sobota, 26 grudnia 2015

Bo święta po to są!




Jak mijają Wam święta? Poddaliście się ich magii? Czy może jesteście koszmarnie zmęczeni i z utęsknieniem czekacie na ich koniec?


Jakie są?

Jak nasze życie, jak nasze uczucia i doświadczenia zmieniające się na przestrzeni lat. Są święta dobre i złe, szybkie i celebrowane, przez śmiech, przez łzy, bogate i biedne... W samotności lub z rodziną; aktywne, albo leniwe jak pierogi. Niosące nadzieję lub pogłębiające depresję. Pełne emocji lub beznamiętne.

BN ma tyleż zwolenników, co przeciwników. Jednym słowem, mamy z tym Bożym Narodzeniem pewien problem... Powiedziałabym, kilka problemów.



Świąteczne życzenia. Niektórzy twierdzą, że to festiwal obłudy. A ja myślę, że dobrze, że choć raz w roku robimy wysiłek by być miłymi wobec osób, których nie lubimy. I chowamy pazury choć na parę godzin. 

Znów Cię posadzili koło "ulubionej" cioci z Węgorzewa, do której musisz się uśmiechać, mimo, że z jadowitą radością dostrzegła i z fałszywą troską publicznie skomentowała twoje podkrążone oczy i dodatkowe kilogramy lub musisz wysłuchać historii peklowania świątecznej szynki od momentu zakupu, poprzez solankę, do produktu końcowego. A to akurat Cię ani ziębi, ani grzeje, bo od dawna mięsa nie jadasz.

Wujkowie prawie się za łby wzięli z przyczyn ideologicznych,a ciocia Mania siedzi zawstydzona swoją niezgrabnością bo jej się czerwony barszczyk wylał... na swiąteczną bluzkę stryjenki z Poznania.

Jeszcze gorzej z nami samymi. Właśnie tuż przed świąteczną wieczerzą do gardła sobie skaczemy! Nie wiadomo skąd i jak, wybuchła gorąca kłótnia. To znaczy wiadomo: jak co roku poszło o nieistotny drobiazg. Przedświąteczne przesilenie sprzyja gwałtownym wyładowaniom atmosferycznym. W tym roku oliwy do ognia dolał księżyc w pełni, wszak ponoć przy pełni księzyca wszystko mocniej i z większym nerwem przeżywamy. Inni uważają, że to to sprawka diabłów, które w święta aktywniej grasują i mącą ludziom serca i umysły. I jak tu opłatkiem się łamać patrząc sobie w oczy, kiedy jeszcze w nich niechęć i gniewne ognie błyszczą. 

Ba, sam Pan Jezus nie ma lekko tego dnia!

Uczeni w piśmie rozkładają beznamiętnie tajemnicę Jego narodzin na czynniki pierwsze stawiając setki pytań i szukając na nie desperacko odpowiedzi. I oto wiemy, że narodził się nie w grudniu lecz na przełomie marca i kwietnia.
Że to nie byli królowie, lecz magowie.
Z całą pewnością było ich więcej niż jeden. Ale nie wiadomo czy trzech.
Że prowadziła ich gwiazda. Supernowa. To szczegółowo opisali już Chińczycy.
Ale czy rodzice pochodzili z Nazaretu?...
Fakty, fakty, fakty. Wątpliwości, wątpliwości, wątpliwości.
A tak właściwie wcale nie fakty są naistotniejsze w istocie Bożego Narodzenia, choć oczywiście są ciekawe z historycznego punktu widzenia. 



Ty sam(a)... Czujesz się coraz bardziej zmeczony. Odpływasz w świątecznym gwarze...

A przecież czekasz z radością na ten dzień, przygotowujesz, już od Wszystkich świętych gonisz tego przysłowiowego (świątecznego) zajączka, a może raczej bałwanka, bombardowany przez wszechobecne, świąteczne reklamy...

Każdego roku, mając za sobą maraton kompletowania świątecznych prezentów w ostatniej chwili, zarzekasz się, że w przyszłym roku już na pewno Boże Narodzenie ciebie nie zaskoczy. Ale zaskakuje jak drogowców zima.
Jakaś taka siła wyższa...

Uff! Wreszcie pierwsza gwiazdka. Odmodlone, odśpiewane, objedzone...
Ale czy... przeżyte?

Człowiek nie zdążył nawet zagłębić się w Tajemnicę. Tak jak planował, z kubkiem dobrej herbaty przy blasku świec patrząc w rozgwieżdżone niebo...

Za to na fejsbuku aż trzeszczy od zdjęć świątecznych choinek i uginających się stołów. To o to w tym wszystkim chodzi?

Pomimo tego wszystkiego, kocham Boże Narodzenie! I staję w Jego obronie.

Nawet jeśli do świąt miewam stosunek ambiwalentny.

Kocham je za ekscytujące oczekiwanie, za próbę wyciszenia, kolorowe bombki i zapach choinki. Za dwanaście potraw na stole, wykrochmalony obrus i kiedyś jeszcze – sianko pod obrusem, ale skąd go teraz wziąć? Za kolędy, przy których wzruszam się do łez i które zapamiętale wyśpiewuję, niemiłosiernie raniąc uszy domowników.
Kocham je za czułość i tkliwość w tym zabieganym, skomputeryzowanym świecie, za to, że chociaż przez jeden wieczór palce nie bolą od stukania w klawisze, a ja odkrywam w sobie dawne dziecko wypatrujące pierwszej gwiazdki na niebie. Za kolędników. Za blask Twoich oczu. Dobrze, że jesteś...
Za to, że staram się być choć odrobinę lepsza dla innych i siebie.
Za chwilę refleksji i myśl o tych, o których podczas roku zapominam w codziennym zagonieniu. Za zadumę nad samą sobą... Nad światem... Za obietnicę poprawy.

Uwielbiam za zapach niemowlęcia w moim domu wiele lat temu. Od 24 grudnia pewnego roku, BN na zawsze będzie mi się kojarzyło z narodzinami mego syna.  

Ale nie lubię zgiełku towarzyszącego temu dniu, przerostu formy nad treścią, i że niewiele z wartości Bożego Narodzenia tak naprawdę pozostało. Za blichtr i nadmiar. Ale to ludzie je przecież takim uczynili.

Idea Bożego Narodzenia jest najpiękniejszą tradycją ludności. 

Tylko my, ludzie potrafimy nawet najpiekniejszą ideę zwyczajnie spieprzyć...
Dla mnie prywatnie, to ciągle najpiękniejsza moja tradycja i credo Chrześcijanina w doli i niedoli, w latach prosperity i kompletnego marazmu.

I to nieprawda, że jest smutne. To z założenia radosne święto. To w nas szukajmy przyczyny. Ono, Boże Narodzenie nam tylko uzmysławia nasz smutek, nasze braki i niezaspokojone potrzeby. Naszą tęsknotę, deficyt ciepła i miłości. Albo naszą radość... 

Odzwierciedla stan naszej duszy. Jest jak lustrzane odbicie naszego wnętrza.

Dlatego, jeśli nie lubisz Bożego Narodzenia, zastanów się dlaczego? Zamiast dołączać do akcji bojkotu wydarzenia, zastanów się, co w Twoim życiu nie działa? 

Jasne, że wtedy najdotkliwiej tęskni się za nieobecnymi.
Magiczny Grudniowy Dzien Tęsknoty.

Swoją drogą, jak dobrze, że jest tylko raz w roku! To obżarstwo i nieróbstwo, do którego świat stara się sprowadzić to święto, częściej byłoby nie do udźwignięcia. Nie mówię o rodzinach, które aktywnie spędzają świąteczny czas, bo ciągle to znikomy procent Polaków.

W ostatnich dniach znacznie wzrosło w moim domu wieczorne spożycie czystka i odchudzających herbat obiecujących cuda.

No i z żalem muszę przyznać, że Tosiek wcale nie zagadał ludzkim głosem, a mielibyśmy sobie trochę do pogadania... Co prawda zaśpiewał (do księżyca w pełni), ale to co wył nie było bynajmniej kolędą wyśpiewaną cichą nocą.



Ale tak na serio, BN bez względu na światopogląd, to zaczątek szeroko rozumianej miłości.
Radość jaka z niego płynie jest dostępna dla wszystkich pod warunkiem, że kochasz i czujesz się kochany. I dlatego dla każdego z nas święta przybierają inny koloryt każdego roku.

Niech tegoroczne święta bedą początkiem takiej miłości dla każdego z Was. I dla mnie też. 

I pokochacie święta, te dobre, prawdziwe, w waszych sercach, bez komercyjnej wrzawy co robi świętom niedźwiedzią przysługę odzierając je ze wszystkiego czym tak naprawdę są. A ci co nie wierzą, niech łaskawym okiem dopatrzą się w Magicznej Nocy pięknej tradycji, która pozwala zatrzymać się na chwilę i wymusza na nas chwilę refleksji. 

Vive BN!

P.S. Dziękuję wszystkim za świąteczne życzenia, przepraszam, że nie zdążyłam wszystkim odpisać, ściskam Was już sylwestrowo i noworocznie! Bądźmy w kontakcie. Oczywiście zdjęcia ze sniegiem, które widzicie są z ubieglego roku, no bo jak BN bez śniegu. Kiss Kiss.

Jakie są Twoje święta w tym roku? Jakie byłyby Twoje wymarzone święta Bożego Narodzenia? 




piątek, 18 grudnia 2015

„Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, Ty wstań i idź!” fragmenty książki:"W deszczu tańcz"



    
"Budzę się rano, mocno za późno. Moje noce przypominają przykrótkie kołdry, które histerycznie próbuję naciągać na głowę bladym świtem. Za oknem zimno, ponuro, ciemno, jakby to nie wiosna była, ale sam środek najbardziej kapryśnej i nieżyczliwej jesieni. Nie chce się wyłazić z łóżka. Psa na dwór nie wygonisz. To znaczy wyganiam na „siku” – nie mam wyboru. Wracają z ubłoconymi po pachy łapami. Wrrr. Do czyszczenia 12 psich łap na dzień dobry. W domu – dwóch chorych mężczyzn. Co prawda to tylko mocna grypa, ale każda kobieta wie, co to oznacza.
Podwójna tragedia i wszechobecna atmosfera przygnębienia i niemocy. Ech... Ale skoro wszędzie piszą, że szczęście jest wyborem, to właśnie desperacko próbuję sobie wmówić, że na przekór wszystkiemu – będzie to szczęśliwy dzień."  



    "Między jeziorkami na Ixelles, jak co dzień, pozdrawiam ruchem ręki miedzianą (chyba) statuę – moją niemą koleżankę i widzę kątem oka, jak pani concierge z pobliskiego bloku zagania gęsi nad jezioro. Tak. Te pewne siebie, dostojne gęgały czasami opuszczają swoje naturalne środowisko i z ciekawością zapuszczają się dalej w betonową dżunglę miasta. Niezadowolone, nieśpiesznym krokiem, mamrocząc coś pod dziobem, wracają gęsiego, jedna za drugą, w poprzek jezdni. Poranny, nerwowy, uliczny ruch na kilkadziesiąt sekund staje w miejscu. Uśmiecham się do siebie! Lubię moją Brukselę na miarę Paryża Amelii Poulain."


     
"Taaak... Tosiek skopał nam dziś znów ogródek (byłam wściekła!), ale to znaczy, że mamy sporą przestrzeń życiową. Wróciłam zmęczona z roboty, ale to znaczy, że mam pracę. Jutro będę musiała wstać rano, dużo wcześniej niż zazwyczaj, by odwieźć koleżanki synka do przedszkola, ale to znaczy, że mam przyjaciół, którzy mogą na mnie liczyć. Tęsknię za mężem, który wyjeżdża na kilka dni służbowo, ale to znaczy, że ciągle go kocham po 20 latach małżeństwa... I tak dalej, i tak dalej. Mogłabym tak wyliczać bez końca... A ty za co dziś jesteś wdzięczny/a?"



"Upinam, drapuję, stosuję warstwy... Odwracam uwagę od zbędnych kilogramów w miejscach na moim ciele, gdzie chciałabym, by było ich zdecydowanie mniej. Brak pewności pokrywam nadmiernym jej okazywaniem... Uśmiecham się, gdy chcę płakać... To moje łzy, nie lubię dzielić się nimi ze światem. Nic do nich nikomu. Odwracam uwagę... Odwracanie uwagi. Najstarszy w świecie mechanizm obronny. Sposób na uniknięcie konfrontacji z: bólem, rozczarowaniem, niebezpieczeństwem, śmiercią, złudzeniami, strachem. Nasze podświadome, pierwotne zachowanie drapieżnika. Ptak odciąga uwagę wroga od gniazda swoich małych, sam wystawiając się na niebezpieczeństwo. Dziecko w sierocińcu gryzie do krwi własne dłonie, odwracając uwagę od cierpienia duszy braku przynależności. Mój Kajtek prowokuje atak, pozorując odwagę. Odwraca uwagę od kołaczącego z przerażenia serca. Źle pozrastane drobne żebra ciągle dają znać o sobie. Pamiątka po ludzkich kopniakach."



"Siedzisz na strychu życia i leczysz rany jak Ikar połamane skrzydła. A ja ci powtarzam jak mantrę: Póki żyjesz, możesz jeszcze je zebrać do kupy i pofrunąć, jak dobrze powieje. Pewnych rzeczy nigdy już nie zrobisz z racji wieku, stanu zdrowia, braku pieniędzy, ale ciągle posiadasz bonus w postaci życia – możesz go wykorzystać na wszelkie sposoby. Tylko nie trać czasu, by nie upłynęła data ważności. Patrzę przez okno. Jest mroźnie, ale słonecznie. Jest cudnie. Miałam ciężki tydzień w pracy, podobnie jak ty i ty też. Uwieńczony wczoraj wspaniałym spotkaniem z blogową koleżanką. Odkąd zaczęłam pisać bloga, poznałam całe mnóstwo kreatywnych osób. Te wirtualne znajomości nabierają realnych kształtów. Niektóre zaowocowały trwałymi przyjaźniami. Szybko przelewam myśli na papier, bo chcę jeszcze wyjść na spacer. Wykorzystywać swój bon na życie, by data ważności nie minęła. Zrób to samo. Zamknij kompa i idź do lasu. Pooddychaj świeżym powietrzem i pomyśl o tym, co tu napisałam. A wirtual poczeka. Jest cierpliwy i nieskończony. Jak wieczność. Tylko ty jesteś tu przechodniem. Wykorzystaj twój czas i doprowadź sprawy do szczęśliwego końca. Da się. Może nie wszystko od ciebie zależy, ale bardzo dużo tak. Nawet nie wiesz, jakim jesteś mocarzem!"



