wtorek, 20 października 2015

Ona zwariowała!


Wchodziłam na pokład samolotu gdy w kieszeni kurtki zawibrował telefon. Na Messengerze facebookowym wyświetliła mi się wiadomość. Byłam zestresowana, spocona, ledwie zdążyłam przed zamknięciem odprawy, jak zwykle „piszczałam” przechodząc przez bramkę, jak zwykle zostałam poddana starannym oględzinom. Później w pośpiechu zbierałam buty, telefon, laptop, biegnąc szukałam odpowiedniego „gate”, ściskając w jednej ręce bilety, dowód, kurtkę, a w drugiej toboły. Jak baba na targu obładowana. Nie cierpię tego!  I wtedy właśnie zawibrował telefon. Okulary (oczywiście) były na dnie torby. Wytężyłam zmęczone oczy. Literki ułożyły się w początek wiadomości, zanim rozmyły się w nieczytelną plamę. „Niespodzianka!” – pisała Agnieszka z wydawnictwa „Białe Pióro”. Wyświetliło mi się bajecznie fioletowe zdjęcie okładki książki. Była ona dosłownie zsypana drobnymi kwiatuszkami. Ale: „kto? co i jak?” - nie dane było mi doczytać, bo musiałam wyłączyć telefon...
Natychmiast usnęłam ze zmęczenia, nie zważając na chętną do pogawędki sąsiadkę z boku. A w Warszawie na nowo w biegu...
... I nie wiem już, czy najpierw spotkałam się ze Stokrotką i dostałam od niej książkę, czy wcześniej doczytałam wiadomość od Agi... Wszystko zbyt szybko się potoczyło i to niezgodnie z planem. W każdym razie zaskoczenie było totalne!



Stokrotkę poznałam dużo wcześniej zanim... no właśnie. Trafiłyśmy na siebie na pewnym portalu literackim, gdzie próbowałam swoich sił. Stokrotka już w tym czasie pisała dużo i dobrze. Nie zagościłam długo na wspomnianym portalu, zapewne trafiłam tam po to by nawiązać cenną znajomość i przenieść ją z czeluści cyber zagłębia do realnego życia. Podwójna „avantage”, bo od Stokrotki trafiłam do Joasi Rodowicz. (Zdaje mi się – taka była kolejność zdarzeń.) Ale o tej niezwykłej kobiecie – kiedy indziej.
Jadzia, znana w blogerskim świecie jako Stokrotka, to uosobienie skromności. Mówiąc szczerze nie spotkałam nikogo, kto narzucałby się swoją osobą komukolwiek mniej niż Jadzia. To znaczy wcale... Jest mimochodem, w tle, uważna, serdeczna, skupiona – a jakby jej nie było. A zarazem jest to osoba o niezwykłej wiedzy historyczno- geograficznej. Zwiedziłam z Jadzią wirtualnie kawał świata! Zaryzykuję twierdzenie, że to Ona powinna pisać podręczniki dla młodzieży. Ręczę, że młodzi ludzie by je pokochali i na pewno więcej zostałoby im w głowach!

Podczas gdy sama skupiam się głównie na emocjach w moim pisaniu, Jadzia z buchaltersko-archeologiczną skrupulatnością – oddaje sprawiedliwość dziejom. Skrupulatnie, lecz nie nudno. Wręcz przeciwnie. Czyta się z ogromnym zainteresowaniem, przy czym bogactwo faktòw historyczno-geograficznych, nie przytłacza. To bogactwo, spostrzeżeń, anegdot, refleksji.  


A teraz zwariowała! Wydała książkę i to w absolutnej tajemnicy, nawet przed najbliższymi! Bo taka właśnie jest Stokrotka. Ułożona i szalona. Delikatna i twarda. Jak jej Mama, której oddaje hołd na stronach swej uroczej książeczki.
Chyba rozumiecie, dlaczego moja recenzja twórczości Jadzi będzie taka osobista?  Nie potrafię mówić (pisać) o tej osobie bez emocji. Nie jestem recenzentką. Oceniam sercem, nie rozumem. Skupiam się na tym jakie struny w moim sercu porusza czyjaś twòrczość. Ta Jadziowa, uruchomiła w mojej duszy całą symfonię wzruszeń. Trzymam w dłoni stosunkowo cienką książeczkę, lecz niezwykle treściwą. Książka zaczyna się słowami: „Nie dla sławy i nie dla pieniędzy... nie po to by swoje ambicje i cokolwiek komukolwiek udowodnić... „ Taka właśnie jest autorka tej książeczki. Jej opowieści zebrane są w cztery tematyczne części: rodzinne wspomnienia, podròże, opowiadania dotyczące teraźniejszości i urocze anegdotki, ktòrych bohaterami są wnuki Jadzi: Szczerbaty i Pytalski.





Niby znam większość tych opowiadań, bo powstały podobnie jak moja książka na bazie postòw blogowych, ale smakuję je za każdym razem jak ulubione ciasteczko. Tyle tam treści! Odrywam kawałek po kawałeczku, jak poszczegòlne warstwy kakaowo-orzechowego, chrupiącego wafelka, delektując się jego smakiem. Wzruszam się przy bardziej osobistych treściach, ukazujących wrażliwość Stokrotki, chłonę wiedzę, przy tych bardziej fachowych, śmieję się przy opowiadaniach o wnukach. To znòw podziwiam merytoryczność, wartki, lekki język, konsekwencję. Ale wszystko co dobre, szybko się kończy! Nie wiem kiedy połknęłam całą książkę!
I aż żal, że tak szybko się skończyło...

Stokrotko, zostawiłaś w moim sercu wielki niedosyt!
Życzyłabym sobie, byś częściej wariowała, a owocem tego wariactwa były kolejne książki. Już dla szerszej grupy odbiorcòw. 

13 komentarzy:

  1. Poczułam się bardzo zachęcona. Czy książkę można kupić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba sie skontaktowac w tej sprawie z autorka: http://prawiewszystkiemojepodroze.blog.onet.pl/
      albo z wydawnictwem Biale Pioro :)

      Usuń
  2. Trzeba koniecznie wpaść do Stokrotki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, do Ciebie tez sie przymierzam, nie mysl, ze Ci sie upiecze :) tylko, ze ja dlugo dojrzewam:)

      Usuń
  3. Agnieszko, bardzo bardzo Ci dziękuję:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać. Pozdrawiam Stokrotkę i Ciebie Aguś. Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniale, że już się uformował chór skandujący Stokrotce: JESZCZE! JESZCZE! Ta lektura, bardzo podobnie do Twojej książeczki "brukselskiej" zostaje w sercu na długo. Ja za te bezcenne, choć cienkie książeczki najmocniej Wam dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zam, gratulacje dla Stokrotki! A Twój opis brzmi naprawdę zachęcająco;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle ciepłych słów na temat jednej osoby potrafisz tylko ty powiedzieć. I to w taki piękny sposób :) Chętnie zajrzę zachęcona na jej bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak reklamujesz że sam nabrałem apetytu
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń