojawia się imię mojej siostry. Nie zdążyłam odebrać, za chwilę dzwoni ponownie. Z lekko spłoszonym sercem odbieram i pierwsza myśl, ktora przychodzi mi do głowy, to taka, że coś z rodzicami nie tak. Poranne, natarczywe telefony nie przynoszą zazwyczaj dobrych wieści.

Siostra z ulgą oddycha słysząc mój głos. Zamach w Brukseli. Terroryści zaatakowali lotnisko w Zaventem, zaledwie kilka kilometrów od nas. Jeździmy nieraz w pobliże pooglądać schodzące do lądowania samoloty. Czasami stamtąd latamy do Polski.

W telwizji słyszę, że zaatakowano również metro Maelbeek. Włos jeży mi się na głowie. W tym kierunku pojechał K. z S. Już nie moge się do nich dodzwonić. Stają mi przed oczami wspomnienia ataków na World Trade Center, a także te ostatnie z Paryża. 

Brak połączenia z wybranym numerem to zły zwiastun. 

Na szczęście kilka trwających wieczność minut przerywa dźwięk dzwonka. Dzieciom udaje się do mnie dodzwonić. Wracają. Bruksela jest już zblokowana niemocą, sparaliżowana strachem i chaosem.

Gdy wszystkie sposoby łączności zawodzą, na wysokości zadania staje znienawidzony przez niektórych Facebook. Ludzie odnajdują się i komunikują na ścianach. Jak podczas wojny, gdy szukano swoich bliskich. Rodzą się społeczne inicjatywy, by organizować transport w określonych dzielnicach. Przecież komunikacja miejska jest sparaliżowana. Wiadomości spływają kropelka po kropelce. Weryfikuję i odchaczam kolejno znajomych. Uff! Są bezpieczni. Niektórzy o mały włos nie znaleźli się w centrum krwawych wydarzeń. Ktoś tego dnia nie pojechał kolejką, bo zaspał, inny był w wysadzonym metrze pół godziny przed wybuchem. Ktoś inny wyjątkowo dziś zamiast metrem wsiadł do autobusu... 

Tym razem się udało... TYM RAZEM? Czy ja to powiedziałam? Czy to nie żałosne, że „tym razem” moim bliskim i mnie udalo się nie zginąć? Czy tak odtąd ma wyglądać nasze życie?

Dzwoni znajoma, czy nie odbiorę jej kuzynki, która przyleciała tego ranka do Brukseli na święta. Miała szczęście, została „tylko” ranna. Z lotniska przewieziono ją wraz z innymi poszkodowanymi do centrum miasteczka Zaventem (podmiejska dzielnica Brukseli, gdzie znajduje się lotnisko) Miejsca w karetkach ustępowano ciężej rannym. Zanim wyruszę z domu, mam informację, że ktoś był bliżej i już odwiózł ją do szpitala. Najbliższy szpital obsługujący ofiary zamachu to akademicki Saint Luc.
Nie nadążam odpowiadać na telefony i wiadomości rodziny i znajomych z całego świata. Czuję, że jesteśmy dla nich ważni. Wszyscy się martwią, więc staram się odpowiedać na bieżąco.

Jednocześnie zaczyna się w mediach, na portalach społecznościowych cały ten łzawo-emocjonalny cyrk na kółkach. Solidarność z poszkodowanymi to piękny gest, ale podejrzewam, że deklaracje typu:”Je suis Bruxelles” nie robią na terrorystach najmniejszego wrażenia. Możemy sobie... pogadać. Celują w tym, jak zwykle politycy. Stroszenie piórek, zapewnienia, kondolencje, sraty-pierdaty.

W piękne papierki owijają rzeczywistość, ci którzy za przysłowiową garść srebrników sprzedali nasze bezpieczeństwo. Bo nie mam najmniejszych wątpliwości, że zaistniałej sytuacji w Europie winni są pazerni politycy. Zachłanni na władzę, wpływy, pieniądze. Ich krótkowzroczność, sprzedajność, nieudolność.

Nasza piękna demokracja, z której tak byliśmy dumni, stała się batem na nasze i naszych dzieci głowy. Ale to nie wystarcza pani Merkel i bandzie jej podobnych. Z pewnością historia kiedyś oceni ich działania. Szkoda tylko, że będzie to nas dużo kosztowało. 

Z demokracją jest jak... z perłami rzucanymi przed wieprze. 

Sorry za to porównanie, ale jest ono według mnie niezwykle trafne. Nie wszystkie społeczeństwa dorosły do tego, by korzystać ze zdobyczy demokracji. Nie poznają się. Nie docenią. Zdepczą, zniszczą, stłamszą. Nie zostanie na kamieniu kamień ze starej cywilizacji. Dlatego trzeba ich izolować. Nie da się ich edukować. To mrzonki naiwnych polityków, ktore niestety się nie sprawdziły. Ile trzeba jeszcze istnień niewinnych ludzi, by ta prawda dotarła do toczonych korupcją i chorą ideologią głów?

Wiem, że nie wszyscy się ze mną zgadzają. I dobrze. Ja też nie muszę się ze wszystkimi zgadzać. Znam ten kraj od ponad dwudziestu lat i niestety pozbyłam się złudzeń.



Pamiętacie szumne hasła polityków i idealistów po zamachach w Paryżu? 

„Udowodnimy, że nie da się nas zastraszyć, że będziemy żyć z godnością, celebrować naszą codzienność, chodzić do teatrów, kina...” CHA-CHA-CHA. Chciałoby się zaśmiać, tylko niestety, nie jest nikomu do śmiechu.

Swoją drogą terroryści muszą mieć świetny ubaw z tych internetowych deklaracji. 

Raz, dwa pokazali nam kto tu rozdaje karty i gdzie jest nasze miejsce. Pozaganiani jak szczury do nor, siedzimy w naszych domach, pozamykano nam metra, tunele, szkoły, uczelnie... Oto nasza wolność. Możemy sobie jedynie popisać na FB, na blogach, na forach...

Tylko politycy mogliby powstrzymać odważnymi i radykalnymi decyzjami to szaleństwo. 

Ale politycy nie jeżdżą metrem. I to nie ich bliskich zasuwa się w plastikowe worki... Oni mają na to wywalone, jak mawiają młodzi.

To, że zamachy będą nie było dla nikogo czymś nieprzewidzianym. Tylko skala i czas nie były nam wiadome. Nie jesteśmy zaskoczeni. Jesteśmy przygnębieni.

Już wiem, że nie zabiorę Was jesienią do Brukseli, choć bardzo tego chciałam... 

Chciałam pokazać Wam piękne, secesyjne kamieniczki – perły tego miasta, wypić z Wami kawę na Grand Placu, pokazać kościoły i dzielnicę eurokratów. Chciałam byście poczuli się tu jak u siebie, bezpiecznie, jak ja do tej pory się czułam...

I nie wierzcie politykom, że wszystko wróci do normy. Nie wróci. Przynajmniej dla tych co stracili dziś życie, lub bliskich. Dla wielkiej polityki to tylko cyferki okupione poprawnymi, krokodylimi łzami. A każda cyferka to czyjeś istnienie, wielkie plany i nadzieje, to powiązany ciąg z innymi ludzkich losów. Po nich, w świadomości ich bliskich zostanie lej jak po bombie. Dosłownie.

Hołd poległym. Hańba politykom.



48 komentarzy:

  1. Agnieszko jak ja bardzo zgadzam sie z Toba, czekalam, zagladalam tutaj, chcialam zebys sie odezwala, napisala i jestes, napisalas tak jak i ja mysle, dziekuje, bardzo mi bylo potrzebne uslyszec, przeczytac 'Nie poznaja sie. Nie docenia. Zdepcza, zniszcza stlamsza.' No i wiemy ze nie da sie ich edukowac. Przeraza mnie wszelka utrata wolnosci, a to coraz czesciej sie pojawia. Jestem daleko od Was, w Australii i juz ponad rok, a moze i dwa lata jak premier T. Abbott zatrzymal te lodki z nimi, ale jest nowy rzad i nigdy nic nie wiadomo co przyszlosc przyniesie, zreszta mamy ich i zamachy terrorystyczne tez byly. Teresa

    OdpowiedzUsuń
  2. Świat się niestety kurczy - ale paradoksalnie w tym złym znaczeniu. Coraz mniej do zwiedzania. Pocieszam się, że w Brukseli byłem - choć ledwie jej posmakowałem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. resztę smaku chyba będziesz musiał odnaleźć w mojej książce... niestety ):

      Usuń
  3. Ja też odetchnęłam gdy mi odpisałaś.
    Agnieszko - a może to znak żeby .... no wiesz... mówiłaś mi w Kazimierzu, że o tym myślicie...
    Przytulam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tak... Stokrotko... Powoli się zbliżam...

      Usuń
  4. Dzięki Bogu, że jesteście cali i zdrowi, ale inni...

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym natłoku myśli nawet nie wiem co napisać. Ciarki idą mi po ciele gdy czytam Twój tekst. Myślami jestem z Tobą i Twoją rodziną. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Agnieszko zgadzam sie z Panią w 100% .... Wczorajszy dzień dla Nas byl dniem strasznym niczym scena z horroru... To Nam politycy zapewnili bezpieczeństwo.... Jak sie tu dobrze i bezpiecznie czuliśmy to i teraz te bezpieczeństwo zanikło jest teraz strach smutek przerażenie i pytania kiedy Nas wybija te bez duszne osoby ? Kiedy kolejny atak ? Czy można wyjść spokojne z domu ? Czy ten pan obok mnie w kolejce w sklepie ma zamiar sie wysadzić ? Strach na jakie kolwiek wydarzenie większe kulturalne iść z rodzina ... Pozostaje Nam jedynie bać sie ... A politycy gdzies maja nas szarych ludzi ... Oni cale życie tylko obiecują ... Ich tak na prawdę to nie dotyka oni są bezpieczni oni i ich rodziny ... Dla mnie to tez chore jest to ze dzisiaj sa szkoły otwarte :/ boże kiedy to wszystko się skończy ? . Pani Agnieszko zapraszam do siebie naobcejziemi.blogspot.be dopiero zaczynam Pozdrawiam i życzę spokojnego dzisiejszego dnia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dodam jeszcze ,ze wszystko działo sie nie daleko mnie ... Gdzie na mojej dzielnicy znaleźli bombę ... Strach na prawdę z domu wychodzić ...

      Usuń
    2. Te pootwierane szkoły to żeby zamanifestować, że zycie toczy się "normalnie", ale ono już dawno straciło swoją normalność... Pozdrawiam ciepło...

      Usuń
  7. Jak wiele wydarzeń ważnych w życiu informacja zastała mnie z zatkana buzia , tym razem na fotelu dentystycznym .
    Wróciłam i zaczelam gorączkowo szukać twojego maila , maila moich znajomych z Brukseli ..... Potem przeczytam info na FB , ze z Agnieszka ok , ze dzieci w domu , Przemek w domu .... Potem rozdzwoniły sie telefony czy mój maź w domu , wszak często jeździ zawodowo do Brukseli ..... Maila do ciebie nie odszukałam , z niepokojem czekałam wiec zebys sie odezwała .... Bo to łatwiej niz odpowiedzieć na 100 telefonów i tyle samo maili ....uffff
    Mam kuzynkę w Paryżu , koleżanka swoje dzieci ... Ponownie przeżyłyśmy niepokój , strach ... Jeszcze nigdy zagrożenie nie było tak blisko . Było gdzieś tam na Bliskim Wschodzie , w Stanach ... Teraz to u nas .... Bezpośrednio nas ... Poza nic nie znaczącymi gestami solidarności , nasilają sie ruchy nacjonalistyczne , te złe - nienawiści - zapakujemy wszystkim ciapatym kulkę w łeb , zapakujemy ich i do gazu , albo chociaż w strefę Gazy , niech wracają , zlikwidować ich ....
    Odpowiedzialność zbiorowa .
    Spirala nienawiści . Na pewno jak i ja masz znajomych muzułmanów , wpakowalabys im kulkę w łeb , tylko za kolor skory czy wyznanie religijne ?! Chyba w tym ten złożony problem demokracji , ze skoro nie chcemy byc tacy jak oni , to jacy ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie wspomniałam o zbiorowej odpowiedzialności. Nie wiem dlaczego, gdy mówi się o respektowaniu demokracji pojawiają się jakieś podejrzenia o stosowanie skrajnych rozwiązan. Jest mi po drodze z tolerancją, zyję i pracuję w wielokulturowej społeczności, w każdym dostrzegam człowieka, ale przeraża mnie przewrotność Ja rozumuję tak: z demokracji wynikają prawa oraz obowiązki. To już nie jest demokracja, gdy pobłaża się jednym, a drugich zmusza się do respektowania tego. Demokracja to RÓWNE PRAWA I OBOWIĄZKI. Kto ma z tym problem, niech zmieni adres zamieszkania. Pod naszym wielkim dachem nieba nie zabraknie miejsca dla nikogo. Ale demokracja nie powinna pozwalać na zniewalanie większości przez mniejszości. I tu powinny być radykalne rozwiązania. Najczęściej sposób widzenia zmienia się z punktem siedzenia. Zapytaj tych, ktorzy stracili wczoraj bliskich - czy terrorysta może być traktowany demokratycznie. To chore jednostki. Powinny być eliminowane z otoczenia, bo są zagrożeniem również dla swoich rodaków. Człowiek, ktory z premedytacją zabija dziesiątki, setki ludzi, powinien być wyjęty spod jakiekolwiek prawa. Bo prawo życia jest jednakowe dla wszystkich brz względu na religie, na poglądy i pochodzenie. Kto z premedytacją, przygotowując się do tego starannie, występuje przeciwko temu prawu - nie jest dla mnie człowiekiem. To monstrum: chciec zabić jak najwięcej osób na miejscu. Chory umysł, ktory trzeba izolować od zycia w każdym jego przejawie. I jestem daleka od nienawiści, zawsze byłam za tolerancją i równymi prawami, ale to nie znaczy, że mam się zgadzać na zło i niesprawiedliwość.

      Usuń
    2. Agnieszko, podczytuję regularnie Tę notkę powinni umieścić w dziennikachPokazuje prawdziwe życie z uchodzcami Zgadzam się z Tobą z każdą Twoją wypowiedzią Politycy zniszczyli nam Europę Koniec bezpiecznych podroży koniec normalnego życia. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Aguś nie pisze , ze Ty o odpowiedzialności zbiorowej , ale wystarczy polski internet odpalić ... Ilośc nienawiści mnie przeraża - słowa Cejrowskiego , Korwina czy zwykłych szaryc ludzi ,ze czekaja na nowego Hitlera zeby Europę odrodzić , a po " ciapatych " na kogo przyjdzie kolej ?! Na pewno chcemy ?!

      Usuń
  8. Agnieszko, a ja własnie czytam Twoją książkę o tej pięknej Brukseli. O urokliwych zakątkach, wielokulturowości, zabytkach, a tu taki grom. Dobrze, że nic Wam się nie stało. Trzymajcie się, bądźcie silni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznaj ją, taką jaką była "przed" Dorotko...