"Blue Forest to wspaniałe miejsce na rodzinne wypady, bieganie, spacer z psami czy konną jazdę. Spędziłam tam ostatniej wiosny naprawdę udane popołudnia. Gdy napawałam się niecodziennymi widokami, przyszła mi do głowy pewna refleksja. Pomyślałam sobie, że tak naprawdę: Każdy ma swój magiczny las, do którego lubi się czasem zapuścić. To nieograniczona ludzka wyobraźnia.
Ale byłaby ona niczym bez swojej siostry Wytrwałości. Podczas gdy Wyobraźnia jest dzieckiem szczęścia: radosna, kreatywna, nieograniczona, jej siostra – to straszna nudziara. Mało spontaniczna, nieskora do improwizacji i szalonych wyskoków. Uparta, wstrzemięźliwa, zdyscyplinowana. Bliźniaczka Systematyczności. Wielu z nas, a już na pewno ja – lubimy je omijać szerokim łukiem. Gdybym słuchała ich rad, byłabym dużo dalej w realizacji swoich marzeń. Ale próbuję im i sobie zamydlić oczy. Uciekam w mechanizmy obronne, a jednym z nich, moim ulubionym, jest zapełniony po brzegi kalendarz, który sprawia, że czuję się wiecznie zapracowana i to, co kluczowe, z lżejszym sercem odkładam na później, i jeszcze później... Czasami na świętego „nigdy”.



"Tak... Wiem, że „mieć” posiada tylko wtedy wartość, gdy służy jakiemuś „być”. Sama tego nie wymyśliłam. To jedna z myśli-drogowskazów. Zapożyczonych. Stosunkowo wcześnie zrozumiałam, że zbytni balast jest życiowym obciążeniem. Pozwoliło mi to nabrać dystansu i pokory. To działo się jeszcze wtedy, gdy byłam jeszcze bardzo głodna „mieć”. Najlepiej szybko i dużo. Młodość ma wpisane w dowodzie drugie imię – Niecierpliwość.
W końcu lat 90. przyjechaliśmy do Belgii. Ja i mój chłopak, a niedługo później mój mąż i ojciec naszego dziecka. Gorączkowo zaczęliśmy się dorabiać. Oboje ceniliśmy sobie względny luksus i wygodę. Młodzieńcze prawo zachłanności. Pierwszy telewizor, telefon, mieszkanie. Pierwszy własny samochód. I wtedy nastąpiło przebudzenie."



"Enjoy your life! Tak. Koniecznie musisz się dobrze bawić w życiu! Nie czekać aż przyjdą trudne chwile. Bo przyjdą wcześniej lub później. Nie, żebym krakała i była Kubusiem Fatalistą, nie zrozum mnie źle – życzę ci tylko pięknych chwil w życiu! Ale wiem, że jest ono jak tort-przekładaniec! Trochę słodki, trochę kwaśny, a czasami, niestety, z kompletnym zakalcem! Tym bardziej ciesz się tu i teraz, żebyś nie czuł się oszukany: „Całe życie ciężko pracowałem, a los mi tak odpłacił...”. Nie, nie, to się nie uda! Nie oczekuj niczego od świata, bo nie jest ci nic winien. Był tu długo przed tobą i po tobie też się nie skończy. Tym bardziej: Enjoy your life!"

Do zobaczenia na wspólnych ścieżkach życia! Aga Ko 

Ksiazka do nabycia w sklepie internetowym

czwartek, 17 grudnia 2015

"W deszczu tańcz!" pozytywnik na każdy mniej dobry dzień w roku...


Dziś od siebie, bezpośrednio - bardzo krótko. Chcę byście zatańczyli w deszczu, pomimo czasami złej pogody.
Bo przecież: "w życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, ale o to by nauczyć się tańczyć w deszczu", prawda? 

Zostawiam Was z fragmentami mojej nowej książki, która również bazowała w dużej mierze na wpisach blogowych, jak i poprzednia. Niektórzy z Was z pewnością je pamiętacie. Miłej lektury!
Mam nadzieję, że zaostrzę Wam apetyt!


"Powiem uczciwie. Nie obiecuję, że dostarczę ci odpowiedzi na twoje wątpliwości. Nie silę się na mądre rady, bo ich nie mam. Nie jestem „coachem”, profesjonalistą od motywacji i to nie jest konferencja na temat: „Jak odnaleźć swoje życiowe powołanie?”. Jestem zwykłą kobietą „w średnim wieku” (cokolwiek to znaczy), z maleńkiej miejscowości na Podlasiu. Takich kobiet jak ja jest miliony. I tylko na ich własne życzenie świat o nich nigdy nie usłyszy. Choć mają tak wiele mu do zaoferowania."


"Moje Bullerbyn. Rozciąga się w małej, malowniczej kotlince, wśród lasów, stawów i jezior. Na Podlasiu. Gdzie przylatują czarne bociany. I gdzie przez moją działkę przepływa rzeczka Mahomet. Pachnie orzechami laskowymi. Na styku kultur, religii, narodowości. Polacy, Żydzi, Białorusini. Mieszańcy." 



"Nad ziemią unosi się chłód pomieszany z zapachem wąsatych ziemniaków i kurzem polnej drogi. W niektórych chatach światło zgasło na dobre i to nie dlatego, że domownicy poszli spać. Przeciąg nie porusza firanek, za to drewniana bramka kiwa się na wietrze, skrzypiąc zardzewiałymi zawiasami. Jak kołatka. Klekoczący dźwięk niepokoi, wywołuje: kto następny?..." 


"Otwieram kartonowe wieka. Uśpione motyle i ważki w ciepłym wnętrzu budzą się do życia. Całą chmarą wzlatują ku sufitowi, obsiadają żyrandol, migoczą. Dziwne, skrzydlate, niektórych nie widziałam w życiu. Przez moment jest magicznie. Patrzę zafascynowana, jak dokonują zdumionego żywota drżącymi skrzydełkami. Magia życia. Magia przemijania. Wyciągam odkurzacz. Za chwilę nie ma znaku po barwnym spektaklu." 


"I pewnego dnia zaskoczona odkryjesz po drugiej stronie lustra fascynującą kobietę, w której twarzy delikatnym dłutem czas rzeźbi subtelne bruzdy, a włosy przyprósza migoczącym srebrem. W oczach tej dziewczyny dostrzeżesz znajome, wesołe ogniki, i pomyślisz, że to nietuzinkowa postać! Pokochasz ją. Obiecuję ci. Pójdź za nią. Z gracją nauczy cię stąpać po rosie i omijać szerokim łukiem blichtr życia. Pokaże ci, co jest jego istotą." 



"I oczy. Jakby całe życie z nieobecnego ciała spłynęło właśnie do nich. Ogromne, zielone, głębokie, intensywne, pełne niepojętego zachwytu. Naprawdę brakuje słów, które mogłyby oddać ich błogostan i ekstazę. Zaparło mi dech. Nie było wątpliwości, że patrzę na najszczęśliwszą dziewczynkę świata." 

tapetus.pl

 "Wlecze się za mną przez życie, jak mój wyprawny bagaż. Zmienia się jej zawartość, jak zmieniają się priorytety czy upodobania. Czego ona już w sobie nie przechowywała! Była garderobą, szafą na pościel, moim skarbcem błyskotek i innych dupereli, biurem, meblem łazienkowym, kuchennym kredensem ze słoikami pełnymi kasz, mąk i... łakoci. Wiele ról pierwszoplanowych odegrała w swoim życiu. Ostatnio wyszlachetniała. Osiadła, przestała się włóczyć po świecie. Z dumą gości na półkach szlachetną porcelanę i podszywający się pod nią kolorowy fajans. Moja Pani Szafa." 



"Ale pewnego dnia mego zdolnego, pięknego, zaradnego mężczyznę dopada grypa i jesteśmy zgubieni! Groźna infekcja pozostawiająca w jego umyśle głęboką traumę. Wtedy Mężczyzna Mego Życia robi się absorbujący, jękliwy, zdziecinniały, potrzebujący pielęgniarki na cały etat, najlepiej z dyplomem z psychologii... Najgorsze przychodzi ze zmierzchem..." 


"Długo brałam prysznic tego wieczora. Dźwięk spadających na moją głowę kropel zagłuszył pomruki nadciągającej burzy. Po chwili strumień wody obmywający moje ciało znalazł wspólny rytm z gwałtownym deszczem bębniącym o parapety okien. Po długiej porze suszy front gwałtownie się załamał, przynosząc upragnione opady. Ukojona szumiącą melodią spałam z ufnością noworodka." 


"U jej stóp, jak stara, niemodna sukienka, ścielił się dywan rudych martwych blaszek liści. Wiatr porywał je pojedynczo, figlował z nimi, zwodził, a gdy już nabierały zaufania i coraz odważniej szły z nim w pląsy, jak cyniczny kochanek obracał je w pył bezlitosnym podmuchem."




cdn. 





"W deszczu tańcz!"


Tak kochani! Trzymałam dla Was tę niespodziankę na koniec roku, ale dłużej już nie mogę. Mleko (świadomie i z całą odpowiedzialnością) się wylało i na facebooku aż huczy! A że nie każdy kocha facebooka, to tutaj też dzielę się z Wami tą informacją.