      Usuń
  9. Pierwszą moją myślą, kiedy usłyszałam o tych zamachach było pytanie, co z Tobą i czy dobrze się macie.
    Zamiast demokracji mamy wojnę, całość idiotycznych zabiegów solidaryzowania się doprowadziła nas do tego miejsca, gdzie właściwie już nie ma odwrotu. Będziemy już zawsze żyli w zagrożeniu i tego nie da się przeskoczyć, obejść, jakoś niestety trzeba będzie nauczyć się z tym żyć.
    Współczuję Wam, trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hołd poległym, Hańba politykom! Agnieszko zgadzam się z Tobą w 100% .Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwsze co to pomyślałam o Tobie i Twojej rodzinie a westchnienie ulgi jest ...bez sensu. Tam zginęli ludzie komuś innemu bliscy a wiec "nie pytaj nigdy komu bije dzwon, bije on tobie". Morze uderza o skały i porywa kawałki lądu ...to z Hemingwaya.
    A więc hańba politykom ale .... Agnieszko nie ma przypadków, przypadki nie istnieją :(
    Serdeczności kochana i pozytywnych myśli. ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. "Je suis Bruxelles" - ?
    Nie, zdecydowanie nie.
    Bo to dla terrorystów jest po prostu śmieszne.
    Cieszę się, że jesteś cała - i Ty, i Twoja rodzina.
    Niedługo ja ze swoją mogę być na miejscu tych, co u Was zginęli... abo tych, co ocaleli...

    Pozdrawiam ciepło.
    Póki jeszcze mogę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nawet nie wiesz, kochana Agnieszko, jak bardzo sie ciesze, ze zyjesz. Kiedy w telewizji podali, ze 2 Polakow jest rannych odetchnelm z ulga, ze to nie TY. Jednak kiedy kilka godzin poznij podali, ze liczba rannych Polakow, to nie 2 osoby, tylko 3 i ze wsrod rannych Polakow jest jedna Polka, od razu pomyslalam, nie daj Boze, zebys byla to TY. Dlatego ciesze sie bardzo, ze zyjesz i nic Ci sie nie stalo, a takze Twojej rodzinie, choc zdaje sobie sprawe, ze przygnebienie i wszechogarniajacy strach to emocje, ktore towarzysza nie tylko Wam, ale i nam wszystkim, gdziekolwiek jestesmy. Nasza planeta nie jest juz tak bezpieczna jak dawniej i obecnie niczego nie mozemy byc pewni, dlatego cieszmy sie kazdym dniem spedzonym z naszymi bliskimi!!
    Tez marzylo mi sie pojechac z rodzina do Brukseli, choc raz bylam juz tam bardzo krotko przelotem i podziwialam dosc krotko piekne kamienniczki kupcow-koronkarzy, dlatego obiecalam sobie, ze kiedys przyjade tu na dluzej z rodzina, a takze marzylam zabrac ziecia do Paryza, ktory choc jest pol-Francuzem, nigdy nie byl w Paryzu, ale predzej pojedziemy do Polski, gdzie mu sie bardzo podoba i gdzie jak narazie jest bardziej bezpieczniej...

    Dlatego nie przejmuj sie, ze nie mozesz nas "chwilowo"(daj Boze) zabrac do Brukseli. Moze doczekamy sie jakims CUDEM BOZYM tego czasu, kiedy wszystko wroci do NORMY i ze spokojem i poczuciem bezpieczenstwa pospacerujemy sobie po Brukseli i ze ogromna ochota wpadniemy do kafeki napic sie kawy!!??

    Pozdrawiam Cie goraco, kochana Agnieszko oraz Twoja rodzine i mocno Cie sciskam:) Sercem i myslami jestesmy z Toba i Twoja rodzina ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  14. dzięki kochana Elu za ten pozytywny, dodający otuchy wpis. mimo ogólnego smutku, niesie on tyle nadziei i jestem niezmiernie wzruszona troską blogerskiej braci, bo tak chyba nas musze nazwać i to się czuje w takich chwilach. Jedną z tych rannych osób była pani z naszego miasteczka w Polsce. Brak słów na to wszystko. Ale dobrze, że jesteś, że jesteście, że Was Czuję, DZIĘKUJĘ! i mocno, mocno ściskam

    OdpowiedzUsuń
  15. dodam tylko, że wierzę w to gorąco, że po Brukseli i tak Cię kiedyś oprowadzę, po tych kramach z koronkami, już Cię tam widzę, twój zywioł! i uśmiecham się do siebie :) pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  16. Tez goraco w to wierze, ze tak sie stanie, kochana Agnieszko:)

    Ze bedzie panowal na nasze planecie spokoj i ludzie dla siebie beda zyczliwi i dobrzy! Bo tak naprawde, to nienawisc do zycia i do samych siebie prowadzi takich ludzi, dla ktorych nic sie nie liczy nawet wlasne zycie, do takich ohydnych czynow...