Jesteście poniekąd współtwórcami mojej drugiej książki. Gdyby nie Wy - nie powstałaby pierwsza. A gdyby ona nie powstała - nie wiedziałabym dalej, którą z dróg mam podążać...

To Wy nadaliście kształt moim marzeniom, to Wy nie znając mnie zupełnie uwierzyliście w moje skrzydła, to wreszcie Wy - dodawaliście mi otuchy, uwagi, konstruktywnej krytyki na każdym etapie mego pisania.
I tak jak w te magiczne święta ludzie dzielą się symbolicznie opłatkiem, tak ja chciałabym podzielić się z Wami radością wydania na świat mego drugiego literackiego "dziecka".
Prapremiera już w najbliższą niedzielę w moich kochanych Siemiatyczach, w Miejskiej Bibliotece Publicznej (tradycyjnie stamtąd zaczynam) a później... dalej w Polskę. Ta książka ma misję i już ta misja zaczyna zbierać żniwo. Książka jeszcze na dobre nie wyszła (dopiero się rodzi w zapachu farby drukarskiej), a już budzi zainteresowanie wielu portali. Patronat nad nią objęły regionalne Radia: Białystok, Podlasie, Lublin. Cała ściana wschodnia! A to jeszcze nie koniec. Już mam zaproszenie w przyszłym roku do prestiżowych instytucji kulturalnych w regione. Efekt kuli śniegowej. 

Ale nie byłoby tego bez Waszego udziału, bo sama jestem za słaba, trochę leniwa, trochę źle zorganizowana... O tak, znam się doskonale! To Wasz entuzjazm mnie zaraża! Moje organizatorki - wolontariuszki, doradcy. Gdy słyszę, że gdy ktoś jedzie z drugiego końca Polski, by tylko przez chwilę spotkać się ze mną, to wybaczcie... takie coś zobowiązuje. 

W oczach pojawiają się łzy i wiem, że nie mogę zawieść. 

O magicznej osobie, która stanęła na mojej drodze, Magdzie mogę mówić wiele, ale nie mogę się jakoś do tego zabrać. Ten post już prawie przygotowany leżakuje sobie w poczekalni, ciągle coś w nim poprawiam. Bo cokolwiek napiszę o Magdzie - moim wydawcy (mojej wydawczyni?) wydaje mi się blednąć wobec jej osobowości... 

Z Joasią K jesteśmy w codziennym kontakcie. Planujemy, wymyślamy, majlujemy, dzwonimy. Magda K podsyła mi coraz to nowe pomysły na zdjęcia i promocję książki. Jest w tym niesamowita! Z przeciętności potrafi wyłuskać brylant, czarodziejka wizualna. Chciałabym Wam ją pokazać, ale jak większość fotografujących  - sama unika obiektywu z tej drugiej strony. 
Cały sztab pomocników i pośredników. Wszyscy ze szczerego serca. Czasami myślę, że śnię, że to się nie dzieje naprawdę.
Wiele rzeczy nie dałoby się zorganizować we wstępnej fazie bez finansowego wsparcia mego męża. Dziękuję mężu! A że projekt ma charakter bardzo rozwojowy i pociągnie za sobą inne o charakterze biznesowo - społecznym, bo tylko biznes, który służy społecznie ma według mnie sens, poszukuję dalszych patronów, sympatyków, sponsorów i propagatorów naszej misji. Każdy pomysł czy pomoc w jakiejkolwiek postaci na tym etapie są bardzo cenne. 



Piszę tu o tym wszystkim, bo niektórzy z Was są ze mną od samego początku. Byliście przy narodzinach mego, początkowo bardzo nieudolnego blogowania, wspieraliście mnie w jego rozwoju, dopingowaliście. Można powiedzieć, to przy Waszej asyście zrodziłam się jako autorka, korzystałam z Waszych sugestii, dzięki którym ewaluowałam w tę, a nie inną stronę. W najlepszą ze stron...

Na koniec mam do Was apel (bo do kogo jak nie do Was). Jeśli macie pomysły na spotkania autorskie w Waszych miastach, miejscowościach, znacie jakieś instytucje kulturalne, które chciałyby poznać swoich czytelników ze mną, to piszcie do mnie. Odwdzięczę się egzemplarzem książki jak Was odwiedzę i parasolką z dedykacją tylko dla Ciebie. (No bo jak tańczyć w deszczu bez parasola :) Gwarantuję każde miejsce obdarzyć ogromną dawką pozytywnej energii bo, powtórzę tu za Beatą Kapcewicz, jestem "szczęściarą z wyboru" i lubię tym zarażać innych.
A już w następnym poście zostawiam Was z fragmentami mego "pozytywnika": "W deszczu tańcz!" 
Do jutra!




niedziela, 13 grudnia 2015

Będą święta, będzie dobrze!


Końcówka grudniowych dni, jak bieg przez płotki bez wytchnienia. Dni krótkie, za krótkie, noce zimne, ranki ciemne. Najgorszy okres w roku, gdy tak wychwalana przeze mnie jesień złota, a nawet ta słotna, odeszła w niepamięć. Teraz tylko, aby przetrwać do Bożego Narodzenia. A tu statystyki krzyczą, że w ludziach nastroju brak. Nie czują weny.

Zadaję sobie jak co roku pytanie, co w tych świętach takiego jest, że jednocześnie czułe, radosne, smutne i czasem wręcz depresyjne?...
Najlepsze i najgorsze...

Bo podsumowanie tego co nam się udało lub nie?
Bo "kolęda dla nieobecnych"?
Bo samotność.., która jest "ciężkim i nieodzownym warunkiem istnienia" według J. Conrada?
Bo...

Każdy swoje powody serca ma.

Jak co roku staram się, by przedświąteczny post nie wyszedł łzawy. Ale niestety, nie uchronię się od tego – co nieuchronne. Nie porafię pisać o Bożym Narodzeniu bez ckliwego trzepotu serca. Więc bedzie jak zawsze... Banalnie ciepło i przez łzę w oku. Sorry, taki mamy klimat!


Kilka dni temu w poszukiwaniu świątecznej magii zaniosły mnie nogi na Grand Place w Brukseli. W jego centralnym miejscu - ogromna choinka i szopka z żywym inwentarzem. Cudowna muzyka i gra świateł wprowadziła mnie w euforyczny nastrój.
Nagle poczułam jak przymus biegu przez życie uszedł ze mnie jak z przekłutego balonika. Rozejrzałam się wokół... Rozmarzone oczy w zasłuchanych twarzach. Uroczyste selfie z La maison de Roi w tle. (To taki dom (pałac?) wybudowany dla króla. Król w nim nigdy nie mieszkał, za to przebierał się tam dośc często. Dziś jest tu miejskie muzeum i zarazem... ogromna garderoba Manequin Pis (sikającego chłopczyka).

Popatrzyłam wokół siebie. Spokój, zadumanie, relaks. Normalność. Siedząca na bruku młodzież... I gdy usłyszałam gdzieś poza mną szept:”Nie biegnij tak!”, z impetem jak inni klapnęłam tyłkiem na kocich łbach. Zapatrzyłam się w zmieniające się światła na miejskim ratuszu. I rozkoszna pewna myśl przeszyła moje ciało i umysł na wskroś: Będą święta! Będzie dobrze... MUSI BYĆ!



W Brukseli jakoś inaczej niż rok, czy dwa lata temu drży przedświąteczne powietrze... Coś się zmieniło w celebrowaniu Bożego Narodzenia w tym kraju... Coś w spolegliwych Belgach pękło, a może właśnie stwardniało. Po wydarzeniach w Paryżu, zaostrzeniu stopnia zagrożenia terroryzmem w Brukseli...  Na nowo zaczynają publicznie używać słów: ”Boże Narodzenie” i otwarcie cieszyć się nadchodzącymi świętami, dostrzegając ich duchowy wymiar.

Pamiętam, jak kilka lat temu w obawie przed „obrażaniem uczuć religijnych” zamiast choinki ustawiono na placu jakąś koszmarną metalową, świetlną instalację. Nie przypominającą nic, a już najmniej choinkę...
Jak ze sklepów po angielsku, mimochodem zniknęły kartki z życzeniami nawiązujące do narodzin Jezusa, a w szkołach i urzędach słowo: ”Noël” zastąpiono „święta zimowe” czy jakoś tak... Jak w jednym z miejscowych urzędów miejskich (niedaleko mnie) wyrzucono choinki, ponieważ obrażały uczucia mniejszości...


Tak było. Bezrozumna poprawnośc polityczna doprowadziła do tego, co każdy widzi i czuje; i zaryzykuję stwierdzenie, że, bojąc się być posądzoną o rasizm... paradoksalnie przyczyniła się... do jego wzrostu.

Bo DOPIERO TERAZ, w świetle niedawnych ataków, każdy młody człowiek o ciemniejszym odcieniu skóry spotkany w metrze budzi lęk i uprzedzenie... A najczęściej jest Bogu ducha winnym pasażerem.

I śmiechu warte, napuszone, pobożne życzenia polityków, chcących ratować sytuację i nastroje: „Pokażemy, że zamachy nie przeszkodzą nam w normalnym życiu. Pracujemy, pielęgnujemy nasze codzienne rytuały”...

Bardzo szybko życie pokazało jak wielka to była iluzja. Wprowadzono czwarty stopień zagrożenia, a nas, obywateli jak szczury zagoniono do naszych domów, radząc byśmy nie podchodzili nawet do okien. Szkoły, handel i komunikacja stanęły. Życie zamarło... Panowie politycy, czy tak pojmujecie wolność i demokrację, gdy garstka zwyrodnialców trzyma w szachu całą Europę?