    Pozdrawiam Cie serdecznie...a te koronki beda snic mi sie po nocach...moze je kiedys ujrze...jak bedzie panowal tam spokoj i bezpiecznie mozna bedzie sie tam czuc!!

    Mocno Cie sciskam i przesylam moc usciskow:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Chciałoby się otworzyć serce dla innych i radować wiosną tak dawno wyczekiwaną. Zamiast tego całkiem INNI ranią nam serce za pomącą ładunków wybuchowych!
    Choć mówisz jak mędrzec,to politycy słuchają tylko diabelskich doradców, my możemy tylko płakać.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaraz pomyślałam o Tobie! Dobrze, że jesteś bezpieczna, cała i zdrowa, niestery, nie wszyscy miele szczęście...buziaki kochana...

    OdpowiedzUsuń
  19. Smutek bierze górę nad wszystkim innym
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Pięknie napisane. To straszne co dzieje się na świecie. :<

    OdpowiedzUsuń
  21. Przyznam się...Bałam się zajrzeć na Twojego bloga...

    OdpowiedzUsuń
  22. Niech spoczywają w pokoju..

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo smutne:( pozdrawiam i życzę szczęśliwych chwil

    OdpowiedzUsuń
  24. Przykre to i smutne. Trzymaj się cieplutko Agnieszko, trzeba wierzyć, że nic więcej złego się nie zdarzy

    OdpowiedzUsuń
  25. Byłam i jestem całym sercem z Tobą i Twoimi bliskimi.
    W tym czasie niestety nie mogłam się odezwać...
    Agnieszko, znów widziałam Cię w programie telewizyjnym Polonii.:)
    A do Brukseli i tak kiedyś przyjadę, przecież Bóg jeden wie, gdzie jest mi cos pisane...
    Moc uścisków i buziaków.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wspomnijmy teraz wyrżniętych przez Corteza Azteków, przez Pizarra Inków, muzułmanów zabitych w wyprawach krzyżowych, zapędzonych do rezerwatów Indian i Aborygenów, itd., itp. Może teraz przyszedł czas, kiedy to nie my, cywilizowani, biali, chrześcijanie napadamy ale, jesteśmy napadani... Może tak się wypełnia sprawiedliwość dziejowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie zbrodnie przeciwko ludności budza sprzeciw i sa komentowane. Sa nieakceptowalne według mojej folozofi zycia. masz rację. Dla porządku dodam, że nie po raz pierwszy, na przestrzeni wieków, my cywilizowani, biali chrześcijanie jestesmy napadani i mordowani. Ale nie chodzi o licytowanie się. Generalnie chodzi chyba o cos innego: czy w imię jakiejkolwiek religii powinni ginąc ludzie, jacykolwiek?

      Usuń
  27. Oczywiście, że nie powinni. Ale religia obok pieniędzy i władzy była, jest i niestety będzie przyczyną przemocy. Nie potępiajmy innych za to, co sami robiliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  28. "Nie potępiajmy innych za to, co sami robiliśmy." - co za logika! zawsze bede potepiac za zadawanie śmierci. nie da sie obok tego przejśc obojętnie. smierć to smierć.

    OdpowiedzUsuń
  29. No właśnie, śmierć to śmierć. Przecież nie będziemy żyli wiecznie. Umrzeć każdy musi i nie od nas zależy kiedy i jak to się stanie. Śmierć została nam zadana już w Raju.

    OdpowiedzUsuń