Na szczęście Belgia normalnieje. Na szczęście ludzie zaczynają rozumieć, że pielęgnowanie swoich tradycji, związanych od zawsze z naszym kręgiem kulturowym nikomu krzywdy nie robi, a już napewno nie obraża jego uczuć.

Magię świąt na brukselskiej starówce i w centrum miasta poczułam dzięki Ani. Uwielbiam tę sobotnią gorączkę miasta, a zwłaszcza teraz, przed najpiękniejszymi świętami w roku. Lubię to uczucie, gdy w głowie kręci mi się cały świat! ( Nie, nie! Nie od tego co myślicie!)

Siedziąc wczoraj z Anią na zewnątrz jednej z restauracji myślałam o tym wszystkim, o czym tu dziś piszę. I nie wiem już, czy nasze policzki były bardziej rozgrzane od ciepła gazowych lamp tuż nad głową, od wypitego wina, czy euforii spotkania w takiej bajecznej scenerii. Nawet bezdomni poprzebierani byli za Mikołaja. Siedzieli uśmiechnięci na swych materacach pociągając tanie trunki dla rozgrzewki.

Chwilo zatrzymana w kadrze trwaj!



Po powrocie na moją wieś – kwadrans drogi samochodem z centrum – cisza aż w uszach boleśnie kłuje... Ale mój świat też swój urok ma. Mój azyl... Mój dom... Moja rodzina: ludzie i psy. Mój święty spokój podbrukselskiej prowincjuszki.

Już od tygodnia słucham bez przerwy kolęd, by wprowadzić pod mój dach trochę świątecznej magii. (Chociaż zdarza mi się słuchać kolęd przez cały rok.) 
Z tą magią, jest jakby trudniej... Ktoś bliski gaśnie w oczach. Nie brak wokół róznych kłopotów. Wspomnienie tych, którym rozszalały terroryzm zabrał bliskich. Zdmuchnął, jak wiatr płomień świecy. Zanieczyszczenie, wojny, zniewolenie... Świat oszalał i jakby pędził ku zagładzie... Lekko nie jest.

Z choinką czekałam aż do tego weekendu, nie czując jeszcze bluesa. Wszystko jakieś takie... Ale kiedy rozłożyłam jej zielone ramiona, gdy zaszemrała światełkami, udzieliła mi się dziecięca wiara, w to, że w ostatecznym rachunku wygra to co dobre. Przecież jesteśmy taką „drużyną pierścienia”. I w tym jest nasza moc! 



Zaczynam już dziś, natychmiast – od siebie, od mego mikroświata, rodziny, przyjaciół, otoczenia, a Ty zaczniesz – od swego – razem możemy więcej. A dołączą jeszcze inni... Nasze działania się spotęgują i w tym widzę sens i nadzieję świata. Hej... Tylko nie mów mi, że jest za późno. Nigdy nie jest. 

Codziennie robisz coś dla swego otoczenia, nie zdając sobie sprawy, że przyczyniasz się do zbawienia ludzkości. Po to są święta byś to sobie uświadomił(a). I poczuł(a) misyjność swoich prostych poczynań. One nie są bez znaczenia. Są ważne. Nasze małe zwycięstwa nad nałogami, złymi nawykami. Daj z siebie wszystko. Ktoś będzie z Ciebie dumny. Ty będziesz dumny(a) z siebie.


Oczywiście jak co roku, czekałam z prezentami do ostatniej chwili. Oczywiście jak co roku bez poczucia winy przekroczyłam budżet.
Sama z wiekiem mam coraz mniej potrzeb, ale nie mogę odmówić sobie egoistycznej przyjemności sprawiania radości innym.
Oczywiście jak co roku, zamiast pięknięć i chudnąć przed świętami, to się kompulsywnie objadam. Może się zmobilizuję i od jutra "pojadę" na koktailach owocowych i warzywach. Ktoś ze mną? Nie?? 

Już nie mogę się doczekać, kiedy uściskam swoich bliskich, kąty w moim anusińskim domu na Podlasiu, pójdę nad Bug z psami, poznam dzikich lokatorów mego ogrodu, gdzie znajdują bezpieczne schronienie podczas naszej nieobecności, wpadnę na „szybką kawę” (czytaj: ekspresowe plotki) z koleżankami. 

I najważniejsze, jeszcze przed świętami ruszę z promocją nowej ksiązki. Już czuję tę moc! 

Poczuj nadchodzącą tendresse. Będą święta. Będzie dobrze. Mogę Ci to obiecać. Tylko proszę chciej... Bo jak mówi aktor Keanu Reeves:

"Na koniec, myślę że wszyscy możemy się zgodzić, że nawet w obliczu tragedii człowiek może się rozwijać. Bez względu na to, co ci się przydarza w życiu, jesteś w stanie to pokonać! Życie jest warte przeżycia."